sobota, 29 czerwca 2013

Zakupy: czerwiec 2013

Czerwiec się już kończy (jak to się stało skoro dopiero się zaczynał?) więc czas na podsumowanie zakupów z całego miesiąca. Trochę kosmetyków mi przybyło, głównie tych do włosów wiec będziecie mieli co oglądać :)
Zapraszam :)
                                                      
Na początek zamówienie Oriflame:
1. Oriflame Cocktails & the City Party Queen Hand Cream 75ml - Gratis do zakupów :)
2. Oriflame Amazonia for Her EDT 30ml - Cena: 16,90zł - No cóż, uwielbiam takie zapachy na lato i nie mogłam się jej oprzeć w tak obniżonej cenie. Zapach jest genialny a buteleczka idealna do torebki więc jak jeszcze pojawi się w ofercie to chętnie ponowię zakup ;)
3. Oriflame Oasis Warm Sunset EDT 30ml - Cena: 22,90zł - Bardzo przyjemny, słodki, nie duszący letni zapach idealny na chłodniejsze dni i wieczory :)
 4. Oriflame Mydełko Oasis Warm Sunset - Cena: 2,90zł - Zakup poza rozsądkiem ;) Pachnie nawet lepiej niż EDT bo więcej w nim grejpfruta. Umila mi teraz codzienne kąpiele i jestem z niego bardzo zadowolona :)
 5. Oriflame Sparkle in Paris Kredka do oczu Purple Shimmer - Cena: 7,90zł - Nie mogłam się oprzeć promocji i dobrze zrobiłam. Kredka jest rewelacyjna :)
                                       
 Zakupy w sklepie kolorówka.com:
 6. Dwutlenek tytanu - gratis do zakupów.
7. Color Blend White 10g - Cena z przesyłką: 20,97zł - Musiałam w końcu doprowadzić minerałki i pudry do odpowiedniej kolorystyki i ta baza okazała się objawieniem. Myślę, ze to nie ostatni jej zakup ;)
                                              
Stała prenumerata:
 8. Make Up Trendy
 9. Make Up Trendy Kredka do powiek Czerń - Gratis do gazetki.
                              
Zamówienie ze sklepu AlleDrogeria:
 10. Real Techniques Setting Brush - Cena: 29,90zł - Co prawda nie takie jest jego przeznaczenie ale zakupiłam go do różu i chociaż mógłby mieć dłuższe włosie to i tak spisuje się świetnie.
 11. Real Techniques Stippling Brush - Cena: 46,90zł - Uwielbiam pędzle duo fibre więc nie mogłam mu się oprzeć ;)
 W związku z tym, że na zakupy dostałam mały rabat i zamówienie składałam z koleżanką cena całej paczki z przesyłką wyniosła mnie: 75,06zł.
                                      
 Zakupy włosowe:
12. i 13. Yves Rocher I Love My Planet Szampon do włosów 300ml - Cena: 1gr za sztukę, gdyż był to prezent za wizytę w sklepie.
14. Schwarzkopf Perfect Mousse 665 Jasny Złocisty Brąz - Cena: 13,79zł - Moje włosy mają już dość farb z amoniakiem więc postanowiłam dać im odpocząć. Zobaczymy jak się spisze.
15. i 16. Alberto Balsam Strawberries and Cream Shampoo 400ml - Cena z wysyłką: 23,98zł - Wreszcie spełniłam swoje wieloletnie marzenie o truskawkowym szamponie (miniaturowa Joanna się nie liczy) :D Co prawda użyłam go dopiero 2 razy ale już mogę powiedzieć, że ślicznie pachnie i świetnie oczyszcza włosy nawet z olejów ale niestety trochę je plącze, jednak to mi nie przeszkadza (od czego są odżywki) i myślę, że to nie będzie ostatni zakup tego szamponu ;)
                                
Poza tym w czerwcu przybyło mi trochę sprzętu do ćwiczeń (hula hop i skakanka) oraz odzieży (sukienka na wesele i bielizna), które pochłonęły większą cześć moich zasobów finansowych ;)
Podsumowując miesiąc jestem jednak zadowolona. Na kosmetyki wydałam: 184,42zł ale zrealizowałam sporą część wish listy.
Mam nadzieję, że lipiec przyniesie trochę kosmetycznego spokoju i pozwoli mi realizować poza kosmetyczną wish listę, która jakoś dziwnie, choć kontrolowanie, się rozrosła...
                               
A jak tam Wasze czerwcowe zakupy?
Zaszaleliście, czy udało się Wam oszczędzać?

czwartek, 27 czerwca 2013

Różany mus

Różów u mnie dostatek a w związku z tym, że praktycznie co miesiąc zmieniam ulubieńca jest o czym pisać. Tym razem na tapecie zakup zupełnie nieplanowany, nieprzemyślany i przypadkowy. Można wręcz powiedzieć, że nawet mnie zaskoczył ;)
                                                         
Bell
Air Flow
02
Róż do policzków w musie
                              
SKŁAD:
 cyclopentasiloxane, isododecane, talc, isostearyl isostearate, cyclohexasiloxane, dimethicone crosspolymer, microcristallina cera, isopropyl palmitate, copernicia cenifera cera, disteardimonium hectorite, dimethicone/vinyl dimethicone crosspolymer, dimethiconol, lanolin, glyceryl caprylate, propylene carbonate, peg-8, tocopherol, ascorbyl palmitate, ascorbic acid, citric acid [+/- cl 15850, cl 19140, cl 45410, cl 77742, cl 77891]
                                                         
MOJE WRAŻENIA:
Opakowanie to maleńki plastikowy zakręcany słoiczek dodatkowo uszczelniony pod nakrętką plastikową wkładką. Jak najbardziej oceniam go na plus ze względu na rozmiar i wagę, bo przerażają mnie te grube, ciężkie, szklane słoje, w których zazwyczaj skrywają się róże.
Nie ma w nim aplikatora a na opakowaniu niestety nie podano gramatury kosmetyku.
Zakupić można go jeszcze w koszyczkach wyprzedażowych drogerii Natura w cenie około 6,50zł, gdyż pochodzi on z edycji limitowanej.
                       
