Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ust. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 lutego 2024

Moje codzienne kosmetyki do ust – przegląd i recenzje

Cześć, Kochani!
Małymi krokami wprowadzam obiecane zmiany i wreszcie nadszedł czas na pierwszą porcję recenzji. Dzisiaj opowiem Wam o kosmetykach do ust, które towarzyszą mi każdego dnia.
Miłego seansu :)


środa, 28 stycznia 2015

Pojedynek tytanów: ChapStick, NUXE, TBS

Zima to ciężki czas dla ust. Narażone są na działanie mrozu, wiatru, ogrzewania a tym samym zmian temperatury, klimatyzacji i pewnie jeszcze wielu, wielu innych czynników, które akurat teraz wyleciały mi z głowy, dlatego tak ważna jest odpowiednia pielęgnacja, która nie tylko sprawi, że będą pięknie wyglądały ale również zapobiegnie przykrym dolegliwościom jak pierzchnięcie czy pękanie. W związku z tym, że zima w końcu i do nas zawitała chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o trzech kultowych już kosmetykach do pielęgnacji ust. Jeżeli jesteście ciekawi czy ich reputacja to prawda, czy tylko mit to zapraszam do dalszej części posta.
                         
                                   
Na pierwszy ogień pójdzie praktycznie sięgające już dna The Body Shop Lip Butter. Posiadam wersję jagodową Blueberry, choć szczerze mówiąc koło borówek to ona nawet nie leżała. Zapach jest przyjemy, świeży, słodkawy, no po prostu ładny i apetyczny ale z tymi pysznymi owocami ma niewiele wspólnego, choć może to tylko mój nos jest taki wybredny ;) W każdym razie OK. Smak jest początkowo słodki ale potem pozostawia po sobie dziwny syntetyczny posmak. Niezbyt to smakowite ale w końcu masełko nie służy do jedzenia tylko do smarowania, więc tutaj również nie jest źle, choć mogłoby być ciut lepiej. W opakowaniu ma biały kolor i nałożone na usta ten kolor utrzymuje. Im więcej go nakładamy tym bardziej bieli a jako, że ja lubię sobie na noc zapodać porządną dawkę nawilżenia to wyglądam dość zabawnie i poza Halloween to raczej bym się nie odważyła tak wyjść do ludzi. Konsystencja jest bardzo przyjemna i rzeczywiście maślana, a na dodatek topi się pod wpływem ciepłoty ciała dzięki czemu łatwo nabiera się na palec i to w dość sporej ilości. Nie wpływa to jednak negatywnie na wydajność i wbrew moim początkowym obawom można się nim długo cieszyć. Niestety ta przyjemna konsystencja jest zamknięta w niezbyt udanym plastikowym słoiczku, który jest dosyć wysoki i wąski więc trzeba mieć krótkie paznokcie do jego wydobywania. Na domiar złego balsamy wypełnia jedynie połowę opakowania, co już na wstępie utrudnia sięganie po niego i jest zbędnym marnotrawieniem plastiku.
Na koniec punkt najważniejszy, czyli działanie: Kosmetyk bardzo dobrze nawilża i zmiękcza usta. Sprawia, że stają się gładkie i przyjemne w dotyku a suche skórki regenerują się w ciągu jednej nocy. Zapobiega również pierzchnięciu i pękaniu. Nie nadaje się jednak jako baza pod kolorową pomadkę gdyż zostawia śliski i błyszczący film, na który inne kosmetyki się nie przyklejają, a jak już uda się je nałożyć to znikają w tempie ekspresowym.
                       
