Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błyszczyk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 lutego 2024

Moje codzienne kosmetyki do ust – przegląd i recenzje

Cześć, Kochani!
Małymi krokami wprowadzam obiecane zmiany i wreszcie nadszedł czas na pierwszą porcję recenzji. Dzisiaj opowiem Wam o kosmetykach do ust, które towarzyszą mi każdego dnia.
Miłego seansu :)


wtorek, 14 kwietnia 2020

Recenzja zbiorcza: błyszczyki Korres i Alverde

Cześć Kochani!
Tym razem postanowiłam zrobić recenzję w innej formie dlatego zapraszam Was na film + dodatkowe zdjęcia.
Miłego oglądania :)
                                 

wtorek, 24 grudnia 2019

Naturalny błyszczyk Felicea - recenzja

Cześć Kochani!
Dopiero niedawno recenzowałam dla Was błyszczyk dosłownie na ostatnią chwilę kiedy się zużywał a teraz znowu jestem w dokładnie takiej samej sytuacji. Na szczęście mam jeszcze chwilę, żeby wszystko Wam opisać.
Miłego czytania :)
                                           

wtorek, 29 października 2019

Błyszczyk Chanel - Czy warto było szaleć tak? - recenzja

Cześć Kochani!
Wreszcie jakaś recenzja pozycji z mojej wish listy. Na szczęście coraz mniej mam w zbiorach kosmetyków z przypadku a coraz więcej chcianych, zaplanowanych i długo wyczekiwanych. Mam nadzieję, że już niedługo zupełnie wyleczę się ze spontaniczności zakupowej i małymi kroczkami uda mi się zrealizować listę życzeń.
Tymczasem zapraszam Was na recenzje błyszczyku, który bardzo długo chciałam mieć bo wiele osób się nimi zachwyca.
Miłego czytania :)
                                       

wtorek, 30 lipca 2019

MAC Dazzleglass - recenzja

Cześć Kochani!
Recenzje kosmetyków do ust pojawiają się i pewnie będą się tutaj pojawiać najczęściej ze wszystkich bo zużywanie ich idzie mi oszałamiająco łatwo, a więc i najwięcej się ich przewija w moich rękach. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o błyszczyku, który bardzo, bardzo długo siedział na mojej wish list a teraz bardzo, bardzo krótko mi towarzyszył ;)
Zapraszam Was na recenzję :)
                                                   

wtorek, 26 lutego 2019

Sephora Błyszczyk powiększający usta - recenzja

Cześć Kochani!
Jak zwykle jestem nie ogarnięta i piszę na ostatnią chwilę ale chyba tak już ze mną jest.
Błyszczyki towarzyszą mi od początku mojej przygody z makijażem i raczej rozstania nie będzie bo uwielbiam ten rodzaj kosmetyków oraz efekt jaki dają.
Miłego czytania :)


wtorek, 11 grudnia 2018

W7 - 01 Pędzel do cieni

Witajcie Kochani,
Uwielbiam pędzle, choć to już chyba doskonale wiecie i zawsze ale to zawsze jakiś mnie skusi. Nie ważne tani czy drogi, ważne, że akurat ten może okazać się ideałem ;) Dzisiaj zapraszam Was na recenzję takiego taniutkiego, pędzla, który o dziwo okazał się zaskakująco dobry..
Miłego czytania :)


poniedziałek, 5 maja 2014

Magiczny połysk

Często w ulubieńcach pokazuję Wam kosmetyki, po które sięgam nagminnie, a które jakoś nie mogą doczekać się wzmianki na blogu. Dzisiaj postaram się choć odrobinę poprawić ;)
Zapraszam.
                          
L'Ambre
Magic Shine Lip Gloss
04
                                              
POJEMNOŚĆ: brak danych
DOSTĘPNOŚĆ: Sklep Internetowy L'Ambre, konsultantki
CENA: 20zł
                                                                                   
 Błyszczyk ma pudrowo-perfumeryjny, lekko różany zapach dawnych kosmetyków, które pamiętam z lat dzieciństwa. Smak nie jest zły ale bardzo związany z zapachem więc nie zachęca do zjadania. Konsystencja mazidła jest gęsta i lepka. Mocno przywiera do ust ale niestety też lubi lepić się do włosów i wszystkiego co tylko się do nich zbliży. Nie wysusza a wręcz trochę nawilża jednak zawarte w nim drobinki brokatu czasami podrażniają wargi.
                                     
Moje usta saute:
                                           
Błyszczyk ma barwę średniego ale nie jaskrawego i zupełnie nie barbiowego różu z dodatkiem drobnego srebrnego brokatu. Na ustach kolor staje się mało widoczny a główną rolę przejmuje brokat, który nadaje im chłodną srebrzystą poświatę. Trwałość nie powala i co 1-2 godziny trzeba nanosić poprawki. Na szczęście brokat nie migruje po twarzy ani się nie osypuje. Jedzenie i picie całkowicie ściągają go z ust więc nawet jeżeli był poprawiany przed posiłkiem to po jego zakończeniu na ustach nie zostaje nic i trzeba ponawiać aplikację.
                               
Usta pokryte błyszczykiem:
                                                         
Kosmetyk zapakowany jest w tubkę zakończoną pędzelkiem typową dla korektorów pod oczy, która w całości wykonana jest z plastiku. Opakowanie wygląda bardzo elegancko. Jego dalsza końcówka oraz zatyczka jest lustrzano-złota z czarnymi, dobrze wykonanymi i nie zdzierającymi się napisami, natomiast część znajdująca się bliżej pędzelka jest zupełnie przejrzysta dzięki czemu widać ile mazidła jeszcze w środku zostało oraz przesuwający się tłoczek. Kosmetyk wydobywa się przekręcając dolną część opakowania oraz aplikuje za pomocą przytwierdzonego pędzelka wykonanego w całości z włosia syntetycznego, które jest bardzo przyjemne w dotyku i nie odkształca się w trakcie użytkowania. Całość zapakowana jest w miłe dla oka, małe i również złote kartonowe pudełeczko.

                                         
Choć początkowo błyszczyk bardzo mi się spodobał i namiętnie po niego sięgałam to teraz jakoś przygasła moja miłość do niego a plany zakupienia kolejnych egzemplarzy się rozmyły i nawet ten rzadko odkurzam. Podejrzewam, że to ze względu na jego zimy, srebrzysty połysk, który lepiej prezentuje się w ponure zimowe dni niż w radosnym i ciepłym wiosenno-letnim słońcu więc wróżę mu powrót do łask dopiero w okolicach września-października.
Jeżeli jesteście fankami różu z chłodnym połyskiem z będziecie z niego bardzo zadowolone bez względu na porę roku ;)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Salsa!

