Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatches. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swatches. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2019

Przegląd szminek 2019

Cześć Kochani!
To niesamowite, że dzisiaj będzie już ostatni wpis w tym roku dlatego też postanowiłam nie zanudzać Was kolejną recenzją tylko pokazać swatches szminek, które ostatnio były w moim posiadaniu. Mam nadzieję, że będą dla Was pomocne jeżeli rozważacie zakup, którejś z nich.
Miłego czytania :)
                                                   

piątek, 29 listopada 2019

Lisa Eldridge The New Velvets Collection swatches + trochę więcej

Cześć Kochani!
W końcu dotarły do mnie nowe szminki Lisy Eldridge a ja znalazłam czas aby je dla Was zeswatchować na ustach. Mam nadzieję, że ten film będzie dla Was interesujący i pomocny.
Miłego oglądania :)
                               

piątek, 12 lipca 2019

Lisa Eldridge Lipsticks: LOVE OF MY LIFE & RAINBOW SPILL - swatches i pierwsze wrażenia

Cześć Kochani!
Wiem, że kilka osób bardzo czekało na ten film więc oto jest!
Prezentacja nowych szminek od Lisy Eldridge.
Zapraszam :)
                                           

wtorek, 26 lutego 2019

Sephora Błyszczyk powiększający usta - recenzja

Cześć Kochani!
Jak zwykle jestem nie ogarnięta i piszę na ostatnią chwilę ale chyba tak już ze mną jest.
Błyszczyki towarzyszą mi od początku mojej przygody z makijażem i raczej rozstania nie będzie bo uwielbiam ten rodzaj kosmetyków oraz efekt jaki dają.
Miłego czytania :)


czwartek, 21 lutego 2019

Urban Decay PSYCHEDELIC SISTER - recenzja

Cześć Kochani!
Postanowiłam, że w najbliższym czasie zrobię sobie dłuższą przerwę od pisania o pędzlach, bo muszę porządnie przetestować nowości, a tymczasem pokażę Wam i zrecenzuję moje zasoby kolorówkowe, gdyż kolekcja się kurczy w zadziwiającym tempie i zaraz może się okazać, że nie bardzo będę miała o czym pisać ;)
Dzisiaj na tapecie kosmetyk, którego używam codziennie więc zaraz zniknie bo ubywa go dosyć szybko.
Zapraszam.
                 

wtorek, 19 lutego 2019

Clarins Puder brązujący w kompakcie Edycja Limitowana - recenzja

Cześć Kochani,
Pamiętacie jeszcze z instagrama te piękne zdjęcia nie naruszonego bronzera Clarins, które pokazywałam Wam w sierpniu, a które dzisiaj posłużą mi za zdjęcie główne do wpisu? Do tej pory patrząc na nie wiem, dlaczego go kupiłam ale czy było warto, czy spełnił moje oczekiwania? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu ;)


sobota, 22 grudnia 2018

The Balm In The Balm of Your Hands vol.2 & BPerfect Carnivale Palette SWATCHES

Cześć Kochani,
Jakiś czas temu kupiłam dwie paletki do makijażu i w końcu zmobilizowałam się do pokazania swatches. Mam nadzieję, że Wam się przydadzą bo być może ktoś z Was skusi się na ich zakup w czasie po świątecznych promocji.
               

sobota, 17 stycznia 2015

Nowości: grudzień 2014

Czas już najwyższy zakończyć podsumowania grudnia i ostatecznie pożegnać rok 2014.
Nie przedłużając więc zapraszam Was do obejrzenia tego co mi przybyło :)
                                       
                                   
Na samym początku miesiąca, gdy wybrałam się po Zucę odwiedziłam też salon Clinique. Po długich namysłach zdecydowałam się na Mydełko do twarzy Extra Mild oraz miniaturę kremu Moisture Surge Intense, który mam zamiar zabierać ze sobą na wszelakie wyjazdy bo luźne próbki już mi się skończyły. Do zakupów dostałam, próbkę Dramaticaly different moisturizing lotion+, który bardzo szybko podbił moje serce (a raczej skórę) i na pewno znajdzie się w moich kolejnych zakupach tej marki.
                                 