Pachnie niestety paskudnie i po prostu chemicznie. Na szczęście smrodek ten jest wyczuwalny tylko po przyłożeniu nosa do słoiczka więc nie przeszkadza przy użytkowaniu.
Jego konsystencja jest musowa ale gęsta i zwarta więc nie ma obaw, że niechcący nabierze się go zbyt dużo na palec.
                                      
                                               
 Róż ma kolor wściekłego, mocnego i zimnego różu. Bez pomyłki można go nazwać fuksją jednak zdjęcia wydobyły z niego trochę zbyt dużo niebieskich tonów. Nie zawiera drobinek ani połysku.
Pigmentacja kosmetyku jest niezwykle intensywna. Wystarczy odrobina i można sobie zrobić kuku, dlatego dobrze wcześniej poćwiczyć aplikację w domu oraz nakładać go warstwami. U mnie najlepiej sprawdziła się metoda nakładania i rozcierania palcem, dokładania, rozcierania pędzlem i ewentualnego dokładania palcem tam gdzie pojawiła się taka potrzeba. Jednak gra jest warta świeczki bo kosmetyk pięknie ożywia buzie nadając jej młodzieńczy rumieniec.
                                       
                                                  
Ze względu na kolor i pigmentację użytkowanie jest trochę problematyczne bo przez intensywne rozcieranie (trzeba się trochę namachać, żeby wszystko pięknie rozprowadzić) można zetrzeć sobie podkład, dlatego zawsze nakładam go w większej ilości na goła skórę, a następnie na niego nakładam podkład i w razie potrzeby odrobinę dokładam.
Dobrze współpracuje z nagą, nawilżoną skórą i płynnymi oraz kremowymi podkładami. Suche można nakładać tylko na niego. Demakijaż to nie lada wyzwanie. Kosmetyk od razu wręcz wtapia się w skórę stając się praktycznie niezniszczalnym. Dopiero po całym dniu noszenia schodzi bez większych problemów w trakcie zmywania.
Nie zauważyłam aby zapychał czy pogarszał stan skóry nawet stosowany regularnie.
                                  
OCENA: 4/6
                       
Podsumowanie: Ciekawy i niezwykle trwały ale wymagający ogromnej wprawy róż. Jeżeli jesteście ciekawi musowych róży albo po prostu lubicie takie kolory, a nie chcecie wydawać zbyt dużo pieniędzy i nie boicie się trudnej współpracy to polecam. Trwałość i efekt wynagrodzą Wam trudy aplikacji ;)

wtorek, 25 czerwca 2013

Storczykowe szaleństwo

Chyba wszyscy już wiedzą, że jestem storczykową maniaczką ;) Jakiś czas temu pokazywałam Wam TUTAJ największą cześć mojej roślinnej kolekcji a teraz przyszła pora na pozostałe okazy.
Zapraszam :)
                                           
Tegoroczny prezent urodzinowy całościowo:
                      
I w zbliżeniu...
                         
Największa (dosłownie) ślicznotka :)
                      
A oto jej kwiatki:
 
                                      
 Na koniec największa wstydnisia. Kwitnie raz w roku i to bardzo krótko.
                                  
Oraz zbliżenie:
                                   
To już wszystkie moje kwitnące piękności :)
Poza nimi domowe pomieszczenia zdobią 2 aloesy, geranium, fikus sprężysty, araukaria oraz wilczomlecz okazały, natomiast przed domem a zimą w piwnicy stoi oleander pospolity.
                     
Więcej roślinek nie planuję ;)

niedziela, 23 czerwca 2013

Peel off top coat

Znowu na dłuższy czas zarzuciłam pokazywanie Wam lakierów ale było to wywołane paskudnym stanem moich szponów. Na szczęście wszystko wraca do normy i kolejny cykl otwieram recenzją topu.
                                         
 Poshe
topcoat
Super-fast drying shine and gloss
Formaldehyde, Toluene and Phathale Free!
                            
OBIETNICE PRODUCENTA:
 - For Natural or Artifical Nails
- Non Yellowing
- No UV Lights or Heat Needed
- Remarkable Gloss
- Chip Resistant
- UV Inhibitor
             
Super-fast drying shine and gloss: Poshe's revolutionary  formula dries to the touch in ONE minute.
                             
 SKŁAD:
ethyl acetate, buty; acetate, cellulose acetate butyrate, mineral spirits, polysilicone-2 , diethylhexyl adipate, amodimethicone, isopropyl alcohol, benzophenone-1
                                      
 MOJE WRAŻENIA:
 Tym razem odejdę od mojego typowego wodolejstwa i ograniczę się do wypisania jego plusów i minusów:
                             
+ Pięknie nabłyszcza.
+ Nie zmienia koloru lakieru.
+ Wygładza powierzchnię lakieru.
+ Chociaż śmierdzi to zapach w porównaniu do zwykłych lakierów można uznać nawet za przyjemny ;)
+ Miękki i długi pędzelek łatwo rozprowadza top nie rozmazując przy tym znajdującego się pod spodem lakieru.
+ Długi pędzelek sięga praktycznie do dna butelki więc nie będzie problemów ze zużyciem go do końca. 
 + Dosyć rzadka konsystencja świetnie się rozprowadza i poziomuje.
+ Buteleczka jest przezroczysta i mało zadrukowana widać ile kosmetyku zostało jeszcze w środku.
+ Bardzo wydajny. Używam go od początku roku do każdego manicure i nadal mam ponad połowę butelki.
+ Nie gęstnieje i nie zasycha, wręcz w ogóle nie zmienia konsystencji w trakcie użytkowania.
              
