Już od jakiegoś czasu (właściwie to od momentu, gdy zaczęły się szalone promocje) posiadam dosyć sporą kolekcję pigmentów KOBO dlatego postanowiłam Wam je w końcu pokazać:)
W trakcie dwóch wizyt w Drogerii Natura w moje łapki trafiło ostatecznie 14 sztuk, czyli 4 sztuki Pure Pigment oraz 10 sztuk (cała kolekcja) Pure Pearl Pigment.
Pigmenty na wszystkich zdjęciach pokazane są bez użycia bazy czy płynu do pigmentów.
Na początek Pure Pigment. Z całej kolekcji dziesięciu sztuk wybrałam zaledwie cztery bo reszta jakoś kolorystycznie mnie do siebie nie przekonywała.
Od lewej widzicie:
401 Sunny Yellow
405 Orchid
408 Cornflower
410 Jungle Green
Natomiast z serii Pure Pearl Pigment zgarnęłam wszystkie ponieważ urzekła mnie ich opalizująca uroda dlatego sięgam po nie bardzo często aby rozświetlić wewnętrzny kącik oka albo doświetlić środek powieki.
Od lewej:
501 Violet Blush (mój pierwszy nabytek zakupiony dawno temu w jakieś niewielkiej promocji)
502 Misty Rose
503 Frosty White (jest grubiej zmielony od pozostałych i przypomina drobny, lepki brokat)
504 Mint Cream
505 Sea Shell
Ciemniejsze i bardziej napigmentowane odcienie idealnie nadają się również do samodzielnego makijażu jaki mogliście oglądać np. TUTAJ.
Od lewej:
506 Blue Mist
507 Gold Dust
508 Golden Chic
509 Chestnut
510 Smoky Silver
Pigmenty są rewelacyjne: pięknie przyklejają się do powieki potraktowanej zarówno bazą pod cienie jak i płynem do pigmentów oraz innymi cieniami. Bez nich nie próbowałam ich nosić ale biorąc pod uwagę jak zachowują się w trakcie testowania na ręce myślę, że nie sprawiałyby problemów. Również świetnie się ze sobą mieszając przy tworzeniu błyszczącej wersji, któregoś z matowych pigmentów. Wersje matowe i te kolorowe, które mają zdecydowany kolor są świetnie napigmentowane i nie tracą koloru w takcie nakładania czy blendowania. Nie zauważyłam też osypywania w trakcie aplikacji dlatego używanie ich to czysta przyjemność.
Trwałość wszystkich jest bez zarzutu - dzielnie trwają na powiece od nałożenia do zmycia a nawet dłużej... No właśnie i tu pojawia się ich jedyna wada: matowe pigmenty tak mocno wżerają się w skórę, że ciężko je usunąć a czasami nawet po demakijażu potrafią zostawić przebarwienia...
A Wy posiadacie jakieś pigmenty KOBO?
Jesteście z nich zadowoleni?