Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2019

Przegląd szminek 2019

Cześć Kochani!
To niesamowite, że dzisiaj będzie już ostatni wpis w tym roku dlatego też postanowiłam nie zanudzać Was kolejną recenzją tylko pokazać swatches szminek, które ostatnio były w moim posiadaniu. Mam nadzieję, że będą dla Was pomocne jeżeli rozważacie zakup, którejś z nich.
Miłego czytania :)
                                                   

piątek, 11 stycznia 2019

Nowości i ulubieńcy, luty 2018 - Inglot, Vianek, Buna, Lancome, Astor

Cześć kochani,
Czas na kolejne podsumowanie lutego. Tym razem szybciutko więc film jest bardzo krótki ale za to mocno treściwy bo pokazałam w nim mnóstwo kosmetyków ;)
Zapraszam.
 

piątek, 2 stycznia 2015

Imprezowy duet :)

Świąteczne obżarstwo i lenistwo już za nami więc czas wrócić do blogowania. Nawiązując do świąteczno-karnawałowego czasu przedstawiam Wam dzisiaj imprezowy mani.
Zapraszam :)
                   
Bazę manicure stanowi:
L'Ambre
Lakier do paznokci
5
                                 
                                 
POJEMNOŚĆ: 8ml
DOSTĘPNOŚĆ: Internet
CENA: b.d.
                             
                         
Lakier ma piękny czerwony kolor, na który składa się drobny czerwony był zanurzony w lakierowej bazie nadający mu niezwykłe i ciekawe wykończenie, które nie jest ani do końca metaliczne ani tym bardziej perłowe. Dzięki temu lakier prezentuje się niezwykle elegancko i jest bardzo intrygujący.
Krycie jest dobre: dwie warstwy dają idealny efekt.
Pomimo intensywnego koloru nie sprawia problemów przy zmywaniu i nie barwi wszystkiego wokół.
Konsystencja emalii jest bardzo rzadka i lejąca ale nie sprawia problemów przy aplikacji. Dobrze się rozprowadza nie tworząc smug ani prześwitów, dobrze się poziomuje a jednoczenie nie rozlewa po skórkach.
Buteleczka jest mała i bardzo elegancka. Napisy są trwałe i nie niszczą się w trakcie przechowywania co jest dodatkowym atutem.
Pędzelek jest całkiem spory i spłaszczony, wykonany z odpowiednio miękkiego włókna dzięki czemu posługiwanie się nim to czysta przyjemność nawet na krótkich paznokciach.
                   
                         
Dla urozmaicenia manicure dwa paznokcie pociągnęłam dodatkową warstwą:
Golden Rose
Classics Glamour
Nail Lacquer
179
                       
                               
POJEMNOŚĆ: 11ml
DOSTĘPNOŚĆ: Sklepy i wyspy Golden Rose, internet, niesieciowe drogerie
CENA: Około 5zł
                                 
                               
Jest to drobny złoty brokat zanurzony w bezbarwnej bazie. Prezentuje się pięknie lecz tak jak chyba wszystkie brokaty przy wysychaniu odrobinę traci na połysku i trzeba go pociągnąć nabłyszczającym topem.
Jak na brokat zmywa się wyjątkowo mało opornie.
Pełnego krycia oczywiście nie ma co oczekiwać więc najlepiej stosować go jako top.
Konsystencja jest dosyć gęsta i przypomina żelową co sprawia, że drobinki są w nim rozmieszczone równomiernie i tak też rozkładają się na paznokciu.
Buteleczka jest ładna choć dosyć wysoka co może przysparzać problemy przy przechowywaniu.
Pędzelek jest odpowiednio długi i szeroki a przy tym miękki więc nie niszczy nałożonych uprzednio warstw lakieru bazowego.
                       
                                       
Lakier L'Ambre choć w buteleczce wywoływał we mnie mieszane odczucia i wylądował na liście "do oddania" ostatecznie podbił moje serce swoim urokiem i zostanie ze mną na stałe natomiast brokat Golden Rose stał się dla niego świetnym kompanem i ten duet zagości u mnie jeszcze nie raz :)

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Sylwestrowe szaleństwo

Tak, wiem po sylwestrowej imprezie zostało już tylko wspomnienie i oczekiwanie na następną, ale ja jeszcze na chwilę wrócę do tamtej nocy i pokażę Wam jaki manicure uprzyjemniał mi wieczór.
Zapraszam :)
                                       
Golden Rose
Miss Selene mini
Nail Lacquer
218
                                  
 POJEMNOŚĆ: 5ml
 DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie niesieciowe i mniejsze sieciowe, internet.
 CENA: Około 3zł
                                              
