Pogoda piękna ale i zdradliwa bo co jakiś czas po niebie przetaczają się ciemne chmury burcząc gniewnie na ziemian. Gdy ich nie ma słońce praży niemiłosiernie sprawiając, że czuję się jak jajko rzucone na gorącą patelnię. Skoro mi to nie odpowiada to nie sądzę też żeby to odpowiadało mojej skórze. W końcu jest przecież jeszcze bardziej kapryśna niż ja. Staram się więc ją wspomagać i dokarmiać bo wiem, że jej zemsta może być sroga dlatego dzisiaj kilka słów o kolejnym kremie.
Zapraszam :)
Epona
Krem nawilżający dla każdego rodzaju cery
na bazie mleka klaczy
Całość dostajemy w dosyć ascetycznym jak na dzisiejsze czasy kartoniku, na którym znajduje się skład kosmetyku oraz kilka słów od producenta, który mówi nam, że jest to: "Dermokosmetyk o lekkiej konsystencji do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery. Dzięki unikalnej formule bazującej na mleku klaczy oraz wyselekcjonowanych olejach roślinnych, krem doskonale nawilża, jednocześnie matując cerę poprawia jej koloryt. Skóra staje się gładka i odzyskuje zdrowy koloryt."
Krem ma śnieżnobiały kolor oraz przyjemną i lekką konsystencję śmietany 30%, dzięki której właściwie sam rozprowadza się po skórze i błyskawicznie wchłania pozostawiając naturalny glow. Zapach jest typowy dla kosmetyków nieperfumowany a więc i niezbyt porywający. Na szczęście jest on praktycznie niewyczuwalny już w momencie zakończenia aplikacji. Osoby wrażliwe na zapachy i migrenowcy zdecydowanie docenią ten fakt.
Producent nie obiecuje cudów na kiju więc nie mam go za co zbesztać a wręcz przeciwnie muszę pochwalić za działanie. Krem wręcz niesamowicie nawilża skórę i to do tego stopnia, że praktycznie pożegnałam się już z tak nielubianym przeze mnie uczuciem ściągnięcia i napięcia choć muszę przyznać, że w większości przypadków (acz nie codziennie) na noc wspomagam go czymś bogatszym. Na suche skórki po pryszczach nie ma najmniejszego wpływu (przerobiłam to dokładnie) jednak wszelakie przesuszenia wynikające z kapryśnej natury mojej skóry zdecydowanie zażegnał.
Przy regularnym jego stosowaniu odnotowałam, że zniknęły wszelakie szorstkości stale obecne u mnie w okolicach żuchwy. Wpływu na koloryt nie odnotowałam. Delikatne piegi nadal są a zaczerwienienia nie zostały nawet w minimalnym stopniu zniwelowane.
Kosmetyk stanowi również świetną bazę pod makijaż, jednak UWAGA osoby o odwodnionej skórze tłustej lub mieszanej bo u Was będzie zdecydowanie przyspieszał wybłyszczanie i albo przed makijażem należy przetrzeć skórę tonikiem aby usunąć nadmiar sebum albo nałożony podkład i korektor potraktować porządnie matującym pudrem.
Krem zamknięty jest w fantastycznej butelce typu air-less, niskiej i dosyć grubej dzięki czemu stoi stabilnie i dobrze się ją trzyma w dłoni. Pompka nie przysparza najmniejszego problemu w trakcie użytkowania więc dozowanie kosmetyku nie sprawia żadnych kłopotów. Co prawda opakowanie nie jest przejrzyste ale pod światło można podejrzeć ile kosmetyku jeszcze w środku pozostało więc krem nie zaskoczy ans nagłym denkiem.
Doskonały krem o prostym składzie, który nawet ja rozumiem. Bardzo spodobało mi się jego działanie więc polecam i myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do kosmetyków tej marki bo wbrew pozorom coraz bardziej zwracam się ku wersjom bezzapachowym.
POJEMNOŚĆ: 50ml
DOSTĘPNOŚĆ: Internet i wybrane sklepy stacjonarne.
CENA: 39zł
środa, 16 lipca 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
Niekosmetyczne poniedziałki, częsć 2
Dzisiaj będzie internetowo bo uzbierało mi się sporo ciekawych linków :)
Na początek coś na poważnie.