SKŁAD: butyrospermum parkii butter/butyrospermum parkii (shea) butter, ricinus communis seed oil/ricinus communis (castor) seed oil, brassica campestris/aleurites fordii oil copolymer, cera alba/beeswax/cidre d'abeille, peg-8 beeswax, hydrogenated castor oil, aroma/flavor, limonene, ammonium glycymhizate, linalool, tocopheryl acetate, vaccinium myrtillus seed oil, tocopherol, citral, citric acid, cl 77891/titanium dioxide
                           
POJEMNOŚĆ: 10ml
DOSTĘPNOŚĆ: Sklepy TBS, internet
CENA: 24zł
                           
                               
Kolejnym kultowym kosmetykiem, do którego od czasu do czasu wracam jest ChapStick Wiśniowy. Pachnie ślicznie i bardzo apetycznie pestkami z wiśni. Uwielbiam ten aromat :) Smaku natomiast nie posiada co zaliczam mu na plus. W opakowaniu ma arbuzowo-czerwony kolor choć nałożony na usta staje się bezbarwny. Jego konsystencja jest gęsta i zwarta, nie rozpuszcza się pod wpływem ciepła nawet długo noszony w kieszeni, więc wystarcza na bardzo długo. Kosmetyk zamknięty jest w maleńkim plastikowym sztyfcie, który idealnie mieści się w miniaturowej torebce czy niewielkiej kieszeni, co czyni go bardzo praktycznym i higienicznym.
Działa bez zarzutu, choć uważam go bardziej za kosmetyk prewencyjny niż pielęgnacyjny. Zmiękcza usta, niweluje widoczność suchych skórek i zapobiega ich powstawianiu a także zabezpiecza przed wysuszaniem oraz pierzchnięciem. Sprawdza się praktycznie w każdych warunkach, a nałożony cienką warstwą stanowi całkiem niezłą bazę pod pomadki kolorowe. Nadaje lekki połysk.
                       
SKŁAD: petrolatum, paraffin, paraffinum liquidum, octyldodecanol, arachidyl propionate, phenyl trimethicone, aroma, cera alba, isopropyl lanolate, ethulhexyl dimethyl paba, lanolin, cera carnauba, isopropyl myristate, camphor, cetyl alcohol, methylparaben, propylparaben, saccharin, menthol, hexyl cinnamaldehyde, cl 15850
               
POJEMNOŚĆ: 4,2g
DOSTĘPNOŚĆ: Apteki, internet
CENA: Około 7zł
                                         
                               
Na koniec kosmetycznych rozważań wisienka na torcie: NUXE Reve de Miel, który wpadł w moje rączki najpóźniej i zrobił najbardziej piorunujące wrażenie. Zapach ma nieziemski, pomarańczowy z odrobiną miodu. Słodki, naturalny, energetyczny aż ślinka napływa do ust. Podejrzewam, że wąż skusił Ewę w raju wcale nie jabłkiem, czy jabłkiem granatu tylko właśnie takim aromatem. Smaku nie posiada i dobrze, bo pewnie wyjadłabym go paluchem wprost z opakowania zamiast nakładać na usta. W słoiczku balsam ma kolor ciemnego, scukrzonego miodu i dokładnie tak samo wygląda, a po aplikacji staje się bezbarwny, i nie zostawia absolutnie żadnego połysku. Jest to efekt dosyć szokujący, bo jeszcze nigdy nie spotkałam się z kosmetykiem pielęgnacyjnym, który zostawiałby po sobie totalny mat. Ma bardzo gęstą, wręcz ciągliwą konsystencję, jeszcze bardziej zwartą niż wspomniany wyżej scukrzony miód, choć ogromnie go przypomina. Dzięki temu niesamowicie przywiera do warg i wystarczy nałożyć go odrobinę aby osiągnąć pożądany efekt. Jest to jak dotąd jedyny w moim życiu kosmetyk, którego nie muszę obficie nakładać na noc więc wróżę mu ogromną wydajność i już teraz widzę, że bardzo powoli go ubywa z opakowania. Specyfik ten zamknięty jest w porządnym słoiczku wykonanym z grubego matowego szkła zamykanym plastikową ale również konkretną nakrętką. Całość prezentuje się bardzo elegancko na nocnej szafce.
Działanie jest wręcz piorunujące. Balsam błyskawicznie nawilża, natłuszcza i regeneruje wargi. Sprawia, że stają się gładkie i zdrowie praktycznie od razu po nałożeniu. Zaaplikowany na noc czyni cuda i rano odkrywamy zupełnie nową jakość ust, a istnieniu suchych skórek możemy totalnie zapomnieć, gdyż nie powoduje złuszczania powierzchniowej warstwy naskórka. Stanowi doskonałą bazę pod makijaż, bo od razu po nałożeniu pozostawia usta matowe i delikatnie tępo-lepkie więc każdy nakładany na niego kosmetyk doskonale przywiera do ich powierzchni. Teraz już zupełnie nie dziwię się dlaczego nawet najsłynniejsi wizażyści tak chętnie po niego sięgają.
                 