                                                             
Plusy:
- Ładny, prawie idealny, odcień słonecznej żółci.
- Niska cena.
- Łatwa dostępność.
- Mała pojemność, dzięki czemu można go zużyć a ze względu na minusy nie zadręcza też swoją obecnością.
                                                
 - Pędzelek - mały, krótki, precyzyjny ale niestety nabiera zbyt mało lakieru więc ciężko nim równo pomalować całą płytkę.
- Płynna i bardzo rzadka rozlewająca się ale za to samopoziomująca konsystencja.
                                                         
Minusy:
- Tragiczne krycie - paznokieć trzeba wręcz zalewać trzema grubymi warstwami lakieru a nadal widać prześwity.
- Kremowo-żelowe wykończenie.
- Dramatyczne schnięcie a waściowie jego brak.
- Wydajność - po dwóch malowaniach zużyłam go już 1/3.
                                                      
No cóż - sięgając po ten lakier mam ochotę strzelić sobie w łeb <wali głową w mur> ale kolor tak bardzo mi się podoba, że nie potrafię z niego zrezygnować.
                                               
                                                     
Dla urozmaicenia słonecznikowej żółci i ukrycia niedoskonałego krycia dodałam brokat.
                                                
                                                
 MIYO
Mini Drops
Lakier do paznokci
no 153 Green Fireworks
                                          
 POJEMNOŚĆ: 7ml
 DOSTĘPNOŚĆ: Niektóre drogerie niesieciowe i mniejsze sieciowe, internet.
CENA: Około 5zł

                                                 
Plusy:
- Piękne połączenie zielonych i srebrnych, połyskujących wszystkimi kolorami tęczy drobinek.
- Mieszanka drobnego brokatu i większych sześciokątów, które urozmaicają i ożywiają ostateczny efekt.
- Zupełnie bezbarwna baza, która pozwala stosować brokat na inne lakiery a jednocześnie nadaje świetny szklany połysk.
- Brokat dobrze się nabiera na pędzel i chętnie zostaje na paznokciach przy maksymalnie trzech pociągnięciach pędzelkiem, dzięki czemu nie trzeba nakładać go grubą warstwą.
- Wydajność - praktycznie go nie ubywa.
- Krótki i precyzyjny pędzelek odpowiedniej twardości.
- Niska cena.
- Nie za duża, ani nie za mała - wręcz idealna pojemność.
- Przyjemna, nie rozlewająca się konsystencja.
                            
- Dostępność - niestety tę wersję dosyć ciężko znaleźć :(
- Wysychanie - w normie, nie ma co oczekiwać cudów.
                                   
Minusy:
- Zmywanie - jak to u brokatów nie ma lekko, ale na szczęście nie dobija.
                                           
Ten lakier zawrócił mi w głowie już w drogerii, gdy mrugnął do mnie oczkiem brokatu. Zakochałam się w nim totalnie i od razu wiedziałam, że muszę go mieć. Pomimo uciążliwego zmywania zachwyca mnie za każdym razem gdy tylko na niego spoglądam. To był dobry wybór :)
                                              
                                                  
  Jeżeli wiecie o jakimś porządnym żółtku o dobrym kryciu i podobnym kolorze to dajcie znać bo chętnie go kupię.

sobota, 7 grudnia 2013

Bogaty róż

Teoretycznie powinnam dzisiaj pokazać Wam zdjęcia z wczorajszego spotkania bloggerek z Joanną ale niestety zapomniałam aparatu i zdjęć nie ma. Muszę więc poczekać aż ktoś się nade mną ulituje i pokaże co tam było a tymczasem postanowiłam iść na rękę wszystkim spragnionym wieści o pokazanej w ostatnich ulubieńcach pomadce.
Zapraszam :)
                                                          
Golden Rose
Ultra Rich Color Lipstick
42
                                                           
POJEMNOŚĆ: 4,5g
DOSTĘPNOŚĆ: Wybiórczo w drogeriach oraz salonach i na wyspach Golden Rose, w internecie.
CENA: 13zł
                                                         
                                                                                    
Zacznę może od opakowania. Jakie jest, każdy widzi więc jego estetykę musi ocenić sam. Moim zdaniem jest ładne i nie wygląda zbyt tandetnie. Podoba mi się również że nie jest czarne bo wystarczy rzut oka w czeluście torebki i łatwo je namierzyć. Chociaż jest plastikowe to odporność na zniszczenia oceniam bardzo dobrze. Nic się nie psuje, nie łamie ani zbytnio nie niszczy. Napisy są odporne dzięki czemu nawet po dłuższym używaniu nadal wiemy co to za gagatek.
Nie zamyka się na klik ale czuć lekki opór przy nasuwaniu jak i ściąganiu skuwki więc nie ma obaw, że pomadka się otworzy w torebce i zrobi tam masakrę.
                                                                                  