Cały czas staram się pamiętać, że zwierzęta to zwierzęta i nie należy ich zbytnio uczłowieczać, jednak ogromnie razi mnie agresywne i zachłanne podejście ludzi do świata. Niestety gatunek ludzki jest niczym Zaire Ebola virus i mam wrażenie, że niechybnie dąży do zagłady całej planety w myśl ideologi "być to mieć, mieć to być" dlatego też bardzo poruszyły mnie zdjęcia z tych kampanii: KLIK KLIK. Warto je przejrzeć i trochę głębiej się nad nimi zastanowić.
Wracając do tematów lekkich i przyjemnych muszę Wam wyznać, że mam lekkiego hopla na punkcie kubków. Ci, którzy mnie znają doskonale o tym wiedzą i niejednokrotnie było to przyczyną sporej dawki śmiechu w towarzystwie. Od jakiegoś czasu trochę się jednak ustabilizowałam emocjonalnie i kubkowo ;) Niestety nie trwało to długo bo tylko do momentu, gdy na facebooku natknęłam się na fanpage Dotdesign KLIK KLIK i całkowicie sfiksowałam na punkcie ich kubków z Muminkami - do obejrzenia TUTAJ. Mam już kilka(naście) swoich typów i zastanawiam się jak niepostrzeżenie dla domowników i portfela przemycić je do domu ;)
Moi faworyci: KLIK i KLIK
W leczeniu kubkowej manii nie pomogły mi też zdjęcia znalezione TUTAJ.
Ktoś wie gdzie znajdę Ciasteczkowego Potwora?
Pozdrawiam Was cieplutko i słonecznie w ten najtrudniejszy dzień tygodnia i zapraszam za tydzień :)
Buziaki :*
Na początek coś na poważnie.
Cały czas staram się pamiętać, że zwierzęta to zwierzęta i nie należy ich zbytnio uczłowieczać, jednak ogromnie razi mnie agresywne i zachłanne podejście ludzi do świata. Niestety gatunek ludzki jest niczym Zaire Ebola virus i mam wrażenie, że niechybnie dąży do zagłady całej planety w myśl ideologi "być to mieć, mieć to być" dlatego też bardzo poruszyły mnie zdjęcia z tych kampanii: KLIK KLIK. Warto je przejrzeć i trochę głębiej się nad nimi zastanowić.
Wracając do tematów lekkich i przyjemnych muszę Wam wyznać, że mam lekkiego hopla na punkcie kubków. Ci, którzy mnie znają doskonale o tym wiedzą i niejednokrotnie było to przyczyną sporej dawki śmiechu w towarzystwie. Od jakiegoś czasu trochę się jednak ustabilizowałam emocjonalnie i kubkowo ;) Niestety nie trwało to długo bo tylko do momentu, gdy na facebooku natknęłam się na fanpage Dotdesign KLIK KLIK i całkowicie sfiksowałam na punkcie ich kubków z Muminkami - do obejrzenia TUTAJ. Mam już kilka(naście) swoich typów i zastanawiam się jak niepostrzeżenie dla domowników i portfela przemycić je do domu ;)
Moi faworyci: KLIK i KLIK
W leczeniu kubkowej manii nie pomogły mi też zdjęcia znalezione TUTAJ.
Ktoś wie gdzie znajdę Ciasteczkowego Potwora?
Źródło: KLIK
Pozdrawiam Was cieplutko i słonecznie w ten najtrudniejszy dzień tygodnia i zapraszam za tydzień :)
Buziaki :*
sobota, 12 lipca 2014
Czerwcowe rozstania, czyli denko 06.2014
Witam Was dzisiaj na ślepo :( Nie wiem co się stało ale oczy moje wykazują jakąś alergię na komputer więc sprężam się wybitnie a Was proszę o wybaczenie mi wszelakich błędów i marnych zdjęć bo nie byłam w stanie ich nawet przyzwoicie podciągnąć :/
Zapraszam ;)
1. Amilie Mineral Coconut Shell Blush - Niestety nie mój kolor i męczyłam go okrutnie. Zdecydowanie na więcej się nie skuszę.
2. Amilie Mineral Pin Up Girl Blush - Kolor super ale niestety dla mojej bladej skóry zbyt mocny. Nie do końca mi pasował więc do niego nie wrócę.
3. Oriflame Amazonia for HER EDT - Pisałam o niej TUTAJ. Zapach cały czas uważam za świetny jednak zakup drugiej butelki nie był już zbyt dobrym pomysłem. Ehhh ten mój nadwrażliwy nos...
