... czyli prywatnych przemyśleń kilka na blogu o kosmetykach.
UWAGA - post dla czytelników o mocnych nerwach!
Ci, którzy obserwują mojego facebooklowe życie mojego bloga (zapraszam) - KLIK wiedzą, że praktycznie codziennie jeżdżę na rowerze. Czy robię to dla odchudzenia, poprawienia kondycji, osiągnięcia brzucha idealnego, zabicia czasu czy dla różnych innych rzeczy jest w tej chwili mało ważne. Ważne jest natomiast to, że jazda na rowerze jest dla mnie, poza pluskaniem się w wannie, idealnym czasem na różnego rodzaju przemyślenia bo poza zastanawianiem się czy, żadne auto mnie aktualnie nie rozjeżdża (no właśnie!) żadne myśli nie zaprzątają mojego umysłu.
Przejdę już jednak do głównego tematu, który zaprząta moje myśli. Kilka dni temu w okolicy zdarzył się wypadek. Ci, którzy mieszkają w niedaleko pewnie skojarzą, o który chodzi ale dla jasności opiszę - nie pytajcie skąd znam szczegóły.
Na motorze jechała sobie parka: chłopak kierowca i jego dziewczyna z tyłu jako pasażer. Zatrzymali się na jednej ze stacji benzynowych i tam chłopak upominał dziewczynę, żeby zapięła kask bo jechała z odpiętym. Ona oponowała twierdząc, że sprzączka ją uciska i obciera, i koniec końców go nie zapięła. Wyruszyli ze stacji i przejechali może 1,5 km gdy jadący z naprzeciwka kierowca samochodu postanowił skręcić w lewo do sklepu. Nie mam pojęcia co nim kierowało ale postanowił, że nie będzie się zatrzymywał. Stwierdził, że skręci i nadal będzie sobie jechał a tym czasie parka na motorze przejedzie i on bez zatrzymywania znajdzie się an parkingu. Coś mu jednak nie poszło, coś źle wymierzył i skalkulował bo zahaczył o tył motoru. Dziewczyna spadła, z jej głowy spadł kask a ona gołą głową uderzyła o asfalt. Jak łatwo przewidzieć z jej uszu, oczu, nosa i ust popłynęła krew. Chłopakowi nic się nie stało. Rzucił motor i pobiegł do niej ale było już za późno - dziewczyna się wykrwawiła i zginęła na miejscu.
To wydarzenie wywołało małą burze u mnie w domu a szczególnie między mną a moją drugą połówką. On uważa, że winna jest dziewczyna: gdyby zapięła kask może by przeżyła i może nic by się jej nie stało. No właśnie "może"! Ja natomiast uważam, że 100% winy leży po stronie kierowcy: w końcu gdyby się zatrzymał i wykonała manewr tak jak należy nie stało by się NIC. Uważam, że kierując się tokiem myślenia mojego lubego kierowca usprawiedliwi się całkowicie i następnym razem zrobi to samo - no bo w końcu to była wina dziewczyny bo nie zapięła kasku a nie jego bo uderzył w motor. Nie żebym pochwalała to co ona zrobiła - z resztą Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że wręcz obsesyjnie staram się dbać o bezpieczeństwo, jednak jest pewien ważny argument, który decyduje o tym, ze moje stanowisko jest takie a nie inne:
Moja trasa rowerowa to standardowo 6 km chociaż teraz ją trochę przedłużyłam więc obecnie wynosi jakieś 7-8 km. Jeżdżąc nią praktycznie codziennie, praktycznie codziennie dziękuję Bogu, że udało mi się wrócić do domu żywej. Może przesadzam ale to co dzieje się na drogach jeży mi włosy na plecach. Kierowcy samochodów widząc na drodze zwierzę praktycznie nie reagują: nie zwalniają, nie zatrzymują się ani nawet nie starają się go ominąć. Jadą sobie po prostu przed siebie bezmyślnie pozbawiając życia kolejne istnienie. Tak samo dzieje się gdy widzą na drodze pieszego lub rowerzystę. Motocyklistów dotyczy to trochę w mniejszym stopniu bo oni są więksi i mogą wyrządzić więcej szkód. Wyprzedzanie na trzeciego to norma - przerabiam to 2-3 czasami nawet 4 razy na odcinku może 3 km, zachowywania minimalnej odległości od wyprzedzanego rowerzysty/pieszego bardzo ciężko się dopatrzyć a o ustąpieniu pierwszeństwa rowerzyście nawet nie będę wspominać bo takie coś po prostu nie istnieje!
Nie chcę tu generalizować bo wiem, że nie wszyscy kierowcy tak jeżdżą ale nie oszukujmy się - pozostało ich niewielu:(
Sama mam prawo jazdy i również, nie często ale jednak zdarza mi się jeździć samochodem. Wiem, że nie jestem genialnym i doświadczonym kierowcą, i sama też mogę stanowić zagrożenie na drodze ale z pełną świadomością tego wszystkiego stwierdzam, że kary dla kierowców za łamanie przepisów są zdecydowanie zbyt niskie. Kierowcy nie boją się ani kar, ani wyrzutów sumienia, ani tego, że mogą kogoś skrzywić na całe życie albo zabić. Ponosi ich brawura, podniecenie prędkością i bezmyślność.
Szkoda, wielka szkoda...