                                                                                 
Jedyny zarzut jaki mam do opakowania jest taki, że po nasunięciu skuwki do 3/4 opiera się ona na walcu otaczającym sztyft i go przekręca. Oznacza to że jeżeli nie wymierzę dobrze konta pod którym nakładam zatyczkę to przy jego przekręcaniu i dopasowywaniu pomadka się wysuwa a jej koniec masakruje. Niestety przytrafiło mi się to już kilka razy i strasznie mnie wkurza, że przy każdym użyciu muszę o tym pamiętać.
                                                                                    
                                                                             
Pomadka pachnie bardzo przyjemnie mleczną czekoladą ale na szczęście zapach jest bardzo delikatny i wyczuwalny jedynie po przysunięciu sztyftu do nosa więc nie kusi aby ją zjeść.
Smak szminki jest obojętny. Niby coś tam czuć ale nie odstrasza on ani nie prowokuje do zjedzenia.
Konsystencja pomadki jest dosyć gęsta chociaż nie sucha a sztyft całkiem twardy więc nie ma obaw, że przy aplikacji nie chcący zostanie na ustach jego połowa.
                                                                              
                                                                                 
Kolor jest bardzo ciężki do określenia. Jak widać na zdjęciach jest to niezbyt intensywny róż z delikatną domieszką czerwieni i brązu. Jest wielowymiarowy i niejednoznaczny. Barwa po nałożeniu różni się w zalezności od rodzaju skóry, na którą pomadka została nałożona. Zupełnie inaczej wygląda na ręce a inaczej na ustach przy czym, żaden z tych kolorów nie jest identyczny jak kolor w opakowaniu. Wykończenie jest satynowe.

                                                                                    
Pigmentacja pomadki jest całkiem niezła i dość szybko przy 2-3 pociągnięciach można uzyskać całkowite pokrycie ust kolorem. Dobrze jest używać ją z konturówką bo za pomocą sztyftu ciężko uzyskać równą i precyzyjną linię. Pomadka na ustach trzyma się dobrze. Nie jest to produkt długotrwały więc nie ma co liczyć, że przetrwa od rana do wieczora bez szkód w trakcie jedzenia i picia. Bez ingerencji jest w stanie wytrzymać około 3-4 godziny natomiast w trakcie jedzenia znika i potem trzeba ją poprawić. Bez użycia lusterka się jednak nie obejdzie. Ściera się od środka ust do zewnątrz przy czym zazwyczaj linia najbliżej konturu ust pozostaje nienaruszona. Nie zbiera się w załamaniach ani nie tworzy białych farfocli na wargach.
                                                             
Na ustach: górna warga jest naga, natomiast dolna umalowana:
                                                          
Największą wadą tej pomadki jest jednak to, że podkreśla wszelakie suche skórki i zaniedbania więc usta muszą być idealnie wypielęgnowane i zadbane przed jej zastosowaniem.
Ze względu na dobrą pigmentację nie ubywa jej zbyt szybko ze sztyftu więc można się nią długo cieszyć.
                                             
Na ustach: górna warga jest naga, natomiast dolna umalowana:
                                                   
Podsumowując: Dobra pomadka za niską cenę. Jeżeli jesteście wielbicielkami szminek to jak najbardziej polecam. Sama również zdecyduję się jeszcze na jakieś kolory :)

środa, 23 października 2013

Pink Power

Recenzje tuszy do rzęs to chyba najregularniej pojawiające się posty na blogu. Ciągle szukam ideału więc za każdym razem sięgam po inny produkt mając nadzieję, że może ten okaże się szyty na miarę. Dzisiaj czas na podsumowanie wrażeń z użytkowania towarzyszącego mi obecnie specyfiku.
Zapraszam :)
                                                                         
Golden Rose
Definitive Volume & Lenght Mascara
Extreme Volume & Deep Black
                                                                                     
OBIETNICE PRODUCENTA:
Golden Rose Definitive Volume & Length Mascara to nowa mascara, która ma za zadanie maksymalnie pogrubić i wydłużyć rzęsy. Dzięki niej rzęsy staną się spektakularnie wydłużone i gęste. Specjalnie wyprofilowana, elastyczna szczoteczka precyzyjnie rozprowadza tusz i pokrywa równomiernie każdą rzęsę, nie pozostawiając grudek. Sprawia, że spojrzenie zyskuje wyrazistość i głębię. Wysoka zawartość pigmentów nadaje rzęsom kolor głębokiej czerni, efektownie podkreślając oprawę oczu.
                                                                                   
