Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flos Lek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flos Lek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2013

Zimowa ochrona

Zima jeszcze nie nadeszła a ja już kończę ochronny krem zimowy. Do czego to doszło?
                                                                 
Flos Lek Laboratorium
Winter Care
Bio-ochronny krem zimowy
                                                 
 OBIETNICE PRODUCENTA:
                                                         
SKŁAD:
                                               
POJEMNOŚĆ: 50ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 15zł.
                                                         
MOJE WRAŻENIA:
Krem ma biały kolor i bardzo intensywny perfumeryjny zapach. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że utrzymuje się on bardzo długo po nałożeniu i wręcz po pół dnia noszenia kremu można go jeszcze wyczuć. Dla mnie to spora przesada, zwłaszcza gdy mam migrenę a osoby wrażliwe na zapachy powinny się trzymać od niego z daleka.
Konsystencja kosmetyku jest dziwna i przypomina rzadką mieszaninę pasty cynkowej z olejkiem. Przy rozsmarowywaniu czuć pod palcami mokrą i ślizgającą się warstwę, natomiast na skórze twarzy widać, że bardziej opornie rozprowadza się biała baza, która wymaga więcej uwagi aby nie pozostawiać smug.
                                              
Nie jestem mistrzem w czytaniu składów ale tutaj widzę prawdziwą tablicę Mendelejewa, są sylikony, ppgi i pegi, alkohol a na deser parafina. Nawet moja skromna wiedza wystarczy aby stwierdzić, że z "bio" kosmetykami ma to niewiele wspólnego. Nie ma również żadnych informacji o certyfikatach dla olejku migdałowego więc stwierdzam, że określenie kremu słowem "bio" jest najzwyklejszym nadużyciem ze strony producenta.
                                                                                      
W kwestii działania nie mam mu nic do zarzucenia. Dzięki długiemu terminowi przydatności po otwarciu (12miesięcy) miałam okazję częściowo przetestować go już wiosną tego roku kiedy warunki temu sprzyjały. Krem rzeczywiście chroni przed mrozem i wiatrem. Nawet po spacerze w spartańskich warunkach skóra jest ukojona i próżno doszukiwać się na niej zaczerwienień czy podrażnień. Zauważyłam również, że samo jego nałożenie niweluje u mnie sporą cześć zaczerwienień i łagodzi codzienne podrażnienia. Dzięki zawartości olejku migdałowego doskonale natłuszcza skórę i ją odżywia oraz pielęgnuje, również dobrze nawilża i stanowi świetną bazę pod makijaż. Trzeba jednak przed nałożeniem podkładu odsączyć nadmiar olejku pozostały na skórze za pomocą jednorazowej chusteczki lub ręcznika.
Negatywnych skutków jego stosowania nie odnotowałam, a jedyne co mi w nim ogromnie przeszkadza to niezwykle mocne błyszczenie skóry, które powoduje.
                                                                                  
Opakowane oceniam na plus - tubka jest praktyczna a klapka szczelna i domyka się na klik. Otwór jest niewielki dzięki czemu kosmetyk się nie wylewa. Całość świetnie spisze się na wyjazdach kiedy to nikomu nie chce się grzebać paluchami w słoiczkach.
                                             
Podsumowując: Jest to bardzo dobry krem choć producenta mocno poniosło przy tworzeniu grafiki na opakowanie co mocno pogarsza jego odbiór. Gdyby napisy nie zawierały tak mocnej sugestii to wilk byłby syty i owca cała a ja bym się nie czepiała ;)

środa, 11 grudnia 2013

Arnica do demakijażu

Po dosyć długiej przerwie czas na recenzję kolejnego płynu micelarnego. Zużywanie tego typu kosmetyków idzie mi bardzo powoli bo używam bo stosuję je tylko do demakijażu oczu ale jak to mówią co się odwlecze to nie uciecze ;)
Zapraszam.
                                                                    
Flos Lek
Arnica
Płyn micelarny do demakijażu skóry naczynkowej
                                                                                      
OBIETNICE PRODUCENTA:
Zastosowanie: codzienne oczyszczanie wrażliwej skóry twarzy, dekoltu i szyi z zanieczyszczeń oraz makijażu. Skutecznie zastępuje mleczko i tonik. Nie wymaga spłukiwania wodą.
Działanie: płyn skutecznie i łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, makijaż oraz martwy, zrogowaciały naskórek. Delikatna formuła zawierająca micele, wzbogacona ekstraktem z arniki, który uszczelnia i wzmacnia naczynka krwionośne a także poprawia krążenie i łagodzi podrażnienia. Płyn nie wysusza skóry i nie pozostawia uczucia ściągnięcia.
Efekt:  nawilżona, wygładzona i czysta skóra twarzy, szyi i dekoltu. Nadmiar sebum zredukowany. Przywrócone naturalne pH skóry.
                                                      
