środa, 9 listopada 2011

wtorek, 8 listopada 2011

Łagodnie ale z kolcami

Bielenda
Bio Plantacja
Aloes i Bawełna 
anti - age

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

Długo mi zeszło zużycie tych maseczek ale już się z nimi uporałam i oto najwyższy czas na recenzję:)

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki ale sztuczny. BAWEŁNA bardziej przypomina zapach kremów natomiast ALOES jest zapachem odrobinę bardziej roślinnym.
BARWA: ALOES: przezroczysty żel o lekko żółtawym kolorze, BAWEŁNA: nieprzezroczysta pastelowo żółta.
 KONSYSTENCJA: ALOES: typowy żel, BAWEŁNA: dosyć zwarty kremik ale nie bardzo gęsty. Obie wchłaniają się błyskawicznie i nie pozostawiają tłustej warstwy na skórze.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione ale nie do końca. Nie ma spektakularnych efektów a obietnica ALOESU, że przeciwdziała stanom zapalnym pozostaje zupełnie bez odpowiedzi ponieważ zupełnie nie zauważyłam takiego efektu na mojej przeżywającej trudne chwile skórze. Jednak muszę przyznać że skóra po ich zastosowaniu staje się promienna, nawilżona, miękka, gładka i delikatna w dotyku. Jej stan jest wyraźnie poprawiony. Co do ujędrnienia to nie mogę się wypowiedzieć bo chyba jeszcze moja skóra sama w sobie jest zbyt jędrna aby zauważyć takie efekty;)
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - można nawet powiedzieć, że aż za dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Obawiam się, że może zapychać ale nie jestem tego pewna na 100% bo moja skóra przeżywa okres burzy i naporu;) Dodatkowo maski nałożone na twarz sprawiają, że krem rozprowadza się na nich bardzo tępo.
OPAKOWANIE: Foliowa, nieprzezroczysta saszetka podzielona na pół. Część ALOESOWA jest utrzymana w zielonej kolorystyce a BAWEŁNA w żółtej.
POJEMNOŚĆ: 2 razy po 5ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 5zł
OCENA: 3,5/6
    
Podsumowując: Myślę, że będzie dobra dla osób o skórze suchej lub normalnej bo niestety skóra mieszana się po niej trochę błyszczy (nie jest to jednak jakieś uporczywe przetłuszczanie i świecenie). Myślę, że warto sprawdzić czy nam pasuje bo cena jest przystępna;)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Gorzka cytryna...

Już jakiś czas temu dostałam paczuszkę od Phenome, którą wygrałam w konkursie u Piękności Dnia. O wszystkim mogliście przeczytać TUTAJ. W tym samym poście obiecałam Wam recenzję i oto nadszedł czas pierwszej z nich.

Phenome
Body-zone
WAKE-UP 
Energizujący sorbet do ciała z werbeną i limonką

OBIETNICE PRODUCENTA 
 Wyjątkowy preparat o konsystencji lekkiego sorbetu oraz apetycznym kolorze dojrzałych cytryn idealnie pielęgnuje każdy rodzaj skóry. Delikatnie chłodzi całe ciało, zapewniając wszechogarniającą rześkość i świeżość oraz pobudzenie sił witalnych. Opracowany na bazie ekologicznych wód roślinnych oraz organicznych substancji czynnych optymalnie nawilża, wygładza i zmiękcza naskórek. Preparat błyskawicznie wchłania się, dotleniając komórki skóry oraz napełniając ciało energetycznym aromatem.
 
SKŁAD:
Oraz wszystko to o czym mówi nam opakowanie;)