SKŁAD:
aqua, synthetic beeswax, ci.77499 (iron oxid black), paraffin, glyceryl stearate, acacia senegal gum, butylene glycol, oryza sativa (rice) bran wax, stearic acid, palmitic acid, polybutene, ci.77007 (ultramarines), vp/eicosene copolymer, copernicia cernifera (carnauba) wax, aminomethyl propanol, phenoxyethanol, glycerin, ci.77266 (black 2), hydroxyethyl cellulose, ethylhexylglycerin, disodium edta, pvp, cellulose, trimethylpentanediol/adiptic acid/ glycerin crosspolymer
                                                                                        
POJEMNOŚĆ: 12,5ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, sklepy i wyspy Golden Rose, internet.
CENA: Około 22zł.
                                                                                           
MOJE WRAŻENIA:
Opakowanie tuszu muszę (i chcę) ocenić zdecydowanie na 6+: trwały plastikowy, zadający szyku kartonik i różowa, lekko skręcona tuba o lustrzanym połysku. Całość cieszy oko i łechce moje upodobanie do kolorów. Pomimo początkowych obaw okazało się, że tuba jest wykonana genialnie. Nic się nie rysuje, nie przekręca ani nie zdziera a niewielkie napisy trwają na opakowaniu bez najmniejszego uszczerbku. Wszystko niczym w górno-półkowej marce.
                                                                                
                                                                                   
Aplikator to sylikonowa szczoteczka, a właściwie szczota w kształcie klepsydry. Pomimo słusznych rozmiarów, których się obawiałam (jestem zwolenniczką maleńkich szczoteczek) okazała się bardzo precyzyjna i bezkonfliktowa w obsłudze. Ciach-ciach i rzęsiory umalowane czyli tak jak tygryski lubią najbardziej ;)
                                                                                     
                                                                                 
 Konsystencja jest trochę kapryśna ale bez przesady: na początku była odrobinę zbyt mokra, potem gdy podsychała dosłownie raz zrobiła mi na rzęsach lumpy-klumpy a potem osiągnęła ideał. Dobrze się nakłada i rozprowadza zasychając na tyle wolno, że dołożenie drugiej warstwy nie stanowi najmniejszego problemu a jednocześnie na tyle szybko, że nie odbija się ani pod łukiem brwiowym, ani pod oczyma.
Zapach kojarzy mi się z węglem i grafitem. Jest raczej obojętny i na tyle delikatny, że pozostaje niezauważalny w trakcie normalnego stosowania.
                                                                                              
Tusz ma piękny czarny kolor i bardzo dobrą pigmentację. Co prawda nie jest to typowa węglowa czerń ale i tak jest zdecydowanie lepiej niż w niektórych czarno-grafitowych tuszach. Kosmetyk świetnie pogrubia i wydłuża rzęsy (domalowanie końcówek nie stanowi najmniejszego problemu) a nawet ładnie je podkręca choć moje zawsze wydawały mi się odporne na takie działanie. W efekcie otrzymujemy firankę długich, zagęszczonych i podkręconych rzęs, które możecie sobie obejrzeć w dalszej części posta. Negatywnych skutków ubocznych jego użytkowania nie odnotowałam.
 Miałam już wcześniej tusz Golden Rose i niestety jego trwałość okazała się dramatyczna -  osypywał się już w niespełna godzinę po aplikacji. W tym przypadku jest dużo lepiej ale nadal trwałość to najsłabszy punkt tego tuszu - na co dzień, do pracy, na zakupy i krótkie spotkania ze znajomymi będzie w sam raz, jednak na intensywny dzień od rana do wieczora poza domem, imprezy i większe wyjścia się nie sprawdzi bo niestety ale w takich sytuacjach opuszcza swój posterunek a następnie osiada bezsilny na dolnej powiece i pod oczyma dając efekt pandy :( Niezbędne są więc w torebce patyczki kosmetyczne i lusterko.
W kwestii zmywania wszystko w granicach normy. Ładnie schodzi przy użyciu (działających) płynów micelarnych.
                                                                                                   
Oto pamiętne ostatnie zdjęcia wykonane starym aparatem ;)
Oko prawe (po lewej) saute, oko lewe (po prawej) 1 warstwa tuszu.
                                                                                    
Oko prawe (po lewej) saute, oko lewe (po prawej) 2 warstwy tuszu.
                                                                                         
Oko prawe (po lewej) 1 warstwa tuszu, oko lewe (po prawej) 2 warstwy tuszu.
                                                                                 
Podsumowując: Bardzo dobry tusz o genialnych efektach i średniej trwałości. Idealny na co dzień ale na większe imprezy się nie sprawdzi. Jeżeli marka dopracuje trwałość to zostanę dozgonna wielbicielką ich tuszy. Jeżeli nie oczekujecie od takich kosmetyków ekstremalnej trwałości i właśnie poszukujecie czegoś nowego to jak najbardziej polecam :)

niedziela, 7 lipca 2013

Paris, Paris...