                                   
W Inglocie uzupełniłam braki w kufrze i kupiłam Duo klej do rzęs tym razem w kolorze czarnym, Duraline a w promocji skusiłam się na szalone fioletowe rzęsy.
                                 
                                 
Znowu jestem na etapie poszukiwania pielęgnacji idealnej i tym razem zamierzam postawić na kosmetyki apteczne. Żeby nie ryzykować kolejnych przygód zebrałam sporo próbek i mam nadzieję znaleźć wśród nich krem doskonały. Niepodpisana odlewka w słoiczku do krem Nuxe, który nie do końca mi pasuje i raczej nie pojawi się na mojej półce.
                                 
                               
Następne poszukiwania, tym razem perfumeryjne, zaowocowały koniecznością nabycia chusteczek odświeżających Tami a dla pędzli zakupiłam kolejne dwa mydełka Himalaya. Zepsutą temperówkę, która poległa w starciu z kredką Avon SuperShock zastąpiłam podwójną strugaczką z Sephory. Jak na razie jest OK ale spodziewałam się po niej ciut więcej, a zwłaszcza, że nie będzie się sama otwierać. Z konieczności w mydlarni uzupełniłam zapasy Olejku z drzewka herbacianego, tym razem padło na Avicenna Oil, który ma skład identyczny jak poprzednik a jest o wiele tańszy. Przy okazji uzupełniania zapasów do kufra sięgnęłam po wazelinę kosmetyczną Bielenda. Mam nadzieję, że opakowanie okaże się szczelne i porządne.
                                               
                               
Dalszy ciąg zakupów do kufra to Chusteczki uniwersalne Europrofiti, dwa opakowania wacików Lilibe 70szt. oraz patyczki higieniczne Cleanic. Wszystko niezbędne ;)
                                         
                               
Jako, że zima (wiosna?) w pełni postanowiłam się po rozpieszczać smakowitymi żelami pod prysznic Isana, a przy okazji uzupełniłam zapasy antyperspirantów. Zdecydowałam się sięgnąć po sprawdzone kulki Fa w nowych wersjach zapachowych.
                                         
                               
Z polecenia postanowiłam wypróbować Embryolisse Lait-Creme Concentre. Mam nadzieję, że parafina w składzie nie okaże się dla mnie zabójcza. Przy okazji zakupów w niesieciowej drogerii trafiła do mnie miniatura antyperspirantu Nivea Stress protect, która będzie mi towarzyszyła w torebce. Grudniowe perturbacje kosmetyczne sprawiły, że zdecydowałam się wreszcie na zakup tuszu Maybelline The Colossal Volum' Express. Na początku ciężko mi się było przyzwyczaić do jego wielkiej szczoty ale teraz jestem z niego bardzo zadowolona. W ramach zaspokajania zachcianki kosmetycznej kupiłam liliowo-wrzosowy lakier Eveline miniMAX 936.
                               
                                   
Nie oparłam się (nie)stety grudniowym promocjom i moje zapasy pędzli rozrosły się o Hakuro H69 oraz Zoeva 225 Eye blender, 320 Smoky liner i 316 Classic liner. Poza tym do koszyka trafił żel do brokatu Kryolan Multi Gel, który na pewno przyda się w kufrze.
                               
                                 
Również, w grudniu doczekałam się wreszcie mojej nagrody, która leciała do mnie zaledwie od lipca... W mocno wyczekiwanej paczce znalazło się trochę pomylone zamówienie zawierajace antyperspirant i brokatowy top Lumene oraz pomadka w kredce i róż Gosh.
                               
