Witajcie Kochani,
Po bardzo intensywnym tygodniu mam dla Was kolejny filmik. Długo nad nim pracowałam i sporo kosmetyków przetestowałam, czego o mało nie przypłaciłam życiem gąbki ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Farmona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Farmona. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 grudnia 2018
czwartek, 22 sierpnia 2013
Kosmetyczne niewypały: sierpień 2013
Od jakiegoś czasu pojawiał się a potem znikał w mojej głowie pomysł na cykl postów o kosmetycznych bublach. Mimo to zawsze coś mnie powstrzymywało i zniechęcało. Tym razem jednak w związku z tym, że kosmetyczne badziewia zalały mnie jak Morze Czerwone armię Faraona postanowiłam się nie poddawać i dać upust swoim emocjom.
Co do samego cyklu - nie będzie on pojawiał się co miesiąc bo nie chcę na siłę wynajdować bubli wśród tego co używałam. Warunkiem koniecznym do pojawienia się takiego postu będzie uzbieranie przeze mnie 5-ciu kosmetyków, spełniających wymagania do tytułu "kosmetycznego niewypału".
Dzisiaj jest ich nawet trochę więcej więc zapraszam :)
FLOS LEK eye care
Dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Do demakijażu nie użyłam go ani razu ze względu na zawartość kancerogennego barwnika więc karnie oddelegowany został do mycia beautyblendera. Co prawda podkłady z niego usuwał bardzo dobrze ale niestety przefarbował moje jajo na niebiesko! Na dodatek nie wiadomo czy plamy te w ogóle kiedykolwiek zejdą. Nie szaleję jakoś z rozpaczy, jednak zastanawia mnie jak można uznać za bezpieczne w stosowaniu w okolicach oczu coś co trwale barwi gąbkę...
POLLENA Ostrzeszów Biały Jeleń
Żel do mycia twarzy hipoalergiczny
Tak samo jak poprzednik za zawartość Cl 42090 nie trafił nigdy na twarz a został przeznaczony do mycia jaja i pędzli. Myje średnio i z większymi zabrudzeniami sobie nie radzi a dodatkowo jego używanie utrudnia paskudnie glutowata i ciągnąca się konsystencja, przez którą ciężko go wydobyć z opakowania, gdyż po puszczeniu ściśniętej butelki wciąga się z powrotem do wewnątrz. Na szczęście jest też niezbyt wydajny więc nie musiałam się z nim długo męczyć.
NIVEA Intimate Sensitive
Płyn do higieny intymnej
Kupiłam go z ciekawości bo zawsze tylko Lactacyc i Lactacyd czasami zdradzany z jakimiś tańszymi płynami, i wszystko byłoby ładnie, pięknie tylko nie rozumiem jak ktokolwiek mógł napisać na tym specyfiku przypominającym działaniem kreta zdanie: "Łagodząca pielęgnacja dla wrażliwej skóry"! Stosowanie tego specyfiku przez niespełna tydzień doprowadziło mnie do takiego stanu, że nawet chodzenie do toalety stanowiło przykry przymus i ostatecznie w niedzielę musiałam z zapałem szaleńca ganiać po galerii w poszukiwaniu łagodzącej wersji Lactacydu. W połączeniu z antybiotykiem wywołał taki Sajgon, że od tygodnia walczę z efektami ubocznymi stosowania tego duetu. Za to w przy myciu beautyblendera i pędzli spisuje się świetnie bo bez żadnego problemu wyciąga z nich największy syf.
Nie polecam nawet twardzielkom chyba, że szukacie dobrego środka do mycia przyborów kosmetycznych i odplamiacza w jednym.
FARMONA Fresh&Beauty
Morski peeling solny
Pomijając już fatalny skład z parafiną na początku, całym arsenałem parabenów i kancerogennym barwnikiem na koniec oraz beznadziejną wydajność (wystarczył dokładnie na 2,5 użycia) jego największym minusem jest zapach. O ile w opakowaniu wydaję się być przyzwoity o morskich w nutach, tak po nałożeniu na skórę zmienia się nie do poznania i cuchnie jak starodawna, tania kostka klozetowa przez co używanie tego specyfiku to koszmar. Brrr...
DOVE Summer Glow
Samoopalający balsam do ciała do jasnej karnacji
Jestem bladziochem i jestem z tego dumna. Czasami jednak chcę się trochę podkolorować i to niekoniecznie za pomocą wylegiwania na słońcu. Wtedy sięgam po balsamy brązujące ze względu na delikatny efekt i łatwość stosowania bo samoopalaczami posługiwać się nie potrafię. No i właśnie słowo "EFEKT" jest tu słowem kluczowym, bo żeby uzyskać jakąkolwiek, ledwo widoczną opaleniznę za pomocą tego kosmetyku trzeba go żmudnie aplikować przez wiele dni. Na dodatek trwałość opalenizny jest odwrotnie proporcjonalna do czasu jej pojawiania się, co oznacza, że już po trzech myciach nie ma po niej śladu. Więcej na jego promocję się nabiorę.
W ubiegłym roku stosowałam świetnie sprawdzający się balsam Lirene Body Arabica do jasnej karnacji i w przyszłym roku pokornie do niego wrócę.
AA DEO Hair Control
Anti-perspirant
No cóż poza ładnym zapachem antyperspirant musi również charakteryzować się działaniem, które tutaj jest poniżej oczekiwań. Nie trzeba upałów ani wysiłku fizycznego aby przestał sobie radzić z zapachem potu i wilgocią. Poprawki w ciągu dnia to bezwzględna konieczność o ile nie chcecie raczyć otoczenia swoim naturalnym zapachem. Na dodatek jest wydajny i trzeba się z nim długo męczyć. To już moja druga kulka od AA, i druga, która poza ładnym zapachem nie robi nic. Przy kolejnych zakupach będę je omijała szerokim łukiem.
