środa, 11 stycznia 2012

Na początek ziołowy smrodek....

Dawno mnie nie było ale już powoli do Was wracam:) Co prawda powrót był zaplanowany po 22 stycznia kiedy to już wszystkie sprawy będą za mną ale nie mogłam się powstrzymać, żeby wreszcie czegoś nie napisać;) Na razie jeszcze posty nie będą się pojawiać regularnie ale zawsze lepiej mniej niż wcale;)
Zatem zaczynamy i zapraszam do czytania:)

THE BODY SHP
HEMP Hand Protector
Skóra Bardzo Sucha

SKŁAD i OBIETNICE PRODUCENTA (niestety wszystko po angielsku a na dodatek w bardzo minimalistycznym wydaniu):

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: No cóż... Zapach jest bardzo duszący i słodki raczej z tych mało przyjemnych... Nie ma co ukrywać - smrodek konopi jak ta lala;)
BARWA: Delikatny pastelowo oliwkowy ale nie przezroczysty. Na skórze bezbarwny.
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsta i zwarta jednak krem dosyć szybko się wchłania i nie pozostawia zbyt tłustej warstwy, jednakowoż jak dla mnie nadaje się on tylko jako kuracja na noc.
 OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione ale nie do końca. Co prawda dłonie są nawilżone ale krem działa tylko przez jakiś czas. Przy dłuższym użytkowaniu zauważyłam zanik efektów. Co do ochrony to tak, krem niezaprzeczalnie tworzy barierę jednak nie zawsze jest ona przyjemna w noszeniu.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Klasyczna, aluminiowa aptekarska tuba z plastikową nakrętką. Trochę mnie denerwuje bo ciężko wydobywać krem śliskimi rękami no i trudno wycisnąć go do końca.
POJEMNOŚĆ: 100ml ale jest też mniejsza wersja 30ml
DOSTĘPNOŚĆ: Sklepy i strony internetowe The Body Shop
CENA: 39zł za 100ml i około 20zł za 30ml
OCENA: 4,5/6

Podsumowując: No cóż, po zapoznaniu się z wieloma recenzjami tego kremu postanowiłam kupić do dla mojej drugiej połówki. Ponieważ rączki mojego męża są narażone na wprost nieprawdopodobne warunki i stykają się z najróżniejszymi substancjami są niesamowicie wysuszone i podrażnione dlatego miałam nadzieję, że to cudeńko mu przypadnie do gustu. Podstawowe wymagania jakie musi spełnić krem dla M. ;) to:
- nie pozostawianie tłustej i lepkiej warstwy,
- posiadać znośny dla mężczyzny zapach,
- nawilżać i regenerować dramatycznie przesuszoną i podrażnioną skórę dłoni,
- nie szczypać po nałożeniu.
Moje wymagania są podobne ale jest ich więcej jednak krem był nie dla mnie więc skupiłam się na tym;)
Jak już udało mi się zakupić tubeczkę kremu przeleżał on dłuższy czas w szufladzie z zapasami ponieważ M. stwierdził, że na razie go nie potrzebuje bo jego ręce są w dobrym stanie. Koniec końców po zużyciu swoich kremów zabrałam się za niego twierdząc, że nie może czekać w nieskończoność. Po pierwszych testach stwierdziłam, że będę do używała na noc i czasami w dzień kiedy to nie będę miała zbyt dużo do roboty. Na początku krem mnie zachwycił (nie licząc tego, że paskudnie śmierdzi) - rączki włącznie z moimi wiecznie tragicznie wyglądającymi skórkami dosyć szybko stały się rewelacyjnie nawilżone i niewrażliwe na czynniki zewnętrzne a skóra gładka, miękka i jedwabista w dotyku. Jednak po pewnym czasie zauważyłam, że moja skóra przestała na niego reagować i efekty stawały się coraz mniej widoczne aż w końcu ręce wróciły do poprzedniego stanu. Hemp poszedł więc w odstawkę a ja zaczęłam używać czegoś innego. W tym samym czasie M. doszedł do wniosku, że też będzie go używał - tak jak i mnie, na początku krem go zachwycił (no może poza zapachem) i widać było, że chętnie po niego sięgał a stan jego dłoni się poprawił. Jednak po jakimś czasie zauważył, że krem szczypie go po nałożeniu na mocno przesuszone na ręce więc bardzo szybko przestał go używać zastępując innym. Krem przeleżał jakiś czas nieużywany a obecnie ja ponownie po niego sięgnęłam, gdyż moje ręce i skórki wołają o pomstę do nieba, i o dziwo znowu widać rewelacyjne efekty. Widać dla mnie krem nadaje się tylko na chwilowe kuracje i tak go będę używać. Na razie wypróbuję inne wersje kremów z TBS a jak one się nie sprawdzą to będę kupowała Hempa co jakiś i robiła sobie kuracje.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...