Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 marca 2014

Mycie i demakijaż

Skoro już nakładam makijaż, ostatnio praktycznie codziennie, a ta częstotliwość ma się jeszcze zwiększyć w niedalekiej przyszłości, to potem trzeba go czymś zmyć. Tutaj z pomocą przychodzą mi płyny micelarne, dlatego dzisiaj zapraszam Was na recenzję takiego cuda.
                                      
Bielenda
Bio Technologia Ciekłokrystaliczna 7D
Esencja Młodości
Nawilżający płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1
                                            
OBIETNICE PRODUCENTA:
Niezwykle delikatny, nawilżający płyn micelarny Esencja Młodości 3 w 1 zastępuje mleczko, tonik i wodę. Szybko, starannie i niezwykle skutecznie oczyszcza skórę, usuwa makijaż, pozostałe zabrudzenia i nadmiar sebum. Zwęża i zamyka pory, zapobiega powstawaniu wyprysków, łagodzi podrażnienia. Bio kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża i wygładza. Komórki macierzyste z drzewa arganowego głęboko regenerują, odżywiają i wzmacniają skórę. Witamina B3 wyrównuje niedoskonałości skóry wywołane trądzikiem, skutecznie matuje błyszczącą cerę. Płyn natychmiast odświeża i koi, nie wysusza skóry mieszanej i wrażliwej.
Płyn jest bezpieczny dla skóry wrażliwej. 0% parabenów, 0% sztucznych barwników, 0% SLS-u
                                                                          
SKŁAD:
Aqua (Water), Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Niacinamide, Arginine PCA, Sodium Hyaluronate, Argania Spinosa Sprout Cell Extract, Urea, Sodium Lactate, Allantoin, Lactic Acid, Isomalt, Lecithin, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropionol, Linalool.
                                                 
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet
CENA: Około 13zł

 Kosmetyk jest bezbarwny i wodnisty. Lekko się się pieni zarówno w opakowaniu jak i podczas użytkowania oraz zostawia delikatny lepki film, który po chwili wysycha, jednak nie przeszkadza mi to zbytnio bo i tak potem zawsze myję twarz wodą. Pachnie przyjemnie, perfumeryjnie ale z wyraźną roślinną nutą. Zapach jest na tyle delikatny, że nie czuć go w trakcie stosowania.
                                                           
Na opakowaniu specjaliści od PR obiecują cuda-wianki. Ja w takowe bajki nie wierzę a tym bardziej nie oczekuję nie wiadomo jakiego działania od kosmetyku, którym jedynie przecieram twarz przy demakijażu, dlatego dla mnie ma on jedynie skutecznie zmywać kolorówkę i nie podrażniać.
 W kwestii działania nie mam do niego zastrzeżeń. Dobrze radzi sobie z podkładami, pudrami, cieniami na bazie zarówno tymi suchymi jak i mokrymi oraz z kredkami. Usuwa je już za pierwszym przetarciem wacikiem. Ciut gorzej idzie mu z eyelinerami i tuszami. Potrzebuje chwili aby podziałać a potem trzeba kilka razy przeciągnąć nim po linii rzęs aby ją dokładnie oczyścić, ale potem nie ma już obaw że coś zostało a po myciu zastaniemy w lustrze pandę.
Co do podrażniania również nie jest idealnie jednak nie ma też tragedii. W przypadku gdy płyn dostanie się do worka spojówkowego to niestety trochę piecze i powoduje zaczerwienienie. Na szczęście oba te nieprzyjemne wrażenia szybko mijają a przy ostrożnym użytkowaniu i stosowaniu odpowiedniej ilości płynu spokojnie można ich uniknąć. Innych nieprzyjemności u mnie nie spowodował.
                                                         
                                          
Opakowanie jest klasyczne i praktyczne. Przejrzysta, nieprzeładowana grafiką i lekko spłaszczona butelka ładnie prezentuje się na półce oraz nie zajmuje dużo miejsca. Klapka domyka się dosyć opornie na duży klik więc po jej dociśnięciu nie ma obaw o nieszczelność i nawet w podróży można być go pewnym, a także spokojnym o zawartość kosmetyczki.
                                                 
Podsumowując: Preparat, który dobrze działa i nie robi przy tym krzywdy, a niska cena zachęca do wrzucenia go do koszyka. Oczywiście nie jest to to samo co Bioderma, choć przy pierwszych kilku użyciach nasunęło mi się takie porównanie, ale i tak uważam, że jest wart uwagi oraz zakupu.

sobota, 18 stycznia 2014

Bo aloes lubi pustynię...

Po wyprzedażowym szale, a właściwie w jego trakcie chciałabym zaprosić Was na recenzję.
Zatem bez zbędnych wstępów zapraszam :)
                                                                           
Bielenda
Aloes
cera wrażliwa i alergiczna
Delikatny żel do mycia twarzy
                                              
OBIETNICE PRODUCENTA:
PROBLEM: skóra wrażliwa, alergiczna, podrażniona i przesuszona czynnikami zewnętrznymi, o obniżonej jędrności i elastyczności; uczucie pieczenia ściągnięcia i dyskomfortu skóry.
Ten niezwykle delikatny, a jednocześnie skuteczny żel to bezpieczny kosmetyk do mycia twarzy dla cery wrażliwej i alergicznej, która źle toleruje wodę i mydło. Oczyszcza i odświeża skórę bez naruszania jej naturalnej równowagi, usuwa makijaż i inne zabrudzenia. Dzięki zawartości aloesu, d-panthenolu oraz witaminy E koi, łagodzi podrażnienia oraz intensywnie nawilża skórę. Nie podrażnia i nie wysusza naskórka.
EFEKT: idealnie czysta, zregenerowana, nawilżona skóra. Podrażnienia zredukowane, uczucie pieczenia, ściągnięcia i dyskomfortu skóry zlikwidowane.
                                                        
SKŁAD:
aqua (water), sodium cocoyl alaninate, acrylates copolymer, glycerin, sodium cocoamphoacetate, panthenol, aloe barbadensis leaf juice powder, polysorbate 20, tocopheryl acetate, disodium edta, triethanolamine, mannitol, cellulose, hydroxypropyl methylcellulose, methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, parfum (fragrance), CI 77289 (chromium hydroxide green).
                                                   
POJEMNOŚĆ: 150g
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet
CENA: Około 12zł
                                                      
MOJE WRAŻENIA:
Kosmetyk dostajemy w plastikowej częściowo przezroczystej tubie, dzięki której widać miłą dla oka gęstą, żelową zawartość o lekko seledynowej barwie z trawiasto-zielonymi i odrobinę twardszymi granulkami, które w trakcie mycia się rozpuszczają. Grafika na opakowaniu jest ładna i dobitnie pokazuje co jest głównym składnikiem żelu a klapka jest szczelna, i doskonale się domyka na klik.
Zapach żelu jest bardzo przyjemny i orzeźwiający cytrusowo-roślinny. Pieni się wyśmienicie po dodaniu odrobiny wody. Po tych zachwytach przychodzi jednak czas na ocenę wydajności i tutaj jest gorzej bo ubywa go dość szybko z opakowania.
                                                                   