 +/- Niestety nie ma mowy o wysuszeniu w 1 minutę a nawet 15 minut, top potrzebuje przynajmniej 30min a optymalnie 45-60min na całkowite wysuszenie lakieru. Nie raz zdarzyło mi się zepsuć manicure po 15min od nałożenia topu więc temat mam przerobiony do perfekcji.
+/- Poshe sprawia, że lakier schodzi płatami z całych paznokci niestety trochę je przy tym niszcząc jednak nie uznałam tego za całkowitą wadę tylko dlatego, ze jest to idealny sposób do ściągania brokatów ;)
+/- Za 14ml trzeba zapłacić około 30-35zł + przesyłka.
                            
- Top niestety nie tylko nie przedłuża trwałości manicure a nawet je skraca. O ile delikatne odpryski na lakierze dałoby się przeżyć jeszcze przez kilka godzin tak odklejenie lakieru z polowy albo nawet trzech czwartych paznokcia nie przejdzie :(
- Nałożony zbyt szybko na mokry lakier wciąga go w siebie i daje efekt podbarwionego szkła.
- Dostępny jest tylko przez internet.
 - Niestety niedokładna aplikacja skutkuje odbarwionymi paskami bo Poshe ściąga lakier.
- Im jest starszy tym bardziej ściąga lakier z końcówek przez co już zaraz po wyschnięciu wyglądają na wytarte :(
                                               
OCENA: 3/6 
                                         
Podsumowanie: Jak na pierwszy tego typu zakup uważam Poshe za dobry wybór ale ze względu na działanie więcej do niego nie wrócę. Czas testować inne wysuszacze.

piątek, 21 czerwca 2013

Owocowe szaleństwo

Przyszło lato a wraz z nimi sezonowe owoce i warzywa :) Apetyczne wiosenno-letnie przysmaki zainspirowały również powstanie kuszących zapachem kosmetyków i o właśnie takim niesamowicie smakowitym duecie będzie dzisiaj mowa.
Zapraszam :)
                                               
Farmona
tutti frutti
Wiśnia & Porzeczka
Cukrowy peeling do ciała i Masło do ciała
                                                  
 CUKROWY PEELING DO CIAŁA:
                                              
OBIETNICE PRODUCENTA:
Cukrowy Peeling do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz aromatycznym zapachu dojrzałej wiśni i orzeźwiającej porzeczki.
Daj się ponieść owocowej przygodzie! Rozpieść zmysły soczystoscią chwili!
Zmysłowy zapach owoców z Kraju Kwitnącej Wiśni, symbolu intensywnego i pełnego radości życia, spleciony z orzeźwiającym aromatem porzeczki to gwarantowany relaks, spokój i uczucie błogości.
Cukrowy peeling doskonale myje, regeneruje i pielęgnuje ciało. Dzięki zawartości masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia skórę, sprawiając że staje się zachwycająco miękka i delikatna. Naturalne kryształki cukru i zmielone łupinki orzechów macadamia zanurzone w odżywczym olejku, usuwają martwy naskórek i wygładzają ciało. Orzeźwiający, delikatnie cierpki zapach soczystych owoców rozpieszcza zmysły i pozwala ulecieć w świat marzeń, skóra pozostaje odżywiona i natłuszczona, dzięki niemu nie jest konieczne używanie balsamu.
                                                                           
SKŁAD:
 paraffinum liquidum (mineral oil), sucrose, sodium chloride, peg-40/45 hydrogenated castor oil, petrolatum, butyrospermum parkii (shea) butter, macadamia temifolia shell powder, cera albo (beeswax), phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, bha, benzyl alcohol, coumarin, eugenol, caramel colour e150d, cl 14720, cl 16255
                                          
MOJE WRAŻENIA:
 Zapach obłędny i wart grzechu ;) Niezwykle apetyczny i przypomina mi moje ulubione drożdżówki z galaretką wiśniową... Mniam... Nie będę ukrywała, że po otwarciu siłą woli musiałam powstrzymywać się od zjedzenia go...
Kolor - intensywnie czerwony jak dojrzałe wiśnie, równie smakowity co zapach, gdyż też przypomina mi moją ulubioną drożdżówkę ;) Niestety kosmetyk barwi ciało i w trakcie użytkowania człowiek wyglądał jakby się nasmarował krwią - mało apetycznie to wygląda.
Konsystencja jest gęsta i ciągliwa. Przypomina wazelinę wymieszaną z cukrem.
Działanie - takie sobie. Producent obiecuje cuda-wianki ale można je wsadzić między bajki, bardzo fantastyczne bajki... Peelinguje dobrze i to tyle niestety pozostawia skórę okrutnie oblepioną tłuszczem, z resztą nie ma się co dziwić skoro na początku ma same oblepiacze i otłuszczacze. Napisałabym, że jest najgorszy z peelingów, które stosowałam ale niestety miałam kontakty z jeszcze gorszymi... Świetnie skład podsumowała Angel w notce poświęconej temu specyfikowi [KLIK KLIK] więc ja ze swoją niewielką wiedzą nie będę go dalej komentować a jedynie wyrażę swoje ubolewanie nad tym, że sięgając w drogerii po kosmetyk nie można mieć pewności, że sięgamy po coś co się o nas zatroszczy zamiast oszukiwać nas i oblepiać ropopochodnym smalcem...
 Opakowanie tez oszukuje - jest duże i ma podwójne ścianki. Nie cierpię takich bo po pierwsze lubię widzieć ile kosmetyku dostaję a po drugie chyba nikt nie lubi płacić za 2 warstwy plastiku wypełnionego powietrzem zamiast za składniki odżywcze... Niestety też jest zbyt szerokie i ciężko je otwierać mokrymi rączkami. Na szczęście zawartość zabezpieczona jest sreberkiem i mamy pewność, ze nikt wcześniej w nim nie grzebał.
 Dostępny jest w drogeriach i internecie w cenie około 17zł za 300g.
OCENA: 2/6
                       