NIVEA BB Cream
Cera jasna
Na początku, zaraz po nałożeniu ma dziwny piaskowo-różowy kolor a potem... A potem pokazuje swoje (nie, nie WASZE tylko SWOJE) prawdziwe oblicze. Jeżeli nie jesteście rodowitymi mieszkankami Indii czy Egiptu albo prawdziwymi Indiankami prosto, z którejś z Ameryk to trzymajcie się od niego z daleka bo cera Wasza jest na bank za jasna i będziecie wyglądać jakbyście wychowywały się w kopalniach Morii a teraz próbowały przyszyć sobie głowę, którejś z wyżej wymienionych kobiet... Nawet nie chcę wiedzieć jaki efekt daje wersja do ciemnej karnacji...
To już wszystkie buble jakie udało mi się wyłapać do posta. Sporo takich gagatków znajdziecie również w poście o zużyciach lipca 2013, bo w ubiegłym miesiącu pożegnałam ich sporo.
A jak tam Was?
Trafiają się Wam buble, które kładą się cieniem na cały rynek kosmetyczny czy macie szczęście je omijać?
Etykiety:
AA,
antyperspirant,
balsam do ciała,
BB Cream,
bubel,
demakijaż,
Dove,
Farmona,
Flos Lek,
kosmetyczny niewypał,
Nivea,
opinia,
peeling,
płyn do higieny intymnej,
Pollena,
żel do mycia twarzy
piątek, 21 czerwca 2013
Owocowe szaleństwo
Przyszło lato a wraz z nimi sezonowe owoce i warzywa :) Apetyczne wiosenno-letnie przysmaki zainspirowały również powstanie kuszących zapachem kosmetyków i o właśnie takim niesamowicie smakowitym duecie będzie dzisiaj mowa.
Zapraszam :)
Farmona
tutti frutti
Wiśnia & Porzeczka
Cukrowy peeling do ciała i Masło do ciała
CUKROWY PEELING DO CIAŁA:
OBIETNICE PRODUCENTA:
Cukrowy Peeling do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz aromatycznym zapachu dojrzałej wiśni i orzeźwiającej porzeczki.
Daj się ponieść owocowej przygodzie! Rozpieść zmysły soczystoscią chwili!
Zmysłowy zapach owoców z Kraju Kwitnącej Wiśni, symbolu intensywnego i pełnego radości życia, spleciony z orzeźwiającym aromatem porzeczki to gwarantowany relaks, spokój i uczucie błogości.
Cukrowy peeling doskonale myje, regeneruje i pielęgnuje ciało. Dzięki zawartości masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia skórę, sprawiając że staje się zachwycająco miękka i delikatna. Naturalne kryształki cukru i zmielone łupinki orzechów macadamia zanurzone w odżywczym olejku, usuwają martwy naskórek i wygładzają ciało. Orzeźwiający, delikatnie cierpki zapach soczystych owoców rozpieszcza zmysły i pozwala ulecieć w świat marzeń, skóra pozostaje odżywiona i natłuszczona, dzięki niemu nie jest konieczne używanie balsamu.
SKŁAD:
paraffinum liquidum (mineral oil), sucrose, sodium chloride, peg-40/45 hydrogenated castor oil, petrolatum, butyrospermum parkii (shea) butter, macadamia temifolia shell powder, cera albo (beeswax), phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, bha, benzyl alcohol, coumarin, eugenol, caramel colour e150d, cl 14720, cl 16255
MOJE WRAŻENIA:
Zapach obłędny i wart grzechu ;) Niezwykle apetyczny i przypomina mi moje ulubione drożdżówki z galaretką wiśniową... Mniam... Nie będę ukrywała, że po otwarciu siłą woli musiałam powstrzymywać się od zjedzenia go...
Kolor - intensywnie czerwony jak dojrzałe wiśnie, równie smakowity co zapach, gdyż też przypomina mi moją ulubioną drożdżówkę ;) Niestety kosmetyk barwi ciało i w trakcie użytkowania człowiek wyglądał jakby się nasmarował krwią - mało apetycznie to wygląda.
Konsystencja jest gęsta i ciągliwa. Przypomina wazelinę wymieszaną z cukrem.
Działanie - takie sobie. Producent obiecuje cuda-wianki ale można je wsadzić między bajki, bardzo fantastyczne bajki... Peelinguje dobrze i to tyle niestety pozostawia skórę okrutnie oblepioną tłuszczem, z resztą nie ma się co dziwić skoro na początku ma same oblepiacze i otłuszczacze. Napisałabym, że jest najgorszy z peelingów, które stosowałam ale niestety miałam kontakty z jeszcze gorszymi... Świetnie skład podsumowała Angel w notce poświęconej temu specyfikowi [KLIK KLIK] więc ja ze swoją niewielką wiedzą nie będę go dalej komentować a jedynie wyrażę swoje ubolewanie nad tym, że sięgając w drogerii po kosmetyk nie można mieć pewności, że sięgamy po coś co się o nas zatroszczy zamiast oszukiwać nas i oblepiać ropopochodnym smalcem...
Opakowanie tez oszukuje - jest duże i ma podwójne ścianki. Nie cierpię takich bo po pierwsze lubię widzieć ile kosmetyku dostaję a po drugie chyba nikt nie lubi płacić za 2 warstwy plastiku wypełnionego powietrzem zamiast za składniki odżywcze... Niestety też jest zbyt szerokie i ciężko je otwierać mokrymi rączkami. Na szczęście zawartość zabezpieczona jest sreberkiem i mamy pewność, ze nikt wcześniej w nim nie grzebał.
Dostępny jest w drogeriach i internecie w cenie około 17zł za 300g.
OCENA: 2/6
Podsumowanie: Paskudny tłuścioch, którego trzeba obowiązkowo zmyć po użyciu a który braki w składzie nadrabia kolorem i zapachem. Widać, że stworzony został alby kusić oczy i nos gdyż skład płytki jest jak kałuża w upalny dzień... a mogło być tak pięknie...