Obiecałam Wam kolejne lakierowe posty i już się wywiązuje z obietnicy bo moje paznokcie wróciły do stanu, w którym mogę je już pokazywać :)
                                            
Golden Rose
Paris
Nail Lacquer
242
                                                
 Lakier ma piękny pastelowo-łososiowy kolor o kremowym wykończeniu i ładnym połysku, choć na zdjęciu wydaje się odrobinę mniej różowy. Krycie jak to u pasteli pozostawia trochę do życzenia. Na zdjęciach możecie oglądać efekt po nałożeniu dwóch warstw i jak łatwo zauważyć nadal widać prześwity. Trzy warstwy dają zdecydowanie lepszy efekt choć również nie jest idealnie. Nakładanie tylu warstw widocznie odbija się na jego wydajności, gdyż ubytki są szybko widoczne. Na szczęście lakier ma aż 11ml pojemności wiec można się nim długo cieszyć.
Trwałość na moich kapryśnych paznokciach to standardowy jeden dzień ale tego nie musicie brać pod uwagę ;)
 Bez względu jednak na ilość nakładanych warstw czy trwałość lakier nie wywołuje nawet najmniejszych skutków ubocznych i bardzo łatwo się zmywa.
                                              
Konsystencja lakieru jest bardzo rzadka, płynna i lejąca ale nie rozlewa się po skórkach ani poza paznokieć. Niestety nie poziomuje się i po nałożeniu emalii na paznokciu pozostają brzydkie prześwity. Schnie bardzo długo, zwłaszcza przy trzech warstwach dlatego bez wysuszacza się nie obejdzie.
                               
Buteleczka, w której znajduje się lakier standardowo jest szklana a razem z nakrętką nawiązuje do kształtu Wieży Eiffla. Pędzelek jest średniej długości, dosyć wąski i bardzo precyzyjny. Wykonany jest z miękkich włókienek, które dobrze spisują się przy nakładaniu kosmetyku.
Zakupić można go zarówno w sieci jak i w sklepach oraz wyspach Golden Rose a także w zwykłych niesieciowych drogeriach w cenie około 6zł.
                              
                             
OCENA: 4/6
                            
Lakier jest piękny i nadaje paznokciom subtelny oraz elegancki wygląd. Spisuje się zarówno solo jak i jako baza pod kolorowy, brokatowy top. Polecam jak najbardziej a oszałamiający wybór kolorów sprawia, że każdy znajdzie w tej serii coś dla siebie :)

piątek, 7 czerwca 2013

Terrakottą po polikach ;)

Dziwnie to pisać ale właściwie już wyczerpałam limit kosmetyków pielęgnacyjnych do zrecenzowania i teraz przerzucam się na kolorówkę wiec wszyscy spragnieni kolorów mogą się cieszyć ;)
Dzisiaj na tapecie wstęp do kolorówki moim ulubionym kosmetykiem do makijażu, czyli różem.
Zapraszam :)
                                           
Golden Rose
Terracotta Blush-On
09
                                                                      
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
Rozświetlający róż do policzków z drobinkami złota.
                                                               
MOJE WRAŻENIA:
Zacznę standardowo od opakowania: prosta, plastikowa przejrzysta kasetka ze złotą naklejką z tyłu i złotą otoczką wokół różu. Takie opakowanie jest w miarę solidne i dobrze się zamyka, chociaż nie za bardzo wierzę w jego trwałość w kontakcie z podłogą, jednak wygląda tandetnie i łatwo się rysuje. przy zakupie zapakowane jest w złoty, połyskujący wszystkimi kolorami tęczy kartonik z dziurką przez które widać róż.
Aplikatora w środku nie uświadczysz co może być dla niektórych wadą jednak mi jest to nawet na rękę bo i tak zawsze nakładam kosmetyki pędzlami.
Zakupić go można zarówno w sieci, firmowych salonach Golden Rose jak i w wybranych drogeriach. Za 4g niezwykle wydajnego (po ponad miesiącu regularnego i kilku nieregularnego użytkowania nie widzę w nim jeszcze ubytku) kosmetyku zapłacić trzeba około 25zł.
                                                         