                                     
Jako ostatnie trafiły do mnie perfumy z wymianki: Oriflame Puressence by Ecobeauty oraz Davidoff Cool Water Wave, który już szuka nowego domku TUTAJ. Przy okazji kolejnego podejścia do stanowiska Inglot zdecydowałam się wreszcie na wkład cienia o numerze 160. To była dobra decyzja, choć okupiona długimi przemyśleniami ;)
                             
Dla tych, którzy dotrwali do tego momentu swatches:
                     
                     
                           
Jak widać grudniowe zakupy były "na bogato" a z założenia, miało być tak skromnie... ;)

poniedziałek, 3 marca 2014

Zakupy: luty 2014

Byli już ulubieńcy więc czas na kolejne podsumowanie miesiąca. Dzisiaj pokażę Wam co mi przybyło w kosmetycznej komodzie.
Zapraszam :)
                                                 
 W lutym udało mi się zrealizować jedno z moich kosmetycznych marzeń i wykreślić kolejną pozycję z wish listy:
 Bobbi Brown "Perfekcyjny makijaż dla wszystkich - od początkujących do profesjonalistów" - Długo się na nią czaiłam aż w końcu promocja w Hebe pomogła mi w jej zdobyciu. Okazała się niezwykle ciekawa i z przyjemnością do niej zaglądam.
                                        
 Wizyta w Yves Rocher zaowocowała sporymi zakupami za niewielką kwotę (uwielbiam ich rabaty). W moje łapki wpadły:
Pur Bleut Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z wyciągiem z bławatka Bio - 2 sztuki - Gratis do zakupów :) Dużo dobrego o nich słyszałam a nie miałam jeszcze okazji testować. Zobaczymy co to za gagatki ;)
Coleurs Nature Róż Jasna Morela i Coleurs Nature Róż Średnia Morela - Nagle okazało się, że w moim kufrze brakuje morelowych odcieni różu więc musiałam to nadrobić. Szkoda tylko, że Średnia Morela jest bardziej różowa niż morelowa ale i tak bardzo mi się podoba :)
Elixir 7.9 Krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia na noc - Próbka nowości na półkach YR. Ciekawe jak się spisze.
                                           
Tak się rozpędziłam z tymi odcieniami moreli, że wpadło mi też coś pomarańczowego:
 Golden Rose Emily Long-Lasting Lip Pencil 216 - Uzupełnienie pomadki. Jest to pierwsza moja konturówka do ust z tej serii. Mam nadzieję, ze okaże się lepsza niż kredki do oczu.
Golden Rose Velvet matte Lipstick 06 - Supermodna bo pomarańczowa i matowa. Tej wiosny zrobię nią furorę ;)
Maybelline Color Whisper Lipstick 440 Orange Attitude - Pomadko-balsam abym mogła się przyzwyczaić do pomarańczy na ustach i zobaczyć czy mi pasuje. Na razie mogę powiedzieć o niej tylko tyle, że jest bardzo nietrwała.
                                              
Coś dla paznokci też wpadło do koszyka i tym razem obyło się bez pomarańczy:
 Lovely Matte Top Coat - Zupełnie nie wiem co mi odbiło ale zachciało mi się przerabiania perłowych lakierów na maty. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;)
Golden Rose Selective Nail Lacquer 12 - Zachciało mi się capuccino, a że kawy nie pijam to trafi chociaż na paznokcie. Gdy tylko odrosną...
                                  