Co do obietnic oczyszczania i usuwania makijażu to muszę przyznać, że spisuje się świetnie. Nie ważne jakiego użyję podkładu: MAC, Revlon czy Bell ani czym go przypudruję (NYX czy Kryolan) i tak zawsze sobie poradzi. Świetnie się spisuje również przy domywaniu resztek mocniejszego makijażu oczu, a także cieni na bazie czy tuszu do rzęs. Niestety oczyszczenie jest tak mocne, że mam wrażenie, iż używam Domestosa, bo skóra aż piszczy po dotknięciu. Po jego zastosowaniu twarz jest zaczerwieniona i rozpalona, wyraźnie widać podrażnienie, a skóra momentalnie się napina i ściąga tak, że aż boli. Gdyby nie to, że dwa razy dziennie nawilżam się Cetaphilem to chyba wyłabym z bólu i liniała jak wąż na wiosnę...
                                                     
Zdecydowanie nie jest to kosmetyk jakiego chciałabym używać ani tym bardziej polecać. Mam skórę mieszaną i rzadko zdarza jej się reagować równie mocno ale ten żel przeszedł sam siebie. Jeżeli jesteście sucharkami i wrażliwcami to trzymajcie się od niego z daleka, chyba że chcecie sobie zafundować jakąś dramatyczną terapię to wtedy można... Ale czy warto?

sobota, 18 maja 2013

Demakijaz z awokado

Zbierałam się do tej recenzji bardzo długo bo początkowo nie mogłam się przekonać do stosowania tego typu kosmetyków a poza tym gdzieś tak do 1/3 buteleczki mieliśmy taką love-hate relationship ;) Na szczęście wszystko się szybko unormowało i oto nadszedł czas na recenzję :)
Zapraszam :)
                                                 
Bielenda
Avokado
Oczy wrażliwe Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu
                                        
OBIETNICE PRODUCENTA:
Łagodny, niezwykle delikatny, a jednocześnie wyjątkowo skuteczny płyn do demakijażu nawet bardzo wrażliwych oczu. Dzięki specjalnej 2-fazowej formule szybko i skutecznie usuwa również makijaż wodoodporny. Jednocześnie pielęgnuje i koi cienką i delikatną skórę wokół oczu, nawilża ją, zapobiega wysuszeniu. Łagodzi podrażnienia.
                                    
SKŁAD:
aqua (water) cyclomethicone, isohexadecane, glycerin, persea gratissima (avocado) oil,arginine pca, elaeis guineensis (palm) oil, sodium chloride, cocos nucifera (coconut) oil, disodium edta, methylparaben, dmdmhydrantoin, cl 42090 (acid blue 9), cl 19140 (acid yellow 23)
                                           
MOJE WRAŻENIA:
Opakowanie choć przejrzyste i pozwala dostrzec ile płynu jeszcze zostało w środku oceniam raczej na minus. Niestety butelka jest zakręcana co bardzo negatywnie wpływa na praktyczność użytkowania kosmetyku zwłaszcza, że przed każdym użyciem trzeba nim porządnie wstrząsnąć.
Płyn dostępny jest właściwie w każdym sklepie z kosmetykami i za jego 125ml trzeba zapłacić około 8zł a w promocjach mniej.
                                
 Płyn składa się z dwóch faz, które trzeba zmieszać przed użyciem. Dolna faza jest wodnista i ma podobne właściwości a górna jest oleista i tłusta dzięki czemu unosi nie na powierzchni. Po przetarciu nim skóry pozostawia dosyć tłusty i śliski film, który ułatwia przesuwanie wacika po skórze i zapobiega podrażnieniom. Nie jest on zbyt komfortowy w odczuwaniu jednak mi nie przeszkadza bo zaraz po demakijażu myję twarz wodą z dodatkiem żelu. Faza tłusta kosmetyku ma kolor żółty a wodna zielony. Wygląda to ślicznie ale niestety zieleń stworzono przy użyciu kancerogennego błękitu brylantowego, którego nie powinno stosować w okolicach oczu co dla mnie dyskwalifikuje powyższy specyfik.
Pachnie pudrowo-chemicznie, trochę słodko ale nie jest to przyjemny zapach. Na szczęście nie czuć go w trakcie użytkowania.
                                                             
W kwestii działania to kosmetyk spełnia wszystkie obietnice producenta i doskonale zmywa każdy makijaż od takiego zwykłego, codziennego po ten nawet najbardziej wodoodporny. Nie straszne są mu nawet cienie w kremie Maybelline położone na bazie ArtDeco, pokryte prasowanymi/sypkimi cieniami i utrwalone fixerem Kryolan ani moja tłusta i kapryśna kredka Versati, którą ciężko czymkolwiek ściągnąć ze skóry a tym bardziej z linii rzęs.
Nie odnotowałam u niego żadnych niepożądanych działań a tym bardziej zamglenia wzroku.
                                          
OCENA: 2/6 
                                  
Podsumowując: Świetny kosmetyk z paskudztwem w środku :( Za działanie powinien dostać ocenę w okolicy 5-5,5 ale za skład mu się nie należy. Do tej wersji na pewno nie wrócę ale są jeszcze inne i może kiedyś po dokładnej analizie składu na któryś się skuszę.

piątek, 18 stycznia 2013

Jabłuszko, jabłuszko, jabłuszko pełne snów...

Jak już wiecie codziennie z uporem maniaka wsmarowuję w swoje ciało nawilżacze. W związku z  tym ubywa mi ich bardzo szybko i oto dzisiaj przyszedł czas na kolejną recenzję :)
                   
Bielenda Professional
Home care
Green Apple Body Butter
Jabłkowe Masło do Ciała
ekstrakt z jabłka
garcinia cambogia i algi spirulina
masło shea
                    
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
                             
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Delikatny, słodko-kwaskowaty, rzeczywiście jabłkowy i nie jest to zapach jabłkowego płynu do naczyń czy łazienki ale prawdziwych apetycznych zielonych jabłuszek z jędrną skórką i soczystym wnętrzem. Zapach jest tak rzeczywisty i smakowity, że aż się ma ochotę spróbować czy równie dobrze smakuje.
SMAK: Byłam twarda i nie próbowałam.
BARWA: Pastelowo zielona, naturalna. Widać, że producent nie dodał żadnych chemicznych barwników. Po rozprowadzeniu kolor znika i masło nie barwi ciała.
KONSYSTENCJA: Gęsta i kremowa - czyli rzeczywiście maślana. Jednak kosmetyk łatwo i przyjemnie się rozprowadza oraz szybko wchłania nie pozostawiając wyczuwalnego filmu, chociaż o tym, że jednak takowy jest przekonujemy się w kąpieli bo wtedy skóra robi się lekko śliska a woda trochę się pieni.
  DZIAŁANIE: Dokładnie takie jakiego obecnie oczekuję od masła do ciała! Kosmetyk rewelacyjnie nawilża, natłuszcza i odżywia skórę jednocześnie sprawiając, że staje się miła, miękka i gładka w dotyku. Poprawia się jej jędrność i elastyczność a uczucie napięcia i wysuszenia znika. Co do obiecywanego wyszczuplania i modelowania sylwetki to go nie zauważyłam ale tez go nie oczekiwałam bo niestety ale w takie cuda nie wierzę.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
 SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Bardzo ascetyczne. Plastikowy, bezbarwny i przezroczysty, płytki słoiczek z aluminiową zakrętka, która bardzo łatwo się odkręca nawet śliskimi rękami. W środku kosmetyk zabezpieczony jest folią aluminiową więc wiadomo, że nikt przed nami do niego nie zaglądał. Wszelakie informacje od producenta znajdujemy na dwóch naklejkach, których grafika utrzymana jest w biało-zielono-czarnej kolorystyce ze srebrnymi szarymi dodatkami.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: Pomimo, iż producent podaje, że masło dostępne jest wyłącznie w gabinetach kosmetycznych to spokojnie dostaniecie je również w internecie.
CENA: Około 30chociaż ja mój egzemplarz dostałam 
na 26. Międzynarodowym Kongresie Kosmetycznym LNE & spa i pokazywałam już TUTAJ.
OCENA: 6/6
                               