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: W teorii jest to zapach werbeny ale jak dla mnie jest to zapach cytryny i to całej. Mam wrażenie, że złożyły się na niego aromaty zmielonego miąższu, skórki i pestek cytryny. Zapach jest bardzo intensywny, mocny i gorzki w pokoju jak odświeżacz powietrza - początkowo mój mąż był nim przerażony, jednak na skórze zapach łagodnieje i robi się łagodny, delikatny, i subtelny. Utrzymuje się dosyć długo i nie gryzie się z innymi zapachami.
BARWA: Żółtawa ale nie jaskrawa tylko taka trochę brudna i mleczna jednak jednocześnie jest również trochę transparentna. Na skórze bezbarwny.
KONSYSTENCJA: Prawdziwy sorbet. Konsystencja jest żelowo-kremowa ale bardziej w kierunku żelu. Sprawia wrażenie bardzo lekkiej ale jest gęsta i wymaga trochę wysiłku aby rozprowadzić sorbet na ciele. Nie rozpuszcza się pod wpływem ciepłoty ciała jednak błyskawicznie się wchłania.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione co do joty. Jedyne czego nie zauważyłam to efektu chłodzenia ale szczerze mówiąc było mi to bardzo na rękę bo nie lubię chłodzących kosmetyków jednak zapach zdecydowanie pobudza oraz daje poczucie świeżości i rześkości. Zgodnie z obietnicami doskonale nawilża, wygładza i zmiękcza naskórek. Doskonale działa nałożony zaraz po kąpieli, jak i uwaga - na suchą skórę. Kilka razy zdarzyło mi się "zapomnieć" po kąpieli przez co skóra wyschła, niesamowicie piekła i miałam wrażenie, że zaraz pęknie ale to cudeńko temu zapobiegło i przywróciło komfort.
WYDAJNOŚĆ: Dobra chociaż specjalnie starałam się oszczędzać.
SKUTKI UBOCZNE: Negatywnych brak. Co do pozytywnych to zauważyłam, że łagodzi podrażnienia powstałe po goleniu co liczy mu się na wielki plus.
OPAKOWANIE: Aluminiowa tubka charakterystyczna dla aptecznych maści zakręcana plastikowym korkiem opakowana w papierowe pudełko wyścielone twardą tekturą. Nie jest przezroczysta. Taka forma opakowania nie przypadła mi do gusty ponieważ bardzo ciężko wydobyć resztki gdy mamy tłuste bądź wilgotne ręce. Musiałam się wspomagać zębami, a jak wiadomo to nie jest dobry sposób.
POJEMNOŚĆ: 50, 100 i 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: internet, sklepy stacjonarne w Warszawie, Łodzi i Poznaniu
CENA: Odpowiednio 32, 65 i 99zł - jak dla mnie zdecydowanie zaporowa zwłaszcza że w Krakowie nie ma ich sklepu i do tej ceny musiałabym doliczyć koszt wysyłki.
OCENA: 5/6
    
Podsumowując: Doskonały produkt jednak opakowanie (zdecydowanie) i cena (trochę) psują jego ocenę. Może kiedyś dojdę do takich zarobków, że będę mogła po niego sięgać ot tak, kiedy mi się zachce ale na razie pozostanie dla mnie miłym wspomnieniem.

niedziela, 6 listopada 2011

Algi i kolagen czyli oręż przeciw zmarszczkom...

Celia
Kolagen + algi
Krem nawilżający przeciw zmarszczkom
cera normalna i mieszana

OBIETNICE PRODUCENTA:
Lekki krem nawilżający. Dzięki zawartości kolagenu aktywnie odbudowuje strukturę skóry, przez co wyraźnie spłyca zmarszczki. Algi, bogate w witaminy i minerały, zapewniają odpowiednie nawilżenie, intensywną regenerację oraz przywraca cerze świeżość i zdrowy koloryt.
Polecany do stosowania na dzień i noc, dla cery dojrzałej normalnej i mieszanej

SKŁAD:
aqua, parafin oil, isopropyl myristate, cetearyl octliceryn, d-panthenol, propylene glycol, acacia senegal gum extract, focus vesiculosus extract, laminaria digitata extract, spirulina maxima extract, porphyra umbilicalis extract, ascophyllum nodosum extract, polyglyceryl-3 diisosterate, acrylates/ C10-C30 akryl acrylate crosspolymer, carbomer, disodium EDTA, sodium hydroxide, BHA, ethylparaben, methylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, citronllol, cumarin, hexyl cinnamal, butylphentyl methylpropional, limonene, linaloool,a-isomethyllonone, parfum.