W lutym zostałam również obdarowana mazidłami do oczu:
Avon Super Shock Vivid Liquid Eye Shadow Chromed Cocoa - Ciekawy i idealny dla bezproblemowych powiek. U mnie niestety nie utrzymuje się cały dzień ale i tak sięgam po niego, gdy nie potrzebuję całodniowej trwałości. O dziwo tak często, że trafił do ulubieńców ;)
Bell LadyCode Night Party Eyeliner - Migoczące drobinkami i przykuwające spojrzenie srebro.
                                      
To już wszystko co mi przybyło. Na koniec zaprezentuję Wam jeszcze kolory.
Od lewej:
Yves Rocher Coleurs Nature Róż Jasna Morela
Yves Rocher Coleurs Nature Róż Średnia Morela
Golden Rose Emily Long-Lasting Lip Pencil 216
Golden Rose Velvet matte Lipstick 06
Maybelline Color Whisper Lipstick 440 Orange Attitude
Avon Super Shock Vivid Liquid Eye Shadow Chromed Cocoa
Bell LadyCode Night Party Eyeliner
                       
Jak Wam upłynął luty?
Obłowiliście się na wyprzedażach i zakupach czy zaciskaliście pasa i karmiliście świnki skarbonki?

sobota, 4 stycznia 2014

Ostatnie zakupy roku 2013: grudzień

To niesamowite, że każdy kolejny rok upływa coraz szybciej i ten z "pechową trzynastką" jest już za nami. Jeszcze jednak kilka razy do niego wrócę aby zrobić podsumowania. Tym razem czas na zakupy jakie poczyniłam w grudniu.
Zapraszam :)
                                                            
Na pierwszy ogień idą Delikatne chusteczki trójwarstwowe 10x10 sztuk z Biedronki - Rzecz u mnie niezbędna zarówno w domu jak i w torebce więc zapas zawsze musi być ;)
                                              
Będąc dalej w temacie niezbędności, do koszyczka wpadł też mój ulubiony zarówno w kwestii działania jak i zapachu Lactacyd Femina hydro-balance. Chwilowo zdradziłam go z żelem Facelle ale nie jestem z niego tak do końca zadowolona więc wracam do pewniaka.
Już mniej niezbędny, bo zapasów jednak trochę jeszcze mam, żel pod prysznic Original Source Dragon Fruit & Capsicum o ciekawym i dość charakterystycznym zapachu oraz iście Halloweenowym kolorze ;)
Na końcu znajduje się typowa zachcianka, czyli Farmona Tutti Frutti Masło do ciała karmel & cynamon. Strasznie go pragnęłam a gdy po otwarciu zapoznałam się z zapachem to mi przeszło. Niestety zawiodłam się strasznie bo aromat jest sztuczny, chemiczny i pudrowy. Nie tego po nim oczekiwałam :(
                                                                      
W końcu zmotywowałam się, korzystając z promocji w Hebe, do zakupu Suchego szamponu do włosów Batiste XXL Volume. Padło na wersję różową bo niestety nie było wyboru i tylko ona była dostępna. Zobaczymy co to za cudak ;)
Powyżej Fa Romantic Moments oraz Lady Speed Stick pH Active Fresh, czyli uzupełnienie antyperspiracyjnych zapasów. Zniechęcona niebieskim Dove stwierdziłam, że muszę odpocząć od tej marki i postanowiłam wypróbować coś nowego. Mam nadzieję, że LSS się sprawdzi i wreszcie znajdę swój ideał :)
                                                         
Oczywiście nie byłabym sobą gdyby nie wpadło mi w łapki trochę drobiazgów. Jednym z nich jest kraciasta chusteczka do okularów bo jedna z moich domowych postanowiła bawić się ze mną w chowanego i przez przeszło dwa tygodnie nie mogłam jej znaleźć... Oczywiście zaraz po zakupie nowej się pokazała więc teraz mam trzy.
Jako dodatek do paczki z prezentem dla mojej męskiej połówki dostałam od Arsenic 4 odsypki kosmetyków mineralnych z kolorowka.com. W skład zestawu weszły: Puder Jedwabny Superfine oraz pigmenty: Rose Taupe, Chocolate Mouse i Moonlight. Wszystkie są pięknie i już czuję, że będę często po nie sięgać.
W ramach reanimacji jednego z moich najstarszych lakierów zakupiłam też Rozcieńczalnik do lakierów do paznokci Inglot. Już go przetestowałam i jestem bardzo zadowolona ale odkryłam, że Delia też ma takie cudo, które dodatkowo jest o połowę tańsze więc w razie potrzeby będę go szukać.
Będąc w moim ulubionym lokalu z pizzą skusiłam się też na Olejek Lawendowy, którym poprawiam sobie walory zapachowe wielu kosmetyków. Jest obłędny :)
 W moje łapki wpadła też Wodoodporna Konturówka do ust Flormar No.220, jako uzupełnienie zakupionej niedawno pomadki MNY. Nie jestem z niej do końca zadowolona bo jest twarda i ciężko nią narysować dobrze na pigmentowaną i wyraźną linię.
Udało mi się również zdobyć pędzelek do brwi H&M, który podobno miał być wycofany... Ciekawa jestem czy rzeczywiście okaże się taki świetny bo jak na razie nie zapowiada się się lepiej niż te z Essence.
                                                  