Podsumowując: Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych kosmetyków do ciała jaki miałam okazję testować. Jedynym jego minusem jest dostępność ale i tę niedogodność można pokonać ;) Jestem przekonana, że jeszcze nie raz zimową porą będę do niego wracała, bo jego działanie jest rewelacyjne a skład nie straszy chemią.
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Bielenda na 26. Międzynarodowym Kongresie Kosmetycznym LNE & spa jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

sobota, 22 września 2012

Nienasycenie...

Dzisiaj będzie o kolejnym kosmetyku, który dostałam na Krakowskim Spotkaniu Bloggerek. Listę wszystkich kosmetyków, które wtedy wpadły w moje łapki znajdziecie TUTAJ ale teraz przejdźmy do rzeczy:

Bielenda
Pomarańczowa Skórka
Cukrowy Peeling do Ciała
Antycellulit
wyszczuplająco ujędrniający

OBIETNICE PRODUCENTA:
 

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Nieziemski i oszałamiający. Ten kosmetyk pachnie cukrem i pomarańczami, czyli mówiąc po ludzku bardzo słodkim pomarańczowym kisielem albo galaretką obtoczoną w cukrze. No istny obłęd! Wywoływał u mnie niesamowite ssanie w żołądku i głód, który dopadał mnie za każdym razem gdy otwierałam słoiczek;) Niestety zapach w ogóle nie utrzymuje się na skórze nawet jeżeli tylko zmyjemy kosmetyk czystą wodą. O przetrwaniu balsamowania nawet nie ma co marzyć:(
SMAK: Nie próbowałam ale wierzcie mi, wymagało to ode mnie niesamowitego samozaparcia i mnóstwa siły woli;)
BARWA: Pomarańczowa - prawdziwie apetycznie pomarańczowa ale półtransparetna jak galaretka;)

KONSYSTENCJA: Gęsta ale trochę ciągliwa z wyczuwalnymi granulkami. Przypomina mi dobrze ubity kogel-mogel z żółtek z taka ilością cukru, że aż łyżeczka w nim staje;) Drobinki rzeczywiście są cukrowe i rozpuszczają się pod wpływem wody a baza jest na bazie olejków.
  DZIAŁANIE: Miałam ogromne oczekiwania wobec tego kosmetyku i niestety się na nim zawiodłam. Peeling działa bardzo, ale to bardzo delikatnie. Nałożony na wilgotną skórę nie peelinguje wcale ponieważ drobinki w mgnieniu oka rozpuszczają się praktycznie do zera. Dokładanie kosmetyku niewiele ale jednak trochę pomaga. Jak już nałożymy odpowiednią ilość albo zastosujemy go na lekko wilgotną skórę to mamy szansę bardzo delikatnie złuszczyć naskórek i odrobinę ją nawilżyć. Niestety jednak złuszczenie jest bardzo niewielkie ponieważ w trakcie masażu drobinki dosyć szybko się rozpuszczają i zamieniają na skórze w olejek a nawilżenie jest znikome i znika po spłukaniu powstałego w trakcie masażu olejku wodą więc późniejsze nałożenie balsamu jest koniecznością. Próby zastosowania tego kosmetyku na suchej skórze również spełzły na niczym ponieważ nie przyklejał się do skóry, kruszył, spadał do wanny i marnował a to co na niej pozostało szybko zamieniało się w olejek i nie spełniało swojego zadania.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo niska - wystarczył zaledwie na kilka (mniej niż 5) użyć:(
SKUTKI UBOCZNE: Zastosowany na podrażnioną, zadrapaną albo zranioną skórę bardzo nieprzyjemnie i boleśnie piecze:(
OPAKOWANIE: Pomarańczowy, półprzezroczysty, plastikowy słój z białawym wnętrzem oraz naklejką, opakowany w tekturkę. Grafika tekturki i naklejki utrzymana jest w czarno-pomarańczowo-biało-żółto-zielonej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 200g
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 16zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek.
OCENA: 2,5/6

Podsumowując: Oczekiwałam od tego kosmetyku bardzo mocnego peelingowania oraz dobrego nawilżenia okraszonego ładnym zapachem i przyjemnością użytkowania. Niestety sprawdził się tylko w kwestii zapachu i przyjemności stosowania, bo użytkowanie tego peelingu to sama przyjemność ponieważ dzięki śliskiej konsystencji dłonie gładko suną po ciele a zapach nieziemsko umila czas poświęcony na pielęgnację. Niestety czuję niedosyt bo jednak nie o to mi chodziło, więc więcej po niego nie sięgnę. Myślę jednak, że osoby oczekujące delikatniejszego złuszczania i mniejszego nawilżenia powinny być z niego zadowolone więc trzeba wypróbować go na sobie.
Produkt ten dostałam od firmy Bielenda na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

piątek, 4 maja 2012

Najlepsze kasztany są na placu Pigalle...

Zmobilizowałam się wreszcie do jakiegokolwiek działania (widać spadek temperatury wpłynął na mnie pozytywnie) i mam już zdjęcia do kilku najbliższych notek:)
Po długim weekendzie aby utrzymać pozytywne fluidy zacznę dzisiaj od produktu, który mnie niesamowicie zachwycił i myślę, że stanie się moim przyjacielem na długo;)
Produkt ten był nagrodą w rozdaniu u Basi8212 dawno, dawno temu, o której mogliście przeczytać TU, co oznacza, że jest to ostatnia recenzja z tej serii;)

BIELENDA
KASZTAN
Skóra Naczynkowa Przeciw Podrażnieniom i Pękającym Naczynkom
Serum Uszczelniające Naczynka i Maseczka Łagodząca