MASŁO DO CIAŁA
OBIETNICE PRODUCENTA
Gęste masło do ciała o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych oraz aromatycznym zapachu dojrzałej wiśni i orzeźwiającej porzeczki.
Daj się ponieść owocowej przygodzie! Rozpieść zmysły soczystoscią chwili!
Zmysłowy
zapach owoców z Kraju Kwitnącej Wiśni, symbolu intensywnego i pełnego
radości życia, spleciony z orzeźwiającym aromatem porzeczki to
gwarantowany relaks, spokój i uczucie błogości.
Dzięki zawartości afrykańskiego masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając że skóra staje się zachwycająco miękka, delikatna i jedwabiście gładka.
SKŁAD:
aqua (water), butyrospermum parkii (shea) butter, ethylhexyl stearate, paraffinum liquidum (mineral oil), cetearyl alcohol, ceteareth-20, glycerin, glyceryl stearate, sodium acrylate/sodium acryloyldimethyltaurate copolymer, isohexadecane, polysorbate 80, parfum (fragrance), cera alba (beeswax), cyclopentasiloxane, cyclohexasiloxane, dimethicone, propylene glycol, prunos cerasus (bitter cherry) extract, xanthan gum, disodium edta, phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, bha, benzyl alcohol, coumarin, eugenol, citral cl 16255
MOJE WRAŻENIA:
Zapach jest obłędny. Wiśniowo gorzki jakby ktoś zmiksował dojrzały miąższ wiśni z nasionkami zamkniętymi w pestkach. Dla mnie jest to niezwykle apetyczne i przyjemne połączenie gdyż od dziecięcych lat uwielbiałam wyjadać nasionka ze wszystkich owoców pestkowych (tak wiem, że zawierają truciznę ale jak widać na mnie nie działa).
Barwa kosmetyku jest pastelowo-różowa, bardziej przypomina truskawki zmiksowane ze śmietaną niż wiśnie czy porzeczki ale co tam i tak jest miły dla oka ;)
Konsystencja jest bardzo gęsta i zwarta. Nawet w tym upale ostatnich dni nadal jest maślana i nie rozpływa się. Kosmetyk jednak łatwo się rozprowadza i całkiem szybko wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy.
Co do działania to masło dobrze nawilża i natłuszcza dzięki czemu skóra staje się miła, miękka i gładka w dotyku. W tym przypadku producent nie naobiecywał cudów wianków więc nie ma się na czym zwieść ;) Na ujędrnianie nie ma co liczyć (a czy którekolwiek mazidło do ciała ujędrnia?) ale z moich skórnych obserwacji wynika, że szorstkie i zaczerwienione dotknięte rogowaceniem mieszki włosowe bardzo przyjemnie się wygładziły i przestały porażać kolorem więc jest OK ;)
Niestety w trakcie jego użytkowania odnotowałam negatywną reakcję dekoltu - jego wygląd znacznie się pogorszył i pojawiły się czerwone krostki a nawet niewielkie białe pryszczorki więc trzeba uważać i nie nakładać go na wrażliwą skórę.
Opakowanie to płaski ale szeroki plastikowy słoik, który na szczęście nie oszukuje, że kosmetyku jest więcej niż w rzeczywistości. Dla mnie niestety słój jest za duży i mam problemy z jego odkręcaniem tłustymi/mokrymi łapkami. Zawartość również zabezpieczona jest sreberkiem dzięki czemu wiadomo, że nikt nie maczał w nim palców.
Dostać go można w drogeriach i sieci w cenie około 15zł za 275ml.
OCENA: 4,5/6
Podsumowanie: Przyjemny, apetycznie i wakacyjnie pachnący nawilżacz. Sprawdza się zarówno w upały jak i chłodne dni. Fanom intensywnych owocowych aromatów polecam :)
Zadziwiające jest jak różny poziom prezentują kosmetyki Farmona. Zapach i wygląd marka ma już dopracowany do perfekcji ale nad działaniem muszą jeszcze popracować ;)
Mieliście, testowaliście te kosmetyki?
Spisały się czy nie?
Jak wrażenia?
wtorek, 28 sierpnia 2012
Złe dobrego początki;)
FARMONA
sweet secret
sweet secret
sekrety orientu
WANILIA I INDYJSKIE DAKTYLE
WANILIOWY KREM DO RĄK I PAZNOKCI
OBIETNICE PRODUCENTA:
Słodka uczta dla ciała i zmysłów!
Wyjątkowy kosmetyk o delikatnej, aksamitnej konsystencji i wspaniałym orientalnym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ekstraktu z wanilii i indyjskich daktyli, dzięki czemu zapewnia doskonałą pielęgnację skóry rąk i paznokci. Intensywnie i głęboko nawilża skórę, poprawia jej kondycję i wygląd oraz sprawia, że dłonie na długo pozostają gładkie i miłe w dotyku. Dodatkowo wyjątkowo apetyczny, uwodzicielsko słodki zapach, zapewnia doskonały nastrój i uczucie komfortu.
SKŁAD:
aqua (water), paraffinum liquidum (mineral oil), petrolatum, glycerin, cetearyl alcohol, ceteareth-20, ethylhexyl stearate, propylene glycol, butyrospermum parkii (shea butter), cera alboa (beeswax), cocos nucifera (coconut) oil, tamaryndus indica (tamarind) extract, dimethicone, cyclomethicone, glyceryl stearate, vanilla planifolia fruit extract, helianthus annuus (sunflower) seed oil, peg-60 hydrogenated castor oil, panthenol, inulin lauryl carbamate, xanthan gum, disodium edta, phenoxyethanol, methylparaben, ethylparaben, 2-bromo-nitropropane-1,3-diol, parfum (fragrance), anise alcohol, coumarin, hexyl cinnamal, limonene, linalool
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Podobnie jak w innych kosmetykach z tej serii bardzo apetyczny jednak mniej jest w nim wanilii a więcej daktyli. Jest słodki a jednocześnie trochę kwaskowaty, dzięki czemu nie jest mdlący. Na dłoniach nie zmienia się w słodki chemiczny smrodek. Bardzo mi się podoba. Po nałożeniu na skórę staje się delikatny i ulatnia się po kilkunastu-kilkudziesięciu minutach więc absolutnie nie przeszkadza.