Ostatniego dnia roku zdążyła dotrzeć do mnie jeszcze paczka z zakupami :)
Tradycyjnie wśród nich znalazł się chociaż jeden pędzelek. Tym razem to Zoeva 229 Eye Finish, który będzie idealny do delikatnego rozcierania cieni.
Głównym motywem moich zakupów było jednak co innego - Kryolan Płyn do mycia i dezynfekcji pędzli. Od dawna się na niego czaiłam i wreszcie mam, Teraz nie będę się musiała spinać, ze z dnia na dzień moje pędzelki nie są w idealnym stanie (niestety działanie płynu Inglot jest marne).
W paczce znalazła się również Baza nawilżająca Make-Up Atelier Paris, która ma zastąpić przeterminowaną już i niezbyt mnie zadowalającą bazę z Kobo. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki więc jestem jej bardzo ciekawa.
Last but not least Tangle Teezer Salon Elite - mój prezent urodzinowy, który zrobiłam sobie sama ;) Już wypróbowałam i zapowiada się świetnie.
                                                               
Na koniec moich ogromnych zakupów zapraszam do oglądania zdjęć.
Od lewej:
- konturówka Flormar 220
- pigmenty: Rose Taupe, Chocolate Mouse i Moonlight.
                                             
Pigmenty jeszcze raz: Moonlight, Rose Taupe i Chocolate Mouse.
                                                               
Widząc ile tego nazbierałam sama jestem zaskoczona ilością zakupów, ale na szczęście nie są to same pierdółki ;) Staram się trzymać tylko niezbędnych zakupów i uważam, ze całkiem nieźle mi idzie.
                                                                
Jak tam Wasze grudniowe zakupy?
Oszczędzaliście czy poszaleliście?

sobota, 20 kwietnia 2013

Swatchowe porównanie baz pod cienie do powiek.

Dla mnie tak samo jak i pewnie dla większości z Was baza pod cienie do powiek to podstawa makijażu. Moja przygoda z tym kosmetykiem zaczęła się dawno, dawno temu od Virtual Eyeshadowbase. Jej pierwsze opakowanie to było objawienie - fantastyczny kosmetyk, który idealnie się wywiązywał z nałożonych na niego oczekiwań, drugie opakowanie to koszmar - użyłam jej zaledwie kilka razy i wylądowała w koszu bo nie dało jej się nabrać na palec a tym bardziej rozprowadzić na powiece. Kolejnym specyfikiem jaki wpadł w moje ręce była trudna w obsłudze i kapryśna Wodoodporna Baza pod Makijaż APC. W tym samym czasie w moje ręce wpadła KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie, której ze względu na konsystencję nie za bardzo lubię używać na co dzień. Po rozstaniu z bazą APC postanowiłam zakupić sławetną ArtDeco Eyeshadow Base, która niejako stała się przyczyną powstania tego posta ;) Obecnie bazy ArtDeco zostało mi na mniej więcej jedno użycie a jej następcą zostanie Avon Eye Shadow Primer.
Zatem do rzeczy:
                        