                                                                     
Niestety zdjęcia nie oddają dobrze jego barwy chociaż w sumie to chyba w ogóle nie jest możliwe. W opakowaniu kosmetyk ma kolor średniego, bardzo delikatnie ocieplonego lub przybrudzonego (jak kto woli) różu z milionami maleńkich złotych drobinek, które nie są jednak brokatem i na pewno nie zrobią krzywy ani nie dadzą efektu kuli dyskotekowej. Po nałożeniu na twarz jego kolor całkowicie się zmienia - pod wpływem pH, czasu i pewnie wielu różnych czynników utlenia się dopasowując do karnacji u mnie stając się mieszanką różu i brzoskwini a drobinki ładnie i nienachalnie rozświetlają skórę. Jak wygląda u Angel możecie przekonać się TUTAJ.
                                         
Po lewej w słońcu a po prawej w cieniu.
                                           
Pigmentacja jest dobra co widać na palcu czy pędzlu jednak nakłada się delikatnie. Jego wypiekana, dosyć twarda formuła sprawia, że nabiera się w minimalnej ilości co daje możliwość stopniowania koloru jaki otrzymujemy na twarzy. Dzięki temu daje efekt lekkiego rozświetlenia, ożywienia i odświeżenia nadając buzi młodzieńczy i promienny wygląd.
                                              
Roztarty na dłoni u góry w cieniu, dwa zdjęcia na dole w słońcu
                                                                 
Użytkowanie go jest bardzo przyjemne i bezproblemowe. Pachnie słodko-chemicznie-pudrowo ale jest to aromat tak subtelny, że wyczuć go można jedynie drastycznie przykładając nos do jego powierzchni. Łatwo i oszczędnie nabiera się na pędzel nie pyląc ani się nie osypując a złote drobinki nie migrują też po twarzy w ciągu dnia.
Dobrze współpracuje zarówno z płynnymi podkładami utrwalonymi pudrem jak i z minerałkami nie tworząc nieestetycznych plam. Trzyma się dzielnie przez kilka godzin a potem powoli blaknie. Robi to jednak równomiernie tak, że nie trzeba się bać dziwnego efektu mozaiki na buźce a gdy nadchodzi już czas rozstania zmywa się zupełnie bezproblemowo czymkolwiek czego używamy do zmywania makijażu.
Regularnie nakładany nie zapycha ani nie robi buźce żadnej krzywdy.
                                           
OCENA: 5/6
                       
Podsumowanie: Dobry, trwały i bardzo uniwersalny róż, który sprawdzi się zarówno u osób wprawionych w stosowaniu takich kosmetyków jak i u początkujących. Jeżeli jesteście na zakupie różu to uważam, że warto mu się bliżej przyjrzeć.

sobota, 24 listopada 2012

Metaliczne kreski:)

Na Krakowskim Spotkaniu Bloggerek - KLIK poza pielęgnacją dostałam również sporo kosmetyków do makijażu. Pokazywałam Wam je razem z pielęgnacja TUTAJ a teraz nadszedł czas na recenzje:)
Na początek będzie o kosmetyku, w którym zakochałam się od pierwszego użycia tak bardzo, że zaraz dokupiłam mu kolegę do towarzystwa:)
                                                 
Golden Rose
Style Liner
Metallic
11 i 16
 
                                                           
OBIETNICE PRODUCENTA:
                                                 
SKŁAD:
                                                          
