niedziela, 13 października 2013

Witaminowa emulsja

Swego czasu dużo dobrego słyszałam o kremach Dr Irena Eris ale jakoś zawsze było mi z nimi nie po drodze, aż do czasu gdy jeden z nich trafił w moje łapki. Sporo wody w Wiśle upłynęło zanim się za niego zabrałam ale co się odwlecze to nie uciecze i oto nadszedł czas na recenzję.
Zapraszam :)
                                                                               
Dr Irena Eris
VitaCeric
Multi.Vit Energy Complex
Cera mieszana i tłusta
Emulsja energizująca
Na dzień SPF 15
                                                                                 
OBIETNICE PRODUCENTA:
Vitaceric to zaawansowana pielęgnacja energizująca dla młodych, aktywnych kobiet, która pozwoli im utrzymać zdrowy wygląd skóry i opóźnić efekty starzenia. Szczególnie rekomendowana do skóry zmęczonej, pozbawionej naturalnego blasku. Nowatorski kompleks energizujący Multi.Vit Energy Complex, bogaty w witaminy i sole mineralne wyekstrahowane z owoców hiszpańskiej pomarańczy i cytryny, działa na skórę pobudzająco i regenerująco, sprawiając że odzyskuje ona zdrowy blask i piękno. Dzięki synergii działania oraz wzbogacenia o składniki ochronne i detoksykujące, kosmetyki wspomagają samoregenerację uszkodzeń skóry aby w widoczny sposób poprawić jej strukturę i koloryt.
Emulsyjna, lekka i szybko wchłaniająca się konsystencja kompozycji pielęgnacyjnej. Zawiera innowacyjny kompleks Multi.Vit Energy zapewniający intensywna pielęgnację energizującą dla skóry zmęczonej, wywołanej zarówno stresem wewnętrznym - emocjonalnym jak i zewnętrznym - środowiskowym. Dzięki synergicznemu działaniu sylimaryny i tioproliny* , zapewnia wzmocnione działanie przeciwutleniające, intensywnie chroni tkanki przed uszkodzeniem spowodowanym wolnymi rodnikami. Silny kompleks multiwitaminowy Multi.Vit Energy, ze wszystkimi witaminami niezbędnymi do prawidłowego funkcjonowania skóry, pozostawia ją orzeźwioną i odświeżoną. Skóra odzyskuje zdrowy, wypoczęty i promienny wygląd. Emulsja stanowi doskonałą bazę pod makijaż.
* zgłoszenie patentowe
                                                                                        
SKŁAD:
                                                                                   
POJEMNOŚĆ: 50ml
DOSTĘPNOŚĆ: Perfumerie, internet.
CENA: Około 80zł.
                                                              
MOJE WRAŻENIA:
Zapach jest przyjemny, słodkawy, owocowo-cytrusowy. Energetyczny, czyli taki jakiego potrzeba rano. Nie ma w nim charakterystycznych chemicznych woni ale nie podejrzewam żeby był tak do końca naturalny. Kolor kremu jest pastelowo pomarańczowy na bazie bieli. Bardzo przyjemny ładny i radosny - w sam raz aby zawiesić rozespane oko na czymś ładnym ;) Konsystencja jest gęsta, typowo kremowa ale jednocześnie lekka, absolutnie nie obciąża skóry, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Na jedno użycie na całą twarz wystarczy niewielka jego ilość, wręcz odrobina - ja stosuję go z niewielkimi przerwami praktycznie od początku czerwca, czyli około 4 miesiące a jeszcze wystarczy mi na kilka-kilkanaście użyć, choć większość kremów po trzech miesiącach sięga dna.
                                                                                                     
                                                                              
Krem stanowi świetną bazę pod makijaż, zwłaszcza pod kosmetyki mineralne a jednocześnie trzyma poziom błyszczenia w ryzach. Zadziwiające jest to, że na początku jego używania, w lecie, w trakcie upałów moja skóra lepiej na niego reagowała i dłużej trzymała mat, chociaż może teraz stała się bardziej kapryśna przez centralne ogrzewanie, które jednak robi swoje. Początkowo mat trzymał się praktycznie cały dzień i dopiero przed wieczorem skóra wymagała poprawek a teraz muszę odświeżać makijaż już chwilę po południu. Nie mam mu jednak tego za złe bo jest to chyba jedyny krem, któremu takie działanie się udało na tak długo. Poza tym połysk nie jest nieestetyczny i smalcowaty, tylko naturalny, a skóra wygląda promiennie i świeżo w typie tak modnego ostatnio "dewy look".
W kwestii pielęgnacyjnej działanie kremu również jest bardzo dobre - przyjemnie nawilża i odżywia skórę nie przeciążając jej. Usuwa oznaki zmęczenia po niekoniecznie dobrze przespanej nocy i rzeczywiście odświeża i orzeźwia oraz przywraca jej wewnętrzny blask. Codziennie rano borykam się z problemem napuchniętej twarzy (niestety śpię na brzuchu pomimo iż wiem, że nie powinnam tego robić) i ten krem doskonale ogarnia temat.
Co do działania przeciwzmarszczkowego czy odmładzającego raczej się nie wypowiem, bo nie mam takich problemów ale ostatnio usłyszałam pytanie czy jestem na pierwszym roku studiów, a to chyba mówi samo za siebie ;)
                                                               