W szranki stają:
2. Avon Eye Shadow Primer Light Beige
3. KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie - Jak widać jest to zupełnie przezroczysty, bezbarwny płyn, który nie pozostawia na skórze widocznych śladów więc nie będę poświęcać mu więcej czasu ;)
                        
Bazy w słoiczku:
Już po pierwszym dotknięciu baz można zauważyć różnice.
 1. ArtDeco Eyeshadow Base - Ma konsystencję trzymanej na słońcu plasteliny. Jest miękka ale lepka. Dobrze przywiera do palca a następnie do powieki. Przyjemnie się rozprowadza. Odrobinę zgęstniała w czasie kiedy ją używałam jednak nadal jej używanie jest niezwykle przyjemne.
2. Avon Eye Shadow Primer Light Beige - Ma konsystencję trzymanego na słońcu masła. Jest rzadka i lekka, od razu czuć, że jej bazą jest sylikon. Niesamowicie szybko i w dużej ilości przywiera do palca wiec trzeba uważać aby nie nabrać zbyt wiele. Bardzo łatwo się rozprowadza.
                        
 Na skórze:
 1. ArtDeco Eyeshadow Base - Ma bardzo jasny beżowy kolor z maleńkimi rozświetlającymi drobinkami więc po roztarciu staje się niewidoczna a drobinki delikatnie rozświetlają skórę, chociaż pod matowymi cieniami zupełnie zanikają i nie zmieniają ich charakteru.
2. Avon Eye Shadow Primer Light Beige - Ma dosyć ciemny (jak dla mnie bladziocha) i intensywny bezowy kolor więc jest widoczna nawet po roztarciu. jest całkowicie matowa i nie zawiera drobinek.
                         
Cienie użyte do porównania:
                                            
1. Inglot Sprint SuperStar cień do powiek 90 - Czerwony bardzo dobrze napigmentowany cień ze złotymi drobinkami. Świetnie się nakłada, dobrze rozciera i nie zanika w trakcie użytkowania.
2. KOBO Pure Pigment 408 Cornflower - Niezwykle mocno napigmentowany, drobno zmielony, szafirowy matowy pigment. Nie tylko dobrze się nakłada i rozciera ale też wnika w skórę przez co ciężko go potem zmyć.
3. Essence eyeshadow 43 mystic lemon holographic effect - Słabo napigmentowały błyszczący i opalizujący cień. Dosyć ciężko się nakłada i zazwyczaj trzeba go sporo aplikować aby uzyskać ładny efekt.
                            
Informacje o cieniach:
                                 
Bazy w akcji:
                          
  Inglot Sprint SuperStar cień do powiek 90

 KOBO Pure Pigment 408 Cornflower
                                        
Essence eyeshadow 43 mystic lemon holographic effect
                          
PODBICIE KOLORU: Jak widać na zdjęciach najlepiej barwę cieni podbija KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie. Zaraz za nim uplasowała się ArtDeco Eyeshadow Base a na końcu została Avon Eye Shadow Primer Light Beige chociaż na niej i tak cienie wyglądają lepiej niż nałożone bez bazy.
                      
ZMYWANIE: Najbardziej oporny na zmywanie okazała się również KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie. Zmycie z niej cieni prasowanych jest ciężkie a pigmentów graniczy z cudem. Do testów używałam nawilżanych chusteczek dla niemowląt i musiałam się porządnie natrzeć aby oczyścić skórę i nie zostać z niebieskimi plamami. Dalej w szeregu znalazła się ArtDeco Eyeshadow Base, na której cienie również świetnie się przylepiły i trzeba było kilku przetarć aby oczyścić skórę. Również i tym razem na końcu znalazła się Avon Eye Shadow Primer Light Beige, która pozwoliła zmyć cienie już za pierwszym przetarciem chusteczką.
                                          
Jak na razie baza Avon wypadła najgorzej jednak jest to mój pierwszy z nią kontakt więc jestem w stanie jej to wybaczyć. Zobaczę jak spisze się przy regularnym stosowaniu a potem podzielę się z Wami jej recenzją :)

niedziela, 10 marca 2013

O jasnych podkładach raz jeszcze...