MOJE WRAŻENIA:
BARWA: Nr 11 to piękny turkus z metalicznym połyskiem. Kolor jest świetnie wyważony nie przeważa w nim ani zieleń ani niebieskość - jest wręcz idealny:) Na zdjęciu niestety wyszedł bardziej niebiesko niż w rzeczywistości
Nr 16 to metaliczny grafit a właściwie srebrny metaliczny połysk na czarnej bazie w którym widoczność bazowej czerni zależy od padania światła.
PIGMENTACJA: Nr 11: bardzo dobra jednak eyeliner robi prześwity więc trzeba powtórzyć aplikację dwa a nawet trzy razy.
Nr 16: świetna - wystarczy jedno przeciągnięcie pędzelkiem i mamy idealną linię;)
KONSYSTENCJA: Płynna, dosyć rzadka ale nie lejąca. Łatwo się rozprowadza ale nie spływa ani się nie rozlewa przy aplikacji.
UŻYTKOWANIE: Nr 11: łatwe chociaż przez to, że robi prześwity trzeba go nałożyć, poczekać kilkadziesiąt sekund i delikatnie ponowić aplikację aby kreska była idealna.
Nr 16: rewelacyjne - jedno przeciągnięcie i powstaje kreska idealna :)
WSPÓŁPRACA Z INNYMI KOSMETYKAMI: Świetna. Nakłada się idealnie bez względu na to czy robimy to na gołą lub przypudrowaną powiekę, na bazę czy na cienie.
TRWAŁOŚĆ: Dobra chociaż kosmetyk nie jest wodoodporny więc wilgoć w postaci łez czy deszczu na pewno mu zaszkodzi. Sam eyeliner pięknie trzyma się powieki bez odrywania od powieki, łamania i kruszenia.
EFEKTY: Pięknie podkreślone i wyraziste oko;)
ZAPACH: Dziwny, jakiś taki pudrowy ale nie słodki tylko mdły jest jednak tak delikatny, że niewyczuwalny w trakcie użytkowania. Aby go poznać musiałam przyłożyć nos do pędzelka.
SMAK: Nie próbowałam;)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
DEMAKIJAŻ: Bezproblemowy - zmywa się byle czym.
OPAKOWANIE: Kartonik o holograficzno-metalicznym połysku, który zawiera wszystkie potrzebne informacje a w środku maleńka, pękata buteleczka z dopasowaną zakrętką w kolorze eyelinera i metalicznym połyskiem - idealne rozwiązanie bo od razu wiemy jaki kolor eyelinera wyciągamy z kosmetyczki.
WYDAJNOŚĆ: Świetna. Używam ich już jakiś czas i nie widzę ubytku.
APLIKATOR: Bardzo precyzyjny i wygodny pędzelek.
 DOSTĘPNOŚĆ: Salony Golden Rose, niektóre drogerie i internet.
 MASA: 6,5ml
CENA: 11,90zł
OCENA: 5,5/6
                       
Podsumowanie: Sceptycznie podchodziłam do tego eyelinera bo jak dotąd nie przepadałam za kolorowymi kreskami i on to odmienił. Pięknie podkreśla spojrzenie, rozświetla oko i przykłuwa spojrzenia nie wyglądając przy tym tandetnie i dyskotekowo. Sam jeden wystarczy za makijaż więc spokojnie możemy sięgnąć po niego gdy nie mamy czasu: ten eyeliner + tusz do rzęs i można ruszać na podbój świata ;)
                                                         
Eyeliner nr 16 dostałam od firmy Golden Rose na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

sobota, 7 kwietnia 2012

Migotki;)

W ferworze walki z wypiekami nie zapomniałam o moich czytelnikach dlatego i na ten pochmurny aczkolwiek radosny bo przedświąteczny dzień przygotowałam dla Was błyskotliwą recenzję;)

GOLDEN ROSE
GLAMOUR LOOK
Extreme Sparkle Eyeliner
 03 i 04

 OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
BARWA: 03 - łososiowy z żółtymi, zielonymi i pomarańczowymi drobinkami, 04 - lawendowy z szafirowymi, zielonymi i pomarańczowymi drobinkami.
U góry 04 i poniżej 03.
PIGMENTACJA: Bardzo delikatna - po nałożeniu na powieki kolor jest praktycznie niewidoczny a cały efekt dają drobinki.
KONSYSTENCJA: Żelowa chociaż nie jest to taki stały żel tylko płynny. Dosyć szybko wysycha jednak jak poszalejemy z ilością warstw to trzeba chwilę poczekać, żeby się nie odbił.
UŻYTKOWANIE: Bardzo przyjemne. Właściwie jedyne co musisz zrobić to załączonym pędzelkiem nałożyć na powieki;)
WSPÓŁPRACA Z INNYMI KOSMETYKAMI: Świetna - dobrze nakłada się na nakremowaną powiekę, na bazę, puder, podkład, cienie, inny eyeliner, kredkę i co tylko nadaje się do położenia na powiekę. Nie koliduje również z tuszem.
TRWAŁOŚĆ: Rewelacyjna - jest nie do zdarcia - nie osypuje się i nie znika. Niezłomnie trwa na powiece cały dzień:)
EFEKTY: Rewelacyjnie podkreślone i rozświetlone oko.
ZAPACH: W opakowaniu chemiczny, przypomina klej dla dzieci ale po nałożeniu niewyczuwalny
SMAK: Nie próbowałam;)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
DEMAKIJAŻ:  Bardzo prosty i przyjemny jednak  trzeba uważać, żeby drobinki nie dostały się pod powiekę i nie podrażniły jej.
OPAKOWANIE: Plastikowa, bezbarwna buteleczka ze złotą, również plastikową zakrętką w której na stałe zamontowany jest pędzelek.
WYDAJNOŚĆ: Dla mnie bardzo dobra chociaż obiektywnie rzecz ujmując niska. Eyelinera dosyć szybko ubywa w buteleczce jednak biorąc pod uwagę, że jest to glitter bardziej prawdopodobne jest, że się zepsuje niż, że go zużyjemy do końca.
APLIKATOR: Cienki, sylikonowy pędzelek zamontowany na stałe w zakrętce. Pędzelki są mało precyzyjne a ten z fioletowego jeszcze mocno się rozcapierzył w trakcie użytkowania jednak to również mi nie przeszkadza bo przecież nie rysuję nimi cienkich i delikatnych kresek.
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
 MASA: 4,7g
CENA: około 12zł
OCENA:  5/6