Opakowanie jak przystało na kosmetyk z górnej półki jest eleganckie i ekskluzywne. Folia i porządny, gruby kartonik sprawiają, że mamy pewność iż nikt przed nami nie miąchał w nim paluchami. Słoiczek jest ciężki i porządny, wykonany z grubego szkła, plastikowa zakrętka dobrze się dokręca a szczelności pilnuje dodatkowa plastikowa wkładka. Lustrzana zakrętka łatwo się palcuje ale nie jest to dużym problemem bo łatwo ją oczyścić. Całość oceniam zdecydowanie na plus chociaż fanką szklanych słoiczków nie jestem.
                                                                                      
Podsumowując: Pomimo mojego sceptycznego podejścia (w końcu jak coś zachwalają to nie można temu wierzyć) krem bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Działanie jest świetne a wydajność ogromna, więc cena nie boli aż tak bardzo. Jestem z niego zadowolona i myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę. Jeżeli ktoś rozważa jego zakup to polecam :)

piątek, 11 października 2013

Pierwsza kosmetyczka, czyli co warto kupić rozpoczynając przygodę z makijażem: OCZY

Zakończyłam już podsumowania września więc najwyższy czas na kolejny post z poradami jak skompletować swoją pierwszą kolorówkową kosmetyczkę :)
 Zapraszam :)
                                                                                 
                                                                                     
Skoro kosmetyki do makijażu twarzy są już w komplecie to czas najwyższy zająć się podkreślaniem spojrzenia :)
                                                                   

Makijaż oczu warto rozpocząć od nałożenia bazy pod cienie.
 Nie jest to oczywiście kosmetyk obowiązkowy i niezbędny ale warto zwrócić uwagę na to, że podbija kolor cieni, przedłuża ich trwałość a także zapobiega zbieraniu się w załamaniu oraz rolowaniu. Większość z dostępnych baz posiada także beżowy kolor dzięki czemu delikatnie wyrównują koloryt powieki.
Rozstrzał cenowy baz jest ogromny, a najtańsze i wcale nie najgorsze z nich można dostać już od kilkunastu złotych co daje to możliwość zapoznania się z produktem bez zbędnego windowania kosztów.
Jeżeli jednak nie chcecie od razu kupować bazy to spokojnie możecie zastąpić ją odrobiną podkładu lub korektora a następnie lekko przypudrować lub neutralnego cienia w kremie i na tak przygotowaną powiekę nakładać pozostałe kosmetyki.
                                                                                   
Kiedy już powierzchnia powieki jest przygotowana można przejść do podkreślania spojrzenia. Najprościej zrobić to za pomocą cieni.
Na rynku dostępna jest cała masa najróżniejszych cieni w kremie, w płynie, sypkich i prasowanych, pojedynczych i w zestawach w cenie od kilku do kilkuset złotych, jednak moim zdaniem na początku makijażowej przygody warto sięgnąć po paletki zawierające po kilka cieni w podobnej tonacji i kolorystyce. Zdecydowanie ułatwi to dobór kolorów a także pozwoli stworzyć zarówno dzienne jak i wieczorowe wersje tego samego makijażu.
Przy doborze cieni warto wziąć pod uwagę pewne kryteria:
- Tonacja - Dobieramy ją odpowiednio do cery: do cer ciepłych - ciepłe wersje kolorystyczne zawierające żółty pigment, natomiast do cer w zimnej tonacji dobieramy zimne cienie z niebieskim pigmentem.
- Kolorystyka - Przy doborze kolorów kierujemy się kolorem oczu:
Oczy zielone - Najlepiej pasują do nich cienie z czerwonym pigmentem: brązy, fiolety, róże, oberżyna;
Oczy niebieskich - pomarańcze, złoto, brązy i odcienie rdzy;
Oczy brązowe i piwne - brązy, beże, złoto, zgaszone róże, "zgniłe" odcienie zieleni.
Oczy czarne - zielenie, niebieskości, żółcie, turkus.
- Połysk - Najefektowniej wyglądają cienie perłowe, metaliczne i migoczące brokatem ale na początku lepiej wybierać wersje z matowe lub z delikatnym satynowym połyskiem, żeby przypadkiem nie osiągnąć efektu dyskotekowej kuli.
Oczywiście z cieni również można zrezygnować lub ograniczyć do np. jednego jasnego, subtelnie połyskującego, który delikatnie rozświetli spojrzenie.
                                                                                      