SKŁAD:
 aqua, polymer 184, peg-60 almond glycerides, glycerin, phenoxyethanol, panthenol, propylene glycol, arnica montanaflower extract, arnica chamissonis flower extract, polysorbate 20, ethylhexylgrycerin, parfum, disodium edta, allantolin, triethanolamine
                                                 
 POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: Niesieciowe drogerie, sklepy zielarskie, internet.
CENA: Około 16zł.
                                          
MOJE WRAŻENIA:
Płyn jest bezbarwny i wodnisty. Pachnie słodkawo, nawet przyjemnie ale bez szału - ot kolejny kosmetyczny zapaszek. Nie odpycha ale równie dobrze mogłoby go nie być.
                                                           
Co do skutków ubocznych to tak jak w przypadku siostrzanego płynu [KLIK] występuje szczypanie oczu, jednak jest ono dużo słabsze i rzadsze.
W kwestii działania kosmetyk mogę uznać za przyzwoity. Dobrze radzi sobie z cieniami na bazie i kredkami, natomiast trochę gorzej z tuszami i eyelinerami, które po demakijażu zostają w niewielkiej ilości na rzęsach aby po umyciu buzi żelem czasami stworzyć efekt wyblakłej pandy. Podkład, żel do brwi i pomadki nie stanowią dla niego problemu. Nawet z super trwałą szminką Maybelline Super Stay 14HR poradził sobie bez zarzutu.
Nie pieni się na buzi i nie pozostawia tłustej warstwy więc sprawdzi się do porannego oczyszczania twarzy u osób z suchą skórą. Wpływu na naczynka nie odnotowałam.
                                                    
Opakowanie jest zdecydowanie na plus - ładne, praktyczne i nie zajmujące zbyt wiele miejsca na półce. Otwór do wylewania płynu jest niewielki i otoczony praktycznym dzióbkiem dzięki czemu nic się nie rozlewa a klapka zamykana na klik sprawia, że nawet w transporcie wszystko jest świetnie zabezpieczone.
                                                                    
                                                 
Podsumowując: Dobry płyn dla osób niezbyt wymagających i nie używających trwałych kosmetyków. Mam wrażenie, że jego działanie wypada ciut słabiej niż wersji zielonej ale mniej nasilone skutki uboczne też ma nie małe znaczenie. Moim zdaniem warto go wypróbować.

środa, 11 września 2013

Sun Care dla ust

Lato się powoli kończy a ja nadal nie uraczyłam Was recenzją kosmetyku, który we wszystkie słoneczne dni pielęgnował moje usta. Wstyd i hańba ale już się poprawiam i nadrabiam ;)
Zainteresowanych zapraszam do dalszej części posta :)
                                                        
FlosLek Laboratorium
Sun Care
Pomadka ochronna do ust
z filtrem UV
                                                              
OBIETNICE PRODUCENTA:
Zastosowanie: skuteczna ochrona ust przed wysuszającym wpływem promieni słonecznych.
Działanie: pozostawia na ustach film ochronny. Witamina E oraz filtr UV skutecznie zabezpieczają przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witamina A oraz wysokiej jakości składniki tłuszczowe wzmacniają barierę lipidową naskórka, chronią przed wysychaniem i pękaniem.
Efekt: usta wyglądają świeżo i naturalnie. Pomadka poprawia koloryt oraz wygląd ust. Zmniejsza skłonność do pierzchnięcia warg.
                                                         
SKŁAD:
stearyl heptanoate, parafinnum liquidum, ozokerite, copernicia cerifera cera. petrolatum, cetyl alcohol, cholesterol, glyceryl stearate, ethylhexyl methoxycinnamate, synthetic beeswax, cera alba, tocopheryl acetate, aroma, ethylparaben, retinyl palmitate, benzyl benzoate, benzyl alcohol
                                                            
POJEMNOŚĆ: brak danych
DOSTĘPNOŚĆ: Niesieciowe drogerie, sklepy zielarskie, internet.
CENA: Około 6zł.
                                                                           
MOJE WRAŻENIA:
Pomadka ma formę wykręcanego sztyftu, dosyć miękkiego i dodatkowo rozmiękczającego się pod wpływem ciepła więc lepiej uważać na nią w upalne dni i nie nosić blisko ciała, gdyż łatwo ją potem rozgnieść w trakcie nakładania na usta. Przez to jest niestety niezbyt wydajna ale na zmianę z innym balsamem, który stosowałam na noc i gdy zostawałam w domu towarzyszy mi przez całe lato. Sztyft jest biały ale po rozprowadzeniu na ustach traci kolor i staje się zupełnie transparentny. Pachnie słodko, trochę czekoladowo, przyjemnie ale raczej syntetycznie. W smaku jest neutralna, jakby lekko słodkawa ale tak na granicy wyczuwalności i przypomina wazelinę.
                                              