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki, kremowy, charakterystyczny dla kremów, które pamiętam z dzieciństwa. Oba kosmetyki pachną identycznie. Z resztą chyba wszystkie maseczki (poz glinką) Bielendy, które dostałam pachną tak samo.
BARWA: MASKA - żółta, nieprzezroczysta, pastelowa, SERUM - mocno żółte ale transparentne. Obie części pozostawiają trochę pigmentu na skórze więc po ich zastosowaniu widać spore zażółcenie wszystko jednaka schodzi w trakcie mycia.
KONSYSTENCJA: MASKA - kremowa ale niezbyt ciężka, coś pośredniego między kremem na noc a na dzień, SERUM - dosyć gęsta żelowa. Serum dosyć szybko się wchłania natomiast maska potrzebuje trochę więcej czasu na dodatek pozostawia na skórze tłustawy i dosyć lepki film.
OBIETNICE PRODUCENTA: Zdecydowanie spełnione. Kosmetyk zaczyna działać praktycznie od momentu nałożenia i zaczerwienienia praktycznie znikają w oczach. Wszystko co napisano na opakowaniu w kwestii działania na naczynka: wzmacnianie, regeneracja, uelastycznianie, zwiększanie odporności na uszkodzenia, zapobieganie pękaniu i niwelacja zaczerwienień jest PRAWDĄ. Policzki już po pierwszym zastosowaniu stały się praktycznie blade i czasami jak je przypudruję (bez podkładu) to zastanawiam się nad nałożeniem różu bo jakoś mi dziwnie. Płatki nosa co prawda nie rozjaśniły się całkowicie ale poprawa jest mocno widoczna i bez makijażu towarzyszy mi jedynie zaróżowienie. Dodatkowo zestaw bardzo mocno nawilża skórę i łagodzi podrażnienia bez efektu zapychania.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - MASKA wystarczyła na 4 użycia, SERUM na 5-6 użyć.
SKUTKI UBOCZNE: Bardzo mnie zaskoczyło, że po nałożeniu kosmetyków na twarz skóra trochę piecze. Jest to coś pomiędzy pieczeniem a szczypaniem. Co prawda uczucie nie jest zbyt mocne i uciążliwe ale i tak bardzo mnie dziwi jego obecność.
OPAKOWANIE: Foliowa, nieprzezroczysta saszetka podzielona na pół utrzymana w czerwonej kolorystyce. Część dla MASKI jest ciemniejsza, natomiast część SERUM jest jaśniejsza.
POJEMNOŚĆ: 2 x 5ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: Około 6zł.
OCENA: 5/6
    
Podsumowując: Maseczki Bielendy z otrzymanej paczuszki jakoś średnio mi przypasowały jednak ta okazała się wspaniałym odkryciem. Jej skuteczność wywołała u mnie niesamowity entuzjazm. Na pewno przyjrzę się również pozostałym kosmetykom z tej serii.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Pachnidło;)

Długo zastanawiałam się dzisiaj o czym napisać bo produkty, których zdjęcia posiadam są zużyte w niewielkim stopniu więc wystawiając im recenzję czułabym się niepewnie. Przyszedł mi jednak do głowy kosmetyk, którego użyłam już kilka razy, i którego pozostało mniej niż pół butelki, a którego zapach i działanie urzekły mnie tak bardzo, że na drugi dzień po jego kupieniu i przetestowaniu poleciałam po drugi egzemplarz.
Pisząc tego posta niesamowicie żałuję, że nie mogę Wam przesłać chociaż odrobiny zapachu, który urzekł mnie od pierwszego niucha;)

BIELENDA
OLEJEK DO KĄPIELI
Zielona Herbata
Paczula
WITALNOŚĆ
Aromatyczna kąpiel energetyzująca

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Obłędny:) Słodki i mocny a jednocześnie świeży i energetyzujący. Ma w sobie zapach słodycz kwiatów, cierpkość cytrusów i odrobinę goryczy drzew iglastych a jednocześnie łagodność bawełny i moc piżma. Mocny ale nie duszący zapach utrzymuje się w łazience w trakcie kąpieli a potem delikatny aromat pozostaje na skórze. Nie jestem mistrzem w opisywanie zapachów wiec musicie uwierzyć mi na słowo, że jest po prostu boski;)
BARWA: Transparentny ale delikatnie podbarwiony na żółto. Wygląda jak zaparzony rumianek.
KONSYSTENCJA: Gęsta, delikatnie oleista, prawie żelowa, nietłusta. Łatwo rozpuszcza się w wodzie i szybko tworzy porządną pianę, która nie znika w trakcie kąpieli a wręcz narasta jeśli użyjemy gąbki. Dodając około dwóch zakrętek olejku na wannę wody jesteśmy w stanie stworzyć sobie kąpiel pełną piany jak w reklamie;)
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione zarówno w kwestii psychicznej jak i fizycznej. Olejek budzi zmysły, rewitalizuje i energetyzuje a równocześnie relaksuje, odpręża i wycisza nerwy jednocześnie dbając o naszą skórę dzięki czemu nadaje się zarówno na długą, wieczorną, gorąca kąpiel jak i na szybki, pobudzający poranny prysznic. Doskonale myje, tonizuje, pielęgnuje i nawilża. Ma właściwości łagodzące podrażnienia i wygładzające. Po kąpieli skóra jest jedwabiście gładka i miła w dotyku. Olejek po kąpieli zostawia na skórze ochronny, nietłusty film dzięki, któremu możemy zrezygnować z użycia balsamu. Chociaż producent obiecuje, że nadaje się do skóry wrażliwej i bardzo suchej to obawiam się, że mógłby sobie nie poradzić z wystarczającym nawilżaniem, bo moje kapryśne łydki muszę jednak wspomagać odrobiną balsamu.
WYDAJNOŚĆ: Jak na produkt do kąpieli to bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Retro butla wykonana z ciemno brązowego, dosyć giętkiego plastiku z zakręcanym korkiem. Jest ona mocno spłaszczona dzięki czemu nie zajmuje dużo miejsca na łazienkowej półce. W butelce mamy jednak praktyczny mały otwór, który zapobiega wylaniu nadmiernej ilości kosmetyku a półprzezroczystość opakowania pozwala nam kontrolować pozostałą ilość olejku, dzięki czemu nie staniemy nigdy w problematycznej sytuacji, kiedy to chcemy zażyć aromatycznej kąpieli a nie mamy w czym;)
POJEMNOŚĆ: 300ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie i internet.
CENA: Standardowa w zależności od drogerii to około 15zł. tam gdzie ja kupowałam kosztował 14zł ale miałam szczęście trafić na promocję i zakupiłam go za 9,99zł:)
OCENA: 5,5/6
 Podsumowując: Natknęłam się na niego zupełnie przypadkowo w małej perfumerii ale tak zawrócił mi w głowie, że zostanie w mojej łazience na bardzo, bardzo długi czas. Nie straszne dla niego żadne pudry, kawiory, płyny ani kule do kąpieli bo nie stanowią praktycznie żadnej konkurencji. Może czasem go zdradzę bo jestem łaknącą nowości i przyjemnych doświadczeń wizualnych kosmetyko-maniaczką ale na pewno go nie porzucę. Znalazłam swój kąpielowy ideał i będę się go trzymać;)

czwartek, 5 kwietnia 2012

In Vitro

BIELENDA
IN VITRO
Rośline komórki macierzyste
Precyzyjne Serum Anti-Age na dzień - Liftinguje
Komfortowa Maseczka Anti-Age na noc - Przywraca Elastyczność 

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:





MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki, kremowy, charakterystyczny dla kremów, które pamiętam z dzieciństwa. Oba kosmetyki pachną identycznie.
BARWA: MASKA - biała, nieprzezroczysta, SERUM - bezbarwny.
KONSYSTENCJA: MASKA - kremowa typowa dla kremów na noc, SERUM - gęsta żelowa. Oba kosmetyki bardzo szybko się wchłaniają (kilka sekund) i pozostawiają skórę matową.
OBIETNICE PRODUCENTA: Od razu zaznaczę, że nie mogę wypowiedzieć się na temat działania przeciwzmarszczkowego, odmładzającego i liftingującego ale po zastosowaniu kosmetyków skóra jest wygładzona i elastyczna. Widać wyraźne jej zregenerowanie i wzmocnienie. Skóra jest głęboko i intensywnie nawilżona i zabezpieczona przed odparowywaniem wody. Tej zimy moja skóra wybitnie się wysuszyła a ta maska okazała się kosmetykiem wprost idealnym dla zaspokojenia jej potrzeb.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - MASKA wystarczyła na 4 użycia, SERUM na 5 użyć.
SKUTKI UBOCZNE: Po pierwszym użyciu trochę mnie wysypało więc przed kolejną zrobiłam peeling i wszystkie nieoczekiwane skutki uboczne zniknęły i już więcej się nie pojawiły.
Oba produkty sprawiają, że krem tępo i ciężko rozprowadza się po skórze.
OPAKOWANIE: Foliowa, nieprzezroczysta saszetka podzielona na pół. MASKA jest w czarno bordowej części a SERUM jest w czerwonej.
POJEMNOŚĆ: 2 x 5ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: Około 6zł.
OCENA: 4,5/6
    
Podsumowując: Już od jesieni zaczęłam zaniedbywać skórę co w zimie doprowadziło do masakry:( Teraz jednak mam trochę więcej czasu dlatego postanowiłam sięgnąć po zalegającą w szafie maseczkę Bielendy, która okazały się strzałem w dziesiątkę. Szkoda, że nie przypomniałam sobie o niej wcześniej bo spisała się rewelacyjnie;)

środa, 29 lutego 2012

Happy feet;)

BIELENDA
HAPPY END
KREM DO STÓP
prawoślaz lekarski
triclosan
mięta

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki ale z odrobiną mięty. Bardzo przyjemny i odrobinę odświeżający.
BARWA: Biała. Na skórze przezroczysta. Nie bieli nałożony nawet w bardzo dużej ilości.
KONSYSTENCJA: Bardzo przyjemna - ani za gęsta ani za rzadka - taka w sam raz. Krem łatwo się rozprowadza i dosyć szybko wchłania.
OBIETNICE PRODUCENTA: W większości spełnione. Nie zauważyłam jednak chłodzenia - co dla mnie nie jest wadą gdyż mam problemy z marznięciem stóp, likwidowania nieprzyjemnego zapachu ani zapobiegania jego powstawaniu. Krem jednak dosyć dobrze nawilża, zmiękcza i radzi sobie z mocno zrogowaciałym naskórkiem. Przynosi ulgę zmęczonym stopom i pomaga je zrelaksować. Co do likwidowania otarć, łagodzenia podrażnień oraz właściwości przeciwgrzybicznych i antybakteryjnych nie mogę się wypowiedzieć bo nie mam z nimi problemu.
WYDAJNOŚĆ: Dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Standardowa tuba z praktycznym korkiem. Plastik nie jest przezroczysty ale pod światło widać ile kremu jeszcze zostało. Tuba jest wykonana z odpowiednio miękkiego plastiku dzięki czemu niewiele kremu w niej zostaje. Całość utrzymana jest w pomarańczowo-biało-zielono-żółtej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 125ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, hipermarkety, internet
CENA: około 7zł, w promocji taniej
OCENA: 4/6
    
Podsumowując: Ten krem to nie ideał ale zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył. Właściwie nie miałam wobec niego żadnych oczekiwań, bo kupowałam go na szybko w hipermarkecie, gdyż nie miałam czym wieczorem posmarować stóp po 12h pracy a nie było niczego innego do wyboru. Myślę, że jeszcze po niego sięgnę;)

wtorek, 8 listopada 2011

Łagodnie ale z kolcami

Bielenda
Bio Plantacja
Aloes i Bawełna 
anti - age

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

Długo mi zeszło zużycie tych maseczek ale już się z nimi uporałam i oto najwyższy czas na recenzję:)

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki ale sztuczny. BAWEŁNA bardziej przypomina zapach kremów natomiast ALOES jest zapachem odrobinę bardziej roślinnym.
BARWA: ALOES: przezroczysty żel o lekko żółtawym kolorze, BAWEŁNA: nieprzezroczysta pastelowo żółta.
 KONSYSTENCJA: ALOES: typowy żel, BAWEŁNA: dosyć zwarty kremik ale nie bardzo gęsty. Obie wchłaniają się błyskawicznie i nie pozostawiają tłustej warstwy na skórze.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione ale nie do końca. Nie ma spektakularnych efektów a obietnica ALOESU, że przeciwdziała stanom zapalnym pozostaje zupełnie bez odpowiedzi ponieważ zupełnie nie zauważyłam takiego efektu na mojej przeżywającej trudne chwile skórze. Jednak muszę przyznać że skóra po ich zastosowaniu staje się promienna, nawilżona, miękka, gładka i delikatna w dotyku. Jej stan jest wyraźnie poprawiony. Co do ujędrnienia to nie mogę się wypowiedzieć bo chyba jeszcze moja skóra sama w sobie jest zbyt jędrna aby zauważyć takie efekty;)
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - można nawet powiedzieć, że aż za dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Obawiam się, że może zapychać ale nie jestem tego pewna na 100% bo moja skóra przeżywa okres burzy i naporu;) Dodatkowo maski nałożone na twarz sprawiają, że krem rozprowadza się na nich bardzo tępo.
OPAKOWANIE: Foliowa, nieprzezroczysta saszetka podzielona na pół. Część ALOESOWA jest utrzymana w zielonej kolorystyce a BAWEŁNA w żółtej.
POJEMNOŚĆ: 2 razy po 5ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 5zł
OCENA: 3,5/6
    
Podsumowując: Myślę, że będzie dobra dla osób o skórze suchej lub normalnej bo niestety skóra mieszana się po niej trochę błyszczy (nie jest to jednak jakieś uporczywe przetłuszczanie i świecenie). Myślę, że warto sprawdzić czy nam pasuje bo cena jest przystępna;)

sobota, 1 października 2011

Łazienkowe sado-maso...

O tej maseczce pisałam już tutaj w związku z jej wygraniem i odbiorem paczuszki od Basi8212. Dzisiaj nadszedł już czas na pierwszą recenzję tej paczuszki:)
 
Bielenda
Eco Care 
Glinka Zielona 
Bioorganiczna maseczka twarz & szyja & dekolt 
Skóra mieszana, tłusta, trądzikowa 
Anti Stress