4. Joko Virtual Rock Me baby Lip Gloss 146 - Bardzo go lubiłam ale zwarzył się i zaczął dziwnie pachnieć. Trochę szkoda bo nie zdążyłam go zrecenzować ale wolę nie ryzykować dalszego używania.
5. Eveline Colour Celebrity Lipgloss 575 - Wyrzutek. Leci do kosza ze względów higienicznych.
6. Christian Dior Diorshow Black Out Mascara - Recenzja KLIK.
7. Yves Rocher French Manucure Lakier do paznokci Pastel Rose - Pokazywałam go TUTAJ. Miał już 100lat i postanowił skonać. Wcale mu się nie dziwię ;)
8. Annabelle Minerals Mieszanka minerałów - Pisałam o nich TUTAJ.
9. Olay Essentials Odświeżający żel do mycia twarzy - Recenzja KLIK.
10. AA Wrażliwa Natura Nawilżająco-rozjaśniający krem pod oczy - Recenzja KLIK.
11. Avon Senses Lagoon Shower Gel - Fenomenalny zapach i ogromniasta butla, która doprowadziła mnie do przesytu. Bardzo wydajny, dobrze myje, trochę wysusza ale bez szaleństw. Cena OK. Kiedyś wypróbuję inne warianty zapachowe.
12. Mades Cosmetics Body Resort Tropical Mango Bath & Shover Gel - Ładny, nie przesadzony zapach, dobrze myje, świetnie się pieni, nie przesusza nadmiernie skóry. Dobra wydajność
13. Mades Cosmetics Body Resort Tropical Mango Body Lotion - Ładny zapach ale nie mój, nawilża dobrze ale z suchymi łydkami sobie nie radzi. Wydajność OK. Raczej nie wrócę ze względu na zapach.
14. AA Ciało wrażliwe Regenerujące kakaowe masło do ciała z witaminą E - Ładny, delikatny zapach, przyjemna nie lepiąca ale zwarta konsystencja, nawilża dobrze skórę normalną, z suchymi partiami sobie nie radzi. Opakowanie to koszmar. Nie wiem co za psychopata wsadził masło do ciała w butelkę...
15. Joanna Objętość Volume Szampon - Ładny zapach, przyjemna konsystencja i świetne mycie. Dobrze domywa oleje. Niestety okropnie plącze włosy i otwiera im łuski więc bez dobrej odżywki ani rusz.
16. OFF! - Działa! Na mnie też ;) Zapach jest ładny ale niesamowicie mocny.
17. Cleanic Dezodorant w chusteczce 2 w 1 z jonami srebra Deo Fresh - Recenzja KLIK.
18. Green Pharmacy Herbal Cosmetics Krem do stóp - Zapach OK, lekka konsystencja balsamu do ciała, bardzo wydajny, delikatnie nawilża, nie poradzi sobie ze zrogowaciałym naskórkiem. Nada sie do mało wymagających stóp.
19. Exckusive Odzywiajacy Krem do rak i paznokci - Zapach słodki dusząco-mulący, nie przypadł mi zbytnio do gustu, konsystencja OK, gęsta, kremowa. Dobry krem na co dzień.
Uff to by było na tyle. Nie poszalałam może zbytnio ale jestem z siebie dumna, że udało mi się pozbyć takiej ilości kolorówki i zapachu.
Jak Wasze czerwcowe denka?
Jesteście z siebie dumni?
Zapraszam ;)
1. Amilie Mineral Coconut Shell Blush - Niestety nie mój kolor i męczyłam go okrutnie. Zdecydowanie na więcej się nie skuszę.
2. Amilie Mineral Pin Up Girl Blush - Kolor super ale niestety dla mojej bladej skóry zbyt mocny. Nie do końca mi pasował więc do niego nie wrócę.
3. Oriflame Amazonia for HER EDT - Pisałam o niej TUTAJ. Zapach cały czas uważam za świetny jednak zakup drugiej butelki nie był już zbyt dobrym pomysłem. Ehhh ten mój nadwrażliwy nos...
4. Joko Virtual Rock Me baby Lip Gloss 146 - Bardzo go lubiłam ale zwarzył się i zaczął dziwnie pachnieć. Trochę szkoda bo nie zdążyłam go zrecenzować ale wolę nie ryzykować dalszego używania.