Co do działania filtru to raczej się nie wypowiem ale muszę przyznać, że gdy przebywałam całe dnie na słońcu i wietrze to nie dorobiłam się ani jednego przebarwienia, a mam już dwie plamki na wargach... Wpływu na kolor ust nie odnotowałam ale za to świetnie spisuje się jako nawilżacz i natłuszczacz. Likwiduje uczucie ściągnięcia i pierzchnięcia, zapobiega pękaniu i łuszczeniu. Długoterminowego zmniejszenia skłonności do pierzchnięcia nie odnotowałam ale to chyba nie jest możliwe do osiągnięcia.
Pomadka nadaje ustom zdrowy satynowy połysk i nie pozostawia białych farfocli ani nie zbiera się na złączeniu ust ani w kącikach.
                                                                       
Opakowanie jest standardowe, wykonane z grubego plastiku więc trzeba uważać, żeby się nie połamało. Zatyczka domyka się dosyć szczelnie na klik więc nie ma obaw, ze pomadka się otworzy i wysmaruje zawartość torebki czy kieszeni.
                                                                
Podsumowując: Dobra pomadka z filtrem na lato. Spisze się zarówno jako ochrona przed słońcem jak i nawilżacz.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Kosmetyczne niewypały: sierpień 2013

Od jakiegoś czasu pojawiał się a potem znikał w mojej głowie pomysł na cykl postów o kosmetycznych bublach. Mimo to zawsze coś mnie powstrzymywało i zniechęcało. Tym razem jednak w związku z tym, że kosmetyczne badziewia zalały mnie jak Morze Czerwone armię Faraona postanowiłam się nie poddawać i dać upust swoim emocjom.
Co do samego cyklu - nie będzie on pojawiał się co miesiąc bo nie chcę na siłę wynajdować bubli wśród tego co używałam. Warunkiem koniecznym do pojawienia się takiego postu będzie uzbieranie przeze mnie 5-ciu kosmetyków, spełniających wymagania do tytułu "kosmetycznego niewypału".
Dzisiaj jest ich nawet trochę więcej więc zapraszam :)
                                                                          
                                                  
FLOS LEK eye care
Dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Do demakijażu nie użyłam go ani razu ze względu na zawartość kancerogennego barwnika więc karnie oddelegowany został do mycia beautyblendera. Co prawda podkłady z niego usuwał bardzo dobrze ale niestety przefarbował moje jajo na niebiesko! Na dodatek nie wiadomo czy plamy te w ogóle kiedykolwiek zejdą. Nie szaleję jakoś z rozpaczy, jednak zastanawia mnie jak można uznać za bezpieczne w stosowaniu w okolicach oczu coś co trwale barwi gąbkę...
                                                     
POLLENA Ostrzeszów Biały Jeleń
Żel do mycia twarzy hipoalergiczny
Tak samo jak poprzednik za zawartość Cl 42090 nie trafił nigdy na twarz a został przeznaczony do mycia jaja i pędzli. Myje średnio i z większymi zabrudzeniami sobie nie radzi a dodatkowo jego używanie utrudnia paskudnie glutowata i ciągnąca się konsystencja, przez którą ciężko go wydobyć z opakowania, gdyż po puszczeniu ściśniętej butelki wciąga się z powrotem do wewnątrz. Na szczęście jest też niezbyt wydajny więc nie musiałam się z nim długo męczyć.
                                                                                 
                                                                              
 NIVEA Intimate Sensitive
Płyn do higieny intymnej
Kupiłam go z ciekawości bo zawsze tylko Lactacyc i Lactacyd czasami zdradzany z jakimiś tańszymi płynami, i wszystko byłoby ładnie, pięknie tylko nie rozumiem jak ktokolwiek mógł napisać na tym specyfiku przypominającym działaniem kreta zdanie: "Łagodząca pielęgnacja dla wrażliwej skóry"! Stosowanie tego specyfiku przez niespełna tydzień doprowadziło mnie do takiego stanu, że nawet chodzenie do toalety stanowiło przykry przymus i ostatecznie w niedzielę musiałam z zapałem szaleńca ganiać po galerii w poszukiwaniu łagodzącej wersji Lactacydu. W połączeniu z antybiotykiem wywołał taki Sajgon, że od tygodnia walczę z efektami ubocznymi stosowania tego duetu. Za to w przy myciu beautyblendera i pędzli spisuje się świetnie bo bez żadnego problemu wyciąga z nich największy syf.
 Nie polecam nawet twardzielkom chyba, że szukacie dobrego środka do mycia przyborów kosmetycznych i odplamiacza w jednym.
                                                                      
 FARMONA Fresh&Beauty
Morski peeling solny
Pomijając już fatalny skład z parafiną na początku, całym arsenałem parabenów i kancerogennym barwnikiem na koniec oraz beznadziejną wydajność (wystarczył dokładnie na 2,5 użycia) jego największym minusem jest zapach. O ile w opakowaniu wydaję się być przyzwoity o morskich w nutach, tak po nałożeniu na skórę zmienia się nie do poznania i cuchnie jak starodawna, tania kostka klozetowa przez co używanie tego specyfiku to koszmar. Brrr...