SKŁAD: cera alba/beeswax, olus oil/vegetable oil, lecithin, behenoxy dimethicone, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, butyrospermum parkii (shea butter) extract, mel/honey, butyrospermum parkii (shea butter), dimethicone, ethylhexyl methoxycinnamate, citrus grandis (grapefruit) peel oil, caprylic/capric trigliceride, hydrogenated vegetable oil, glycine soya (soybean) oil, rosa moschata seed oil, tocopheryl acetate, tocopherol, citrus medica limonium (lemon) peel oil, candelilla cera/euphorbia cernifera (candelilla) wax, allantoin, calendula officinalis flower extract, bht, citric acid, citral, limonene, linalool
                   
POJEMNOŚĆ: 15g
DOSTĘPNOŚĆ: Wybrane apteki, internet
CENA: Około 30zł
                           
Wszystkie trzy kosmetyki działają bardzo dobrze i nie można im nic zarzucić jednak moim zdaniem zdecydowanie najlepszy okazał się balsam NUXE więc własnie do niego będę wracać. Masełko TBS pomimo bardzo przyjemnego składu okazało się najmniej trafiać w moje gusta i raczej nie wróżę nam długotrwałej przyjaźni.
W trakcie pisania tego posta przypomniałam sobie, że kiedyś, dawno temu Yves Rocher miało w swojej ofercie kosmetyk bardzo podobny do NUXE Reve de Miel i z przyjemnością po niego sięgałam. Potem niestety został wycofany czego nie mogłam przeboleć. Teraz na szczęście znalazłam godnego (o ile nie lepszego) następcę. Będzie nam razem bardzo dobrze ;)

środa, 23 lipca 2014

Lip Therapy - czy aby na pewno?

Jest środek lata więc moje usta świrują. Ciągle wysychają i pierzchną co oznacza, że non stop muszę mieć pod ręką jakieś smarowidło i co chwilę je aplikować. Zdecydowanie moim ulubieńcem jest Carmex ale postanowiłam go zdradzić i tym razem sięgnęłam po coś innego.
                         
L'biotica
Regenerujący balsam do ust
                                     
                     
Na opakowaniu producent obiecuje całkiem sporo: " Balsam do ust MEDIC SPF8 regeneruje silnie wysuszone, spierzchnięte usta, łagodząc stany zapalne i przywracając im zdrowy wygląd. Zapewnia ochronę przed szkodliwym wpływem promieniowania słonecznego. Unikalną właściwością regenerującego balsamu do ust L'biotica jest jego skład bogaty w substancje odżywcze:
wosk pszczeli - posiada właściwości lecznicze, doskonale natłuszcza, łagodzi podraznienia
menthol - przynosi natychmiastową ulgę, wykazuje działanie przeciwzapalne i antyseptyczne
super sterol ester - ma silne właściwości regenerujące, sprzyja ochronie przed infekcjami bakteryjnymi
d-panthenol - wykazuje silne działanie ochronne i regenerujące
miód - przyspiesza gojenie się naskórka, łagodzi podrażnienia
oliwa z oliwek - wzmacnia naturalny płaszcz wodno-lipidowy, tworząc na skórze ochronny film".
Ale jak przychodzi co do czego to skład wygląda już trochę słabiej: petrolatum, cera alba, ricinus communis oil, olea europea oil, honey, c12-15 alkyl benzoate (and) titanium dioxide (and) aluminium stearate (and) polyhydroxystearic acid (and) alumina, ethylhexyl methoxycinnamate, octocrylene, vanilla, c10-30 cholesterol/lanosterol esters, tocopheryl acetate, d-panthenol, camphor
                                