5. Eveline Colour Celebrity Lipgloss 575 - Wyrzutek. Leci do kosza ze względów higienicznych.
6. Christian Dior Diorshow Black Out Mascara - Recenzja KLIK.
7. Yves Rocher French Manucure Lakier do paznokci Pastel Rose - Pokazywałam go TUTAJ. Miał już 100lat i postanowił skonać. Wcale mu się nie dziwię ;)
8. Annabelle Minerals Mieszanka minerałów - Pisałam o nich TUTAJ.
9. Olay Essentials Odświeżający żel do mycia twarzy - Recenzja KLIK.
10. AA Wrażliwa Natura Nawilżająco-rozjaśniający krem pod oczy - Recenzja KLIK.
11. Avon Senses Lagoon Shower Gel - Fenomenalny zapach i ogromniasta butla, która doprowadziła mnie do przesytu. Bardzo wydajny, dobrze myje, trochę wysusza ale bez szaleństw. Cena OK. Kiedyś wypróbuję inne warianty zapachowe.
12. Mades Cosmetics Body Resort Tropical Mango Bath & Shover Gel - Ładny, nie przesadzony zapach, dobrze myje, świetnie się pieni, nie przesusza nadmiernie skóry. Dobra wydajność
13. Mades Cosmetics Body Resort Tropical Mango Body Lotion - Ładny zapach ale nie mój, nawilża dobrze ale z suchymi łydkami sobie nie radzi. Wydajność OK. Raczej nie wrócę ze względu na zapach.
14. AA Ciało wrażliwe Regenerujące kakaowe masło do ciała z witaminą E - Ładny, delikatny zapach, przyjemna nie lepiąca ale zwarta konsystencja, nawilża dobrze skórę normalną, z suchymi partiami sobie nie radzi. Opakowanie to koszmar. Nie wiem co za psychopata wsadził masło do ciała w butelkę...
15. Joanna Objętość Volume Szampon - Ładny zapach, przyjemna konsystencja i świetne mycie. Dobrze domywa oleje. Niestety okropnie plącze włosy i otwiera im łuski więc bez dobrej odżywki ani rusz.
16. OFF! - Działa! Na mnie też ;) Zapach jest ładny ale niesamowicie mocny.
17. Cleanic Dezodorant w chusteczce 2 w 1 z jonami srebra Deo Fresh - Recenzja KLIK.
18. Green Pharmacy Herbal Cosmetics Krem do stóp - Zapach OK, lekka konsystencja balsamu do ciała, bardzo wydajny, delikatnie nawilża, nie poradzi sobie ze zrogowaciałym naskórkiem. Nada sie do mało wymagających stóp.
19. Exckusive Odzywiajacy Krem do rak i paznokci - Zapach słodki dusząco-mulący, nie przypadł mi zbytnio do gustu, konsystencja OK, gęsta, kremowa. Dobry krem na co dzień.
Uff to by było na tyle. Nie poszalałam może zbytnio ale jestem z siebie dumna, że udało mi się pozbyć takiej ilości kolorówki i zapachu.
Jak Wasze czerwcowe denka?
Jesteście z siebie dumni?
środa, 9 lipca 2014
Drobnoziarnisty zdzierak od Marizy
Dawno, dawno nie recenzowałam peelingu a przecież to stały element mojej cotygodniowej pielęgnacji w ramach domowego SPA. Czas to więc nadrobić ;)
Zapraszam.
Mariza
Peeling drobnoziarnisty do twarzy z olejkiem migdałowym
Wygładzający
Kilka słów od producenta: "Łagodny peeling zawiera drobinki pestek moreli oraz mikrogranulki, które dokładnie oczyszczają cerę, usuwając martwe komórki naskórka i inne zanieczyszczenia. Preparat wygładza skórę, poprawia jej ukrwienie oraz stymuluje do regeneracji. Doskonale przygotowuję skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, ułatwiając wchłanianie składników aktywnych. Wzbogacony został w olejek ze słodkich migdałów, który odżywia i zmiękcza naskórek oraz łagodzącą podrażnienia alantoinę. W efekcie skóra jest oczyszczona, miękka i wyjątkowo gładka."
POJEMNOŚĆ: 60ml
DOSTĘPNOŚĆ: Konsultantki, internet
CENA: 13,60zł
Zapach peelingu jest całkiem przyjemny pudrowo-cytrusowy i niezbyt intensywny dzięki czemu nie przeszkadza ani nie dusi w trakcie użytkowania. Baza ma biały kolor i miłą we współpracy kremową, niezbyt zbitą konsystencję, dzięki której drobinki z łatwością mogą wywiązać się ze swoich obowiązków.