Podsumowanie: Jestem jak sroka - zobaczyłam błyskotkę u znajomej i musiałam kupić;) Eyelinery mnie zachwyciły swoim wyglądem na sklepowej półce i nie mogłam się zdecydować, który chcę więc wzięłam 2 a na mojej wishliście wylądowały pozostałe kolory. Szczególnie spodobał mi się brąz z zielonymi drobinkami... Na pewno będzie mój;)

niedziela, 15 maja 2011

Pożegnalnie...

W związku z tym, że pogoda jest dzisiaj smutna i niesprzyjająca moja notka będzie melancholijna, bo oto nastąpi po niej pożegnanie z jedną z moich kredek do oczu.
Golden Rose
Emily 
Waterproof Eye Pencil
119
Zakupiłam 3 egzemplarze tej kredki w ubiegłym roku przed wyjazdem na wakacje. Było to końcem lipca albo początkiem sierpnia. Skusiła mnie niska cena 2,50 albo 3,50zł i obiecana wodoodporność - w końcu wybierałam się nad morze;) W moje posiadanie weszła więc kredka szara matowa, złoto-brązowa metaliczna i przedstawiona na zdjęciach matowa zielona o numerze 119. 
 Na wakacjach sprawdziły się delikatnie mówiąc średnio - miękkie więc łatwo się nakładały ale za to bardzo były nietrwałe - mega szybko znikały i rozpływały wokół oczu. Na kwestię wodoodporności spuszczę zasłonę milczenia. One chyba nawet nie leżały koło kredek prawdziwie wodoodpornych:(
Szarą i matową już jakiś czas temu wymieniłam na inny kosmetyk a zielona została bezpieczna w mojej kosmetycznej szufladzie.
Nie używałam jej jakiś czas ale dzisiaj przy porannym makijażu stwierdziłam, że trzeba ją wykorzystać;) Jak zwykle wyjęłam ją więc z szuflady i zaczęłam malować prawe oko ale tu bunk ... niespodzianka... i to nie miła... . Kredka nie chciała malować a jak ją mocniej przycisnęłam to zaczęła się mazać, kruszyć, rolować na powiece i zaginać. Umalowałam jakoś oko i stwierdziłam, że z kredką jest coś nie tak, więc postanowiłam bliżej się jej przyjrzeć - kredka stała się niesamowicie miękka i plastyczna jak podgrzana plastelina. Całości dopełnił zapach jakby zjełczałego tłuszczu z plastikiem - jak to kiedyś określił człowiek, który uczy mnie makijażu - zapach starej plasteliny przez cały rok noszonej w plecaku ucznia. Stwierdziłam więc, że kredka jest zepsuta i trzeba ją wyrzucić. Sprawdziłam jeszcze datę przydatności do użycia a tam - ważność 36miesięcy od otwarcia... WTF? Producent zdecydowanie kłamie bo u mnie nie wytrzymała nawet 12m-cy... No chyba, że miałam "szczęście" zakupić kredki otwierane i używane przed tym jak je zakupiłam ... ale żeby tak?!
Szok!!!
Musiałam jednak dokończyć makijaż ale teraz oficjalnie wyrzucam ją do kosza.

Chociaż pewnie słyszałyście i czytałyście to miliony razy to dalej powtórzę za innymi:
Jeżeli którykolwiek z Waszych kosmetyków zmienia swoje właściwości - barwę, zapach, smak, stan skupienia albo w jakikolwiek inny sposób zaczyna Was niepokoić - pamiętajcie wywalajcie je do kosza. Oszczędzicie sobie nerwów i przykrych konsekwencji.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...