Podsumowanie: Paskudny tłuścioch, którego trzeba obowiązkowo zmyć po użyciu a który braki w składzie nadrabia kolorem i zapachem. Widać, że stworzony został alby kusić oczy i nos gdyż skład płytki jest jak kałuża w upalny dzień... a mogło być tak pięknie...
                                                        
 MASŁO DO CIAŁA
                             
 OBIETNICE PRODUCENTA
Gęste masło do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz aromatycznym zapachu dojrzałej wiśni i orzeźwiającej porzeczki.
Daj się ponieść owocowej przygodzie! Rozpieść zmysły soczystoscią chwili!
Zmysłowy zapach owoców z Kraju Kwitnącej Wiśni, symbolu intensywnego i pełnego radości życia, spleciony z orzeźwiającym aromatem porzeczki to gwarantowany relaks, spokój i uczucie błogości.
 Dzięki zawartości afrykańskiego masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że skóra staje się zachwycająco miękka, delikatna i jedwabiście gładka.
                                                             
SKŁAD:
aqua (water), butyrospermum parkii (shea) butter, ethylhexyl stearate, paraffinum liquidum (mineral oil), cetearyl alcohol, ceteareth-20, glycerin, glyceryl stearate, sodium acrylate/sodium acryloyldimethyltaurate copolymer, isohexadecane, polysorbate 80, parfum (fragrance), cera alba (beeswax), cyclopentasiloxane, cyclohexasiloxane, dimethicone, propylene glycol, prunos cerasus (bitter cherry) extract, xanthan gum, disodium edta, phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, bha, benzyl alcohol, coumarin, eugenol, citral cl 16255
                            
MOJE WRAŻENIA:
 Zapach jest obłędny. Wiśniowo gorzki jakby ktoś zmiksował dojrzały miąższ wiśni z nasionkami zamkniętymi w pestkach. Dla mnie jest to niezwykle apetyczne i przyjemne połączenie gdyż od dziecięcych lat uwielbiałam wyjadać nasionka ze wszystkich owoców pestkowych (tak wiem, że zawierają truciznę ale jak widać na mnie nie działa).
Barwa kosmetyku jest pastelowo-różowa, bardziej przypomina truskawki zmiksowane ze śmietaną niż wiśnie czy porzeczki ale co tam i tak jest miły dla oka ;)
 Konsystencja jest bardzo gęsta i zwarta. Nawet w tym upale ostatnich dni nadal jest maślana i nie rozpływa się. Kosmetyk jednak łatwo się rozprowadza i całkiem szybko wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy.
 Co do działania to masło dobrze nawilża i natłuszcza dzięki czemu skóra staje się miła, miękka i gładka w dotyku. W tym przypadku producent nie naobiecywał cudów wianków więc nie ma się na czym zwieść ;) Na ujędrnianie nie ma co liczyć (a czy którekolwiek mazidło do ciała ujędrnia?) ale z moich skórnych obserwacji wynika, że szorstkie i zaczerwienione dotknięte rogowaceniem mieszki włosowe bardzo przyjemnie się wygładziły i przestały porażać kolorem więc jest OK ;)
Niestety w trakcie jego użytkowania odnotowałam negatywną reakcję dekoltu - jego wygląd znacznie się pogorszył i pojawiły się czerwone krostki a nawet niewielkie białe pryszczorki więc trzeba uważać i nie nakładać go na wrażliwą skórę.
Opakowanie to płaski ale szeroki plastikowy słoik, który na szczęście nie oszukuje, że kosmetyku jest więcej niż w rzeczywistości. Dla mnie niestety słój jest za duży i mam problemy z jego odkręcaniem tłustymi/mokrymi łapkami. Zawartość również zabezpieczona jest sreberkiem dzięki czemu wiadomo, że nikt nie maczał w nim palców.
 Dostać go można w drogeriach i sieci w cenie około 15zł za 275ml.
OCENA: 4,5/6
                       
Podsumowanie: Przyjemny, apetycznie i wakacyjnie pachnący nawilżacz. Sprawdza się zarówno w upały jak i chłodne dni. Fanom intensywnych owocowych aromatów polecam :)
                                                  
Zadziwiające jest jak różny poziom prezentują kosmetyki Farmona. Zapach i wygląd marka ma już dopracowany do perfekcji ale nad działaniem muszą jeszcze popracować ;)
Mieliście, testowaliście te kosmetyki?
Spisały się czy nie?
Jak wrażenia?