Tak jak obiecuje producent drobinki to starte pestki moreli, które świetnie złuszczają martwy naskórek oraz pobudzają mikrokrążenie w skórze, dzięki czemu staje się ona niezwykle miękka i gładka w dotyku oraz promienieje wewnętrznym blaskiem. Kremowa baza nie obkleja skóry i nie przeszkadza w "zabiegu" a na koniec łatwo się zmywa. Jego działanie określiłabym jako "średnie". Nie jest to łagodne smyranie po twarzy ale daleko mu również do mocnego zdzierania. Peeling dobrze radzi sobie z suchymi skórkami.
Opakowanie to typowa dla tego typu kosmetyków plastikowa tubka, która co prawda nie jest przejrzysta ale bez problemu pod światło można podejrzeć ile kosmetyku jeszcze w środku zostało. Zamknięcie to klasyczna zakrętka, która co prawda nie jest super praktyczna ale w przypadku peelingów dobrze się spisuje.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu kosmetyk ten okazał się jednym z najlepszych peelingów jaki miałam okazję używać do tej pory. Będę go zdecydowanie polecać i jak tylko zużyję wszystkie zapasy to z przyjemnością do niego wrócę :)
Zapraszam.
Mariza
Peeling drobnoziarnisty do twarzy z olejkiem migdałowym
Wygładzający
Kilka słów od producenta: "Łagodny peeling zawiera drobinki pestek moreli oraz mikrogranulki, które dokładnie oczyszczają cerę, usuwając martwe komórki naskórka i inne zanieczyszczenia. Preparat wygładza skórę, poprawia jej ukrwienie oraz stymuluje do regeneracji. Doskonale przygotowuję skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, ułatwiając wchłanianie składników aktywnych. Wzbogacony został w olejek ze słodkich migdałów, który odżywia i zmiękcza naskórek oraz łagodzącą podrażnienia alantoinę. W efekcie skóra jest oczyszczona, miękka i wyjątkowo gładka."
POJEMNOŚĆ: 60ml
DOSTĘPNOŚĆ: Konsultantki, internet
CENA: 13,60zł
Zapach peelingu jest całkiem przyjemny pudrowo-cytrusowy i niezbyt intensywny dzięki czemu nie przeszkadza ani nie dusi w trakcie użytkowania. Baza ma biały kolor i miłą we współpracy kremową, niezbyt zbitą konsystencję, dzięki której drobinki z łatwością mogą wywiązać się ze swoich obowiązków.
Tak jak obiecuje producent drobinki to starte pestki moreli, które świetnie złuszczają martwy naskórek oraz pobudzają mikrokrążenie w skórze, dzięki czemu staje się ona niezwykle miękka i gładka w dotyku oraz promienieje wewnętrznym blaskiem. Kremowa baza nie obkleja skóry i nie przeszkadza w "zabiegu" a na koniec łatwo się zmywa. Jego działanie określiłabym jako "średnie". Nie jest to łagodne smyranie po twarzy ale daleko mu również do mocnego zdzierania. Peeling dobrze radzi sobie z suchymi skórkami.
Opakowanie to typowa dla tego typu kosmetyków plastikowa tubka, która co prawda nie jest przejrzysta ale bez problemu pod światło można podejrzeć ile kosmetyku jeszcze w środku zostało. Zamknięcie to klasyczna zakrętka, która co prawda nie jest super praktyczna ale w przypadku peelingów dobrze się spisuje.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu kosmetyk ten okazał się jednym z najlepszych peelingów jaki miałam okazję używać do tej pory. Będę go zdecydowanie polecać i jak tylko zużyję wszystkie zapasy to z przyjemnością do niego wrócę :)
poniedziałek, 7 lipca 2014
Niekosmetyczne poniedziałki, częsć 1 - spacer z psem
Jakiś czas temu przyszedł mi do głowy pomysł stworzenia cyklu niekosmetycznych poniedziałkowych postów o tematyce rożnej i dowolnej, w których będę Wam pokazywała i czasem opisywała to co mi się spodobało, przypadło mi do gustu lub mnie poruszyło. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu.