Po nałożeniu cieni warto zagęścić linię rzęs i wzmocnić spojrzenie. Najłatwiej zrobić to przy użyciu kredki do oczu:
U osób o jasnych włosach i jasnej oprawie oczu najlepiej sprawdzą się brązy natomiast osoby o ciemnych włosach i ciemnej oprawie oczu mogą wybierać między brązami a czernią.
 Kredkę można stosować również jako kolorowy akcent w makijażu i przy wyborze odpowiedniej barwy należy się kierować według takich samych zasad jak przy dobieraniu cieni do powiek.
Ten kosmetyk również można pominąć i spokojnie zastapic go ciemnym i dobrze napigmentowanym cieniem.
                                                                                
Na wieczór, imprezę czy większe wyjście dobrą alternatywą dla kredki jest eyeliner.
Eyeliner to taka "wyższa szkoła jazdy". Wymaga większej wprawy niż kredka i pewniejszej ręki ale za to odwdzięcza się graficzną kreską, mocnym podkreśleniem oka i zagęszczeniem rzęs. Tak jak i kredki można go używać w makijażu klasycznym oraz jako akcentu kolorystycznego.
Myślę, że przy kompletowaniu pierwszej kosmetyczki można go spokojnie pominąć jednak wiem, że są osoby, które bardzo chcą używać eyelinera dlatego o nim wspominam.
Na rynku dostępne są eyelinery w płynie z aplikatorem w formie gąbeczki lub pędzelka, w pisaku, w żelu/kremie, w kamieniu i w proszku. Po wypróbowaniu wszystkich tych metod twierdzę, że najłatwiej operuje się płynnym eyelinerem zaopatrzonym w wąski i precyzyjny pędzelek jednak, najlepiej samemu metodą prób i błędów wybrać optymalne dla siebie rozwiązanie.
                                                                                     
Gdy oko jest już umalowane nie pozostaje nic innego jak podkreślić rzęsy odrobiną tuszu:
Jak i wszystkich kosmetyków na rynku dostępny jest ogromny wybór maskar. W zależności od potrzeb można sięgnąć po wydłużające, pogrubiające, podkręcające, wszystko-robiące, wodoodporne i kolorowe o szczoteczkach klasycznych lub sylikonowych, małych lub dużych.
Klasycznie na co dzień do pracy i do szkoły dla osób o bardzo jasnej karnacji, jasnych włosach i takiej samej oprawie oczu najlepszym rozwiązaniem będzie tusz brązowy, który delikatnie podkreśli spojrzenie bez nadawania zbyt przerysowanego efektu, natomiast osoby o ciemniejszej oprawie oczu mogą wybierać między brązem a czernią.
Maskara to chyba jedyny obowiązkowy punkt makijażu bo jej brak potrafi zepsuć nawet najbardziej udaną kompozycję ;)
                                                                                  
Gdy oko jest już skończone uwieńczenie całokształtu stanowi podkreślenie brwi:
Ich kolor można podkreślić za pomocą pisaków, kredek, cieni i barwionych żeli, natomiast kształt ujarzmią woski, żele bezbarwne i te barwione oraz najzwyklejszy żel, lakier czy pianka do włosów.
Na początku przygody z podkreślaniem brwi najlepiej spiszą się łatwe w obsłudze cienie utrwalone odrobiną żelu. Mogą to być te specjalnie przeznaczone do brwi jak i zwykłe matowe cienie do powiek.
Osoby o mocnych i nie wymagających brwiach mogą pominąć cienie i ograniczyć się jedynie do ujarzmienia włosków za pomocą barwionych żeli.
Nie warto pomijać tego kroku gdyż stanowi on kropkę nad "i" całego makijażu, jednak przy doborze kosmetyków warto poświecić uwagę wyborowi odpowiedniego koloru tak aby idealnie wtapiał się on w barwę włosków.
                                                                                                                     
Takim sposobem dotarliśmy już do końca makijażu oczu.
Mam nadzieję, że ta część spotka się z równie miłym przyjęciem jak poprzednia oraz, że okaże się równie przydatna :)
Jeżeli coś pominęłam albo macie dodatkowe pytania lub wątpliwości to na wszystkie odpowiem w komentarzach.
                                                                                 