                                                                                   
DOVE Summer Glow
Samoopalający balsam do ciała do jasnej karnacji
Jestem bladziochem i jestem z tego dumna. Czasami jednak chcę się trochę podkolorować i to niekoniecznie za pomocą wylegiwania na słońcu. Wtedy sięgam po balsamy brązujące ze względu na delikatny efekt i łatwość stosowania bo samoopalaczami posługiwać się nie potrafię. No i właśnie słowo "EFEKT" jest tu słowem kluczowym, bo żeby uzyskać jakąkolwiek, ledwo widoczną opaleniznę za pomocą tego kosmetyku trzeba go żmudnie aplikować przez wiele dni. Na dodatek trwałość opalenizny jest odwrotnie proporcjonalna do czasu jej pojawiania się, co oznacza, że już po trzech myciach nie ma po niej śladu. Więcej na jego promocję się nabiorę.
W ubiegłym roku stosowałam świetnie sprawdzający się balsam Lirene Body Arabica do jasnej karnacji i w przyszłym roku pokornie do niego wrócę.
                                                                 
AA DEO Hair Control
Anti-perspirant
No cóż poza ładnym zapachem antyperspirant musi również charakteryzować się działaniem, które tutaj jest poniżej oczekiwań. Nie trzeba upałów ani wysiłku fizycznego aby przestał sobie radzić z zapachem potu i wilgocią. Poprawki w ciągu dnia to bezwzględna konieczność o ile nie chcecie raczyć otoczenia swoim naturalnym zapachem. Na dodatek jest wydajny i trzeba się z nim długo męczyć. To już moja druga kulka od AA, i druga, która poza ładnym zapachem nie robi nic. Przy kolejnych zakupach będę je omijała szerokim łukiem.
                                                                              
                                                                                       
NIVEA BB Cream
Cera jasna
Na początku, zaraz po nałożeniu ma dziwny piaskowo-różowy kolor a potem... A potem pokazuje swoje (nie, nie WASZE tylko SWOJE) prawdziwe oblicze. Jeżeli nie jesteście rodowitymi mieszkankami Indii czy Egiptu albo prawdziwymi Indiankami prosto, z którejś z Ameryk to trzymajcie się od niego z daleka bo cera Wasza jest na bank za jasna i będziecie wyglądać jakbyście wychowywały się w kopalniach Morii a teraz próbowały przyszyć sobie głowę, którejś z wyżej wymienionych kobiet... Nawet nie chcę wiedzieć jaki efekt daje wersja do ciemnej karnacji...
                                           
To już wszystkie buble jakie udało mi się wyłapać do posta. Sporo takich gagatków znajdziecie również w poście o zużyciach lipca 2013, bo w ubiegłym miesiącu pożegnałam ich sporo.
                                              
A jak tam Was?
Trafiają się Wam buble, które kładą się cieniem na cały rynek kosmetyczny czy macie szczęście je omijać?

środa, 17 lipca 2013

Woda do zmywania

Płyny micelarne jakoś nie cieszą się u mnie powodzeniem i szczerze mówiąc nawet wiem czemu. Jak dotąd zbyt często trafiały mi się płyny "micelarne" tylko z nazwy a mające z nimi niewiele wspólnego i sprawdzające się jedynie jako tonik. Tym razem jest jednak inaczej.
Spragnionych wiedzy co to za specyfik wreszcie u mnie zadziałał zapraszam do dalszej części posta:)
                             
Flos Lek
Płyn micelarny do skóry wrażliwej
demakijaż twarzy i oczu
Seria hypoalergiczna
                                
OBIETNICE PRODUCENTA:
Zastosowanie: codzienne oczyszczanie wrażliwej skóry twarzy, dekoltu i szyi z zanieczyszczeń oraz makijażu. Skutecznie zastępuje mleczko i tonik. Nie wymaga spłukiwania wodą.
Działanie: płyn skutecznie i łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, makijaż oraz martwy, zrogowaciały naskórek. Delikatna formuła zawierająca micele, wzbogacona aktywnym kompleksem roślinnym łagodzi i wzmacnia mechanizmy obronne skóry wrażliwej.
Efekt:  nawilżona, wygładzona i czysta skóra twarzy, szyi i dekoltu. Nadmiar sebum zredukowany. przywrócone naturalne pH skóry.
                                 