Błyszczyki kocham ogromnie choć zupełnie nie wiem dlaczego się to nie przekłada na ich obecność na blogu. Dzisiaj jednak postaram się to nadrobić.
Zapraszam :)
                            
NYX
Goddess of the Night
Lip Gloss with Mega Shine
LG 145 Salsa
                                 
POJEMNOŚĆ: 15ml
DOSTĘPNOŚĆ: Douglas, sklep NYX, internet
CENA: 30zł
                                  
                                                                             
Opakowanie jest proste i skromne, bez nadmiernych udziwnień. Dobrze się domyka a przy dokręcaniu czuć taki przeskok więc nie ma obaw, że otworzy się w torebce i wszystko wymaże.
 Aplikator to wygięta i lekko spłaszczona gąbeczka. Idealnie ułożona do płaszczyzny ust i nabierająca odpowiednią ilość kosmetyku. Można go aplikować bez lusterka ale jednak przy takim kolorze się ono przydaje ;)
                                         
                               
 W opakowaniu błyszczyk ma kolor intensywnego różu z iskrzącym brokatowym pyłem (nie jest to typowy brokat a jedynie odbijające światło mikro-drobinki) jednak nałożony na usta nie daje całkowitego krycia choć jego intensywność można stopniować przez dodawanie kolejnych warstw. Drobinki wspaniale połyskują dzięki czemu optycznie powiększają usta i nadają im kuszący wygląd.
Trwałość jest bez zarzutu. Utrzymuje się dłużej niż standardowe błyszczyki i zjada się bardzo równomiernie bez tworzenia białych farfocli. Drobinki nie migrują po twarzy. W starciu z jedzeniem i piciem nie znika całkowicie ale warto go trochę odświeżyć.
                                                      
                                        
 Jego konsystencja jest bardzo gęsta, wręcz maślana ale nie lepi się na ustach, za to włosy lubią się czasami do niego przykleić. Nie migruje po twarzy ani nie wylewa poza obręb ust.
 Kosmetyk dobrze nawilża wargi i zapobiega ich pierzchnięciu zarówno w upale jak i na mrozie.
 Pachnie bardzo apetycznie, owocowo i soczyście. Coś mi ten zapach przypomina ale nie potrafię sobie przypomnieć co. W każdym razie mogłabym go wąchać cały dzień.

                                                          
 Zadziwiająco trwały i przyjemny kosmetyk. Nawet nie wiem kiedy wkradł się w moje łaski i praktycznie zamieszkał w torebce. Sięgam po niego zawsze wtedy gdy wydaje się sobie blada i bez wyrazu bo pięknie ożywia cały makijaż. Czuję, że to nie jest ostatni mój błyszczyk tej marki ;)

piątek, 15 listopada 2013

Pierwsza kosmetyczka, czyli co warto kupić rozpoczynając przygodę z makijażem: USTA

Za mną już połowa postów z poradami dotyczącymi kompletowania kosmetyczki więc dzisiaj nadszedł czas na ostatniego posta o kolorówce.
Zapraszam.
                                                              
                                         
Skoro TWARZ i OCZY są już gotowe to jak zapewne się domyślacie czas an usta :)
                                                                           
Ochronne balsamy koloryzujące dostępne właściwie w każdym sklepie to najszybszy, najłatwiejszy i najdelikatniejszy sposób podkreślenia ust wpływający również na ich stan. Wybór zapachów i smaków jest ogromny a wykończenie perłowe lub klasyczne lekko połyskujące od składników natłuszczających. Dostępne są zazwyczaj w pół-transparentnych odcieniach różu i czerwieni.
                                                         
Osoby, których efekt jaki daje balsam już nie zadowala mogą sięgnąć po błyszczyk:
Dostępne w słoiczkach, tubkach i buteleczkach z kulką lub dziurką, albo zaopatrzone w aplikator w formie pędzelka czy gąbeczki, we wszystkich kolorach i wykończeniach, od bezbarwnych do całkowicie kryjących, mniej lub bardziej trwałe oraz posiadające właściwości pielęgnacyjne lub ich pozbawione są wstanie trafić w każde gusta i zaspokoić nawet największe wymagania.
Na początku wato sięgnąć po wersję bezbarwną lub lekko barwioną, która będzie się łatwo i bezproblemowo aplikować oraz pozwoli przyzwyczaić się do posiadania kosmetyku na ustach.
                                                          
Jeżeli jednak błyszczyk to nie jest idealnym rozwiązaniem warto wypróbować pomadkę:
Tutaj również każdy znajdzie coś dla siebie pod względem koloru i krycia, wykończenia, trwałości czy właściwości pielęgnacyjnych.
Tutaj również tak jak i w przypadku błyszczyków na początek polecam jasne i niezbyt kryjące wersje, które łatwo się aplikują i noszą a jednocześnie pozwalają nabyć wprawy przy nakładaniu.
                                                         
Jeżeli już zdecydujecie jaki kosmetyk chcecie to na koniec warto jeszcze przeczytać kilka uwag o dobieraniu odpowiedniego koloru:
- NUDE - To nie jest uniwersalny jasny, beżowy kolor tylko dla każdego coś innego. Idealny nude to barwa maksymalnie jeden ton jaśniejsza od naturalnego koloru ust co oznacza, że to co dla jednej osoby będzie nude dla innej może być już zbyt mocne lub nie do przyjęcia jasne.
- CZERWIEŃ - Jej odcień należy dobrać odpowiednio do tonacji skóry: do cer ciepłych - ciepłe wersje kolorystyczne zawierające żółty pigment, natomiast do cer w zimnej tonacji dobieramy zimne cienie z niebieskim pigmentem. Osoby z cerą neutralną wybierać nie muszą ;) Osoby o małych i wąskich wargach zdecydowanie powinny stawiać na jaśniejsze odcienie i dodatkowo aplikować błyszczyk, który optycznie powiększy usta.
                                                         
To by było na tyle w kwestii kosmetyków do makijażu. Skoro kosmetyczka jest już skompletowana to w następnym poście zajmę się pędzlami.
Jeżeli mielibyście jakieś pytania to piszcie maile lub zadawajcie je w komentarzach a ja postaram się na wszystkie odpowiedzieć.
                                                 
Dla przypomnienia:
Część I: Cera KLIK KLIK 
Część II: Oczy KLIK KLIK
 

wtorek, 9 lipca 2013

Shine on

Ten kosmetyk mogliście już kilka razy oglądać w ulubieńcach co oznacza, że chętnie i często po niego sięgałam więc czas najwyższy na recenzję.
Zapraszam :)
                                                                      
Revlon
Brush-on Shine Lip Gloss
RazBerry
                                       
MOJE WRAŻENIA:
Pierwsze co rzuca się w oczy to opakowanie: przezroczysta plastikowa buteleczka ze złotymi bardzo trwałymi napisami, które się nie ścierają i nie szpecą, zamykana zakrętką z aplikatorem w formie krótkiego pędzelka z dosyć miękkim, syntetycznym włosiem. Pędzelek spisuje się świetnie, nabiera odpowiednią ilość kosmetyku i precyzyjnie go rozprowadza, że nie ma konieczności używania lusterka.
Kosmetyk ma pojemność 6,4ml i dostać go można w sieci w cenie około 7 dolarów.
                              
                             
Błyszczyk ma kolor zimnego różu z odrobina fioletu i maleńkimi mocno połyskującymi w świetle drobinkami, a właściwie to brokatowym pyłkiem. W opakowaniu kolor ten wydaje się mocny ale po nałożeniu łagodnieje i na moich mocno napigmentowanych ustach wygląda bardzo delikatnie dając efekt mokrych, rozświetlonych, nabłyszczonych i powiększonych ust. Zjada się równomiernie i estetycznie nie tworząc białych nitek na ustach. Nie migruje po twarzy ani nie wycieka poza wargi.
                                                  
                                      
Pachnie niezbyt przyjemne słodkawo i chemicznie ale zapach jest na tyle subtelny, że nie czuć go w trakcie aplikacji czy noszenia a jedynie gdy przyłoży się nos do błyszczyka. Jego konsystencja jest gęsta, lepka i dosyć ciągliwa więc łatwo przytwierdza się do ust i jest dosyć trwały oraz dobrze nawilża więc nie trzeba stosować pod niego balsamu.
                               
