Jakiś czas temu wpadło mi w łapki sporo testerów zarówno kosmetyków z wyższych jak i niższych półek, pielęgnacji i kolorówki. Większość z nich nie stanowiła problemu jednak pojedyncze cienie do powiek, pudry, róże i bronzery nie były łatwe ani w przechowywaniu, ani w użytkowaniu.
Po przewertowaniu internetu na wszystkie strony i upewnieniu się, że niestety duże paletki magnetyczne bez podziałek Inglot zostały wycofane zdecydowałam się na zakup dwóch sztuk Glam Box'a w dużym rozmiarze (13 x 18 x 1,5 cm) oraz maty magnetycznej o wymiarach 10 x 10 cm na stronie Glam-Shop.pl.
Przejrzałam wszystkie możliwe wzory i w końcu wybrałam dwa trochę różniące się od siebie modele żeby mi się nie myliły:
Początkowo wszystko było ładnie pięknie a mój zachwyt idealizował otrzymany produkt ale jak to mówią "im dalej w las tym ciemniej" więc wraz z upływem czasu zmieniło się też moje zdanie na ich temat.
Zacznę może jednak od pozytywów bo z tym pójdzie szybciej:
- Paletki są duże więc bez problemu pomieszczą kilkanaście cieni lub/i kilka pudrów, róży bronzerów. Spokojnie można się w nią zapakować na dłuższy wyjazd.
- Mata magnetyczna, którą wyklejone są palety dobrze trzyma cienie opakowane w reagujący na magnes metal.
- Wyglądają bardzo ładnie.
To by było niestety tyle pozytywów. Teraz czas na realia...
Palety są grube (1,5 cm) oraz wykonane z cienkiego mało odpornego na uszkodzenia metalu. W transporcie łatwo je uszkodzić i powyginać więc niechętnie je gdziekolwiek zabieram.
Mata magnetyczna, którą są wyklejone nie przyciąga wszystkich rodzajów wkładów. Niby to jest oczywiste i właśnie dlatego producent proponuje zakup dodatkowego magnesu do mocowania cieni ale niestety on też się nie sprawdza. Podklejone nim cienie trzymają się bardzo słabo i w trakcie przewożenia palety migrują w niej przez co niestety dochodzi do uszkodzeń kosmetyków. Dodatkowym problemem jest to, iż magnes którym podklejamy kosmetyki, przyciąga się jedynie z wybranymi miejscami maty magnetycznej zamocowanej w palecie co oznacza tyle, że kosmetyku nie da się umieścić tak jak chcemy bo przeskakuje w inne miejsce i sam ustawia się w wybranym przez siebie punkcie.
Zamknięcie też niestety nie należy do ulubionych przez kobiety. Pomimo widocznych wygięć metal się blokuje i łatwo połamać paznokcie przy otwieraniu dlatego ja posiłkuję się przy tym spinkami do włosów.
Na koniec zarzut może nie najgorszy ale najbardziej mnie wkurzający - farba, którą namalowane są wzorki na paletach brudzi. Im dłużej paleta leży nie używana tym bardziej brudzi palce przy otwieraniu przez co łatwo zepsuć sobie makijaż po dotknięciu twarzy bo przecież nikt nie ogląda dokładnie rąk i ich nie myje po otworzeniu palety z kosmetykami w trakcie makijażu.
Im więcej dotykamy paletę tym mniej schodzi farba ale jeżeli pozwoli się jej odpocząć problem wraca jak bumerang :(
W czasach gdy ja kupowałam Glaam Box'y kosztowały 30zł (teraz 33zł), dodatkowy magnes kosztuje 5zł a przesyłka 8zł więc za całe zamówienie suma wyszła całkiem ładna.
Niestety zakup uważam za niezbyt udany. Palety co prawda są praktycznie wypełnione kosmetykami ale leżą rzadko używane bo niechętnie po nie sięgam pomimo ciekawej zawartości. Przy dzisiejszej wiedzy uważam, że zakup 4 małych paletek magnetycznych Inglot byłby zdecydowanie lepszym wyborem i jeżeli będę jeszcze kiedykolwiek potrzebowała właśnie takiej palety to zwrócę się właśnie w ich kierunku.
Jeżeli rozważacie zakup palet magnetycznych to zdecydowanie bardziej polecam te z Inglot. Glam Box'y sprawdzają się tylko w przypadku, gdy potrzebujecie umieścić dużą ilość kosmetyków w jednym miejscu i będziecie ich używać wyłącznie stacjonarnie w domu bez zbędnego przewożenia.
A wy korzystacie z palet magnetycznych?
Po jakie marki sięgnęliście i jak się Wam spisują?
A wy korzystacie z palet magnetycznych?
Po jakie marki sięgnęliście i jak się Wam spisują?