SKŁAD:
aqua, polymer 184, peg-60 almond glycerides, glycerin, phenoxyethanol, panthenol, peg-8, baprylyl glycol, helianthus annus seed extract, ppg-1-peg-9 lauryl glycol ether, butylene glycol, hedera helix leaf steam extract, phytic acid, sodium polyacrylate, ethylhexylgrycerin, disodium edta, allantolin, triethanolamine
                                                       
MOJE WRAŻENIA:
Opakowanie to standardowa plastikowa butla zamykana na klik z niewielkim otworem, przez który wydobywa się odpowiednia ilość płynu, o pojemności 200ml. Specyfik ten można dostać w niesieciowych drogeriach i sklepach zielarskich oraz internecie w cenie około 16zł.
                         
Płyn jak to płyn, ma wodnistą, nie pieniącą się konsystencję, nie ma barwy i pudrowo, słodkawo ale odrobinę chemicznie pachnie.
                                                   
Jego działanie i skutki uboczne zależą od użytej do demakijażu ilości - im więcej go wylejemy z opakowania na wacik tym łatwiej i skuteczniej usunie makijaż ale niestety po dostaniu się do oczu tym większe wywołuje szczypanie (chociaż nie występuje ono zawsze). Mój demakijaż nim ogranicza się do zmycia okolic oczu a resztę pozostawiam żelom. Zazwyczaj na początku wylewam go tyle aby zamoczyć 1/3 wacika a następnie w miarę potrzeby dolewam i wtedy niezbędna jest odrobina cierpliwości aby usunąć co odporniejsze kosmetyki (kredka Versati, tusz NYX), jednak cienie na bazie schodzą bez najmniejszego oporu. W trakcie przecierania powieki nasączonym nim wacikiem tusz i kredka migrują na dolną powiekę i tam muszę je dodatkowo ścierać. Przy intensywniejszym makijażu pod oczyma powstaje niezbyt mocna panda, gdyż zmyty makijaż nie wsiąka w wacik tylko pozostaje na jego powierzchni i odkleja się od niego brudząc skórę, a po kąpieli i myciu żelem widzę jeszcze pod dolnymi rzęsami cień z resztek tuszu i kredki. Przy użytkowaniu tego płynu 1 wacik wystarcza mi akurat na demakijaż obu oczu i nic więcej. Jeżeli jednak używam innego tuszu czy nie nakładam kredki Versati z demakijażem nie ma najmniejszego problemu.
Wszystko to wpływa na jego wydajność, która jednak o dziwo jest w normie a kosmetyk nie znika w ekspresowym tempie z opakowania.
                                                        
OCENA: 4/6
 
 Podsumowując: Dobry micel o skutecznym działaniu i dobrej wydajności. Skutki uboczne jego stosowania są niezbyt uciążliwe (mi przytrafiły się zaledwie 2-3razy) więc polecam ale osoby o bardzo wrażliwych oczach muszą na niego uważać.

wtorek, 15 stycznia 2013

Bo oczy są zwierciadłem duszy...

Tak mówi stare powiedzenie i kryje w sobie dużo prawdy. Jednak same oczy to nie wszystko. Ważna jest również ich oprawa: jędrna i rozświetlona skóra bez cieni, opuchnięć i worków.
Ja mam szczęście, natura obdarzyła mnie wręcz idealną skórą wokół oczu a cienie i opuchnięcia pojawiają się jedynie jako wynik zarwanych nocy. Nie zmienia to jednak mojego nastawienia i starań o zachowanie jej pięknego wyglądu dlatego dzisiaj przed Wami recenzja kolejnego kosmetyku przeznaczonego do pielęgnacji tej wrażliwej strefy.
                      
Flos Lek Laboratorium
eye CARE
delikatny krem pod oczy
do skóry wrażliwej
wyciąg ze świetlika lekarskiego, wyciąg z alg morskich, witaminy C i E, kompleks nawilżający
                                         
OBIETNICE PRODUCENTA:
                                      
 SKŁAD:
                                          