środa, 19 czerwca 2013

Mały-Wielki błękit

Witam Was po raz pierwszy od bardzo dawna popołudniową porą ;) Pogoda ostatnio nie nastraja do blogowania a czytanie całej trylogii Greya nie pozostawiało mi zbyt wiele czasu na pisanie postów więc w myśl zasady "notka nie zając nie ucieknie" postanowiłam napisać ją dzisiaj i puścić trochę później niż zazwyczaj ;)
                                             
Błękitów nie ma w mojej kosmetyczce zbyt wielu z racji tego, że mam niebiesko-zielone (ostatnio bardziej niebieskie) oczy. Poza tym kojarzą mi się raczej z tandetą i tanimi bazarowymi makijażami z wściekle różową albo czerwoną szminką do kompletu ;) Czasami jednak pojawia się potrzeba użycia czegoś niebieskiego i wynikiem takiej właśnie "potrzeby" był zakup opisanej poniżej paletki.
Zapraszam :)
                                
Virtual
077
Satin QUATTRO
Cienie do powiek Quattro
                                                         
 INFORMACJE OD PRODUCENTA i SKŁAD:
 
                                                    
MOJE WRAŻENIA:
Opakowanie raczej na plus chociaż zdecydowanie uroku ujmuje mu ścierający się biały napis na przezroczystym plastiku. Całość jest dość porządna a przejrzyste okienko ułatwia zidentyfikowanie koloru cieni. Zatrzask dobrze działa i nie otwiera się niespodziewanie ale tez lekko chodzi więc nie trzeba się martwić o paznokcie.
W środku znajduje się lateksowo-gąbkowa pacynka, z której jednak nie korzystałam, gdyż wolę pędzle.
                                                        
                                                                                
 Zapach kosmetyku jest typowo pudrowy - słodkawy i kosmetyczny a przy tym bardzo delikatny. Wyczuć go można jedynie przykładając nos do powierzchni.
Cienie maja taką pudrowo-satynową konsystencję sprawiającą wrażenie lekko wilgotnej. Łatwo się nabierają i przyklejają do nakładanych powierzchni, niestety mają też tendencję do osypywania więc trzeba uważać przy nakładaniu.
 W zestawie znajdują się 4 cienie o satynowo-perłowym wykończeniu: jasny fiolet z domieszką niebieskości, ciemny mocny i zimny granat, morski błękit oraz biel. Najmniej błyszczący ze wszystkich jest granat i to on jako jedyny posiada satynowy połysk. Pigmentacja jest dobra więc nie sprawiają kłopotów przy aplikacji. Problem pojawia się jednak w trakcie rozcierania. Wtedy to cienie mają tendencję do uzyskiwania transparentności przez co na skórze pozostaje półprzezroczysta, mocno błyszcząca i delikatnie podbarwiona tafla, przy czym biały jest tutaj najgorszy i staje się praktycznie przejrzysty.
                                             
                                                     
Ich trwałość jest dobra. Na bazie ArtDeco czy kremowym cieniu Maybelline jest bez zarzutu. Trzymają się bez zarzutu od nałożenia do zmycia jednak schodzą zupełnie bezproblemowo przy użyciu jakiegokolwiek środka do zmywania.
                                          
Cienie można dostać w niesieciowych drogeriach w przedziale cenowym między 10 a 15zł.
                                        
OCENA: 4,5/6
                       
Podsumowanie: Praktyczny kosmetyk do codziennego delikatnego i rozświetlającego makijażu oka (no może niekoniecznie w tej wersji kolorystycznej) o dobrej trwałości i przyjemnej konsystencji. Jeżeli lubicie błyszczące cienie to jak najbardziej polecam :) Całą gamę kolorystyczną możecie sobie obejrzeć TUTAJ.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Jak do mnie trafić? vol.2

Od pierwszego takiego postu upłynęło zaledwie 2 miesiące a tu już kolejny. Ostatni czas obfitował w ciekawe wyszukiwania więc będzie co czytać ;)
Zatem do dzieła (pisownia oryginalna) ;)
                                          
                                   
Zwierzęco:
rz oszołomiony zapachem z paszczy smoka podarował mu pastę colgate. - no cóż... brak mi słów, żeby to skomentować ;)
                                          
Zmysłowo:
malinka na ustach - nie miałam ani nie robiłam, chyba muszę wypróbować ;)
                                      
intymnie wizaz - ciekawe połączenie ;)
                        
Niezwykle:
7 cudów sexi - och cóż za zaszczyt... jest 7 cudów świata i teraz 7 moich cudów ;)
                
Spożywczo:
małe paletki frugo promocja - dlaczego ja o nich nic nie wiem? helooł???
               
nie alkoholina nie nieudacznika - ciekawe co to za typ ;)
                      
mgielka smakowa brzoskwinia - wolałabym malinową ale takiej też bym nie odmówiła gdyby miała %%% ;)
            
sexi czekoladki - o tak, chętnie przyjmę ;)
            
krem z klonu - nie próbowałam jeszcze ale chyba czas to zmienić ;)

Upiekszajaco:
bursztyn we włosach - nie wiem czy to dobry pomysł... może być ciężki...
            
7 godzin czarne oczy - a czemu tylko 7? ja bym wolała cały dzień...
                              
Roślinnie:
oczar wizaz - można go znaleźć można w Azji wschodniej i Ameryce Północnej a nie na wizażu ;)

Młodzieńczo:
przygoda pod prysznicem 15 lat - w tym wieku trzeba się uczyć a nie przezywać przygody pod prysznicem...
                               