Dla przypomnienia:
Część I: Cera KLIK KLIK
Część III: Usta KLIK KLIK

środa, 9 października 2013

Jego Wysokość Will

To cudo zaczęło mnie prześladować odkąd tylko Marta pokazała mi tego posta KLIK KLIK. Zaczęłam go obsesyjnie śledzić, szukać i wypatrywać zanudzając przy tym wszystkich, którzy tylko się do mnie zbliżyli informacjami o tym jak bardzo go pragnę...
W końcu pojawił się w jednym z polskich sklepów internetowych ale to i tak niewiele pomogło bo przesyłka kosztowała tyle co lakier :/ Na szczęście z pomocą, mnie i wszystkim znudzonym moim ględzeniem, przyszła moja koleżanka informując mnie, że lakiery Color Club dostępne są stacjonarnie w Krakowie... Pobiegłam więc jak na skrzydłach do sklepu i chociaż go nie było, to udało mi się go zamówić i w końcu jest, mój jedyny, wymarzony...
                                                                   
Color Club
Fall 2013 Collection: Girl About Town
1001 Williamsburg
                                                                               
Przepraszam Was za niezbyt ciekawy wygląd paznokci, ale pomimo ogromnych chęci zaprezentowania Wam tego lakieru najlepiej jak się da, natura postanowiła zniweczyć moje plany i niestety paznokcie posypały się na kilka dni przed planowaną sesją :(
                                                                              
                                                                                 
POJEMNOŚĆ: 15ml
DOSTĘPNOŚĆ: Internet, wybrane sklepy z lakierami do paznokci.
CENA: 17zł
                                                                                        
                                                                              
Baza lakieru ma kolor mocnego i bardzo ciemnego (prawie czarnego) oraz zimnego granatu bez żadnych fioletowych domieszek, w którym przy nałożeniu jednej warstwy wyraźnie widać zielone tony. W niej zatopione są jaśniejsze również granatowe maleńkie drobinki dające wręcz hipnotyzujące shimmerowe wykończenie.
Jak to u lakierów z drobinkami bywa jego blask odrobinę gaśnie po wyschnięciu a shimmer staje się mniej widoczny, dlatego warto go pociągnąć warstwą nabłyszczającego top coatu, który poza nadaniem pięknego połysku uwidoczni też drobinki. Do zdjęć w niezbyt sprzyjających warunkach pogodowych pokryłam go jedną Essie Good to go a palec serdeczny pociągnęłam jedną warstwą lakieru Flormar 392.
                                                                                     
                                                                                               
Krycie jest standardowe - jedna warstwa to stanowczo za mało ale dwie dają idealny efekt. Przy nakładaniu pierwszej warstwy lakier tworzy paskudne plamy i smugi ale po nałożeniu drugiej cały ten nieprzyjemny widok znika a paznokcie prezentują się wspaniale. Na wszystkich zdjęciach widać dwie warstwy lakieru.
Konsystencja jest dosyć rzadka, płynna i lejąca dlatego najlepiej najpierw nałożyć bardzo cienką pierwszą warstwę, która będzie stanowiła niejako bazę, gdyż zbyt duża ilość lakieru na płytce mogłaby się rozlać po skórkach, a dopiero druga warstwa może być grubsza. Dobrze rozprowadza się po płytce a przy drugiej warstwie poziomuje.
                                                                                                   
                                                                                                    
Schnięcie tego lakieru jest dziwne - na pędzelku i w trakcie nakładania pierwszej warstwy błyskawicznie gęstnieje, utrudniając jego równomierne i precyzyjne rozprowadzenie natomiast przy dwóch warstwach schnie standardowo.
Zmywa się problematyczne. Zawartość drobinek robi swoje a dodatkowym utrudnieniem jest mocna pigmentacja bazy, która lubi pozostawiać kolor na paznokciach. Dobrze więc przygotować porządny zmywacz i kilka wacików a potem jeszcze umyć ręce wodą z mydłem. Innych skutków ubocznych jego użytkowania nie odnotowałam.
 Wydajność jest bardzo dobra i po dwóch malowaniach praktycznie wcale nie widać ubytku w buteleczce.
                                                                                                    
                                                                                                        
Opakowanie to standardowa szklana butelka dosyć dużych rozmiarów. Na plus trzeba jednak zaliczyć jej kształt, który ułatwia przechowywanie.
Pędzelek niestety nie należy do moich ulubieńców. Jest mały, wąski i niestety dosyć krótki a do tego zbyt miękki więc ciężko nim precyzyjnie i szybko rozprowadzić lakier do paznokciach, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego szybkie gęstnienie. Na szczęście przy odrobinie samozaparcia i cierpliwości można nad nim zapanować.
                                                                                                     
                                                                                                    
Niezwykle piękny lakier, który skradł moje serce od pierwszego wejrzenia a do tego idealnie wpisuje się w jesienne trendy. Będę po niego często i chętnie sięgać pomimo kiepskiego pędzelka.

poniedziałek, 7 października 2013

Zużycia: wrzesień 2013

Za nami już pierwszy tydzień października więc najwyższy czas na ostatni post podsumowujący wrzesień. Tym razem spektakularnie nie będzie ale i tak jestem zadowolona bo lepiej, żeby zapasów ubywało powoli a regularnie niż wcale ;)
Zapraszam :)
 Oznaczenia: JESTEM NA TAK, JESTEM NA NIE, SAMA NIE WIEM.
                                                          