ZAPACH: Podobnie jak w innych kosmetykach z tej serii bardzo apetyczny jednak mniej jest w nim wanilii a więcej daktyli. Jest słodki a jednocześnie trochę kwaskowaty, dzięki czemu nie jest mdlący. Na dłoniach nie zmienia się w słodki chemiczny smrodek. Bardzo mi się podoba. Po nałożeniu na skórę staje się delikatny i ulatnia się po kilkunastu-kilkudziesięciu minutach więc absolutnie nie przeszkadza.
SMAK: Nie próbowałam chociaż bardzo kusił i kusi nadal;)
BARWA: Biała po rozsmarowaniu bezbarwna. Nie bieli ani nie brudzi.
BARWA: Biała po rozsmarowaniu bezbarwna. Nie bieli ani nie brudzi.
KONSYSTENCJA: Gęsta kremowa ale pod wpływem ciepła mięknie i łatwo się rozprowadza.
DZIAŁANIE: Początkowo myślałam, że ten krem to bubel i będę go zużywała z musu niecierpliwie wyglądając dna, bo wrażenia jakie dawał to przesuszona, wołająca pić skóra pod warstwą sylikonów. Jednak po kilku aplikacjach się do niego przyzwyczaiłam i okazało się, że to bardzo przyjemny kosmetyk. Dobrze nawilża skórę dłoni, szybko się wchłania nałożony nawet bardzo grubą warstwą oraz pielęgnuje paznokcie a także skórki wokół nich. Pozostawia delikatną warstwę ochronną jednak nie jest ona tłusta ani tym bardziej lepka. Właściwie nie czuć jej na dłoniach do momentu ich zamoczenia. Dzięki temu kremowi dłonie są zadbane, gładkie i bardzo miłe w dotyku.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra:)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Biała plastikowa, tubka z czarną, plastikową nakrętką zamykana klapką z kolorową grafiką. Grafika utrzymana jest z żółto-brązowo-czarnej kolorystyce.
DZIAŁANIE: Początkowo myślałam, że ten krem to bubel i będę go zużywała z musu niecierpliwie wyglądając dna, bo wrażenia jakie dawał to przesuszona, wołająca pić skóra pod warstwą sylikonów. Jednak po kilku aplikacjach się do niego przyzwyczaiłam i okazało się, że to bardzo przyjemny kosmetyk. Dobrze nawilża skórę dłoni, szybko się wchłania nałożony nawet bardzo grubą warstwą oraz pielęgnuje paznokcie a także skórki wokół nich. Pozostawia delikatną warstwę ochronną jednak nie jest ona tłusta ani tym bardziej lepka. Właściwie nie czuć jej na dłoniach do momentu ich zamoczenia. Dzięki temu kremowi dłonie są zadbane, gładkie i bardzo miłe w dotyku.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra:)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Biała plastikowa, tubka z czarną, plastikową nakrętką zamykana klapką z kolorową grafiką. Grafika utrzymana jest z żółto-brązowo-czarnej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 100ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 7zł chociaż ja mój egzemplarz wygrałam w konkursie.
OCENA: 4.5/6
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 7zł chociaż ja mój egzemplarz wygrałam w konkursie.
OCENA: 4.5/6
Podsumowując: Bardzo przyjemny kremik, na który warto zwrócić uwagę w sklepie.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Deser dla ciała;)
Jestem w plecy z recenzjami więc bez przedłużania czas się brać do roboty;)
FARMONA
sweet secret
sweet secret
sekrety orientu
WANILIA I INDYJSKIE DAKTYLE
WANILIOWY SCRUB DO MYCIA CIAŁA
OBIETNICE PRODUCENTA:
Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk o gęstej konsystencji i wspaniałym orientalnym zapachu został stworzony do mycia i pielęgnacji ciała, dla osób, które cenią produkty naturalne i chcą podarować sobie chwile przyjemności. Specjalnie opracowana, bogata receptura na bazie ekstraktu z wanilii i dojrzałych daktyli błyskawicznie poprawia kondycję i wygląd skóry, a drobinki ścierające usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, poprawiając mikrokrążenie i dotlenienie skóry. Regularne stosowanie Waniliowego scrubu pod prysznic zapewnia uczucie wypielęgnowanej i jedwabiście gładkiej skóry, nadając jej jednocześnie przytulny zapach, który pobudza, uwodzi i inspiruje.
SKŁAD:
aqua, isopropyl mirystate, pumice, glyceryl stearate citrate, cetearyl alcohol, paraffinum liquidum, cyclomethicone, parfum, glyceryl stearate, helianthus annuus seed oil, glycerin,cocamidopropyl betaine, phenoxyethanol, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, propylparaben, vanilla, propylene glycol, tamarindus indica extract, macadamia ternifolia shell, cera alba, acrylates/c10-c30 alkyl acrylate crosspolymer,xanthan gum, disodium edta, sodium hydroxide, ci 16255, ci 19140, bha.
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Tak samo jak krem do ciała - na pierwsze niuchnięcie rewelacja! Słodka wanilia i daktyle i za każdym razem gdy otwieram słoiczek mam ochotę go zjeść;) W opakowaniu mocny i trochę duszący ale po rozprowadzeniu staje się łagodniejszy i trzyma się przy skórze. Nie utrzymuje się jednak długo bo peeling zawsze spłukuję wodą a następnie wsmarowuję w ciało balsam do ciała. Tak samo jak w przypadku kremu byłoby idealnie gdyby nie to, że mój nos jest bardzo wrażliwy i nawet najpiękniejszy zapach towarzysząc mi stale zamienia się w chemiczny smrodek. Na szczęście tutaj zmiana nie jest aż tak drastyczna i chociaż zapach nie zachwyca już tak jak wcześniej to również nie stał się nie do zniesienia bo niestety miałam i takie doświadczenia. Ot taka syntetyczna wanilia z daktylami.