To już wszystko co udało mi się znaleźć e tak krótkim czasie.
Jak tam Wasze wyszukiwania?
Obfitują w niezwykłości czy jest spokojnie?

sobota, 15 czerwca 2013

Turkus z zielenią

Makijaż stworzony na specjalne zamówienie ;)
Sprawdzi się u osób o brązowych i piwnych oczętach :)
                                                 
Zdjęcia oczywiście można powiększyć przez kliknięcie.
                                        
Miłego oglądania:)
                                                                      
                                                     
SKŁADNIKI:

Twarz:
Clinique Redness Solution 01

Paese Korektor Tuszujący Przebarwienia 103 Beżowy
NYX Loose Powder LFP 11 Light Beige, Yves Rocher Couleurs Nature Puder Sypki 01 Transparence Rose Kryolan Anti-Shine Powder (mieszanka) 

Inglot Ultradelikatny róż do policzków 42

Collection 2000 Shimmer&Shade 3 Just peachy!  
Joko Chocolate Puder Prasowany (przyciemnienie szyi)

Usta: 
Sephora Pomadka Lip Attitude-Glamour nr G19 Innocent Beige
Sephora Błyszczyk Ultra Shine nr 20 Perfect Nude-Shiny 
Oczy: 
Oriflame Cień w kredce Blue Lagoon Turquoise Island
Inglot Cień do Powiek Vertigo Eye Shadow #76 
Kobo Pure Pearl Pigment 504 Mint Cream
Avon Podwójna kredka do oczu Colortrend Kajalstick Green&Black Black
Sleek MakeUp Ultra Mattes Darks Fern
Wibo Różany cień do powiek Sweet Summer O4 żółty + biały
Guerlain Ecrin 4 Coleurs 03 Les Verts zielenie
Etre Belle Lash-Xpress & Hyaluronic Mascara 01
Brwi:
Catrice Eyebrow Set Zestaw do stylizacji brwi
Wibo Eyebrow Stylist

                                  

Jeżeli chcielibyście abym zrecenzowała jakiś kosmetyk, który wystąpił w tym lub innym makijażu a nie ma go jeszcze na blogu lub macie pomysł na makijaż, ewentualnie gdzieś jakiś wypatrzyliście i chcielibyście go zobaczyć w moim wykonaniu to piszcie śmiało najlepiej dodając linki, zdjęcia lub opisy a ja postaram się go zrealizować.

czwartek, 13 czerwca 2013

I do południa wampirom śmierć...

... czyli, mała opowieść o kosmetyku, przez który nie zostanę dziewczyną Edwarda, Damona, Lestata ani żadnego innego zimnokrwistego faceta ;)
                                                                               
Synesis
Krem czosnkowy
                                                      
OBIETNICE PRODUCENTA:
Absolutna nowość na polskim rynku - istny koktajl antyseptyczny i uszczelniający naczynia.
Ekstrakt z czosnku działa łagodząco, antyseptycznie i przeciwzapalnie.
Dodaliśmy do receptury escynę i kofeinę - one wspaniale poprawiają mikrokrążenie, zmniejszają kruchość naczyń krwionośnych - naczynia wreszcie stają się elastyczne.
Jest w nim klasyczna witamina E, olejek z oliwek, doskonałe masło carte i inne składniki. Ich połączenie działa widocznie dobroczynnie na stan i wygląd skóry.
Zawiera wyciąg z polskiego eko czosnku.
Apetyczny zapach czosnku znika z twarzy po około 30 sekundach.
                                                 
SKŁAD:
aqua, glicerin, olea europea fruit oil, allium sativum bulb extract, dicaprylyl ether, squalene, cetearyl alcohol, butyrospermum parkii butter, hydrogenated vegetable glycerides, potassium cetyl phosphate, cera alba, xanthan gum, p-anisic acid, capryly glycol, hydrogenated palm glycerides, tocopherol, helianthus annuus seed oil, dimethicone, ammonium acryloyldimethyltaurate/vp copolymer, alcohol, phospholipidis, escin, fucoidan, caffeine, potassium phosphate, citric acid
                                                
11 składników aktywnych: oliwa z oliwek, ekstrakt z czosnku, squalene, masło shea, witamina E, olej z pestek słonecznika, fosfolipidy, escyna, fucoidan, kofeina, wosk pszczeli
                                                            
MOJE WRAŻENIA:
Krem ma śnieżnobiały kolor i lekką jakby mleczno-kremowa konsystencję z drobnymi bardziej zwartymi grudkami, które przypominają mi przeciskany przez praskę czosnek, a jednocześnie z łatwością rozpuszczają się w trakcie aplikacji nie pozostawiając po sobie śladu.
Zapach no cóż - jak sama nazwa mówi jest czosnkowy i tym go czuć. Na szczęście nie jest to mocny i odstraszający z odległości 5km aromat a jedynie jego namiastka, która można poczuć w trakcie aplikacji kosmetyku lub zbliżenia nosa do słoiczka. Nie utrzymuje się długo i znika już po kilku minutach od nałożeniu kremu.
                                                                       
                                                                               
Krem szybko się wchłania dobrze nawilżając i natłuszczając a przy tym nie pozostawia tłustego filmu jednak po jego  użyciu skóra nie jest matowa. Od razu po nałożeniu kosmetyk nadaje jej taki zdrowy glow, który myślę, że bardzo przypadłby do gustu osobom z suchą i matową skórą. U mnie jednak sprawia, że twarz bardzo szybko i niezbyt estetycznie się wybłyszcza.
Co do obiecanego działania antyseptycznego to mam mieszane uczucia. W trakcie użytkowania kremu nie wyskoczył mi żaden poważny (czytaj wielki, czerwony, bolesny i trudny do wytępienia) pryszcz jednak pojawiało się sporo małych wypełnionych białą substancją krostek, których nie miałam na twarzy już od bardzo dawna.
W kwestii poprawy mikrokrążenia i uelastyczniania naczynek krwionośnych niestety się nie sprawdził. Po każdym jego zastosowaniu skóra była zaczerwieniona a naczynka widoczne. Zauważyłam również, że niwelował dobroczynny wpływ na rumień innego kremu stosowanego równolegle z nim.
Przy regularnym stosowaniu tego kosmetyku na dzień moja skóra stała się miła, miękka i gładka w dotyku, jednak wymagał wspomagania bogatym kremem na noc, gdyż w przeciwnym wypadku szybko stawała się przesuszana i szorstka.
Przy próbie wzbogacenia go kwasem hialuronowym uzyskałam skutek w postaci wysypu białych krostek i podrażnień w okolicy brody.
                                   