OCENA: 5/6
                       
Podsumowanie: Świetny, pielęgnujący usta błyszczyk o ślicznym kolorze i dobrej trwałości. Niestety jego dostępność jest tragiczna więc pewnie nie nie dam rady kupić kolejnych ale jeżeli będziecie mieli możliwość jego zakupu to polecam :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Krwiście-Soczyście

Nie wiem czy jest sens opisywać kosmetyk, który był w sprzedawany dawno temu w edycji limitowanej ale jako, że jest to jedno z moich ulubionych mazideł do ust kilka sów Wam o nim opowiem ;)
                                                        
 Essence
The Twilight Saga Eclipse Collection Lipgloss
01 Lunch at Cullen's

MOJE WRAŻENIA:
Opakowanie to standardowa tubka zawierająca 4g produktu z aplikatorem w formie gąbeczki. Całość jest maleńka więc zmieści się nawet w najmniejszej torebce czy kieszeni. Niestety jednak jej widok jest mało estetyczny bo napisy szybko i nierównomiernie schodzą z plastiku brudząc ręce srebrnymi drobinkami. Aplikator jest duży i spłaszczony. Nie sprawia problemów przy malowaniu i łatwo się nim posługiwać. Nabiera sporo produktu ale jest to odpowiednia ilość do uzyskania zdecydowanego efektu a kosmetyk nie znika w błyskawicznym tempie.
                                                                                    
                                                                                  
Błyszczyk pachnie słodko, cukierkowo i bardzo przyjemnie. Jego konsystencja jest rzadka i lekka ale nie lejąca. Nie rozpływa się ani nie migruje po twarzy za to niestety dosyć szybko znika, co w sumie jest zrozumiałe bo to błyszczyk a nie tint czy lakier do ust.
Kolor mazidła to ciemna prawie bordowa czerwień z dodatkiem niebieskiego pigmentu, którego niestety nie udało się uchwycić na zdjęciach oraz całą masą maleńkich złotych drobinek. Efekt podkreślenia ust jaki nam daje można stopniować. Przy cienkiej warstwie efekt jest lekki i pół-transparentny natomiast przy zastosowaniu jego większej ilości uzyskujemy wygląd wampira świeżo po posiłku ;) Drobinki pięknie nabłyszczają i rozświetlają usta optycznie je powiększając co jest bardzo ważne przy tak ciemnej barwie a jednocześnie nie zmieniają ust w kulę dyskotekową. Na szczęście zarówno barwa jak i drobinki znikają równomiernie bez zbierania się w załamaniach i tworzenia białych farfocli na wargach. W trakcie noszenia jak i zjadania się kosmetyku drobinki nie migrują po twarzy.

                                                   
Jak prezentuje się na ustach możecie zobaczyć TUTAJ.
                                                    
Niestety jest już praktycznie nie do zdobycia (LE), no chyba, ze trafi się w sieci jeszcze jakaś zabłąkana sztuka ;) Kiedy jednak można go było zdobyć w drogeriach sieciowych, niesieciowych i perfumeriach to kosztował około 7,50zł.
                                                             
OCENA: 5/6
                       
Podsumowanie: Świetny błyszczyk o pięknym kolorze i przystępnej cenie. Szkoda, że to LE i nie znajduje się w stałym asortymencie marki bo chętnie bym do niego wracała.

niedziela, 17 marca 2013

Żelkowe usta :)

O błyszczykach nie pisałam już całe wieki ze względu na intensywne denkowanie nie pasujących mi egzemplarzy. Na szczęście już się z tym uporałam a w tym czasie przybyło mi całkiem sporo nowych więc teraz będzie co pokazywać i recenzować ;)
Dzisiaj słów kilka o moim zimowym ulubieńcu :)
                                                
Quiz Cosmetics
SuperGloss Ultimate Lip Shine
Nr. 34
                                                                                 
MOJE WRAŻENIA:
 W opakowaniu błyszczyk ma trochę przerażającą jaskrawoczerwoną barwę, jednak pigmentacja nie jest zbyt mocna po aplikacji okazuje się on pół-transparentny i czerwony kolor jedynie podbija naturalne zabarwienie ust nie pokrywając go całkowicie. Daje połysk tafli wody i nie zawiera drobinek. W związku z tym kosmetyk świetnie nadaje się do noszenia na co dzień również dla nastolatek. Może niekoniecznie do szkoły ale na wakacje czy jakąś małą imprezę będzie w sam raz ;)
O tym jak wygląda na ustach możecie przekonać się TUTAJ.
Błyszczyk ślicznie pachnie poziomkami więc nakładanie go to sama przyjemność.
Smaku nie odnotowałam.
Jego konsystencja jest bardzo gęsta, dosyć mocno ciągliwa. Przypomina olejek rycynowy jednak jest jeszcze bardziej gęsta. Czuć go na ustach ale nie lepi się zbytnio, nie migruje ani nie rozlewa poza wargi.
Dodatkowo kosmetyk świetnie nawilża i pielęgnuje usta. Nie potrzeba balsamu ani pod ani na niego. Stosowałam go nawet przy dużych mrozach i nie zauważyłam, żeby to jakkolwiek odbiło się na stanie moich warg.
W kwestii współpracy z innymi kosmetykami sprawdzałam go tylko na mocno wysuszających pomadkach i tutaj bardzo dobrze się sprawdza bo niesamowicie nawilża jednak skraca trwałość samej szminki.
 Użytkowanie tego błyszczyka to sama przyjemność. Można go nakładać nawet bez pomocy lusterka i bez względu na warunki wokół ;)
Trwałość tak jak i w przypadku innych błyszczyków nie powala bo trzyma się około godziny. Potem usta wysychają a kolor znika jednak re-aplikacja rozwiązuje ten problem. W starciu z jedzeniem i piciem nie ma szans dlatego po każdym posiłku, czy gaszeniu pragnieniu trzeba go ponownie nałożyć. Schodzi równomiernie nie tworząc białych smug ani nie zbierając w załamaniach.
 Efektem stosowania tego błyszczyka są podkreślone, nawilżone, pięknie nabłyszczone i podbarwione usta :)
 Jakichkolwiek negatywnych oddziaływań nie zauważyłam.
 Demakijaż jest niezwykle łatwy. Można go zmyć czymkolwiek albo nawet zetrzeć czystą chusteczką higieniczną o ile wcześniej sam nie zniknie.
 Wydajność jest bardzo dobra i pomimo, ze chętnie po niego sięgałam i często ponawiałam aplikację to nie odnotowałam dużego zużycia.
Błyszczyk zapakowany jest w przypominającą klepsydrę albo kobiecą sylwetkę (jak kto woli) buteleczkę ze złotą nakrętką do której umocowany jest aplikator. Buteleczka jest wykonana z błyszczącego plastiku i dosyć twarda jednak ugina się przy zgniataniu palcami. Nie ma koloru i jest przejrzysta dzięki czemu widać ile kosmetyku jest jeszcze w środku. Nakrętka również jest plastikowa ale zupełnie sztywna. Grafika na opakowaniu jest bardzo oszczędna i zawiera złotą nazwę błyszczyka, która ekspresowo i całkowicie się wytarła oraz czarną pieczątkę z numerem koloru i datą przydatności do użycia, które trwają na buteleczce zupełnie bez szwanku. Szkoda, że na opakowaniu nie ma podpisanej marki i musiałam przeszukiwać internet aby się tego dowiedzieć.
Aplikator to niewielka ścięta z jednej strony gąbeczka umieszczona na długim plastikowym sztyfcie. Niestety gąbeczka jest bardzo mała i nabiera niewiele produktu więc trzeba się trochę namachać oraz kilkakrotnie nabierać na nią błyszczyk aby uzyskać pożądany efekt.
Błyszczyk ma masę 15ml i kosztuje około 6zł. Dostać go można w internecie i sklepach z tanimi kosmetykami.
OCENA:  5/6
                                  