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka zdjęć z moich spacerów z psem :)
Zapraszam :)
Miłego tygodnia! :)
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kilka zdjęć z moich spacerów z psem :)
Zapraszam :)
Ale że niby co Ty tam widzisz? Chodź już!
Miłego tygodnia! :)
sobota, 5 lipca 2014
Ulubieńcy: czerwiec 2014
Nawet nie wiem kiedy i gdzie zniknął z kalendarza czerwiec więc trochę opóźniona zapraszam Was na krótkie (dosłownie) jego podsumowanie.
Po raz kolejny dosyć boleśnie przekonałam się o braku sensu w poszukiwaniach godnego zastępcy podkładu MAC Matchmaster Foundation 1.0 na drogeryjnych półkach. Porzuciłam więc wszelkie nadzieje i po prostu do niego wróciłam bo jest niezawodny. W dni kiedy nie potrzebowałam super trwałości ani idealnego krycia sięgałam po minerały Annabelle Minerals. Choć nie jest to rozwiązanie dla mnie idealne (moja skóra o wiele bardziej lubi kremy BB) to po podrasowaniu koloru spisują się dobrze i zużywanie ich nie wybitną udręką ;)
Z przyjemnością wreszcie wróciłam do prasowanych róży i tym razem zdecydowanie skierowałam się ku delikatnym kolorom dlatego faworytem czerwca został Avon Jillian Dempsey Marmurkowy Róż Heavenly Nude. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się sięgnąć jego dna bo niedługo wyrośnie mu broda ;)
Na oczętach bez zmian. Poza denkowanym przeze mnie brzoskwiniowym cieniem na powiekach lądowały Paese Linea Automatic Eyeliner 453 Plum Glam oraz Yves Saint Laurent Easy Liner for Eyes no 2, które spisują się doskonale i pewnie zrezygnuję z nich dopiero wtedy gdy sięgną dna.
W tematyce ust również wielkich zmian nie było. Najchętniej sięgałam po pomadki Yves Rocher Luminelle Rouge Dragee nr 51 oraz Revlon ColorBurst Lip Butter 050 Berry Smoothie. Długo nie rozumiałam fenomenu masełek Revlon ale teraz to się zmieniło i mam wielką ochotę na kolejne egzemplarze.
To już wszystko co polubiłam i chciałam Wam pokazać. Oczywiście niezmiennie towarzyszyła mi również kredka Catrice na lini wodnej oraz korektor YSL ale stwierdziłam, że nie ma sensu ich ciągle pokazywać.
Jak Wam upłynął czerwiec?
Znaleźliście jakichś ulubieńców czy używacie starych i dobrych pewniaków?
Po raz kolejny dosyć boleśnie przekonałam się o braku sensu w poszukiwaniach godnego zastępcy podkładu MAC Matchmaster Foundation 1.0 na drogeryjnych półkach. Porzuciłam więc wszelkie nadzieje i po prostu do niego wróciłam bo jest niezawodny. W dni kiedy nie potrzebowałam super trwałości ani idealnego krycia sięgałam po minerały Annabelle Minerals. Choć nie jest to rozwiązanie dla mnie idealne (moja skóra o wiele bardziej lubi kremy BB) to po podrasowaniu koloru spisują się dobrze i zużywanie ich nie wybitną udręką ;)
Z przyjemnością wreszcie wróciłam do prasowanych róży i tym razem zdecydowanie skierowałam się ku delikatnym kolorom dlatego faworytem czerwca został Avon Jillian Dempsey Marmurkowy Róż Heavenly Nude. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się sięgnąć jego dna bo niedługo wyrośnie mu broda ;)
Na oczętach bez zmian. Poza denkowanym przeze mnie brzoskwiniowym cieniem na powiekach lądowały Paese Linea Automatic Eyeliner 453 Plum Glam oraz Yves Saint Laurent Easy Liner for Eyes no 2, które spisują się doskonale i pewnie zrezygnuję z nich dopiero wtedy gdy sięgną dna.
W tematyce ust również wielkich zmian nie było. Najchętniej sięgałam po pomadki Yves Rocher Luminelle Rouge Dragee nr 51 oraz Revlon ColorBurst Lip Butter 050 Berry Smoothie. Długo nie rozumiałam fenomenu masełek Revlon ale teraz to się zmieniło i mam wielką ochotę na kolejne egzemplarze.
To już wszystko co polubiłam i chciałam Wam pokazać. Oczywiście niezmiennie towarzyszyła mi również kredka Catrice na lini wodnej oraz korektor YSL ale stwierdziłam, że nie ma sensu ich ciągle pokazywać.