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Ładny, słodki ale sztuczny. niby coś mi tam przypomina ale nadal nie wiem co.
BARWA: Biała, na skórze bezbarwny.
KONSYSTENCJA: Żelowo-kremowa. Bardzo lekka ale dosyć tłusta. Dobrze się wchłania ale pozostawia tłusty film jednak nie powoduje mega błysku rano na twarzy.
OBIETNICE PRODUCENTA: Dobrze nawilża, poprawia koloryt a skóra wygląda na wypoczętą i staje się promienna. Nie wiem jak działa na zmarszczki bo nie posiadam takich, na których mógłby pokazać swoje działanie ale złagodził bruzdy na czole, które powstają gdy się marszczę.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra chociaż ja stosowałam go tylko na noc a nie tak jak zaleca producent na dzień i na noc.
SKUTKI UBOCZNE: Moja skóra przez ostatnie trzy miesiące przechodziła okres burzy i naporu. To co się na niej działo to była istna masakra i niestety nie jestem w stanie ocenić na ile ten krem się do tego przyczynił lub czy był obojętny. W trakcie jego stosowania przeprowadziłam test - odstawiłam ten krem i przez jakiś czas stosowałam taki, który znam, i na pewno mi nie szkodził. Efektem tego była kilkudniowa poprawa stanu cery a następnie skóra wróciła do produkcji najróżniejszych tworów, które masakrują buzię. Ze względu na skład, który nawet taki laik jak ja rozpoznał jako niezbyt przyjemny radzę uważać.
OPAKOWANIE: Standardowy biały słoiczek z plastiku z niebieską zakrętką. Cała stylistyka opakowania jest utrzymana w biało-niebiesko-zielonej kolorystyce. Nie jest przezroczysty więc nie widać ile kremu jest w środku.
POJEMNOŚĆ: 50ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, hipermarkety, internet
CENA: 5zł, w promocji taniej
OCENA: 3/6
    
Podsumowując: No cóż... Zaspokoiłam ciekawość związaną z tym kremem bo czytałam o nim kilka pozytywnych recenzji i już więcej do niego nie wrócę. Nie przeraził mnie ale też nie wywołał pozytywnych emocji. Myślę, że lepiej zainwestować w coś porządniejszego.

sobota, 5 listopada 2011

Push up;)

Nivea
Szampon nadający objętość
VOLUME SENSATION

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo ładny. Słodki ale sztuczny. Wyczuwalna jest lekka nutka owocowa.
BARWA: Biała, pół-transparentna z perłowym połyskiem.
KONSYSTENCJA: Kremowa. Szampon jest dosyć gęsty ale nie ciągnie się jak kisiel.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione. No może objętość nie jest zachwycająca ale włosy są wyraźnie uniesione, lekkie i świetnie się układają. Dodatkowo pięknie błyszczą i są gładkie w dotyku.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Nie tylko nie powoduje łupieżu ale nawet go niweluje:)
OPAKOWANIE: Standardowa butla z praktycznym korkiem. Da się ją postawić na zakrętce więc nie ma problemu z wydostaniem resztek. Plastik nie jest przezroczysty przez co nie widać ile szamponu jeszcze zostało.
POJEMNOŚĆ: 400ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 15zł w promocji taniej
OCENA: 5/6
    
Podsumowując: Pomimo ostatnich zawodów jakich przysporzyły mi kosmetyki Nivea ten szampon okazał się bardzo dobry i przyjemny. Myślę, że jeszcze nie raz do niego wrócę.

piątek, 4 listopada 2011

Styl sportowy

Kolejny post z cyklu stylizacje:) Tym razem na tapetę poszedł
STYL SPORTOWY
i jedna z jego odmian, czyli
SAFARI
Miłego oglądania:)

środa, 2 listopada 2011

Zużycia października 2011

Postanowiłam podejść globalnie do mojego kolorówkowego projektu denko, który męczę i męczę od wiosny, i w związku z tym stwierdziłam, że zamiast pokazywać Wam poszczególne kosmetyki zaraz po tym jak się skończą lepiej zacznę pisać posty ukazujące zużycia w poszczególnych miesiącach. Takie całościowe przedstawienie sprawy powinno się lepiej prezentować niż pojedyncze zużycia.
Na początek zużycia października:
1. Avon Puder prasowany Ideal Shade w odcieniu Fair - jego krótką recenzję mogliście przeczytać TU.
2. Inglot Loose Powder - Puder Sypki, odcień 11 - jego recenzja pojawiła się TU.
3. Revlon Super Lustrous Lipgloss w odcieniu 130 Pink Whisper - był to mój ulubiony błyszczyk i bardzo ciężko było mi się z nim rozstać. Jego recenzję mogliście przeczytać TU.
4. Adidas Fruity Rythm - bardzo ładny zapaszek owocowy słodko - świeży idealny na co dzień:)

Uważam, że poszło mi całkiem nie źle:) Trzymajcie kciuki na dalsze zużycia:)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...