KOLORÓWKA:
1. Wibo Your Fantasy Puder Prasowany Mozaika 3 - Jak widać zostały z niego jakieś marne okruszki, które już nie dają oczekiwanego efektu. Recenzja KLIK.
2. Essence LE Denim Wanted Gel Eyeliner 02 Fivepocket Grey - Pisałam o nim TUTAJ a o jego reanimacji TUTAJ. Szczerze muszę przyznać, że nie naużywałam się go po zreanimowaniu i ostatecznie teraz stwierdziłam, że nie ma sensu go dalej trzymać, bo znowu stwardniał a ja i tak po niego nie sięgam.
                                                     
PIELĘGNACJA:
1. Flos Lek Płyn micelarny do skóry wrażliwej demakijaż twarzy i oczu Seria hypoalergiczna - Recenzja KLIK.
2. Medacol Collagen + HYALURONIC ACID Serum kolagenowe z kwasem hialuronowym w żelu - Pod koniec kosmetyku wydawało mi się, że w końcu pojęłam sposób jego nakładania ale bardzo się myliłam. Pożegnał mnie niemiłosiernym szczypaniem :( Recenzja KLIK.
3. FLOS LEK eye care Dwufazowy płyn do demakijażu oczu - Bardziej niż sięgnięciem dna mnie nie mógł uszczęśliwić. Wszystko co miałam o nim do powiedzenia napisałam TUTAJ.
                                                              
4. Eva Natura Żel pod prysznic Monoi de Tahiti Niebiański kwiat Tiare Pobudzający - Pięknie pachnie kwiatami, dobrze myje, świetnie się pieni, nie wysusza skóry, ma przyjemna gęstą, żelową konsystencję.
5. Farmona Tutti Frutti Peeling do ciała Jeżyna & Malina - Zapach początkowo ładny później zamienia się w paskudnie chemiczny, kolor taki sobie, skład kiepski, peelinguje dobrze, drobnoziarnisty, wydajność OK, konsystencja płynna, kisielowata ale nie ciągliwa.
 6. Epona Skin & Body Care Balsam do skóry wrażliwej i problematycznej na bazie mleka klaczy - Zapach "naturalny" zdecydowanie nie przypadł mi do gustu, bardzo rzadka, lejąca konsystencja mleczka, błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy, świetnie nawilża i radzi sobie nawet z przesuszoną skórą, wydajne, raczej do niego nie wrócę bo opakowanie jest małe (150ml) i drogie (55zł).
7. DOVE Summer Glow Samoopalający balsam do ciała do jasnej karnacji - Kiedy już dałam za wygraną i zabrałam się za jego zużywanie udało mi się nim opalić nogi ale uzyskałam też paskudne plamy i smugi. Pisałam już o nim TUTAJ.
                                           
8. Schwarzkopf Perfect Mousse Pianka koloryzująca 665 Jasny Złocisty Brąz - Jest delikatna i nie niszczy włosów ale sprawia kłopoty przy farbowaniu - spływa z włosów, z ubrań daje się łatwo sprać, kolor włosów robi się ładny po 2-3myciach.
9. Yves Rocher Szampon do włosów "Kocham Moją Planetę" - Ładnie pachnie, ma przyjemną żelową konsystencję i dobrze się pieni, niestety nie oczyszcza włosów a nawet sam je obciąża, w ogóle nie radzi sobie z olejami, powoduje łupieżową masakrę.
                                                         
10. Farmona Herbal Care krem regenerujący do rak i paznokci Aloesowy - Ładnie pachnie, wygładza, przyzwoicie nawilża, szybko się wchłania ale pozostawia sylikonowy film, tuba jest wielka ale wypełniona tylko w 2/3 kremem... Nie lubię tego :/
                                                     
MINIATURY:
1. Biosilk Odżywka regenerująca Silk Teraphy - Przyjemny zapach, bardzo gęsta konsystencja, nawet za bardzo bo ciężko ją wydobyć z opakowania, bardzo mocno wygładza i rozdziela włosy, nie wiem czy nawilża ale na pewno obkleja włosy sylikonami dzięki czemu zapobiega wpływom środowiska. Pupy nie urywa.
2. Gehwol MED Krem do zrogowaciałej skóry - Lekka konsystencja, szybko się wchłania, mentolowy zapach, bardzo zmiękcza i nawilża skórę. Super :)
3. Cetaphil Łagodna emulsja do mycia - Początkowo zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie ale teraz już sama nie wiem... Mam pełnowymiarowe opakowanie więc mam czas, żeby się do niego ustosunkować i napisać recenzję.
4. Cetaphil MD Dermoprotektor - Świetny kosmetyk. Mam pełnowymiarowe opakowanie więc będzie pełna recenzja.
                                           