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Brak. W dosłownym znaczeniu tego słowa.
SMAK: Nie próbowałam.
BARWA: Śnieżnobiała ale krem nie bieli skóry i nie pozostawia śladów nawet nałożony grubą warstwą.
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta i kremowa ale jednocześnie kosmetyk jest lekki - nie obciąża wrażliwej skóry a do tego łatwo i przyjemnie się rozprowadza.
  DZIAŁANIE: Krem delikatnie i dyskretnie dba o okolice oczu. Bardzo dobrze je nawilża i subtelnie natłuszcza a przy regularnym stosowaniu niweluje sporadycznie pojawiające się u mnie opuchnięcia i cienie. Co do działania przeciwzmarszczkowego to ciężko mi się wypowiedzieć bo nie mam takiego problemu ale nic nowego mi się nie pojawiło więc to też jest plus ;) Zauważyłam również działanie łagodzące - choćbym nie wiem jak mocno podrażniła oczy (co u mnie nie jest wyczynem bo moje oczęta są dosyć mocno wrażliwe) to po zastosowaniu kremu objawy znikają a oczy stają się odprężone. Przy regularnym stosowaniu kremu okolice oczu nawilżone, zadbane i jędrne. Skóra pozostaje gładka, elastyczna i napięta jak u 16-latki ;)
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. Tubka wystarcza na dobre kilka miesięcy codziennego użytkowania.
 SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Kartonik ze wszystkimi niezbędnymi informacjami a w środku tubka zamykana zakrętką (szkoda, że nie zamykana na klik), na której również znajdują się podstawowe informacje. Tubka wykonana jest z białego, odpowiednio miękkiego, nieprzezroczystego plastiku więc nie można podejrzeć ile kosmetyku jeszcze w środku zostało. Tubka stawiana jest na zakrętce wiec z wydobyciem zawartości do końca nie ma żadnych problemów. Grafika opakowania utrzymana jest w biało-niebiesko-czarnej kolorystyce ze srebrnymi i czerwonymi dodatkami.
POJEMNOŚĆ: 30ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 20chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek KLIK i pokazywałam już TUTAJ.
OCENA: 4,5/6
                               
Podsumowując: To już mój drugi kosmetyk z serii do wrażliwych oczu i drugi, który tak bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Co prawda na początku trochę się go obawiałam ale jak widać niesłusznie. Będę jeszcze niejednokrotnie wracała do kosmetyków Flos Lek i Wam też je polecam :)
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Flos Lek Laboratorium na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

piątek, 28 grudnia 2012

Przeciwzmarszczkowe dokarmianie łapek???

Przez cały rok towarzyszą mi kremy do rąk jednak w zimie szczególnie zwracam uwagę na nawilżenie dłoni i mam wobec nich szczególne wymagania dlatego jak już wreszcie udało mi się wykończyć poprzedni krem od razu zaczęłam następny. Jeżeli jesteście ciekawi co z tego wynikło to zapraszam do dalszej części posta :)
                                   
Flos Lek Laboratorium
hand CARE
krem do rąk
przeciwstarzeniowy
masło Shea
witamina E
kompleks wybielający przebarwienia
                    
OBIETNICE PRODUCENTA:
Zastosowanie: doskonały, hipoalergiczny, łatwo wchłaniający się krem do pielęgnacji dojrzałej skóry dłoni.
Działanie: wyrównuje koloryt i ogólny wygląd skóry rąk. Zapobiega pękaniu skóry wokół paznokci. Stosowany systematycznie zmniejsza intensywność zabarwienia plam  pigmentacyjnych, ich widoczność i wielkość. Filtr ochronny zabezpiecza skórę rąk przed powstawaniem nowych przebarwień.
Efekt: dojrzała skóra bez przebarwień. Skóra dłoni staje się gładka, napięta nawilżona o wyrównanym kolorycie.
                                          
SKŁAD:
aqua, paraffinum liquidum, propylene glycol, dimethicone, glycerin,butylene glycol, arctostaphylos uva ursi leaf extract, mitracarous scaber extract, arachidyl alcohol, behenyl alcohol, arachidyl  glucoside, ethylhexyl stearate, petrolatum, cetearyl alcohol, ceteareth-12, caprylic/capric triglyceride, butyrospermum parkii butter, ethylhexyl methoxycinnamate, phenoxyethanol, panthenol, parfum, tocopheryl acetate, dmdm hydantoin, iodopropynyl butylcarbamate, ethylhexylglycerin, peg-8, tocopherol, ascorbyl palmitate, ascorbiic acid, citric acid, disodium edta.
                      
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki, trochę jakby chemiczny, delikatny. Nie wywołuje migreny ani nie przeszkadza chociaż długo utrzymuje się na dłoniach. 

SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA: Biały ale na skórze bezbarwny. Nie bieli.
KONSYSTENCJA: Kremowa, lekka. Coś jak mleczko do ciała ale nie jest lejący. Łatwo rozprowadza ale wchłanianie to już inna bajka...
  DZIAŁANIE: Jedyne jakie zauważyłam to bardzo lekkie nawilżanie poza tym nie robi NIC. Niezbyt duża dawka rozprowadzona na rękach szybko się wchłania i pozostawia lekki nietłusty i nie lepki, sylikonowy film ochronny. Krem nałożony grubszą warstwą praktycznie się nie wchłania. Na rękach staje się śliski, mokry oraz "zimny" w odczuciu a na dodatek ekspresowo wyciera się we wszystko czego dotkniemy pozostawiając uczucie świeżo umytych i przesuszonych rąk na które natychmiast trzeba nałożyć krem. Z resztą nie mna się dziwić temu brakowi efektów bo pierwsze 5 składników zaraz po wodzie to prafina, sylikony i inne tanie zapychacze, które uniemożliwiają dotarcie "dobrych" składników do skóry.