Podsumowanie: Świetny błyszczyk za bardzo niską cenę. Pięknie się prezentuje, przyzwoicie utrzymuje i do tego pielęgnuje usta. Czego chcieć więcej skoro wiele dużo droższych kosmetyków nie spełnia tak podstawowych zadań? Polecam go Wam i jeżeli gdzieś się na niego natkniecie to warto poświęcić chwilę aby mu się bliżej przyjrzeć.
                                                               
Produkt ten dostałam od firmy Quiz Cosmetics na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

piątek, 10 czerwca 2011

ASK: U - usta

Dzisiaj na tapecie mazidełka do ust czyli mój ulubiony temat;) Większość i tak już została opisana więc do tej notki zostało ich niewiele. Zatem do dzieła;)
Z góry przepraszam Was za kiepską jakość co niektórych zdjęć - niestety ani aparat ani światło nie chciały dzisiaj ze mną współpracować.

USTA:
1. Verona Błyszczyk do ust Duo Secret full color & extra shine - Niestety nie pamiętam jaki to jest numer bo napisy na etykietce się pozacierały i ciężko coś odczytać. Błyszczyk kupiłam w sklepie wszystko po 4zł (kosztował nawet mniej) i faktycznie wart jest swojej ceny i ani grosza więcej. Na całość składają się dwa błyszczyki - koloryzująca baza i nawierzchniowy nabłyszczacz każdy po 5ml. Koloryzująca baza to bordowy metaliczny błyszczyk z maleńkimi iskrzącymi czerwienią drobinkami.
Niestety błyszczyk jest bardzo rzadki, łatwo rozlewa się poza kontur ust oraz szybko zbiera w ich załamaniach i zmarszczkach. Komfort nakładania też jest kiepski ze względu na jego konsystencję - na ustach tworzą się miejsca w których błyszczyk się zlewa i tworzy grubą warstwę oraz słabo pokryte prześwity. Zapach chemiczny ale dość przyjemny. Aplikator tej części to standardowa znana wszystkim gąbeczka bardzo podobna do tej z błyszczyka Eveline Jungle Show tylko lepiej nabiera i rozprowadza błyszczyk.
Część nabłyszczająca to bezbarwny błyszczy z zatopionymi srebrnymi drobinkami brokatu. Brokat nie jest chamski i dyskotekowy ale drobny i ładny. Nie świeci zbyt mocno. Ta część jest bardziej gęsta i trochę galaretowata przez co dobrze się nakłada, równomiernie rozprowadza i nie spływa z ust. Ładnie nabłyszcza. Bez problemu można ją stosować samą lub na inny kosmetyk. Zapach chemiczny - trochę jakby winogronowy. Przyjemny. Aplikator to mały pędzelek bardzo podobny do tych z błyszczyków Avonu tylko mniejszy. Przyjemnie się go używa.
Ogólnie nawet jak na błyszczyk za nie całe 4zł to jest kiepski. Postaram się go zużyć (patrz ostatni post o projekcie denko) ale na pewno nigdy więcej nie skuszę się na coś takiego.
OCENA: 2/6
2. Carlo di Roma Seduction - Pomadka kupiona bardzo dawno temu więc numerka oczywiście nie znam;) Ma cielisty kolor bardzo zbliżony do koloru mojej skóry (jestem bladziochem).
Pomadka jest bardzo kryjąca i daje efekt korektora. Jednak bez problemu można nałożyć cienką i delikatną warstwę lekko rozbielającą usta. Będzie idealna do smokey eyes albo do makijażu nude. Pachnie chemicznie i dosyć dusząco - tak jak pomadki naszych babć. Jest bardzo wydajna chociaż dosyć miękka - kiedyś stosowałam ją praktycznie codziennie a i tak zostało mi jej około centymetra. Niestety wysusza usta i uwidacznia wszystkie ich niedoskonałości - trzeba bardzo uważać na suche skórki i zmarszczki. Zbiera się w załamaniach. Nie jest też jakoś bardzo trwała. Opakowanie trochę tandetne - czarny plastik z nakładką w kolorze szminki który szybko wypadł i zaginął ale trwałe i porządne. Zamyka się na klik. Łatwo ją dostać w osiedlowych małych drogeriach za małe pieniądze (około 8-10zł).
OCENA 3,5/6
3. M.A.C. Amplified A18 Ramblas Red - Piękna mocno kryjąca pomadka kupiona w salonie w Krakowie na wielką okazję. Ma mocno nasycony kolor mocnej, ciemnej, krwistej czerwieni - kocham go;)
Niestety kolor na zdjęciach jest przekłamany. Najlepiej oddaje go zdjęcie główne. Szminka jest dosyć twarda ale dobrze się nakłada i miękko sunie po ustach. Ze względu na to, że jest bardzo na pigmentowana szybko je pokrywa i nadaje im wspaniały kolor o lekko satynowym wykończeniu. Jest niesamowicie trwała - pigment wnika w usta i mocno je zabarwia. Nawet jak zejdzie wierzchnia warstwa pomadki to usta nadal są zabarwione a wykończenie zmienia się na matowe. Niestraszne jej więc jedzenie i picie a my nie musimy co chwilę biegać do łazienki albo wyciągać lusterka w celu naniesienia poprawek. Trochę brudzi szklanki przy piciu ale chyba nie ma takiej pomadki, która tego nie robi. Jako szminka kryjąca jest niestety bezlitosna dla ust - trochę je wysusza i uwidacznia wszystkie nawet najmniejsze niedoskonałości. Jeżeli chcemy jej użyć musimy przynajmniej tydzień wcześniej zatroszczyć się o odpowiednią pielęgnację żeby potem prezentować się nieziemsko;) Opakowanie - mocny czarny plastik (?) z zatopionymi srebrnymi drobinkami i srebrną obrączką w połowie. Zamyka się na klik. Szminka wsuwa się cała i jakby delikatnie blokuje na dnie więc na pewno nie otworzy ani nie wysunie nam się w torebce. Cena jest trochę wysoka (ja ją kupiłam zw 76zł w krakowskim salonie) ale zdecydowanie jakość tego produktu jest warta takiej ceny. Jestem wielką fanka tej szminki odkąd użyłam jej po raz pierwszy i na pewno kiedyś zakupię jeszcze inne egzemplarze.
OCENA: 5,5/6
4. Revlon Super Lustrous Lipgloss w odcieniu 130 Pink Whisper - Bardzo gęsty jasno różowy błyszczyk z milionami maleńkich skrzących srebrem drobinek.
Na ustach daje efekt tafli. Jest dosyć mocno kryjący więc rozjaśnia usta. Nadaje się do smokey eyes, makijażu w typie nude i na dzień do pracy. W związku z tym, że jest taki gęsty mocno się lepi ale też dobrze się rozprowadza i trzyma ust. Nie rozlewa się poza kontur ani nie zbiera w zmarszczkach i załamaniach warg. Jest długotrwały  i wydajny. Zapach jest brzydki i bardzo chemiczny. Aplikator to standardowa znana wszystkim gąbeczka. Opakowanie jest eleganckie i praktyczne. Pomimo wszystkich wad bardzo go lubię i na pewno kupię kolejny.
OCENA: 4/6