Jak Wam upłynął czerwiec?
Znaleźliście jakichś ulubieńców czy używacie starych i dobrych pewniaków?
środa, 2 lipca 2014
Płyn micelarny od Dermedic dla skóry wrażliwej
Jak niedawno wspominałam makijaż towarzyszy mi praktycznie codziennie dlatego też codziennie wieczorem sięgam po kosmetyk do jego zmywania. Szczególnie upodobałam sobie płyny micelarne dlatego też dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnego.
Dermedic
Angio Preventi
Płyn micelarny H2O
Skóra wrażliwa, naczyniowa
Do demakijażu twarzy i oczu
Producent obiecuje, że "Angio Preventi Płyn micelarny H2O Również dla osób nietolerujących tradycyjnych preparatów do demakijażu.
Zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia, pozostawiając uczucie świeżości i czystości - micele estrów kwasów tłuszczowych "przyciągają" zanieczyszczenia bez potrzeby nadmiernego tarcia skóry wacikiem.
Wzmacnia naczynka włosowate - Melissa Officinalis, w kompleksie z żelem z Aloesu łagodzi skutki nadmiernego rozszerzenia naczyń.
Wykazuje właściwości kojące i łagodzące - zastosowana w preparacie woda termalna, która zawdzięcza swe właściwości wysokiej dawce minerałów sprawia, ze płyn nie wywołuje podrażnienia nawet u osób bardzo wrażliwych.
- Nie zatyka porów
- Jest neutralny dla oczu
- Nie pozostawia filmu na skórze. "
Na etykiecie wszystko zapowiada się wspaniale ale czyż nie tak jest w przypadku każdego z kosmetyków? Czas zatem skonfrontować to z rzeczywistością.
Kosmetyk ma formę zupełnie wodnistego, lekko podbarwionego na żółto płynu o niezwykle przyjemnym dla nosa aromacie, w którym odnajduję nutkę anyżu co sprawia, że mogłabym go wąchać w nieskończoność.
Nie ma jednak tak dobrze. W końcu makijaż od samego wąchania nie zejdzie więc najwyższa pora przejść do działania.
Niestety tutaj już tak dobrze nie ma. Pierwsza rzecz, która dosłownie rzuca się w oczy to to, że micel wbrew obietnicom mocno je podrażnia i powoduje bardzo nieprzyjemne pieczenie oraz zaczerwienienie. Natomiast drugą i to jakże poważną jego wadą jest to, że kiepsko radzi sobie ze zmywaniem makijażu. O ile odrobinę minerałów, niewielką ilość cienia, delikatną kreskę i tusz Pierre Rene potrafił zmyć, tak pełny makijaż oka na bazie Lumene z tuszem Dior i bazą w postaci podkładu MAC oraz kamuflażem Catrice stanowił dla niego wyzwanie ponad siły, co zawsze kończyło się wielką pandą i koniecznością domywania wszystkiego żelem do mycia twarzy. Zdecydowanie obie te cechy dyskwalifikują go moich oczach i sprawiają, że niezbyt chętnie po niego sięgam a ubytki w butelce ogromnie radują moje serce.
W kwestii łagodzenia skutków nadmiernego rozszerzenia naczyń muszę mu jednak oddać honor i przyznać, że na tym polu spisuje się doskonale. Nawet po jednokrotnym użyciu widać, że skóra jest ukojona i o wiele bledsza niż w przypadku innych kosmetyków tego typu, dzięki czemu nawet potrzeba wielokrotnego przecierania wacikiem poszczególnych partii twarzy nie wpływa negatywnie na poziom jej zaczerwienienia.
Płyn zamknięty jest w twardej plastikowej przejrzystej butli z lejkiem otwieranym za pomocą wciśnięcia jego przeciwległej krawędzi. Rozwiązanie to jest dobre ale jedynie w domowych pieleszach, natomiast zupełnie nie nadaje się na wyjazdy gdyż niezwykle łatwo o niekontrolowane wylanie zawartości.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: Apteki, internet
CENA: Około 15-18zł
Bardzo chciałabym napisać jakieś konkretne podsumowanie ale w tym przypadku chyba nie potrafię.