WYDAJNOŚĆ: Dobra chociaż bez rewelacji.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Plastikowa, odpowiednio miękka tubka z nakrętką zamykaną klapką. Stawiana jest na zakrętce co pozwala wykorzystać kosmetyk do końca. Tubka nie jest przejrzysta i ale można podejrzeć ile produktu jeszcze zostało. Grafika utrzymana jest w biało-bordowo-szarej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 75ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 9chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek KLIK i pokazywałam już TUTAJ.
OCENA: 2/6
                               
Podsumowując: Od kremu anty-aging oczekuję, że będzie treściwy, nawilżający, natłuszczający i odżywiający a ten to totalna porażka. Na lato do torebki może byłby OK ale na zimę do codziennej pielęgnacji się nie nadaje i to mówię ja: osoba o młodych i zadbanych dłoniach. Nawet nie chcę myśleć jakie zadnie miałaby o nim jakaś starsza osoba, która potrzebuje wzmożonej pielęgnacji.
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Flos Lek Laboratorium na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Demakijażowa pielęgnacja.

Produkty przeznaczone stricte do demakijażu pojawiają się na blogu wybitnie rzadko. Jest to spowodowane tym, że ich bardzo, ale to bardzo nie lubię. Dzisiaj jednak będzie o produkcie, który zmienił moje zdanie na ten temat.
                                           
Flos Lek
Eye Care
delikatny płyn do demakijażu oczu
2 w 1
zmywa i nawilża
świetlik lekarski
alantoina
pantenol
olej migdałowy
                                                                                     
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
                                                                      
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki, pudrowy, bardzo delikatny.
SMAK: Lekko słonawy.
BARWA: Transparentna ale błękitna. Na skórze nie pozostawia koloru.
KONSYSTENCJA: Wodnista.
  DZIAŁANIE: Tak jak obiecuje producent - płyn doskonale usuwa makijaż oczu (cienie na bazie, eyelinery, kredki, tusze do rzęs) i jak wynika z moich obserwacji świetnie radzi sobie również z makijażem całej twarzy i ust (to właśnie zmywając bardzo trwałą pomadkę z ust dowiedziałam się jak smakuje). Niestety jednak płyn nie zmywa zbyt dobrze wodoodpornego tuszu. Co prawda "jakoś" sobie z nim radzi ale do przyjemnych czynności to nie należy. Po demakijażu za pomocą tego kosmetyku skóra jest oczyszczona a jednocześnie nawilżona i ukojona.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. SKUTKI UBOCZNE: Brak. Poz użyciu tego kosmetyku nie zauważyłam żadnych nieprzyjemnych skutków: nie wystąpiło podrażnienie ani zaczerwienienie okolic oczu a spojrzenia nie przesłaniała mi mgiełka. Biorąc pod uwagę to, ze czasami oczy szczypią mnie po zastosowaniu kredki do oczu albo podkładu jest to całkiem niezły wyczyn:) Nie pozostawia też po sobie żadnego filmu, który mógłby powodować dyskomfort. OPAKOWANIE: Plastikowa przejrzysta buteleczka z białą zakrętką i sprytnie wysuwanym "dzióbkiem" przez, który wylewa się płyn. Grafika jest bardzo ascetyczna utrzymana w biało-niebieskiej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 135ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 16zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek KLIK i pokazywałam już TUTAJ.
OCENA: 5/6
                               
Podsumowując: Szczerze mówiąc jest to pierwszy kosmetyk przeznaczony do demakijażu, którego działanie tak bardzo przypadło mi do gustu i po który tak chętnie sięgam. Gdyby jeszcze z łatwością usuwał makijaż wodoodporny byłby ideałem ale musi mu jednak wystarczyć etykietka "świetny" ;) Polecam go wszystkim właścicielkom i właścicielom delikatnych i wrażliwych oczu, którzy stosują makijaż nie-wodoodporny.
                                     