Opakowania nie ocenię bo w moje ręce trafiła jedynie odlewka o pojemnosci około 10-15ml (tak na oko), która i tak okazała się bardzo wydajna, i pozwoliła mi dokładnie przetestować krem oraz podjąć decyzję czy zakupię pełnowymiarowy produkt, czy nie. W tym przypadku jestem na: NIE. 
                                        
Podsumowanie: Pomimo efektów ubocznych stosowania tego kosmetyku uważam że jest dobry ale zdecydowanie nie do mojej cery. Myślę, że dużo lepiej sprawdziłby się u osób z suchą i matową skórą wymagającą nie tylko odżywienia ale także delikatnego nabłyszczenia.

wtorek, 11 czerwca 2013

DIY: Rozjaśnianie podkładu

Odkąd tylko zaczęłam używać podkładów mam z nimi ciągłe problemy, a właściwie to jeden główny problem:wszystko jest dla mnie za ciemne. Nawet wśród kosmetyków mineralnych, które posiadają szerszą gamę kolorystyczną ciężko mi dobrać coś dla siebie.
Ostatnio jednak olśniona odkryciem sklepu kolorówka.com postanowiłam raz na zawsze pozbyć się problemów bez kupowania, kolejnych zalegających w szufladach podkładów... Zamówiłam bazę kolorystyczną Color Blend White i pobawiłam się w małego chemika ;)
                                                    
Do akcji rozjaśniania podkładu przygotowałam:
- duży pojemnik,
- sitko,
- aplikator i mieszadełko - u mnie w jego roli wystąpił nożyk do cytrusów Tupperware,
- pędzelek do kosmetyków mineralnych Sunshade Minerals,
- baza kolorystyczna Color Blend White 10g,
- mniejszy pojemnik - tu słoiczek po kremie,
                                
Poza tym co na zdjęciach przydadzą się również:
- czysta twarz bez makijażu,
- lusterko.
                                                                            
Zatem do dzieła:
1. Mieszankę minerałów przesypałam do mniejszego pojemnika. Musi on być na tyle duży, żeby w trakcie dodawania bazy i mieszania nic się nie wysypywało.
                                                                     
2. Za pomocą obieraczki Tupperware dodałam do mieszanki odrobinę białej bazy.
                                                                                     
3. Całość wymieszałam.
                                                                             
4. A następnie przesiałam przez siteczko.
Biała baza ma tendencję do delikatnego zbrylania co może skutkować powstawaniem białych grudek w masie podkładu, które roztarte na twarzy stworzą nieestetyczne i ciężkie do usunięcia smugi. Przesianie wszystkiego przez siteczko likwiduje ten problem.
                                                                       
 Po przesianiu i dokładnym wymieszaniu można przejść do testów: za pomocą pędzelka trzeba nanieść odrobinę mieszanki na fragment twarzy i ocenić jak podkład stapia się z kolorytem skóry. Jeżeli efekt nie jest zadowalający to trzeba powtórzyć kroki od 2 do 4 aż do uzyskania oczekiwanej barwy. Ja musiałam to zrobić 11 razy i oto jak wygląda efekt końcowy:
                                                    
W zbliżeniu zmiana kolorystyki prezentuje się w następujący sposób:
                                                               
Jak widzicie sporo się napracowałam ale efekt zdecydowanie jest tego wart bo wreszcie mogę zużywać mineralne zapasy bez obawy, że będę wyglądała jaj po przeszczepie głowy ;)
Color Blend White zwiększa również poziom krycia podkładów co jest mi zdecydowanie na rękę bo moja skóra nie prezentuje się teraz najlepiej.
                                                      
Korzystając z tego sposobu można rozjaśniać właściwie wszystkie sypkie kosmetyki, które tego potrzebują.
                                       
Czy Wy równeiż macie problemy z kolorami podkładów?
Jak sobie radzicie z tym problemem?

niedziela, 9 czerwca 2013

Krwiście-Soczyście

Nie wiem czy jest sens opisywać kosmetyk, który był w sprzedawany dawno temu w edycji limitowanej ale jako, że jest to jedno z moich ulubionych mazideł do ust kilka sów Wam o nim opowiem ;)
                                                        
 Essence
The Twilight Saga Eclipse Collection Lipgloss
01 Lunch at Cullen's

MOJE WRAŻENIA:
Opakowanie to standardowa tubka zawierająca 4g produktu z aplikatorem w formie gąbeczki. Całość jest maleńka więc zmieści się nawet w najmniejszej torebce czy kieszeni. Niestety jednak jej widok jest mało estetyczny bo napisy szybko i nierównomiernie schodzą z plastiku brudząc ręce srebrnymi drobinkami. Aplikator jest duży i spłaszczony. Nie sprawia problemów przy malowaniu i łatwo się nim posługiwać. Nabiera sporo produktu ale jest to odpowiednia ilość do uzyskania zdecydowanego efektu a kosmetyk nie znika w błyskawicznym tempie.
                                                                                    
                                                                                  
Błyszczyk pachnie słodko, cukierkowo i bardzo przyjemnie. Jego konsystencja jest rzadka i lekka ale nie lejąca. Nie rozpływa się ani nie migruje po twarzy za to niestety dosyć szybko znika, co w sumie jest zrozumiałe bo to błyszczyk a nie tint czy lakier do ust.
Kolor mazidła to ciemna prawie bordowa czerwień z dodatkiem niebieskiego pigmentu, którego niestety nie udało się uchwycić na zdjęciach oraz całą masą maleńkich złotych drobinek. Efekt podkreślenia ust jaki nam daje można stopniować. Przy cienkiej warstwie efekt jest lekki i pół-transparentny natomiast przy zastosowaniu jego większej ilości uzyskujemy wygląd wampira świeżo po posiłku ;) Drobinki pięknie nabłyszczają i rozświetlają usta optycznie je powiększając co jest bardzo ważne przy tak ciemnej barwie a jednocześnie nie zmieniają ust w kulę dyskotekową. Na szczęście zarówno barwa jak i drobinki znikają równomiernie bez zbierania się w załamaniach i tworzenia białych farfocli na wargach. W trakcie noszenia jak i zjadania się kosmetyku drobinki nie migrują po twarzy.