Jakiś czas temu pokazywałam Wam swatche podkładów o najniższych numerkach, które przynajmniej w teorii powinny być bardzo jasne... Jak to wygląda w rzeczywistości możecie przekonać się TUTAJ.
W związku z tym, że w moje łapki trafiły jeszcze dwie próbki podkładów o niskich numerkach postanowiłam Wam je zaprezentować porównując je do tego co już widzieliście.
                                              
W opakowaniach:
                                                   
Zaraz po nałożeniu:
                                                
Po roztarciu:
                                                    
Udział wzięli, od lewej widzicie:
1. MAC Matchmaster Foundation SPF 15 1.0
2. Yves Saint Laurent Teint Radiance 1
3. Yves Saint Laurent Teint Resist 1
4. Coverderm Color 01
5. Clinique Redness Solution 01
6. L'oreal True Match W1 Porcelain Wersja USA
                                                
Muszę przyznać, że jestem mocno zszokowana tym, że normalnie bardzo jasny podkład MAC w tym towarzystwie okazał się taki ciemny chociaż Clinique i tak bije go na głowę.
                              
Mam nadzieję, że bladziochom ułatwiłam choć trochę poszukiwania podkładu idealnego ;)

sobota, 19 stycznia 2013

Pierwsze koty za płoty...

... czyli pierwsze wrażenia z testów kosmetyków mineralnych.
      
Dawno, dawno temu Krakowskim Spotkaniu Bloggerek KLIK poza pielęgnacją dostałam też sporo kolorówki. Wszystkie te cudowności, które wtedy wpadły w moje łapki mogliście oglądać TUTAJ. Jako, że od tamtego wydarzenia upłynęło już sporo wody w Wiśle to czas najwyższy podzielić się z Wami wrażeniami :)
Ostatnio moja skóra się trochę uspokoiła i wygładziła dzięki czemu nie potrzebuję mocnego krycia co sprawiło, że łaskawszym okiem spojrzałam na kosmetyki mineralne Annabelle Minerals.
Po małych roszadach na spotkaniu stałam się właścicielką pędzla do różu (ale nie o nim dzisiaj będzie mowa) i dwóch pełnowymiarowych kosmetyków:
1. Podkładu mineralnego rozświetlającego w odcieniu Beige Light
2. Korektora mineralnego w kolorze Dark.
                                            
Tak kosmetyki prezentują się po otwarciu. Niestety aparat trochę zbyt mocno je zaróżowił.
Po lewej znajduje się podkład a po prawej korektor.
 Tutaj prezentacja na skórze. Tym razem korektor znajduje się po lewej a podkład po prawej.
 Wersja roztarta palcem. Po nałożeniu pędzlem efekt jest bardziej subtelny:
                       