środa, 8 czerwca 2011

ASK: T - The Twilight, twarz

Dzisiaj notka mocno długa bo dużo mam kosmetyków do opisania ale mam nadzieję, że nie będzie nudna;)

THE TWILIGHT:
Wszystkie kosmetyki pochodzą z serii Luna Twilight.
1. Błyszczyk Femme Fatale MYTH 

 Skład:
Mega gęsty, pięknie pachnący cappuccinem o idealnym dla mnie kolorze ciemnego bordo z maleńkimi drobinkami błyszczyk. Idealny na wielkie wyjścia.
Taka kompozycja to dla mnie ideał i odkąd go posiadam stałam się jego wielką fanką:) Opakowanie jest bardzo estetyczne i eleganckie. Aplikator to pędzelek podobny do tych w błyszczykach Avonu. Pomimo tego, że błyszczyk ten mnie zachwyca to mogę mu zarzucić kilka rzeczy - jest zbyt gęsty i przy wyciąganiu pędzelka błyszczyk ciągnie się za nim a następnie zbyt dużo nakłada się go na usta i co za tym idzie błyszczyk jest mało wydajny. Użyłam go zaledwie kilka razy i już widać ubytek. Co do trwałości to jest przeciętna - właściwie tak jak każdego innego błyszczyku. Cena - kupiłam go w promocji za 15zł i uważam, że tej ceny jest absolutnie wart (i tę cenę będę brała przy ocenie) ale cena podstawowa - 45zł to jakieś totalne nieporozumienie.
OCENA: 5/6
2. Błyszczyk Femme Fatale SURRENDER - Kolor - delikatny róż złamany beżem. Piękny i uważam, że będzie idealny na co dzień. Opakowanie bardzo eleganckie. Niestety nic więcej nie mogę o nim powiedzieć bo jeszcze go nie używałam. Cena - dostałam go jako gratis ale tak jak i wyżej wymienionego błyszczyka oryginalną cenę uważam za nieporozumienie.
OCENA: brak
3. Mortal Glow Blushing Creme w odcieniu Swoon 
 Skład:
Jest to marmurkowy rozświetlacz w musie z ogromną ilością małych drobinek. Na całokształt składa się mozaika różu, miedzi i jasnego złota. Przy nakładaniu kolory mieszają się i na twarzy dają tylko złoty połysk.
Konsystencja jest bardzo gęsta i przypomina cienie w musie Bell. Nakładanie - w grę wchodzi tylko nakładanie palcem bo nie wiem jaki pędzel mógłby się przy tym sprawdzić. Efekt utrzymuje się cały dzień. Cena - kupiłam w promocji za 15zł i taka cena jest OK (według niej będę wystawiać ocenę). Nawet 25zł albo 35zł byłoby do przyjęcia ale cena początkowa - 65zł to dla mnie takie samo nieporozumienie jak i przy wyżej wymienionych błyszczykach.
OCENA: 3,5/6

TWARZ:
1. Wibo Bibułki matujące - Co tu dużo pisać: łatwo dostępne, tanie, praktyczne i skuteczne. Robią to co mają robić - czyli matują i można je dostać w każdym Rossmannie w cenie nie całych 5zł za 40sztuk. Jedyne co można im zarzucić to to, że tekturowe opakowanie niszczy się w trakcie noszenia w torebce/kosmetycznie i potem prezentuje się mało estetycznie.
OCENA: 4,5/6
2. Rimmel Match Perfection w odcieniu 100 Ivory - Podkład dopasowujący się do kolorytu cery - na zimę standardowo za ciemny ale dosyć dobrze stapia się ze skórą i faktycznie trochę do niej dopasowuje bo nie razi tak jak, co niektóre inne podkłady. W ogóle nie matuje ale producent tego nie obiecuje. Późną jesienią, zimą i wczesną wiosną bardzo dobrze sprawdzi się na cerach normalnych i mieszanych ale na cieplejsze dni jest już zdecydowanie zbyt tłusty. Zdecydowanie nie polecam go właścicielkom cer tłustych bo spowoduje straszliwe świecenie. Zmatowiony pudrem sypkim trzyma mat około czterech godzin a potem pojawia się połysk. Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami. Łatwo się rozprowadza, nie smuży i nie waży się na buzi. Krycie jest średnie ale jak dla mnie w sam raz. Wydajność średnia - widać jak ubywa go z pojemniczka. Konsystencja jest dosyć gęsta - nie jest to mus ale zdecydowanie daleko mu do płynu. Opakowanie bardzo higieniczne - szklana buteleczka z pompką - myślę, że będzie sprawiała problemy jak podkład będzie się kończył. Lato musi przeczekać w lodówce ale jesienią na pewno do niego wrócę bo wtedy bardzo mi pasuje:)
OCENA: 4/6
3. Coverderm Color 01 - Próbka 7ml. Bardzo mocno kryjący podkład w bardzo, bardzo jasnym odcieniu idealnym dla mojej buzi zimową porą. Szkoda tylko, że ma różowe pod tony. Pokryje wszystko - nawet moje pieprzyki. Jest niesamowicie wydajny - ten tester wystarczy mi na wieki bo odrobina pokrywa całą twarz. Nie matuje, załamuje się w zmarszczkach i zbiera podkreślając je. Nie nadaje się jako baza pod cienie do powiek bo bardzo szybko się zbierają w załamaniu powieki. Trzeba bardzo uważać przy poprawkach i kolejnych pudrowaniach bo lubi się odklejać od twarzy i zostawać na pędzlu. Noszony w upalny dzień waży się na buzi ale i tak daje efekt super gładkiej twarzy dlatego używam go tylko na większe imprezy i to najlepiej zimą. Ciężko mi będzie go ocenić bo nie używam takich podkładów na co dzień. Na imprezy i do zdjęć jest w sam raz.
OCENA: 3,5/6
4. Bourjois Visage Pastel Joues Blusher w odcieniu 08 Bois de Rose - Niesamowicie twardy, bardzo mocno na pigmentowany i praktycznie niezniszczalny. Wszystko co gdziekolwiek i kiedykolwiek na jego temat czytaliście na pewno jest prawdą;) Ma pudrowo-babciny zapach dla mnie bardzo przyjemny. Konsystencja - bardzo twarda jak kamień ale łatwo nabiera się na pędzel. Dobrze się nakłada i rozciera. Bez problemu można stopniować efekt. Nie tworzy plam i doskonale współpracuje z innymi kosmetykami. Jest niesamowicie wydajny - właściwie nie wiem czy kiedykolwiek go zużyję. Jest wart swojej ceny bo będzie nam długo służył. W opakowaniu jest ukryte urocze małe lustereczko - zupełnie nieprzydatne ale jego obecność uważam za duży plus. Pędzelek - ten załączony - jak dla mnie zupełnie nieprzydatny ale dobrze, że w ogóle jest. Bałam się go nawet wypróbować, żeby nie zrobić sobie nim krzywdy a jego miejsce z wielkim powodzeniem zajął pędzelek do pudru i różu z Essence - jak dla mnie jest on idealny do tego kosmetyku.
OCENA: 5,5/6
5. Collection 2000 Shimmer&Shade w odcieniu 3 Just peachy! - Miękki biało-brzoskwiniowy rozświetlacz pozostawiający na twarzy efekt tafli. Na całość składa się białe opalizujące na różowo tło a na nim są dwa kwiatki - jeden duży jasno-brzoskwiniowy a drugi mały i bardziej pomarańczowy. Po wymieszani uzyskujemy kolor delikatnej brzoskwinki zupełnie nie widoczny na twarzy. Efektem jest tylko rozświetlenie bez drobinek. Tło jest dosyć twarde a kwiatki miękkie i delikatne - takie satynowe i mam wrażenie, że kwiatki zużyją się dużo szybciej a potem zostanie mi samo tło. Opakowanie - przezroczysty plastik dość toporny ale nie przesadnie wielki. Sprawia wrażenie trwałego. Sporą wadą jest dostępność - tylko Pepco i Allegro ale za to cena jest przystępna. jestem z niego zadowolona:)
OCENA: 4/6
6. Kulki brązujące - Na posiadane przeze mnie opakowanie składają się trzy rodzaje kulek - pierwsze z nich to jakieś tanie i wszędzie dostępne kulki rozświetlające prawdopodobnie firmy Lemax ale nie jestem na 100% pewna. Drugie to kulki brązujące również tanie i powszechnie dostępne a trzecie to jakieś złoto-beżowe kulki przywiezione przez moją kuzynkę z Włoch - nazwy i producenta również nie pamiętam. Wszystkiemu winne jest to, że ich oryginalne opakowania były zupełnie nieprzydatne i zbyt małe - kulki wypadały z nich przy każdej próbie użycia więc początkowo wylądowały w opakowaniu z kremu Nivea a następnie w tym słoiczku po jakiejś maści. Z samych kulek jestem bardzo zadowolona - są mega wydajne i dają na policzkach efekt pięknej połyskującej opalenizny. Bez problemu można je stosować na całe ciało. Co prawda trochę pylą ale wszystko i tak zostaje w opakowaniu więc kosmetyk się nie marnuje. Kulki są dosyć twarde (poza tymi włoskimi, które dosyć szybko się zużywają) więc najlepiej stosować do nich pędzle z dosyć twardym włosiem. Miękkie też się sprawdzi ale trzeba się trochę namachać. Jak kiedyś mi się skończą to na pewno kupię coś podobnego bo jestem z nich bardzo zadowolona.
OCENA: 5/6