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Taki dziwny - krzemionkowo - ziemny. Kojarzy mi się z zapachem kredy i gipsu ale jest w nim trochę słodyczy więc jest przyjemny dla noska;)
BARWA: Delikatnie zielonkawa. Po nałożeniu jej na buzię przypominamy Shreka;)
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta ale dobrze się rozprowadza i rozsmarowuje na twarzy. Ma dobry poślizg, nie jest tępa.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione? TAK, TAK, TAK!!! Co prawda nie wiem jak kwestia zmarszczek ale wszystkie inne obietnice są spełnione co do joty. Skóra jest ujędrniona, oczyszczona, zmatowiona, odżywiona. Maska usuwa z naszej twarzy wszystko co złe niedobre i brzydkie a wydobywa z niej wewnętrzny blask i piękno.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. Jedna saszetka 5ml wystarcza na dwa użycia czyli cała maseczka wystarcza nam swobodnie na cztery użycia + zrobienie zdjęć do bloga;)
SKUTKI UBOCZNE: Po nałożeniu maseczka piecze jak diabli. Przyjemność z pierwszego jej zastosowania mogę bez żadnych oporów porównać do przyjemności jaka wynikałaby z polania sobie twarzy kwasem solnym... Za drugim razem było ciut lepiej a za trzecim było już całkiem OK. Maseczka już prawie nie piekła co chyba znaczy że moja skóra została oczyszczona;) Uwaga jednak dla wrażliwców i naczynkowców - zastosowanie glinki może skutkować pękaniem naczynek ponieważ działa ona mocno drażniąco ale o dziwo najbardziej piekły mnie nos i czoło - tam gdzie skóra jest tłusta i wydziela najwięcej sebum (może to dlatego że te partie najmocniej peelinguję).
OPAKOWANIE: Foliowa saszetka.
POJEMNOŚĆ:2 x 5ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie internet
CENA: 5zł
OCENA: 5/6
    
Podsumowują: Pomimo skutków ubocznych maska mnie zachwyciła. Efekty zdecydowanie są warte cierpienia ale odnoszę wrażenie, że im bardziej skóra jest oczyszczona tym maseczka ma mniej drażniące działanie. Może nie od razu ale na pewno jeszcze kiedyś się na nią skuszę:)
To już moja druga maseczka Bielendy w ostatnim czasie i muszę szczerze przyznać że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Firma prezentuje się rewelacyjnie i na przyszłość zapowiada się jeszcze lepiej a ja z wielką chęcią przystąpię do kolejnych testów:)
ZDECYDOWANIE POLECAM!!!

czwartek, 15 września 2011

Paczuszka od Basi8212

Wczoraj po powrocie z pracy zastałam w domu miłą niespodziankę. Na stoliku leżała koperta z wygraną w rozdaniu u Basi8212, o której możecie poczytać TU, a o samym rozdaniu możecie przeczytać TU.
Oto jak prezentowała się jej zawartość:
W skład paczuszki weszły cztery podwójne maseczki Bielendy, mały gratisik oraz przesympatyczny liścik;) Na początku maseczki.
1. Eco Care Glinka Zielona Bioorganiczna maseczka twarz & szyja & dekolt Skóra mieszana, tłusta, trądzikowa Anti Stress
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
2. IN VITRO Precyzyjne Serum Anti-Age na dzień - Liftinguje i Komfortowa Maseczka Anti-Age na noc - Przywraca Elastyczność Rośline komórki macierzyste
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
 3. Bio Plantacja Błyskawiczny Zabieg Anti-Age ALOES anti-age Roślinna Maseczka twarz, szyja, dekolt, łagodzi, nawilża, ujędrnia i BAWEŁNA anti-age Organiczna Maseczka twarz, szyja, dekolt, odżywia, wygładza, regeneruje
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
 4. KASZTAN Skóra Naczynkowa Przeciw Podrażnieniom i Pękającym Naczynkom - Serum Uszczelniające Naczynka i Maseczka Łagodząca
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
GRATISIK
TOŁPA huminea Matujący Krem Korygujący skóra wrażliwa, mieszana, tłusta i trądzikowa Strefa T
Na koniec zostawiłam sobie liścik. Była w nim prośba o opisanie maseczek na blogu. Bardzo chętnie wypróbuję wszystkie maseczki a później podzielę się z Wami moimi wrażeniami. Jak wiecie mam ostatnio problemy ze skórą więc na pewno będzie co czytać;)

środa, 15 czerwca 2011

Bielenda Aloes - recenzja

Już kilka dni się zbieram do tej recenzji ale jakoś nie mogłam znaleźć czasu. Może wreszcie dzisiaj ją skończę;)
W związku z tym, że szkoła wymaga ode mnie nakładania na twarz różności, od kosmetyków po farby oraz częstego i szybkiego demakijażu - czasami nawet 2-3-krotnego w ciągu jednego dnia, moja skóra miewa chwile załamania. Co prawda jest ona mieszana z tendencją do przetłuszczania, zwłaszcza czoło, nos i okolice oraz broda, a dolne partie policzków licząc od wcięcia pod kośćmi policzkowymi można jeszcze uznać za normalne, i one też nie sprawiają problemów ale okolice oczu i policzki na kościach policzkowych to już zupełnie inna bajka. Tam farby do body-paintingu, kolorowe bazy pod makijaż i podkłady Kryolanu wywołują dziwne uczucie zakrawające o pieczenie a przy dłuższym noszeniu powodują rozognienie i dosyć mocne zaczerwienienie. Dopiero zmycie tego wszystkiego żelem do mycia twarzy Yves Rocher Pure Camomille przynosi odrobinę ulgi. Nie pomaga mi też to, że makijaże ćwiczymy na sobie wzajemne bo mocne pocieranie gąbeczkami i pędzlami wywołuje podobne wrażenia. Całości dopełnia demakijaż. Między zajęciami albo nawet między jednym a drugim makijażem na jednych zajęciach trzeba szybko i skutecznie pozbyć się pełnego i wykonanego zazwyczaj profesjonalnymi kosmetykami makijażu. Początkowo usuwałam go mleczkiem do demakijażu Ziaji ale wiązało się to z mocnym tarciem i wiadomymi efektami. Zamieniłam go więc na mleczko z tonikiem 2w1 Nivea, które co prawda szybko i sprawie usuwa makijaż bez potrzeby mocnego tarcia ale na drugim miejscu w składzie ma alkohol i wywołuje takie samo uczucie pieczenia, rozognienie i zaczerwienienie wrażliwych okolic. Do tej pory ratowałam się delikatnymi kosmetykami pielęgnacyjnymi, kremem przeciwzmarszczkowym i ograniczeniem domowego makijażu do minimum ale nie odnosiłam takiej ulgi jakiej pragnęłam. 
Wszystko to trwało do czau kiedy na blogu Panny Joanny odkryłam recenzję zestawu Bielenda Aloes Cera wrażliwa i alergiczna w którego skład wchodzi Bezzapachowe Serum Łagodzące + Kompres Przywracający Równowagę Skóry regeneruje i chroni. Bez zbędnych przemyśleń na ten temat przy okazji pobytu w Bochni podeszłam do Natury i nabyłam ten zestaw drogą kupna za cenę 4,29zł. Prezentowałam Wam jego zakup w TYM poście a tak prezentuje się teraz: 
Wszystkie zdjęcia w tym poście po kliknięciu powiększą się;)
Po przydługim słowie wstępu czas przejść do rzeczy.
Obietnice producenta, czyli co mówi nam opakowanie:
PROBLEM: skóra wrażliwa, alergiczna, podrażniona i przesuszona czynnikami zewnętrznymi o obniżonej jędrności i elastyczności; uczucie pieczenia, ściągnięcia i dyskomfortu skóry.

Niezwykle delikatny i bezpieczny zabieg o silnym działaniu łagodzącym i regenerującym. Zawartość ALOESU, D-PANTHENOLU oraz WITAMIN A+E niezwłocznie przywraca komfort i zdrowy wygląd skórze wrażliwej i alergicznej. Zapach preparatu pochodzi od naturalnych składników roślinnych.
KROK 1: SERUM ŁAGODZĄCE skutecznie koi skórę, łagodzi podrażnienia, likwiduje uczucie nieprzyjemnego pieczenia i dyskomfortu skóry.
KROK 2: KOMPRES PRZYWRACAJĄCY RÓWNOWAGĘ SKÓRY intensywnie nawilża, głęboko regeneruje i odżywia skórę, wzmacnia ją, chroni i wyraźnie wygładza. Przywraca jej jędrność i elastyczność.