PRÓBKI:
1. + 2. Gehwol MED Lotion Antyperspiracyjny
3. Gehwol MED Lipidro Krem
4. Gehwol MED Fusskraft Bein-Vital
5. Gehwol MED Maść na spękane stopy
6. Gehwol MED Fusskraft Grun
7. Gehwol MED Fusskraft Blau
8. Gehwol MED Fusskraft Mint
9. Avon Spotlight EDT - Ładny zapach ale nie mój, przytłacza mnie.
10. Ziaja Różany krem intensywnie nawilżający Naturalnie na dzień
11. Nivea BB Cream 5w1 Upiększający Krem Nawilżający Cera jasna - Nie wiem po co go tyle trzymałam. Pisałam o nim TUTAJ.
12. Farmona Dermacos Anti-Redness Krem ochronno-łagodzący SPF 15
13. + 14. Bioderma Atoderm PP Gel Moussant
15. + 16. Bioderma Sensibio Żel pod oczy
17. Bioderma Sensibio AR Anti-Reddness Compact SPF 30 Light Colour
18. Perfecta Age Control 35+ Hydrożelowe Płatki pod oczy Kolagen + Zielona herbata Wygładzające - Jeden z niewielu kosmetyków, który NIE ROBI KOMPLETNIE NIC. Jestem pewna, że gdybym zrobiła płatki na bazie zwykłej ściereczki do naczyń nasączonej galaretką z żelatyny, soku aloesowego i kwasu hialuronowego to miałyby niewyobrażalnie lepsze działanie. Dodatkowy minus za to że są sztywne i przeszkadzają po założeniu.
                                                                
Uff to już wszystko. Jak widzicie nadal próbuję wpisać się do Księgi Rekordów Guinessa tempem zużywanie próbek ;) Niestety mam ich jeszcze całkiem sporo a na dodatek ciągle mi ich przybywa. Mam jednak nadzieję, że w końcu się z nimi uporam a przy tym nadal regularnie będę zużywać pełnowymiarowe kosmetyki.
                                                                 
Jak Wam poszło wrześniowe wykańczanie kosmetyków?
Uporaliście się z zaległościami czy nadal Was prześladują?
A może nie macie takich problemów?

sobota, 5 października 2013

W pasiaku mi do twarzy ;)

Nie, nie zamknęli mnie w więzieniu i nie, nie przydzielili mi pasiastego wdzianka codziennego chociaż dzisiaj rzeczywiście będzie o pasiaku;) Na szczęście na rynku poza standardowymi pasiastymi wdziankami są też kosmetyki, które zaspokoją potrzebę posiadania paseczków u kosmetycznych maniaczek.
Zapraszam do bliższego poznania się z dzisiejszym bohaterem :)
                                                       
Gosh
Bronzing Shimmer Powder
brązujący puder/róż
002 Pink
                                                                    
POJEMNOŚĆ: 9g
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet
CENA: Około 60zł.
                                                              
MOJE WRAŻENIA:
Róż nie pachnie. Ma formę sprasowanego pudru ale jest przy tym bardzo delikatny i jakby satynowy w dotyku - sprawia wrażenie lekko wilgotnego. Nakładany odpowiednio miękkim pędzlem (ja używam Inglot 15BJF) nie pyli, jednak jeżeli użyjemy czegoś twardego to pylenie i zmarnowanie ogromnej ilości kosmetyku jest gwarantowane. W związku z tym jego wydajność nie powala. Co prawda nie znika w ekspresowym tempie ale w porównaniu do innych róży ubytek w jego powierzchni widać błyskawicznie więc jest nadzieja, że kiedyś się skończy. Doskonale współpracuje ze wszystkimi kosmetykami na jakie go nakładałam a jego użytkowanie to sama przyjemność. Wystarczy musnąć jego powierzchnię pędzlem aby nabrać odpowiednią ilość produktu a potem przenieść go na twarz. Róż ma świetną przyczepność a jednocześnie łatwo się rozciera i nie robi plam. Do trwałości też się nie mogę przyczepić - ładnie siedzi na polikach od nałożenia do zmycia a z samym demakijażem nie ma najmniejszych problemów. Schodzi po zastosowaniu każdego kosmetyku, który ściągnie z twarzy podkład i puder.
                                                                             
                                                                                
Kosmetyk ma formę mozaiki składającej się z pięciu paseczków. Na jego ostateczny kolor składa się mieszanka trzech barw: różu, brązu i bieli. Jak widać na powyższym zdjęciu jeden z paseczków jest biały i jego można używać jako rozświetlacza, natomiast pozostałe stanowią wariację na temat mieszaniny różu i brązu o różnych natężeniach poszczególnych kolorów i mocy pigmentów.
Pigmentacja kosmetyku jest bardzo dobra chociaż jest on delikatny i zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu osobom bladolicym niż mocno opalonym czy posiadającym ciemną karnację.