ZAPACH: Tak samo jak krem do ciała - na pierwsze niuchnięcie rewelacja! Słodka wanilia i daktyle i za każdym razem gdy otwieram słoiczek mam ochotę go zjeść;) W opakowaniu mocny i trochę duszący ale po rozprowadzeniu staje się łagodniejszy i trzyma się przy skórze. Nie utrzymuje się jednak długo bo peeling zawsze spłukuję wodą a następnie wsmarowuję w ciało balsam do ciała. Tak samo jak w przypadku kremu byłoby idealnie gdyby nie to, że mój nos jest bardzo wrażliwy i nawet najpiękniejszy zapach towarzysząc mi stale zamienia się w chemiczny smrodek. Na szczęście tutaj zmiana nie jest aż tak drastyczna i chociaż zapach nie zachwyca już tak jak wcześniej to również nie stał się nie do zniesienia bo niestety miałam i takie doświadczenia. Ot taka syntetyczna wanilia z daktylami.
SMAK: Nie próbowałam chociaż straszliwie mnie kusiło i kusi nadal;)
BARWA: Pastelowo żółta,mocniejsza niż kremu do ciała z czarnymi i żółtymi drobinkami.
BARWA: Pastelowo żółta,mocniejsza niż kremu do ciała z czarnymi i żółtymi drobinkami.
Całość prezentuje się bardzo apetycznie i tak samo jak krem od razu skojarzył mi się z waniliowym Magnum - nic tylko nabrać na palec i zjeść;) Po rozprowadzeniu na skórze nadal jest widoczny dzięki czemu wiadomo, gdzie jesteśmy już wypeelingowani a gdzie jeszcze trzeba się posmarować.
KONSYSTENCJA: Coś jakby połączenie gęstego budyniu z galaretką. Nie jest sztywna i twarda ale trzyma kształt . Jak zauważyliście wyżej w kremie znajdują się czarne i żółte, bardzo twarde drobinki. Drobinki nie rozpuszczają się w wodzie dzięki czemu mamy możliwość speelingować całe ciało przy zużyciu minimalnej ilości kosmetyku co wpływa na jego wydajność i zatrzymuje pieniądze w portfelu;) Jednocześnie łatwo go zmyć z ciała i nie spotka nas później niemiła niespodzianka w postaci drobinek pod ubraniem.
DZIAŁANIE: W większości takie jak obiecuje producent ale jednak są odstępstwa. Po pierwsze i najważniejsze - to NIE jest scrub myjący. Przy pierwszym podejściu próbowałam go wykorzystać w ten sposób i niestety nic z tego ponieważ kosmetyk się nie pieni ani nie myje. Za to doskonale sprawdza się jako typowy peeling - świetnie złuszcza usuwając martwy i zrogowaciały naskórek nie tylko z ciała ale również z dłoni i stóp a przy tym bardzo dobrze nawilża. Po jego zastosowaniu skóra staje się jędrna, gładka, wypielęgnowana i jest przygotowana na przyjęcie kosmetyków nawilżających. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam również zmniejszenie cellulitu co zapewne jest wynikiem dokładnego masażu.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - co mnie niesamowicie zaskoczyło ponieważ peelingi są z reguły mało wydajne.
SKUTKI UBOCZNE: Może powodować podrażnienia i zaczerwienienia jak za bardzo się przyłożymy do masażu;) Nie polecam również stosować na suchą skórę bo można sobie zrobić dosyć mocną krzywdę.
OPAKOWANIE: Biały plastikowy, słój zakręcany białą, plastikową nakrętką z kolorowymi naklejkami. Grafika utrzymana jest z żółto-brązowo-czarnej kolorystyce.
DZIAŁANIE: W większości takie jak obiecuje producent ale jednak są odstępstwa. Po pierwsze i najważniejsze - to NIE jest scrub myjący. Przy pierwszym podejściu próbowałam go wykorzystać w ten sposób i niestety nic z tego ponieważ kosmetyk się nie pieni ani nie myje. Za to doskonale sprawdza się jako typowy peeling - świetnie złuszcza usuwając martwy i zrogowaciały naskórek nie tylko z ciała ale również z dłoni i stóp a przy tym bardzo dobrze nawilża. Po jego zastosowaniu skóra staje się jędrna, gładka, wypielęgnowana i jest przygotowana na przyjęcie kosmetyków nawilżających. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam również zmniejszenie cellulitu co zapewne jest wynikiem dokładnego masażu.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - co mnie niesamowicie zaskoczyło ponieważ peelingi są z reguły mało wydajne.
SKUTKI UBOCZNE: Może powodować podrażnienia i zaczerwienienia jak za bardzo się przyłożymy do masażu;) Nie polecam również stosować na suchą skórę bo można sobie zrobić dosyć mocną krzywdę.
OPAKOWANIE: Biały plastikowy, słój zakręcany białą, plastikową nakrętką z kolorowymi naklejkami. Grafika utrzymana jest z żółto-brązowo-czarnej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 225ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 13zł chociaż ja mój egzemplarz wygrałam w konkursie.
OCENA: 5,5/6
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 13zł chociaż ja mój egzemplarz wygrałam w konkursie.
OCENA: 5,5/6
Podsumowując: Muszę przyznać, że tak jak i w przypadku kremu sama raczej nie sięgnęłabym po niego w sklepie jednak to byłby błąd z mojej strony. Ten kosmetyk okazał się najlepszym sklepowym peelingiem jaki miałam okazję używać w sowim życiu. Co prawda nie spowoduje on, że nagle przestanę używać domowe peelingi ale z przyjemnością będę po niego sięgać gdy będę chciała trochę od nich odpocząć. Zdecydowanie polecam wielbicielom mocnego ścierania:)
wtorek, 3 lipca 2012
Lody waniliowe...