poniedziałek, 9 maja 2011

ASK: E - Essence, Eveline

Dzisiaj bardzo obszerna natka na literę E ze względu na to, że kosmetyki Essence niepodzielnie panują w mojej szufladzie kosmetycznej. Co prawda jakościowo wypadają różnie ale ceny są bardzo zachęcające więc ciężko mi się powstrzymać;) Koleżanki Wizażanki z wątku Essence wiedzą o co kaman;)
Wiele kosmetyków pochodzi z edycji limitowanych i przy ocenie będę brała to pod uwagę - konieczność jeżdżenia, poszukiwania, polowania, konkurowania z innymi klientami i niemożność kupienia kolejnego egzemplarza skutkować będą obniżeniem oceny o 0,5punkta. Zatem ocena będzie wyglądała tak: najpierw ocena obniżona a potem w nawiasie normalna.
Zatem do dzieła:

ESSENCE:
1. Metallics Quatro Eyeshadow and Gel Eyeliner w odcieniu 02 STEEL ME - CIENIE - Zestaw czterech cieni w kolorach od srebrnej-szarości do czarnego. Czarny cień zawiera drobinki a pozostałe trzy są metaliczne. Cienie są świetnie na pigmentowane o "kremowej" konsystencji dzięki czemu można je nakładać "byle czym";). Dobrze się nakładają i rozprowadzają, świetnie cieniują oraz doskonale współpracują z innymi cieniami. Bardzo trwałe - same wytrzymają praktycznie cały dzień a na bazie są nie do zdarcia. EYELINER - Bardzo miękki o kremowej konsystencji. Czerń jest dobrze na pigmentowana. Łatwo się nakłada zarówno skośnym jak i cienkim pędzelkiem. Niestety nie zasycha po nałożeniu na powiekę i przy grubszej kresce bardzo szybko i często odbija się pod łukiem brwiowym co doprowadza mnie do szaleństwa i obniża ocenę całej paletki.
Edycja limitowana.
OCENA: 3,5(4)/6
2. Crazy About Colour  Multi Colour Blush w odcieniu 01 Colourmania - Bardzo dobrze na pigmentowany, wypiekany, połyskliwy róż składający się z pięciu paseczków - jednego białego, jednego brązowego i trzech różowych. Daje na buzi efekt różowej tafli. Kosmetyk jest dosyć twardy więc dobrze kupić do niego twardszy pędzelek bo niestety ale miękkimi pędzelkami trzeba będzie się mocno namachać aby uzyskać zadowalający efekt. Ze względu na to jest też bardzo wydajny. Zapach jest przyjemny kokosowo-chemiczny. U osób o ciemnej karnacji najprawdopodobniej może służyć za rozświetlacz ale u bladolicych - jak ja - sprawdzi się jako cienie do powiek, róż, rozświetlacz i różo-rozświetlacz. Jest to kosmetyk kompaktowy, którym bez problemu wykonamy cały makijaż. Świetny w podróży.
Edycja limiowana i serce się kroi, że nie będę mogła kupić kolejnego:(
OCENA: 5(5,5)/6
3. Moonlight Collection Shimmer Powder w odcieniu 01 Sparkling Dawn - Mój pierwszy rozświetlacz (wcześniej nawet nie wiedziałam, że takie coś istnieje) i od razu hit. Daje efekt tafli z drobniutkimi drobinkami u mnie niewidocznymi - absolutnie nie zamieniamy się po jego użyciu w dyskotekową kulę. Wydajny chociaż miękki. W sam raz będzie do niego delikatny pędzel. Nie podrażnia i nie uczula. Na mojej mieszanej cerze nie powoduje nadmiernego świecenia.
Wielka szkoda, że to edycja limitowana:(
OCENA: 5(5,5)/6
4. Forget It! 3 in 1 concealer - Korektor do twarzy w trzech kolorach - w jednym pudełeczku dostajemy korektor zielony - do maskowania zaczerwienień, beżowy  - do maskowania zielonego korektora, oraz różowy - teoretycznie pod oczy ale nie dla wszystkich. Wszystkie odcienie przejawiają taką samą - raczej średnią - trwałość.
KOREKTOR ZIELONY - Spisuje się bardzo dobrze. Ma gęstą i lepką konsystencję dlatego świetnie kryje i dobrze przykleja się do skóry. KOREKTOR BEŻOWY - bardzo dobrze łączy się i uzupełnia z korektorem zielonym. U ciemnolicych sprawdzi się pod oczyma. KOREKTOR RÓŻOWY - Hmmm... No jest w opakowaniu i nawet zanurzyłam w nim parokrotnie pędzelek ale jednak boję się go nałożyć pełną parą pod oczy. Co prawda nie mam wielkich sińców pod oczyma ale boję się, że jednak różyk by je podkreślił... Może kiedyś się do niego przekonam...
Co prawda korektory nie są idealne i u wymagających raczej się nie sprawdzą ale jak na moje - niezbyt wygórowane wymagania spisują się bardzo dobrze.
OCENA: 4/6
5. Return To Paradise Shimmer Powder w odcieniu 01 The Famous Flamingo - Dosyć kontrowersyjny puderek - ma kolor delikatnego, kredowego różu i zawiera drobinki. U ciemnolicych raczej się nie sprawdzi, ewentualnie jako drobinkowy puder na całą twarz, chociaż różowy odcień może go jednak zdyskwalifikować. U bladolicych, jak ja, może służyć jako różo-rozświetlacz albo cień do powiek. Bardzo miękki łatwo się nabiera ale dla efektu trzeba się namachać. U mnie na szczęście drobinek nie widać.
Oczywiście edycja limitowana...
OCENA 3(3,5)/6
6. Black & White Eyeshadow w odcieniu 02 White Hype - Bardzo udany cień do powiek. Delikatnie nałożony daje satynowo-perłowy glow a nałożony obficiej tworzy białą ale nie całkiem kryjącą taflę. Nie zawiera drobinek. Może być stosowany zarówno jako cień do powiek jak rozświetlacz. Dobrze współpracuje z innymi cieniami i z eyelinerami. Nie uczula nie podrażnia i nie zapycha.
Niestety edycja limitowana...
OCENA:4(4,5)/6
7. I Love Berlin Lipbalm w odcieniu 02 City Lights - Kosmetyk kiepski ale skusiła niska cena i Essenceowe uzależnienie;) 
Do balsamu mu daleko... Bardzo daleko. Właściwie wcale nie nawilża ust - tyle co najzwyklejszy błyszczyk. Dobrze chociaż, że nie wysusza... Nie daje żadnego koloru tylko delikatny perłowy połysk... Niestety nie w moim typie. Mało wydajny i niepraktycznie się nakłada - palcem. Dużym plusem jest pudełeczko, które można będzie później wykorzystać. Ładnie pachnie.
Kosmetyk "do wykończenia" a na dodatek edycja limitowana...
OCENA: 1,5(2)/6
8. I Love Berlin Lipbalm w odcieniu 01 Love This City - Kolorowa wersja wyżej wymienionego balsamu. Kupiłam go dokładnie z tych samych powodów. Praktycznie żadne nawilżenie i niepraktyczne nakładanie palcem. Ładny różowo-czerwono-koralowy kolorek ale bardzo nietrwały. Zapach przyjemny i praktyczne pudełeczko.
Jedynie ładny kolorek i mój pomysł na wykorzystanie podnoszą mu ocenę...
 Limitowany kosmetyk "do zużycia"...
OCENA: 2(2,5)/6
9. Volume & Gloss Lip Maximizer w odcieniu 004 Fruit Punch - Błyszczydło kupione "bo wyjechałam z domu bez makijażu i bez błyszczyka w torebce".
Zapach pomarańczowo-mentolowy. Koloru nie daje praktycznie żadnego ale zawarty w błyszczyku mentol przyjemnie mrowi usta i powoduje ich przekrwienie a tym samym zaczerwienienie. Bardzo przyjemny na lato bo daje uczucie delikatnego chłodzenia. Nie był drogi a jestem zadowolona chociaż nie gustuję w bezbarwnych błyszczykach. Szkoda, że odkryłam go dopiero jak go wycofują z oferty.
OCENA: 3,5(4)/6
10. No Limits Eye Colour Booster Volume Mascara odcień 01 Cosmopolitan - Perłowo turkusowy, pogrubiający tusz do rzęs.