                                                   
Jak prezentuje się na ustach możecie zobaczyć TUTAJ.
                                                    
Niestety jest już praktycznie nie do zdobycia (LE), no chyba, ze trafi się w sieci jeszcze jakaś zabłąkana sztuka ;) Kiedy jednak można go było zdobyć w drogeriach sieciowych, niesieciowych i perfumeriach to kosztował około 7,50zł.
                                                             
OCENA: 5/6
                       
Podsumowanie: Świetny błyszczyk o pięknym kolorze i przystępnej cenie. Szkoda, że to LE i nie znajduje się w stałym asortymencie marki bo chętnie bym do niego wracała.

piątek, 7 czerwca 2013

Terrakottą po polikach ;)

Dziwnie to pisać ale właściwie już wyczerpałam limit kosmetyków pielęgnacyjnych do zrecenzowania i teraz przerzucam się na kolorówkę wiec wszyscy spragnieni kolorów mogą się cieszyć ;)
Dzisiaj na tapecie wstęp do kolorówki moim ulubionym kosmetykiem do makijażu, czyli różem.
Zapraszam :)
                                           
Golden Rose
Terracotta Blush-On
09
                                                                      
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
Rozświetlający róż do policzków z drobinkami złota.
                                                               
MOJE WRAŻENIA:
Zacznę standardowo od opakowania: prosta, plastikowa przejrzysta kasetka ze złotą naklejką z tyłu i złotą otoczką wokół różu. Takie opakowanie jest w miarę solidne i dobrze się zamyka, chociaż nie za bardzo wierzę w jego trwałość w kontakcie z podłogą, jednak wygląda tandetnie i łatwo się rysuje. przy zakupie zapakowane jest w złoty, połyskujący wszystkimi kolorami tęczy kartonik z dziurką przez które widać róż.
Aplikatora w środku nie uświadczysz co może być dla niektórych wadą jednak mi jest to nawet na rękę bo i tak zawsze nakładam kosmetyki pędzlami.
Zakupić go można zarówno w sieci, firmowych salonach Golden Rose jak i w wybranych drogeriach. Za 4g niezwykle wydajnego (po ponad miesiącu regularnego i kilku nieregularnego użytkowania nie widzę w nim jeszcze ubytku) kosmetyku zapłacić trzeba około 25zł.
                                                         
                                                                     
Niestety zdjęcia nie oddają dobrze jego barwy chociaż w sumie to chyba w ogóle nie jest możliwe. W opakowaniu kosmetyk ma kolor średniego, bardzo delikatnie ocieplonego lub przybrudzonego (jak kto woli) różu z milionami maleńkich złotych drobinek, które nie są jednak brokatem i na pewno nie zrobią krzywy ani nie dadzą efektu kuli dyskotekowej. Po nałożeniu na twarz jego kolor całkowicie się zmienia - pod wpływem pH, czasu i pewnie wielu różnych czynników utlenia się dopasowując do karnacji u mnie stając się mieszanką różu i brzoskwini a drobinki ładnie i nienachalnie rozświetlają skórę. Jak wygląda u Angel możecie przekonać się TUTAJ.
                                         
Po lewej w słońcu a po prawej w cieniu.
                                           
Pigmentacja jest dobra co widać na palcu czy pędzlu jednak nakłada się delikatnie. Jego wypiekana, dosyć twarda formuła sprawia, że nabiera się w minimalnej ilości co daje możliwość stopniowania koloru jaki otrzymujemy na twarzy. Dzięki temu daje efekt lekkiego rozświetlenia, ożywienia i odświeżenia nadając buzi młodzieńczy i promienny wygląd.
                                              
Roztarty na dłoni u góry w cieniu, dwa zdjęcia na dole w słońcu
                                                                 
Użytkowanie go jest bardzo przyjemne i bezproblemowe. Pachnie słodko-chemicznie-pudrowo ale jest to aromat tak subtelny, że wyczuć go można jedynie drastycznie przykładając nos do jego powierzchni. Łatwo i oszczędnie nabiera się na pędzel nie pyląc ani się nie osypując a złote drobinki nie migrują też po twarzy w ciągu dnia.
Dobrze współpracuje zarówno z płynnymi podkładami utrwalonymi pudrem jak i z minerałkami nie tworząc nieestetycznych plam. Trzyma się dzielnie przez kilka godzin a potem powoli blaknie. Robi to jednak równomiernie tak, że nie trzeba się bać dziwnego efektu mozaiki na buźce a gdy nadchodzi już czas rozstania zmywa się zupełnie bezproblemowo czymkolwiek czego używamy do zmywania makijażu.
Regularnie nakładany nie zapycha ani nie robi buźce żadnej krzywdy.
                                           
OCENA: 5/6
                       
Podsumowanie: Dobry, trwały i bardzo uniwersalny róż, który sprawdzi się zarówno u osób wprawionych w stosowaniu takich kosmetyków jak i u początkujących. Jeżeli jesteście na zakupie różu to uważam, że warto mu się bliżej przyjrzeć.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...