Jest niesamowity upał i myślę, że każdy z chęcią by takie zjadł ale nie samymi lodami żyje człowiek (a szkoda) więc ten post będzie o czymś innym ale bardzo podobnym;)
FARMONA
sweet secret
sweet secret
sekrety orientu
WANILIA I INDYJSKIE DAKTYLE
WANILIOWY KREM DO CIAŁA
OBIETNICE PRODUCENTA:
Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej aksamitnej konsystencji i uwodzicielskim zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ekstraktu z wanilii i indyjskich daktyli, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, na długo pozostawiając orientalny, zmysłowy zapach. Regularne stosowanie Waniliowego kremu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry Bogata receptura głęboko nawilża, odżywia i wyrównuje koloryt skóry sprawiając, że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie a wydobyta z serca orientu kompozycja zapachowa stymuluje, pobudza i wprowadza w dobry nastrój.
SKŁAD:
aqua, isopropyl mirystate, butyrospermum parkii, cetearyl alcohol, ceteareth-20, glycerin,cyclomethicone, parfum, vanilla, glyceryl stearate, cetyl alcohol, cera alba, helianthus annuus seed oil, phenoxyethanol, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, propylparaben, tamarindus indica extract, propylene glycol, acrylates/c10-c30 akryl acrylate crosspolymer, disodium edta, jojoba esters, iron oxides, sodium hydroxide, bha, ci 16255, ci 19140.
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Na pierwsze niuchnięcie rewelacja! Słodka wanilia i daktyle - przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy to w siebie wsmarować czy może zjeść... W opakowaniu mocny i trochę duszący ale po naniesieniu staje się łagodniejszy i trzyma się przy skórze. Bardzo długo się na niej utrzymuje: smarując się wieczorem rano zapach jest nadal wyczuwalny. Byłoby idealnie gdyby nie to, że mój nos jest bardzo wrażliwy i nawet najpiękniejszy zapach towarzysząc mi stale zamienia się w chemiczny smrodek. Na szczęście tutaj zmiana nie jest aż tak drastyczna i chociaż zapach nie zachwyca już tak jak wcześniej to również nie stał się nie do zniesienia bo niestety miałam i takie doświadczenia. Ot taka syntetyczna wanilia z daktylami.
ZAPACH: Na pierwsze niuchnięcie rewelacja! Słodka wanilia i daktyle - przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy to w siebie wsmarować czy może zjeść... W opakowaniu mocny i trochę duszący ale po naniesieniu staje się łagodniejszy i trzyma się przy skórze. Bardzo długo się na niej utrzymuje: smarując się wieczorem rano zapach jest nadal wyczuwalny. Byłoby idealnie gdyby nie to, że mój nos jest bardzo wrażliwy i nawet najpiękniejszy zapach towarzysząc mi stale zamienia się w chemiczny smrodek. Na szczęście tutaj zmiana nie jest aż tak drastyczna i chociaż zapach nie zachwyca już tak jak wcześniej to również nie stał się nie do zniesienia bo niestety miałam i takie doświadczenia. Ot taka syntetyczna wanilia z daktylami.
SMAK: Nie próbowałam chociaż straszliwie mnie kusiło i kusi nadal;)
BARWA: Pastelowo żółta, taka kremowa z czarnymi drobinkami.
BARWA: Pastelowo żółta, taka kremowa z czarnymi drobinkami.
Jak dla mnie kosmetyk prezentuje się bosko i od razu skojarzył mi się z waniliowym Magnum - nic tylko nabrać na palec i zjeść;) Na skórze krem staje się bezbarwny i nie bieli ale czarne kuleczki trzeba mocno rozsmarować bo w przeciwnym razie zostawiają czarne smugi.
KONSYSTENCJA: I tutaj jestem bardzo zaskoczona: spodziewałam się bardzo gęstego i dosyć twardego masła a tu niespodzianka - kosmetyk ma rzeczywiście konsystencję gęstego kremu. Od razu na myśl przyszedł mi gęsty budyń ale nie taki, którego trzeba kroić nożem a taki rzadszy chociaż nie lejący - trochę się zamotałam w zeznaniach ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi;) Pod wpływem ciepła ciała kosmetyk niesamowicie miękko i jedwabiście sunie po skórze dzięki czemu łatwo się rozprowadza nie zmieniając jednak konsystencji na płynną. Jak zauważyliście wyżej w kremie znajdują się czarne, dosyć twarde kuleczki. Ich obecność tam, poza oczywistymi walorami estetycznymi, jest dla mnie całkowitą zagadką jednak muszę przyznać, że pomimo tego, że są twarde i dosyć zwarte to bez większych problemów dają się rozsmarować, chociaż nie rozpływają się od jednego machnięcia ręką i trzeba się do tego trochę przyłożyć. Wchłania się dosyć szybko jednak w takie upalne dni idzie mu trochę gorzej. Myślę, że będzie idealny w stosowaniu od jesieni do wiosny.
DZIAŁANIE: W większości takie jak obiecuje producent. Krem świetnie nawilża, wygładza, odżywia i pielęgnuje skórę. Radzi sobie również z łagodzeniem przesuszeń. Nie zauważyłam wyrównania kolorytu ale takie rzeczy to dla mnie taki sam mit jak Feniks i na pewno nie oczekuję od drogeryjnych kosmetyków takiego działania. W sumie krem jak krem i robi to co ma robić ale niesamowicie zaskoczyło mnie to, że gdy nałożyłam go na poparzoną słońcem skórę, z którą przez 3 dni nie mogłam sobie poradzić żelem chłodzącym po opalaniu to momentalnie zniwelował ból a zaczerwienienia zaczęły bladnąć w oczach. Po 2 dniach stosowania tego kremu osiągnęłam większe złagodzenie niż w trakcie stosowania kosmetyków po opalaniu czym niesamowicie ujął moje serce i ramiona;)
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra chociaż ja wolę większe pojemności.