Moim zdaniem ten micel nadaje się do przemywania twarzy bez użycia wody i to niekoniecznie w okolicach oczu. Jako środek do demakijażu polecałabym go tylko dla osób nakładających minimalny i absolutnie niewodoodporny makijaż, u których podrażnienia oczu nigdy nie występowały.
Ja zdecydowanie wracać do niego nie będę i z przyjemnością zakończę naszą znajomość na tej butli.
Dermedic
Angio Preventi
Płyn micelarny H2O
Skóra wrażliwa, naczyniowa
Do demakijażu twarzy i oczu
Producent obiecuje, że "Angio Preventi Płyn micelarny H2O Również dla osób nietolerujących tradycyjnych preparatów do demakijażu.
Zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia, pozostawiając uczucie świeżości i czystości - micele estrów kwasów tłuszczowych "przyciągają" zanieczyszczenia bez potrzeby nadmiernego tarcia skóry wacikiem.
Wzmacnia naczynka włosowate - Melissa Officinalis, w kompleksie z żelem z Aloesu łagodzi skutki nadmiernego rozszerzenia naczyń.
Wykazuje właściwości kojące i łagodzące - zastosowana w preparacie woda termalna, która zawdzięcza swe właściwości wysokiej dawce minerałów sprawia, ze płyn nie wywołuje podrażnienia nawet u osób bardzo wrażliwych.
- Nie zatyka porów
- Jest neutralny dla oczu
- Nie pozostawia filmu na skórze. "
Na etykiecie wszystko zapowiada się wspaniale ale czyż nie tak jest w przypadku każdego z kosmetyków? Czas zatem skonfrontować to z rzeczywistością.
Kosmetyk ma formę zupełnie wodnistego, lekko podbarwionego na żółto płynu o niezwykle przyjemnym dla nosa aromacie, w którym odnajduję nutkę anyżu co sprawia, że mogłabym go wąchać w nieskończoność.
Nie ma jednak tak dobrze. W końcu makijaż od samego wąchania nie zejdzie więc najwyższa pora przejść do działania.
Niestety tutaj już tak dobrze nie ma. Pierwsza rzecz, która dosłownie rzuca się w oczy to to, że micel wbrew obietnicom mocno je podrażnia i powoduje bardzo nieprzyjemne pieczenie oraz zaczerwienienie. Natomiast drugą i to jakże poważną jego wadą jest to, że kiepsko radzi sobie ze zmywaniem makijażu. O ile odrobinę minerałów, niewielką ilość cienia, delikatną kreskę i tusz Pierre Rene potrafił zmyć, tak pełny makijaż oka na bazie Lumene z tuszem Dior i bazą w postaci podkładu MAC oraz kamuflażem Catrice stanowił dla niego wyzwanie ponad siły, co zawsze kończyło się wielką pandą i koniecznością domywania wszystkiego żelem do mycia twarzy. Zdecydowanie obie te cechy dyskwalifikują go moich oczach i sprawiają, że niezbyt chętnie po niego sięgam a ubytki w butelce ogromnie radują moje serce.
W kwestii łagodzenia skutków nadmiernego rozszerzenia naczyń muszę mu jednak oddać honor i przyznać, że na tym polu spisuje się doskonale. Nawet po jednokrotnym użyciu widać, że skóra jest ukojona i o wiele bledsza niż w przypadku innych kosmetyków tego typu, dzięki czemu nawet potrzeba wielokrotnego przecierania wacikiem poszczególnych partii twarzy nie wpływa negatywnie na poziom jej zaczerwienienia.
Płyn zamknięty jest w twardej plastikowej przejrzystej butli z lejkiem otwieranym za pomocą wciśnięcia jego przeciwległej krawędzi. Rozwiązanie to jest dobre ale jedynie w domowych pieleszach, natomiast zupełnie nie nadaje się na wyjazdy gdyż niezwykle łatwo o niekontrolowane wylanie zawartości.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: Apteki, internet
CENA: Około 15-18zł
Bardzo chciałabym napisać jakieś konkretne podsumowanie ale w tym przypadku chyba nie potrafię.
Moim zdaniem ten micel nadaje się do przemywania twarzy bez użycia wody i to niekoniecznie w okolicach oczu. Jako środek do demakijażu polecałabym go tylko dla osób nakładających minimalny i absolutnie niewodoodporny makijaż, u których podrażnienia oczu nigdy nie występowały.
Ja zdecydowanie wracać do niego nie będę i z przyjemnością zakończę naszą znajomość na tej butli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