EFEKT: ukojona, gładka, nawilżona i zregenerowana skóra. Podrażnienia zredukowane, uczucie pieczenia, ściągnięcia i dyskomfortu skóry zlikwidowane.

Stosowanie: 
KROK 1: Serum nanieść na suchą i czystą skórę twarzy, szyi i dekoltu. Pozostawić do wchłonięcia.
KROK 2: Kompres nałożyć i pozostawić do wchłonięcia.
Najlepsze efekty odnosi się stosując preparat 2-3 razy w tygodniu.

Skład:

Wrażenia Sexi:

Opakowanie: Estetyczna saszetka, łatwa do znalezienia na wieszaku pomiędzy innymi maskami.Utrzymana w biało zielonej kolorystyce z krzakiem aloesu na froncie od razu przywodzi na myśl ukojenie i relaks dla skóry. Saszetka podzielona jest na dwie części, osobną dla serum i osobną dla kompresu. Komponenty opakowania łatwo oddzielają się od siebie bez rozrywania nie ma więc ryzyka rozlania i zmarnowania zawartości. Opakowanie zawiera 2 x po 5g produktu.


KROK 1: Serum łagodzące

Biała lejąca substancja konsystencją przypominająca mleczko do demakijażu ale rzadsza od niego. Zapach trochę chemiczny ale prawdziwie aloesowy. Mi przypomina krem aloesowy Avon. Sprawia wrażenie dosyć ciężkiego i opornego we wchłanianiu ale nic bardziej mylnego - nałożone na buzię wchłania się w niespełna 5minut i to nawet w partie przetłuszczające się.
Działanie: Jednym zdaniem - spełnia wszystkie obietnice producenta chociaż muszę przyznać, że na najbardziej udręczonych policzkach albo nie zlikwidowało pieczenia albo samo od siebie wywołało uczucie mrowienia.

KROK 2: Kompres przywracający równowagę skóry

Substancja o właściwościach bardzo podobnych do serum ale bardziej zwartej o konsystencji - przypomina niezbyt gęsty krem. Zapach także podobny chociaż wydaje się bardziej apteczny. Mam wrażenie, że się nie wchłania a jedynie odrobinę wysycha tworząc trochę lepki ale niezbyt uciążliwy opatrunek pozostający na twarzy aż do porannego mycia (nakładałam zawsze wieczorem).
Działanie: Tak samo jak serum spełnia obietnice producenta chociaż nie mogę się wypowiedzieć o przywracaniu jędrności i elastyczności - na to chyba za wcześnie;) Nie niweluje też od razu mrowienia wywołanego przez serum jednak znika ono po około 5 minutach po jego nałożeniu.

Efekt: Tam gdzie skóra jest tłusta i normalna efektów poza wygładzeniem i ujednoliceniem kolorytu właściwie nie widać. Specyfiki nakładałam na całą twarz absolutnie nie omijając okolic oczu, a właściwie to z całkowitą premedytacją nakładałam tam ich grubszą warstwę ze względu na podrażnienia tam występujące i tak jak obiecuje producent - skóra była ukojona, gładka, nawilżona i zregenerowana. Podrażnienia zredukowane, uczucie pieczenia, ściągnięcia i dyskomfortu zlikwidowane. Mogę dodać od siebie, że ponad to co obiecuje producent ten zestawik spowodował u mnie zupełne zniknięcie rozszerzonych naczynek i rumieńców, które towarzyszą mi każdego dnia przez co wyglądam jakbym uprawiała intensywny jogging w upalne południe. Gdy zajrzałam o poranku w lusterku moja buzia była gładka a jej kolor ujednolicony i dużo bledszy niż standardowo.
Opakowanie wystarczyło mi na trzy użycia - stosowałam tylko na twarz ale absolutnie go sobie nie żałowałam, jednak ze względu na brak efektów na partiach tłustych i normalnych następnym razem ograniczę się do stosowania na nie minimalnej ilości a grubą warstwę nakładać będę na okolice podrażnione wymagające regeneracji. Wtedy na pewno wystarczy mi na jeszcze więcej zastosowań.

Ten produkt wywołał u mnie szczery zachwyt i na 100% zagości w mojej kosmetyczce na stałe:)
OCENA: 6/6

niedziela, 1 maja 2011

Pielęgnacja - czyli pieśń ku chwale Yves Rocher;)

O pielęgnacji nie będzie dużo, bo nie taki miałam cel zakładając bloga, jednak częścią moich doświadczeń muszę (i będę musiała w przyszłości) się z Wami podzielić. Na blogu pojawiać się będą notki o pielęgnacji tylko w przypadku kosmetyków wybitnych - wybitnie doskonałych lub wybitnie beznadziejnych (ku przestrodze). Przyczyną takiej postawy jest moja skóra, która wraz z wiekiem staje się coraz bardziej wrażliwa, kapryśna i wymagająca sprawiając, że kosmetyki w mojej łazience zmieniają się jak kartki w kalendarzu. Są też kosmetyki, które dosyć często do niej wracają i gdyby nie cena (zazwyczaj) kupowałabym ciągle i używała non stop. Na koniec, są i takie, które zagościły w mojej łazience na stałe i jeszcze długo, długo jej nie opuszczą.
Zatem zaczynamy i życzę miłego czytania:

Linki do poszczególnych kosmetyków na stronach producentów i strony firm kosmetycznych, o których tu pisałam kryją się pod nazwami.

Jestem fanką tej firmy już chyba od 10 lat i przez ten czas zawsze przynajmniej kilka ich kosmetyków miałam na półce. 
Zacznę jednak od kosmetyków tej firmy których nie lubię:
  1. Szampony - miałam kilka podejść do różnych szamponów tej firmy i niestety, każde nieudane. Włosy są suche, skrzypiące, puszą się, elektryzują i ciężko je czesać. Jako uwieńczenie dochodzi swędzenie skóry głowy i łupież. Na usprawiedliwienie mogę napisać jednak to, że niestety moje włosy i skóra głowy reagują tak na wszystkie organiczne, ekologiczne, naturalne i nietestowane na zwierzętach szampony. Jako jedyne sprawdzają się szampony pokroju Nivea i Dove. Ostatecznie mogą być też szampony dla dzieci jednak po ich użyciu włosy są nieprzyjemne w dotyku i trudne do rozczesania.
  2. Żele pod prysznic z serii owocowej - ogólnie rzecz ujmując jakość tych żeli jest poniżej jakości mydeł pod prysznic Ziaji (za wyjątkiem wersji oliwkowej, która jest odrobinkę lepsza i owsianej - bo jej jeszcze nie testowałam) - wysuszają skórę, są średnio wydajne, butla ma nieporęczny korek i cena jest dosyć wygórowana jak na taką jakość. Za tymi żelami przemawia jedynie ich cudowny zapach;)
  3. Edycje limitowane - ładnie pachną ale mocno wysuszają skórę, niska cena jest jednak zbyt wygórowana przy takiej jakości.
Średniej jakości są balsamy do ciała  z wyżej wymienionej serii owocowej - pupy nie urywają ale czepiać się też nie ma czego a zapach jest śliczny.