Produkt ten dostałam od firmy Labolatorium Kosmetyczne Flos Lek Furmanek Sp.j. na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

wtorek, 6 listopada 2012

Kaszmirowe mango ;)

Balsam do ciała to u mnie najszybciej znikający kosmetyk dlatego przed Wami kolejna recenzja:) Ten kosmetyk mogliście już oglądać TUTAJ dlatego bez dłuższych wstępów przejdę do rzeczy :)
                                 
 Flos Lek Laboratorium
Certyfikat Natury Flos Lek
Natural Body
Balsam do Ciała
Mango Marakuja
Kaszmirowy balsam do pielęgnacji ciała
regeneruje i nawilża
                                        
OBIETNICE PRODUCENTA:
                              
SKŁAD:
aqua, propylene glycol, ethylhexyl stearate, arachidyl alcohol, behenyl alcohol, arachidyl glucoside, caprylic/capric trygliceryde, prunus amygdalus dulcis oil, butylene glycol, laminaria hyperborea extract, parfum, lanolin, butyrospermum parkii butter, dimethicone, cetearyl alcohol, panthenol, hydrolyzed keratin, phenoxyethanol, methylparaben,  ethylparaben, mentha piperita extract, mangifera indica fruit extract, tocopheryl acetate, triethanolamine, carbomer, allantoin, peg-8, tocopherol, ascorbyl palmitate, ascorbic acid, citric acid, disodium edta, c.i. 47005, c.i. 14720, butylphenyl methylpropional, linalool, hexyl cinnamal, alpha isomethyl ionone, citronellol, limonene, benzyl benzoate
                               
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH:
Delikatny, słodki ale również świeży, owocowo-pudrowy. Czuć w nim zarówno mango jak i marakuję. Bardzo przypadł mi do gustu jednak uważam, że zdecydowanie bardziej pasuje na ciepłe miesiące niż na zimę. Zapach długo utrzymuje się na skórze.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA:
Delikatnie pastelowa, prawie biała, jednak ma w sobie odrobinę pomarańczu.
KONSYSTENCJA: Bardzo delikatna i lekka przypomina mleczko ale balsam nie jest tak lejący.
  DZIAŁANIE: Balsam lekko nawilża ale zdecydowanie nie jest to spełnienie obietnic producenta ale nie natłuszcza. Niestety nie niweluje uczucia ściągnięcia i napięcia skóry ale staje się ona gładka i miłą w dotyku Oczekiwane nawilżenia daje dopiero nałożenie sporej ilości kosmetyku.
Podejrzewam, że duży wpływ na działanie ma pora roku i sezonowe przesuszenie, jednak producent przeznacza go do skóry bardzo przesuszonej i szorstkiej więc uważam, że tym bardziej powinien sobie radzić. Nie zauważyłam efektu chłodzenia. Balsam bardzo szybko się wchłania i pozostawia niezwykle lekki, nietłusty i nie lepiący film.
WYDAJNOŚĆ: Niestety niska przez to, że trzeba go dużo nakładać.
SKUTKI UBOCZNE:
Brak.
OPAKOWANIE: 
Plastikowa, bardzo miękka tubka z nakrętką zamykana klapką. Stawiana jest na zakrętce co pozwala wykorzystać kosmetyk do końca. Tubka nie jest przejrzysta ale pod światło można podejrzeć ile produktu jeszcze zostało. Grafika utrzymana jest w biało-pomarańczowo-czarnej kolorystyce ze srebrną nazwą firmy.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ:
Drogerie, internet.
CENA:
Około 15zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek.
OCENA: 3
/6
                               
Podsumowując: Nie jest zły ale zdecydowanie bardziej nadaje się na lato niż na jesień i zimę. Obecnie nie zaspokoił moich potrzeb jednak nie wykluczam, że jeszcze kiedyś, gdy będzie ciepło. kupię go ponownie;)
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Flos Lek Laboratorium na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

niedziela, 14 sierpnia 2011

FLOS-LEK na naczynka

Flos-Lek Labolatorium
Seria do skóry z problemami naczyniowymi
Żel maseczka
z aktywnymi ekstraktami z kasztanowca, arniki górskiej, fiołka trójbarwnego

OBIETNICE PRODUCENTA 

SKŁAD: Aqua, Propylene Glycol, Aesculus Hippocastanum Fruit Extract, Alcohol, Viola Tricolor Herb Extract, Arnica Montana Herb Extract, Arnica Chamissonis Herb Extract, Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben
Źródło: www.stara-apteka.pl

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo delikatny lekko orzechowy.
KONSYSTENCJA: Średnio gęsta żelowa.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione. Ja wymagam tylko zlikwidowania widocznych naczynek i z tego wywiązuje się rewelacyjnie przy stosowaniu raz dziennie wieczorem.
WYDAJNOŚĆ: Duża. Do nałożenia na policzki i nos wystarczy odrobina wielkości ziarenka grochu.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Zakręcana tuba stawiana na zakrętce. 
POJEMNOŚĆ: 50ml
DOSTĘPNOŚĆ: sklepy zielarskie, internet
CENA: około 15zł może mniej
OCENA: 5/6
Podsumowując: To już mój drugi produkt o takim działaniu i z tego jestem zdecydowanie bardzo zadowolona. Zostanie ze mną na długo.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...