Tusz kupiłam w promocji jak wycofywali go z oferty więc nie ma szans na powtórzenie zakupu.
Kolorek - ładny chociaż na ciemnych rzęsach raczej słaby. Pomalowane całe rzęsy koloru nabierają dopiero w pełnym słońcu. Zdecydowanie lepiej tusz prezentuje się na końcówkach uprzednio pomalowanych na czarno rzęs. Pogrubienie - sam w sobie pogrubia raczej średnio w kierunku kiepsko ale jeżeli nałożymy go pod inny, czerniący tusz uzyskamy bardzo przyjemny efekt.
Produkt raczej gadżeciarski ale nie żałuję zakupu. Fajnie mieć w torebce taki tusz nawet tylko dla poprawy humoru:)
OCENA: 4/6
11. Multi Action Mascara - tusz do rzęs wydłużający i pogrubiający - Zakupiłam do ćwiczeń makijażowych po przeczytaniu wszystkich ochów i achów na jego temat...
Najbardziej zaskoczyło mnie to, że tusz ma świetną szczoteczkę, która dobrze go rozprowadza i jednocześnie rozczesuje rzęsy, dzięki czemu nawet świeżo otwarty praktycznie wcale ich nie skleja. Niestety nie zauważyłam spektakularnego wydłużenia i pogrubienia, którego oczekiwałam po tak pochlebnych opiniach za to odkryłam, że pięknie podkręca rzęsy. Niestety efekt trochę traci w trakcie noszenia. Dużym minusem jest też to, że tusz znika /nie osypuje się ale ulatnia(?)/ w ciągu dnia. Aby mieć piękne rzęsy trzeba go jeszcze przynajmniej raz a najlepiej dwa razy poprawiać. Niestety słabym jego punktem jest też pigmentacja - tusz nie jest mocno czarny.
Jako tusz do ćwiczeń - super ale Ci, którzy lubią efekt teatralnych rzęs tak jak ja lepiej niech zainwestują w coś droższego.
OCENA: 3,5/6
12. 2 in 1 Kajal Pencil w odcieniu 08 MIX & MATCH - Dwukolorowa zielono - niebieska kredka do oczu. Strona zielona jest mocno na pigmentowana, matowa i dosyć twarda. Trzeba się trochę pomęczyć przy nakładaniu ale daje bardzo ładny efekt. Właściwie zwykła kredka bez rewelacji. Strona błękitna jest metaliczna i daje raczej słaby kolor. Jest jakby tłusta i ślizga się po powiece przez co trzeba się mocno przyłożyć do malowania. Jeżeli ktoś ma wrażliwe na dotyk powieki będzie mu ciężko się z nią dogadać. Zupełnie nie nadaje się na linię wodną. Kredka nie zachwyca ale jest nie droga i dla urozmaicenia makijażu jest OK.
OCENA: 3/6
13. Kajal Pencil w kolorze 01 BLACK - Nie jest bardzo miękka ale nie sprawia kłopotów przy makijażu. Wprawna ręka bez problemu narysuje nią kreskę nawet na wrażliwych na dotyk powiekach. Średnio na pigmentowana i do smokey eyes zdecydowanie się nie nada. Nawet na bazie nie przetrwa też całego dnia dlatego warto jest mieć ją przy sobie i poprawiać co kilka godzin. Nie szczypie w oczy więc wytrwali (nie ja) mogą ją stosować na linię wodną. Bez rewelacji.
OCENA 3,5/6
14. Lipliner w odcieniu 08 Red Blush - Dosyć twarda i średnio na pigmentowana bordowa konturówka do ust. Dobra dla początkujących bo lekkie drżenie ręki w trakcie nakładania nie spowoduje tragedii ale żeby uzyskać mocniejszy efekt trzeba się namęczyć. Mam wrażenie, że w tym kolorze odnajdujemy różowe tony ale nie potrafię ich bliżej określić...
OCENA: 3/6
15. Denim Wanted Gel Eyeliner w odcieniu 02 Fivepocket Grey - Niestety ale te eyelinery Essence nie wyszły. Miałam obie wersje kolorystyczne i czarnej użyłam może trzy razy gdyż już zaraz po otwarciu był tak wyschnięty, że nawet płyn do cieni z KOBO nie dał rady go odratować. Wersja szara jest ciut lepsza ale i tak jest bardzo twarda więc stosowanie go nie sprawia żadnej przyjemności. Czasami jak mam lepszy humor to zdobywam się na pomęczenie go i makijaż ale myślę, że niedługo dołączy do czarnego brata w koszu. Na szczęście dobrze się trzyma i nie trzeba go poprawiać w ciągu dnia. Nie podrażnia i nie uczula oczu. Na linię wodną się nie nadaje.
Koncepcja fajna ale realizacja kiepska. Właściwie dobrze, że to edycja limitowana i nie obniżę mu za to oceny (właściwie to nawet powinnam podwyższyć).
OCENA: 2(2)/6
16. The Twilight Saga Eclipse Collection Lipgloss 01 Lunch at Cullen's - w opakowaniu piękny krwisto czerwony kolor, na który składają się maleńkie drobinki. Pojemniczek mały - 4ml. Nie testowałam go jeszcze więc nie mogę więcej o nim powiedzieć.
OCENA: brak
17. The Twilight Saga Eclipse Collection Lipgloss 02 UNDEAD' - W oryginale czarny błyszczyk z drobinkami lśniącymi we wszystkich kolorach tęczy (taki jak na dnie pojemniczka) na ustach dający transparentny efekt lekkiego przyciemnienia. Niestety jako, że nie lubię bezbarwnych błyszczyków nie przypadł mi do gustu. Na szczęście udało mi się zużyć jego większość a pojemniczek uzupełniłam częścią balsamu I Love Berlin w odcieniu 01 Love This City i takim sposobem uzyskałam świetny kosmetyk do ust.
Ładnie pachnie (teraz jak i poprzednio) i nie wysusza ust. Aplikator jest praktyczny więc błyszczyk można nałożyć nawet bez lusterka. Pojemniczek jest mniejszy niż standardowy więc zmieści się wszędzie. Niestety trwałość jest niska ale może to i dobrze;)
Edycja limitowana...
Undead'
OCENA: 3(3,5)/6
Undead' + Love This City
OCENA: 3,5(4)/6
18. The Twilight Saga Eclipse Collection Lipgloss 03 Ready to be Bitten - Piękny bezbarwny błyszczyk z drobinkami lśniącymi wszystkimi kolorami tęczy.
 Pomimo tego, że nie lubię bezbarwnych błyszczyków ten zdecydowanie przypadł mi do gustu. Ładnie pachnie, łatwo się nakłada nawet bez lusterka i pęknie rozświetla buzię:) Drobinki nie podrażniają. Pojemniczek jest mały i poręczny.
Edycja limitowana.
OCENA: 4(4,5)/6
19. The Twilight Saga Eclipse Collection Lipgloss 04 Don't Bite Me - Kiss Me - Delikatnie fioletowy błyszczyk z drobinkami błyszczącymi we wszystkich kolorach tęczy.
Błyszczyk nadaje ustom różowy kolor z mocnym połyskiem. Odświeża twarz i ją odmładza;) Ładnie pachnie, ma praktyczny aplikator. Łatwo się nakłada. Nie jest bardzo trwały. Pojemniczek mały i praktyczny.
Edycja limitowana.
OCENA: 4(4,5)/6
20. Lipstick 43 Kiss You - Pomadka do ust w delikatnym różowym kolorze z drobinkami.
Na ustach daje delikatny efekt błyszczyku. Łatwa w nałożeniu nawet bez lusterka ale krótkotrwała. Nie nawilża ust a nawet odrobinę wysusza. Dobra dla nastolatek;) Opakowanie jest mocne i trwałe, nie niszczy się w torebce i nie otwiera.
OCENA: 3,5/6
21. Lipgloss XXXL Shine 08 Glamour To Go - Bardzo porządny błyszczyk w odcieniu cielistym ale złożony z maleńkich drobinek. Deje piękny połysk na ustach i idealnie komponuje się z mocnym makijażem oczu.
Aplikator jest trochę dziwny ale łatwo się do niego przyzwyczaić i potem można już precyzyjnie malować usta bez spoglądania w lusterko;) Kosmetyk nie wysusza ust a nawet je trochę nawilża. Duże i bardzo wydajne opakowanie za niską cenę.
OCENA: 4,5/6