                          
W opakowaniu balsam ma biały lekko transparentny kolor i bardzo gęstą wazelinowatą konsystencję. Pod wpływem zimna twardnieje tak bardzo, że nie byłam w stanie go wydobyć z opakowania dlatego normalnie można go używać chyba tylko latem gdy nadejdą fale upałów a jesienią i zimą wyłącznie wtedy, gdy cały czas nosimy go w kieszeni położonej blisko ciała, np w spodniach. Zimą nie widzę możliwości użycia go poza domem. Równie dobrze można by wyciskać sok ze starej nogi od krzesła...
Pachnie bardzo delikatnie mentolowymi cukierkami natomiast w smaku jest neutralny. Jedynie zawarty w składzie mentol i kamforą dają odrobinę wrażeń pseudo-smakowych.

                                
Po nałożeniu na spierzchnięte usta lekko mrowi oraz delikatnie chłodzi ale przede wszystkim daje przyjemne uczucie ukojenia i nawilżenia jednak jest to jedynie złudzenie. Balsam znika z ust równie szybko jak się po nich rozprowadza (nie wliczam w to próby sił przy wyciskaniu) po czym cudzym oczom a naszym komórkom czuciowym ukazuje się obraz nędzy i rozpaczy. Wargi są spierzchnięte szorstkie i tak wysuszone, że w akcie rozpaczy wróciłam do ich oblizywania choć już od wieków tego nie robiłam. Aplikować więc trzeba go co kilkanaście minut co o dziwo wcale poważnie nie wpływa na jego wydajność, bo nie chce się skończyć choć męczę go już kilka miesięcy.
Na szczęście nie podrażnia ani nie wywołuje reakcji alergicznych.
                          
                
Kartonik zawiera wszystkie potrzebne informacje ale raczej nie kojarzy się z produktem aptecznym natomiast tubka wręcz przeciwnie. Jest ładna, ascetyczna i miła dla oka a przede wszystkim niesamowicie trwała bo przeżyła nawet moje sadystyczne metody wyciskania zawartości w zimniejsze dni.
Ścięta pod skosem końcówka aplikatora ułatwia rozprowadzanie balsamu choć ja za takimi rozwiązaniami nie przepadam i zdecydowanie wolę sztyfty oraz kulki a nawet słoiczki.
                          
Czy polecam? Nie bardzo. Parafina na pierwszym miejscu w składzie sprawia, że właściwości pielęgnacyjne są praktycznie żadne i równie dobrze możecie posmarować się smarem do roweru. No chyba że macie praktycznie niewymagające usta i chcecie mieć mazidło dla samego jego posiadania.
Jest to kolejny produkt marki L'biotica, który słabo wywiązuje się ze swoich obietnic i sprawia, że mam coraz większą ochotę trzymać się od tej marki z daleka :/
                    
POJEMNOŚĆ: 10ml
DOSTĘPNOŚĆ: Sklepy zielarskie, drogerie, internet
CENA: Około 10zł

środa, 9 kwietnia 2014

Evolution of Smooth

Ten kosmetyk już wieki temu pojawił się na mojej wish liście ale jakoś zawsze było mi nie po drodze z jego zakupem. W zeszłym roku dostałam go jednak jako prezent urodzinowy od Marty i nie było już wymówek. Co prawda odleżał swoje w komodzie z kolorówką ale w tym roku nareszcie się za niego zabrałam i oto nadszedł czas na wnioski.
Zapraszam :)
                                      
E.O.S.
Evolution of Smooth
Lip balm
Medicated Tangerine
                                                           
OBIETNICE PRODUCENTA:
Use helps relieve symptoms of cold and chapped lips.
                                                   