PODKŁAD pomimo tego, że w opakowaniu wydaje się być dosyć ciemny to na skórze okazał się jednak obiecująco jasny. Ładnie stapia się z moją skórą i nie odznacza od szyi chociaż jak dla mnie mógłby być odrobinę jaśniejszy. Pomimo, że zdjęcie tego nie oddaje to znajduje się w nim cała masa maleńkich drobinek połyskujących wszystkimi kolorami tęczy, które wspaniale rozświetlają skórę tak jak meteoryty ;) Dla mnie jest to jednak odrobinę za dużo światła... Krycie jest niskie do średniego. Z wypryskami i przebarwieniami może sobie nie poradzić więc warto zaopatrzyć się w korektor. Konsystencja podkładu jest sypka ale dosyć lepka dzięki czemu podkład prawie wcale nie pyli co sprawia, że bardzo przyjemnie się go używa. Podkład bardzo dobrze i bez zbędnych problemów współpracuje z innymi kosmetykami a sam spokojnie wytrzymuje na twarzy do zmycia. Początkowo daje pudrowy ale nie płaski efekt jednak po kilkudziesięciu minutach odrobinę się wybłyszcza i staje się satynowy. Niezwykłe jest jednak to, że na mojej przetłuszczającej się strefie T nie staje się paskudnie święcący a jedynie "naturalnie rozświetlony" i nie wymaga matowienia. Kosmetyk praktycznie nie pachnie ani nie daje niepożądanych efektów ubocznych. Zmywa się bardzo łatwo nawet żelem do mycia twarzy. Podkład zapakowany jest w plastikowy słoiczek z siteczkiem o pojemności 4g, który kosztuje 30zł. Kosmetyk pomimo, że maleńki wydaje się być nie do zużycia bo praktycznie nie ubywa go ze słoiczka.
                     
KOREKTOR Od razu zaznaczę, że nie potrafię posługiwać się korektorami mineralnymi i po kilku nieudanych próbach zaczęłam stosować go jako podkład więc tak go będę oceniać. Chociaż w opakowaniu jest jasny to niestety nałożony na twarz jest dla mnie zbyt ciemny przez co odznacza się od szyi. Jest również sporo ciemniejszy od podkładu dlatego nie można używać ich razem bo zostawia plamy. Kosmetyk nie zawiera drobinek i daje zupełnie matowe wykończenie. Krycie jest średnie do dużego w zalezności od ilości nałożonego kosmetyku dlatego dużo lepiej radzi sobie z wypryskami i przebarwieniami jednak nie kryje ich w 100% dlatego w gorszych przypadkach sięgałam po korektor. Konsystencja jest sypka i sucha dlatego pyli mocniej niż podkład przez co trzeba uważać przy nakładaniu. Całkiem dobrze współpracuje z innymi kosmetykami jednak przez suchą konsystencję z niektórymi gęstymi kosmetykami (np. korektorami czy kamuflażami) może dawać efekt gęstego ciasta dlatego ostrożność jest wskazana. Sam trwa dzielnie na buzi aż do zmycia. Po nałożeniu daje matowy i dosyć mocno pudrowy efekt ale już po kilku-kilkunastu minutach się wybłyszcza i staje się satynowy. Pomimo, że wybłyszcza się bardziej niż podkład to nie staje się paskudnie święcący i dodatkowe matowienie nie jest konieczne. Korektor również praktycznie nie pachnie ani nie daje niepożądanych efektów ubocznych. Tak samo zmywa się bardzo łatwo nawet żelem do mycia twarzy. Zapakowany jest w plastikowy słoiczek z siteczkiem o pojemności 4g, który kosztuje 30zł. Tak samo jak podkładu praktycznie nie ubywa go ze słoiczka.
                             
 Jako, że oba kosmetyki nie są dla mnie idealne a bardzo chciałam je wypróbować i czasami używać to tworzę sobie mieszankę pudru i korektora, która daje wyśrodkowane efekty: średnio kryje, jest bardziej matowa i zawiera mniej drobinek. Niestety jest też ciemniejsza.
Oto jak prezentuje się w słoiczku:
Tak wygląda na dłoni roztarta palcem:
                   
Bardzo ubolewam nad tym, że kosmetyki nie pasują do mnie idealnie i nie mogę ich spokojnie używać każdego dnia. Na pewno jednak znajdę dla nich jakieś zastosowanie albo dokupię najjaśniejszy z dostępnych korektorów i stworzę własną mieszankę idealną ;)
                     
Jeżeli zainteresowały Was opisywane przeze mnie minerałki to najzwyczajniej w świecie możecie je obejrzeć i zakupić na stronie internetowej Annabelle Minerals.
              
A Wy znacie już kosmetyki mineralne?
Lubicie je czy raczej nie wywarły na Was wrażenia?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...