Posiadam też Blossoms etc... Multi Colour Powder w odcieniu 01 Flower Power

  Nie jestem jeszcze do końca przekonana co z nim zrobię (zostawię czy pójdzie w świat) dlatego go nie otwarłam, nie umieściłam na zdjęciu głównym i nie rozpisuję się na jego temat.


Moim zdaniem zdecydowanie lepsze kosmetyki essence wypuszcza w edycjach limiowanych niż wprowadza do stałej oferty. U mnie lepiej się sprawdzają i jestem z nich bardziej zadowolona.

EVELINE:
1. 3D Soft Matt Effect nr 169 - Matowy, pomarańczowy cień do powiek o pudrowym wykończeniu. Kupiony dawno "na zachciankę". Niestety słabo na pigmentowany nie przypadł mi zbyt mocno do gustu dlatego rzadko go używam. Trzeba się bardzo namachać aby uzyskać zadowalający efekt Mało trwały zarówno bez bazy jak i na niej - nie zbiera się w załamani ale kolor znika w trakcie noszenia. Może kiedyś się zużyje ale puki co tylko zajmuje miejsce w szufladzie...
OCENA: 2/6
2. Jungle Show Moisturizing Lip Goss nr 554 - Piękny mocno różowy błyszczyk do ust z drobinkami.
Daje piękny kolor na ustach i nie wysusza. Raczej też nie nawilża. Dosyć długo się trzyma bo pigment z błyszczyka mocno przylega do usta i nawet jak nie ma już połysku to wargi dalej są zaróżowione. Pięknie pachnie - słodko i jakby trochę owocowo-tropikalnie. Aplikator niestety jest niepraktyczny - nabiera zbyt mało kosmetyku i trzeba się mocno natrudzić, żeby nałożyć go odpowiednią ilość na usta i równo rozprowadzić ale i tak go bardzo lubię:)
OCENA: 4,5/6

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...