Wreszcie mogę przejść do przyjemniejszej części notki;) Nie będę się rozpisywać o wszystkich kosmetykach tej firmy, których używałam bo bloga by mi zabrakło;) Skupię się jedynie na tych, które zostały u mnie na stałe lub cyklicznie odwiedzają moją łazienkę.
  1.  Żel do mycia twarzy Pure Calmille - jednym zdaniem - cud, miód i paczka orzeszków. Genialny i nie do zastąpienia jako kosmetyk do demakijażu. Zmywa wszystko co położymy na buzię, oczywiście poza kosmetykami wodoodpornymi. Radzi sobie nawet z bardzo tłustymi eyelinerami - wystarczy wtedy dodatkową porcją umyć same oczy. Nie podrażnia a nawet łagodzi, nie szczypie w oczy, pielęgnuje, ładnie i delikatnie pachnie, świetnie się pieni, łatwo go spłukać z twarzy. Mega wydajny. Nie wiem co tu więcej pisać - po prostu kosmetyk idealny, który GORĄCO WSZYSTKIM POLECAM, bo używam go już 10lat i niezmiennie się nim zachwycam.
  2. Krem zwężający pory - świetny zarówno na lato jak i na zimę, na dzień i na noc. Moja mieszana skóra tłustawa w strefie T i sucha na polikach go uwielbia. Na stronie YR pisze aby używać go na noc a na słoiczku, że można go stosować na dzień i na noc. Takiej samej informacji udzieliła mi Pani w sklepie. Ja w lecie używam go na dzień bo bardzo dobrze matuje a jednocześnie dobrze nawilża suche policzki i świetnie trzyma makijaż, a w zimie stosuję go na noc żeby odciążyć skórę po cięższym, chroniącym buzię przed mrozem kremie stosowanym na dzień. Faktycznie zmniejsza pory, nie podrażnia a nawet łagodzi, ma lekką konsystencję i przyjemny zapach, szybko się wchłania pozostawiając nie tłusty film na buzi. Na dodatek jest wydajny. Kosmetyk na prawdę GODNY POLECENIA jednak teraz powoli zastępować go będę kremem przeciwzmarszczkowym. Na razie tylko na noc a później też na dzień. W końcu po 25roku życia powinno się już rozpocząć działalność przeciwzmarszczkową a ja te 25 skończyłam już chwilę temu;)
  3. Żel pod prysznic HAMAMELIS - świetny - delikatny, ładnie pachnie, świetnie się pieni, nie wysusza i nie podrażnia kapryśnej skóry na łydkach, można powiedzieć, że delikatnie nawilża - nie muszę koniecznie stosować po nim balsamu. Dodatkową zaletą jest możliwość kupienia uzupełniacza za śmieszne pieniądze.
  4. Mleczko do ciała HAMAMELIS - niepozorna butelka kryje w sobie boski nawilżacz o cudownie lekkiej konsystencji. Mleczko na bardzo rzadką konsystencję, która pod wpływem ciepła ciała zamienia się prawie w konsystencję prawdziwego mleka. Świetnie się rozprowadza, łagodzi delikatne podrażnienia, nie powoduje wyprysków a jednocześnie tak nawilża, że mucha nie siada;) Nie wiem nawet jak to określić ale moja skóra jest po nim taka miękka, gładka i jedwabista. Nie wiem jak oni to zrobili ale ten balsam po prostu ZACHWYCA.
  5. Maseczka łagodząca Active Sensitive - na prawdę łagodzi! Kiedyś tester podkładu Vichy poparzył mi skórę na twarzy i dopiero ta maseczka mnie uleczyła. Nawilża, wygładza, czyni skórę jedwabistą i rzeczywiście RATUJE w najgorszych momentach. Nie używam jej stale ale w awaryjnych sytuacjach zawsze po nią sięgam.
  6. Peeling roślinny - jedyny, który mogę normalnie używać przy naczynkowej cerze. Nie podrażnia, nie rozrywa naczynek, nie wywołuje zaczerwienień a jednocześnie świetnie oczyszcza.
  7.  Antyperspiranty - wypróbowałam już kilka i są bardzo przyjemne. Właściwie to najlepsze jakich do tej pory używałam. Rexona nie dorasta im do pięt a one same przebijają nawet Lady Speed Stick Clinical Protection. Ślicznie pachną, nie zostawiają plam, łatwo je zużyć do końca, nie leją się, dobrze chronią przed zapachem potu. Co prawda nie chronią przed uczuciem wilgoci w 100% ale i tak są świetnie. Szkoda tylko, że YR nie produkuje antyperspirantów w kremie/sztyfcie bo wolę takie niż w kolce.
To by było chyba na tyle mojej rozwlekłej wielbiącej notki o Yves Rocher. Teraz szybciutko przejdę do Ziajki i Bielendy. O tym już na prawdę nie będzie długo;)

Ziaja
  1. Żel oczyszczający antybakteryjny Tin Tin - świetny do mycia buzi rano. Zmywa ślady zmęczenia, ściąga lekkie opuchnięcia, doskonale oczyszcza z resztek kremu na noc, sebum i snu a jednocześnie matuje i zapobiega powstawaniu wyprysków;) Radzi sobie z delikatnym makijażem. Bardzo tani i mega wydajny. Nie zawiera SLS. Jest ze mną już od dawna i jeszcze długo zostanie;)
  2. Tonik antybakteryjny Tin Tin - świetnie matuje, ściąga resztki kosmetyków i zanieczyszczeń, łagodzi buzię, nie wysusza bo nie zawiera alkoholu, przyjemnie pachnie i zapobiega powstawaniu wyprysków. Do tego wydajny i tani:)
  3. Maska antybakteryjna Tin Tin - nie podrażnia wrażliwej skóry a jednocześnie oczyszcza i zapobiega powstawaniu wyprysków. Skóra po jej użyciu jest jedwabista i matowa. Używam jej zawsze po szkole jak mam zajęcia z facepaintingu i makijażu aby zapobiec niespodziankom po przedawkowaniu kosmetyków kolorowych;)
  4. Mydła i mleczka pod prysznic - taniutkie, ślicznie pachnące, duży wybór zapachów, nie wysuszają skóry, wielkie butle za śmieszne pieniądze a na dodatek wydajne - grzechem byłoby nie wspomnieć tu o nich;)
Bielenda 
  1. Jogurtowy mus do ciała Beauty Milky - moje odkrycie ostatnich tygodni. Kosmetyk na miarę Yves Rocher. Pięknie pachnie, świetnie się rozprowadza i doskonale nawilża. Konsystencja kremu, nie rozpływa się pod wpływem ciepła ciała dlatego dosyć ciężko się rozprowadza ale nie jest źle;) Zapach prawdziwego słodkiego jogurtu. Na dodatek kupiłam w porażającej cenie 5,96zł w promocji "dobra cena na do widzenia" w Rossmanie. Na pewno będę często do niego wracać:)
Mam nadzieję, że przyjemnie się czytało, i że kiedyś komuś coś z tego się przyda oraz pomoże w doborze satysfakcjonującego kosmetyku:)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...