SKUTKI UBOCZNE: Zastosowany na bardzo mocno podrażnioną skórę szczypie.
OPAKOWANIE: Biały plastikowy, słój zakręcany czarną, plastikową nakrętką z kolorowymi naklejkami. Grafika utrzymana jest z żółto-brązowo-czarnej kolorystyce.
DZIAŁANIE: W większości takie jak obiecuje producent. Krem świetnie nawilża, wygładza, odżywia i pielęgnuje skórę. Radzi sobie również z łagodzeniem przesuszeń. Nie zauważyłam wyrównania kolorytu ale takie rzeczy to dla mnie taki sam mit jak Feniks i na pewno nie oczekuję od drogeryjnych kosmetyków takiego działania. W sumie krem jak krem i robi to co ma robić ale niesamowicie zaskoczyło mnie to, że gdy nałożyłam go na poparzoną słońcem skórę, z którą przez 3 dni nie mogłam sobie poradzić żelem chłodzącym po opalaniu to momentalnie zniwelował ból a zaczerwienienia zaczęły bladnąć w oczach. Po 2 dniach stosowania tego kremu osiągnęłam większe złagodzenie niż w trakcie stosowania kosmetyków po opalaniu czym niesamowicie ujął moje serce i ramiona;)
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra chociaż ja wolę większe pojemności.
SKUTKI UBOCZNE: Zastosowany na bardzo mocno podrażnioną skórę szczypie.
OPAKOWANIE: Biały plastikowy, słój zakręcany czarną, plastikową nakrętką z kolorowymi naklejkami. Grafika utrzymana jest z żółto-brązowo-czarnej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 225ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 13zł chociaż ja mój egzemplarz wygrałam w konkursie.
OCENA: 5/6
Podsumowując: Muszę przyznać, że sama raczej nie sięgnęłabym po niego w sklepie i stwierdzam, że to błąd. Kosmetyk jest świetny i tani a na dodatek rodzimego pochodzenia więc jak tylko upały odejdą w niepamięć a ja zużyję zapasy to na pewno zdecyduję się na jakiś inny zapach z tej serii albo wrócę do tego.
wtorek, 26 czerwca 2012
Bo ja lubię być blada...
Tak lubię być blada i nie cierpię się opalać. Pytania typu "Czemu się nie opalisz? Tak ładnie byś wyglądała." doprowadzają mnie wręcz do szewskiej pasji i mam ochotę nie tylko gryźć ale i mordować ludzi, którzy je zadają. Tak samo mam z twarzą: zawsze marzyłam o porcelanowo białej skórze, prawie, że albinotycznej, którą mogłabym podkreślać bardzo różowym różem jak u laleczki;) Natura obdarzyła mnie co prawda bardzo jasną skórę (jaśniejszą niż większość popularnie dostępnych podkładów) niestety jednak dołączyła do tego w pakiecie bardzo płytko osadzone naczynia krwionośne i skłonność do pajączków. Wiosna, lato, jesień, zima, wysiłek czy spoczynek ja jestem czerwona jakbym się po całej twarzy wysmarowała różem Wawawawoo! od Essence z LE Cute as Hell. Zmagam się z tym od wieku nastoletniego ale połączenie naczynek ze skórą mieszaną w kierunku tłustej sprawia, ze walka ta do najłatwiejszych nie należy. Kremy matujące sprawiają, że bardziej się czerwienię a niwelujące naczynka, że lśnię jak gwiazda ciemną nocą dlatego też od kilku lat wyszukuje produkty do stosowania pod krem dzięki czemu mogłabym matowić skórę jednocześnie dbając o jej bladość. Kosmetyk, który Wam dzisiaj pokażę jest właśnie wynikiem takich poszukiwań.
FARMONA
Dermacos
AKTYWNA KURACJA
Uszczelniająca naczynka i redukująca zaczerwienienia.
Skóra naczynkowa, skłonna do zaczeriwenień i podrażnień.
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
Jak sobie powiększycie zdjęcia klikając na nie to będzie Wam łatwiej odczytać;)
Jak sobie powiększycie zdjęcia klikając na nie to będzie Wam łatwiej odczytać;)
Na odwrocie opakowania znajdziemy takie same informacje jak na ostatnio zdjęciu wyłączając skład.
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki pudrowo-kosmetyczny ale bardzo delikatny i przyjemny. Po nałożeniu na skórę znika. Nie przeszkadza ani nie jest uciążliwy.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA: Brak. Kosmetyk jest bezbarwny.KONSYSTENCJA: Żelowo-wodnista. Kosmetyk ma konsystencję dosyć rzadkiego żelu, który pod wpływem ciepła ciała zamienia się w płyn.
DZIAŁANIE: Zgodne z opisem producenta. Niweluje powstałe już pajączki jednocześnie zapobiegając ich ponownemu powstawaniu i obkurcza naczynia krwionośne sprawiając, że skóra jest bledsza. Łagodzi podrażnienia jednocześnie delikatnie nawilżając skórę.
WYDAJNOŚĆ: Doskonała. Opakowanie wystarcza na kilka miesięcy używania codziennie 1-2 razy.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Sam żel zapakowany jest w niewielką plastikową tubkę z dziubkiem, który bardzo ułatwia nabieranie kosmetyku oraz sprawia, że aplikacja jest higieniczna. Tubka wykonana jest z odpowiednio miękkiego plastiku dzięki czemu nie ma najmniejszych problemów z wydobyciem specyfiku. Całość zapakowana jest w spore kartonowe pudełko, na którym znajdują się podobne informacje jak na tubce. Zarówno tubka jak i pudełko są białe ze srebrno-różowo-granatową grafiką.
POJEMNOŚĆ: 15ml.
DOSTĘPNOŚĆ: Apteki, sklepy zielarskie, internet.
CENA: Około 20zł. Ja kupiłam w aptece w Krakowie za ok. 23zł ale już je znalazłam w sklepie zielarskim w Bochni za niespełna 18zł.