                                                          
Początkowo jego powierzchnię pokrywała cała masa drobnego i delikatnego ale mocno połyskującego na zielono brokatu (do obejrzenia TUTAJ), który ma na celu przykuć spojrzenie i przekonać do zakupu. Na szczęście brokatowa warstwa szybko znika a w opakowaniu pozostaje wspaniały kosmetyk o satynowym wykończeniu z maleńkimi błyszczącymi iskierkami, które wspaniale odbijają światło i niwelują płaski, pudrowy mat.
Róż daje świetny efekt - tworzy subtelny, delikatny, zdrowy i jakby lekko opalony rumieniec, a jednocześnie ożywia twarz dzięki zawartości rozświetlającego pyłu. Na bardzo bladych cerach nadaje się również do konturowania.
Nie odnotowałam żadnego jego negatywnego wpływu na cerę czy jakichkolwiek skutków ubocznych jego stosowania.
                                                         
Opakowanie to prosta plastikowa kasetka z przejrzystą klapką, która ułatwia namierzenie różu w kosmetyczce. Wykonano ją porządnie dzięki czemu jest odporna i nie niszczy się ani nie rozpada w trakcie użytkowania. Jest również odporna na zarysowania i chociaż nie utrzymuje cały czas idealnego połysku to nie straszy paskudną powierzchnią przy wyciąganiu z kosmetyczki.
Aplikatora brak co w sumie jest dla mnie zaletą.
                                                           
Podsumowanie: Świetny kosmetyk do ożywiania buzi zwłaszcza dla osób bladolicych. Daje śliczny naturalny efekt i pozwala uwierzyć, że nawet róż się kiedyś kończy. Kocham go ogromnie i polecam :)

czwartek, 3 października 2013

Zakupy: wrzesień 2013

Oto przyszedł czas na kolejny post podsumowujący miesiąc. Tym razem pora na zakupy.
Zapraszam :)
                                                   
Na początek pędzle:
Zoeva 227 Soft Definer - Świetna alternatywa dla MAC 217. Różni się od niego jedynie kształtem włosia. Odpowiednio miękki, nie drapie, coś czuję, że się polubimy ;)
 Bdellium Tools 787 - Pędzelek uniwersalny. Można go używać do cieni, konturowania, rozświetlania, różu a nawet korektora. Do tego świetnie wykonany, delikatny i w moim ulubionym kolorze ;)
 Bdellium Tools 714 - Doskonała jakość, świetne wykonanie i ładny kolor a do tego jego włosie to marzenie. Idealny do precyzyjnej aplikacji eyelinera tak aby zagęścić rzęsy.
 Hakuro H80 - Już na pierwszy rzut oka przypadł mi do gustu. Będzie świetny zarówno do aplikacji cieni a także do ich rozcierania, również do rozcierania kreski będzie super.
 Hakuro H14 - Świetny do konturowania, różu, rozświetlacza a nawet przy aplikacji podkładu czy pudru się sprawdzi.
                                               
Uzupełnienie braków:
Lilibe Płatki kosmetyczne 120 sztuk - zakup jakże oczywisty ;)
Oriflame Amazonia for Her EDT 30ml - Piękny zapach, który tak przypadł mi do gustu, że musiałam zrobić zapas. jest to chyba jedyny zapach, który mogę używać zawsze i nie wywołuje u mnie migreny.
Delia Onyx Korektor do brwi Brązowy - Świetnie utrwala, trochę przyciemnia jak dotąd nie znalazłam nic lepszego.
                                                                   
 Mały nalot na Hebe i lakierowa rozpusta:
Tami płatki kosmetyczne 120sztuk - Bo te z poprzedniego zdjęcia napoczęłam długo, długo przed publikacja posta.
Misslyn Indyvidual Lashes No 1 Kępki sztucznych rzęs - Takich krótkich rzęs brakowało w moim kuferku.
Color Club Nail Lacquer Girl About Town Collection 1001 Williamsburg - Odkąd go tylko zobaczyłam tak długo prześladował mnie swoim widokiem aż go w końcu kupiłam. Było warto na niego polować bo jest wspaniały!
                                                    
Promocja na MNY i dalsze uzupełnianie braków:
Maybelline Color Tattoo 24h 25-Everlasting Navy - Piękny szafir. Nie mogłam mu się oprzeć od pierwszego spojrzenia ;)
 Constance Carrol Natural Lash Mascara No.11 Clear - Do rzęs się nie nadaje bo je strasznie usztywnia i szczypie w oczy ale do ujarzmiania niesfornych brwi jest idealny.
                                                                         