OCENA: 5/6
Podsumowując: Natknęłam się na niego zupełnie przypadkiem w trakcie poszukiwań kremu na naczynka Tołpy i jestem zadowolona. Nie jest drogi a jego działanie jest zdecydowane i bardziej widoczne niż innych stosowanych przeze mnie uprzednio specyfików. Myślę, że efekt byłby jeszcze lepszy gdybym zastosowała całą serię ale na razie przy jego pomocy zużywam pielęgnacyjne zapasy. Myślę, że jeszcze nie raz po niego sięgnę.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Bursztyn we włosach potargał wiatr...
FARMONA
JANTAR
Szampon z wyciągiem bursztynu.
Z naturalnym filtrem słonecznym i kompleksem witamin.
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Delikatny ale słodki i bardzo trudny do określenia. Wydaje mi się rośliny ale to tylko moje zdanie;)
BARWA: Bezbarwny
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta ale płynna, nie żelowa. Bardzo słabo się pieni.
OBIETNICE PRODUCENTA: Jeżeli użyjemy tylko szamponu to możemy uzyskać efekt inny niż oczekiwany. Myje i to aż za dobrze: włosy po nim stają się szorstkie, sztywne i tak czyste, że aż skrzypiące a do tego się plączą. Jeżeli jednak nałożymy odżywkę to wszystko zgadza się z opisem.
WYDAJNOŚĆ: Niezbyt duża bo przez słabe pienienie więcej go zużywam.
SKUTKI UBOCZNE: Wysusza włosy. Jakoś dziwnie reaguje z łupieżem - niby wysyp spowodowany poprzednim szamponem się zmniejszył ale nie zniknął do końca.
OPAKOWANIE: Butla w kształcie graniastosłupa z ciemnobrązowego, transparentnego plastiku z ośmiokątną, nieprzezroczystą nakrętką w stylu retro. Naklejka jest srebrna z brązową grafiką.
POJEMNOŚĆ: 310ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, sklepy zielarskie i internet.
CENA: 8,80zł
OCENA: 3/6
Podsumowując: Pokładałam w nim wielkie nadzieje a tu okazał się takim zwykłym średniakiem. Nie jest zły ale szału też nie robi no i nie obejdzie się bez odżywki. Kolejne zakup jest do porządnego przemyślenia bo efekt po zastosowani odzywki jest jednak przyjemny.
czwartek, 17 listopada 2011
Delikatne stópki:)
Farmona
Nivelazione
Krem dermatologiczny na pękające pięty
OBIETNICE PRODUCENTA:
SKŁAD:
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Teoretycznie brak ale wyczuwalny jest zapach poszczególnych produktów wchodzących w jego skład a zwłaszcza propolisy oraz wosku i miodu pszczelego w związku z czym kremik dość słodko i przyjemnie pachnie. Szkoda jednak, że nie jest to mocny zapach mentolu lub mięty pieprzowej, który odświeżałby stopy.
BARWA: Biała. Na skórze przezroczysta ale nałożony w dużej ilości może bielić.
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsta i zwarta. Ma konsystencję kremu z cynkiem dla niemowląt.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione. Co prawda pięty nie stały się miękkie jak u niemowlęcia ale krem wyraźnie poprawia ich stan i sprawia, że są milsze w dotyku. Mniej kłopotliwe części stóp stały się wyraźnie nawilżone, miękkie wygładzone i aksamitne.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Standardowa tuba z praktycznym korkiem. Plastik nie jest przezroczysty więc nie widać ile kremu jeszcze zostało. Tuba jest wykonana z odpowiednio miękkiego plastiku dzięki czemu niewiele kremu w niej zostaje.
POJEMNOŚĆ: 75ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 10zł, w promocji taniej
OCENA: 4/6
Podsumowując: Krem cudów nie robi, chociaż bardzo chciałabym żeby tak było, jednak muszę przyznać, że daje radę. Wymieniłam go teraz na coś innego aby stopy się nie przyzwyczaiły ale myślę, że jeszcze nie raz po niego sięgnę.
niedziela, 13 listopada 2011
Szuru-buru
Farmona
Nivelazione
Drenujący peeling antycelulitowy do mycia ciała
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Dosyć przyjemny. Słodko-cytrusowy ale wyraźnie sztuczny.
BARWA: Zielonkawo-niebieska a właściwie ciemno turkusowa, pół-transparentna z przezroczystymi drobinkami peelingującymi.
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta, żelowo-kremowa. Rewelacyjnie się pieni. Drobinki chociaż są drobne to bardzo dobrze spełniają swoją rolę.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione, chociaż szczerze mówiąc nie wiem jak miałby sobie poradzić z usuwaniem uporczywego celulitu, rozstępów i nadmiaru tkanki tłuszczowej, jednak jest bardzo możliwe i takie jego działanie. Ja niestety nie mogę się głębiej wypowiedzieć na ten temat ponieważ nigdy nie poświęcałam większej uwagi na szczególny masaż okolic od pasa w dół;) Bardzo dobrze myje i peelinguje jednocześnie poprawiając wygląd skóry. Wygładza ją, energizuje i odświeża. Może nie nawilża ale na pewno nie wysusza.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Ostrożnie z przyciskaniem do skóry gąbki z tym żelem ponieważ można się mocno podrapać.
OPAKOWANIE: Tuba z praktycznym korkiem stawiana na zakrętce więc łatwo wydobyć wszystko do ostatniej kropli. Plastik nie jest przezroczysty przez co nie widać ile żelu jeszcze zostało.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 15zł w promocji taniej
OCENA: 4,5/6
Podsumowując: Pomimo, że nie lubię kosmetyków typu żel-peeling to z tej wersji jestem bardzo zadowolona. Nie miałam jakichś specjalnych oczekiwać w stosunku do niego więc bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Myślę, że zwolennicy tego typu pielęgnacji będą nim zachwyceni:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)