Na sam koniec Rossmannowski zakup niekosmetyczny:
Golarka do ubrań - Zakup roku! Uratowała moją ulubioną bluzę :)
                                   
To już wszystko co nabyłam we wrześniu. Jak widzicie tym razem stanowczo postawiłam na jakość więc nie ma tego zbyt wiele a ja jestem ogromnie usatysfakcjonowana nabytkami.
                                      
Jak Wam upłynął wrzesień?
Obkupiliście się jak szaleni czy oszczędzaliście?

wtorek, 1 października 2013

Cleanic Intymnie

Recenzowałam Wam już sporo chusteczek ze stajni Cleanic i tym razem nie będzie inaczej. Odejdę jednak od tematu demakijażu i odświeżania a skupię się na rejonach położonych dużo niżej ;)
Zapraszam :)
                                                                    
Cleanic
Intimate
Chusteczki do higieny intymnej
z ekstraktem z płatków róży
Odświeżające
kwas mlekowy pH fizjologiczne
                                                                        
OBIETNICE PRODUCENTA:
Nowe - odświeżające chusteczki do higieny intymnej z ekstraktem z płatków róży. Zawierają specjalnie dobraną kompozycję zapachową, która pozostawia długotrwale uczucie świeżości. Kwas mlekowy pomaga utrzymać fizjologiczne pH sfery intymnej, wyciąg z płatków róży ma działanie kojące a naturalna betaina nawilżające.
Posiadają działanie łagodzące, dzięki betainie – nawilżające, a kwas mlekowy gwarantuje właściwe pH miejsc intymnych. Miękkie chusteczki są intensywnie nasączone, żeby zapewnić jak najpełniejszą ochronę strefy intymnej. Delikatny, subtelny zapach zapewnia natychmiastowe odświeżenie. Produkt jest idealny do stosowania w podróży i na wakacjach, a także przed wizytami u lekarza oraz w chwilach gdy czujemy dyskomfort.

                                                      
SKŁAD:
aqua, glycerin, polysorbate 20, betaine, undecylenamidopropyl betaine, rosa gallica extract, phenoxyethanol, ethylhrxylglycerin, sodium benzoate, potassium sorbate, parfum, lactic acid
                                                          
POJEMNOŚĆ: 10 sztuk
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: 4,99zł
                                                                                
MOJE WRAŻENIA:
Zapach jest różano-kremowy, przyjemny i delikatny, w niczym nie przypomina zapachu różanych różańców. Podejrzewam, że nasączone są czymś na wzór mleczka, gdyż sprawiają wrażenie lekko tłustych jednak ciężko to udowodnić bez jakichś dodatkowych czynności, a ja używałam ich tylko w standardowy sposób ;) Chusteczki mają śnieżno biały kolor, są dosyć grube (bardziej niż standardowe chusteczki do demakijażu i w niczym nie przypominają tych delikatnych jakby papierowych chusteczek do rąk lub okularów) oraz świetnie nasączone - bardzo równomiernie i w idealnym stopniu (nie są ani zbyt suche ani zbyt mokre).
Wydajność jest ściśle związana z ilością sztuk w opakowaniu.
                                                        
Zawsze myślałam, że chusteczki do higieny intymnej są mi zbędne i wszystkie tego typu potrzeby zaspokajałam za pomocą chusteczek dla niemowląt, którym niestety zdarzało się czasami mnie lekko podrażnić. Nie wiedziałam co tracę... Chusteczki Cleanic rewelacyjnie oczyszczają i długotrwale odświeżają delikatną skórę okolic intymnych. Nie tylko nie podrażniają w trakcie stosowania ale także łagodzą wcześniej powstałe podrażnienia. Zabieram je ze sobą na każda wizytę u ginekologa (uważam, że konieczne jest odświeżenie się przed wejściem do gabinetu) i w podróże a ostatnio nawet używałam w domu po tym jak odkryłam, że podrażnił mnie żel do higieny intymnej Nivea, i w każdej z powyższych sytuacji spisały się rewelacyjnie. Szczególne uznanie należy im się za łagodzenie podrażnień - nie spodziewałam się, że będą miały aż tak silne działanie łagodzące i będą tak bardzo delikatne. Poradziły sobie świetnie!
                                                             
Opakowanie jak to w przypadku większości chusteczek bywa to foliowa torebka - szczelna i praktyczna. Grafika jest subtelna i miła dla oka. Nie bije po oczach, że to chusteczki intymne.
                                                          
Podsumowując: Świetny produkt za niewielkie pieniądze, który spisze się zarówno poza domem jak i w awaryjnych sytuacjach domowych pieleszy. Jeżeli jesteście akurat "na kupnie" takich chusteczek i nie wiecie, które wybrać to te polecam z czystym sumieniem :)
                                          
Produkty dostałam od firmy Cleanic w ramach współpracy jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...