SKŁAD:
olea europea (olive) fruit oil, beesvax (cire d'abeille), hydrogenated coconut oil, simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, flavour, butyrospermum parkii (shea butter), stevia rebaudiana leaf/steam extract, camellia sinensis leaf extract, punica granatum (pomegranate) seed oil, zingiber officinale (ginger) root extract, euterpe oleracea (acai)fruit extract, helianthus annuus (sunflower) seed oil, tocopherol, sesamum indicum (sesame) seed oil, zinc oxide, ascorbyl palmitate, citric acid, honey, benzyl benzoate*, citrall*, geraniol*, limonene*, linalool*
*Component of flavour
                                        
POJEMNOŚĆ: 7g
DOSTĘPNOŚĆ: Internet
CENA: Około 20zł
                                          
Kosmetyk ma bardzo ciekawą i miłą dla oka formę, która zwróciła nawet uwagę mojego mężczyzny ;) Opakowanie to początkowo zafoliowana (!!!) kula z zagłębieniem z jednej strony, które ułatwia odkręcanie. W jego środku znajduje się półkula balsamu. Co niezwykłe kosmetyk nie znajduje się w zagłębieniu opakowania a jest jedynie do niego przymocowany dzięki czemu można go zużyć do samego końca bez potrzeby macania go placami.
Jajko jest fajne i szpanerskie ale już z praktycznością jest gorzej. Wszystko jest ok gdy trzymamy go w domu albo ciągle nosimy ze sobą dużą torbę, natomiast w przypadku gdy musimy zmieścić się do małej torebeczki, kopertówki albo kieszeni to już nie ma szans na zabranie go ze sobą. Jak dal mnie jest to kosmetyk jedynie do postawienia na nocnej szafce koło łóżka.
                                                                    
                                         
Według mnie balsam pachnie chemicznie i mało przyjemnie, ma słodki zupełnie nie przypominający czegokolwiek smak i biały kolor. Na ustach jest bezbarwny i pozostawia jedynie satynowy połysk. Na szczęście po kilku użyciach przywykłam do zapachu i zupełnie przestałam go czuć. Smak jest mi obojętny chociaż czasami mocno mnie wkurza, gdyż nie mogę jeść słodyczy a bywają dni kiedy bardzo, bardzo za nimi tęsknię :( W opakowaniu ma twardą i zwartą konsystencję, która tylko trochę topi się pod wpływem ciepła więc trzeba nim trochę pomazać po ustach aby go nałożyć odpowiednią ilość. Ma to także swoje plusy gdyż ciężko z nim przesadzić.
                                                             
Na koniec zajmę się kwestią najtrudniejszą i najbardziej sporną, czyli działaniem. Niestety nie jest ono ani takie jakiego można by się spodziewać ani takie jakiego oczekiwałam :( Ten kosmetyk nie robi kompletnie NIC poza lekkim nawilżeniem. Jeżeli usta są w dobrym stanie bez pęknięć, zajadów, otarć, suchych skórek oraz najróżniejszych innych niedoskonałości i potrzebują jedynie nawilżenia i natłuszczenia to wtedy balsam się spisze. Tak samo jak sprawdziłaby się najzwyklejsza wazelina czy jakiekolwiek inne, nawet najtańsze mazidło. Jeżeli jednak usta są w złym stanie to nie ma szans aby ten cudak im pomógł i konieczne jest wspomaganie go innym preparatem.
Na szczęście nie odnotowałam aby wywoływał jakiekolwiek niepożądane skutki uboczne.
Wydajność również pozostawia sporo do życzenia jednak jest to zrozumiałe gdyż uczucie nawilżenia znika w tej samej chwili co balsam więc trzeba go często re-aplikować.
                                                       
Podsumowując: Jak dla mnie specyfik ten jest zupełnie nie wart ani swojej ceny, ani szumu jaki jest wokół niego. Za dużo mniejsze pieniądze można dostać lepszy, wydajniejszy i bardziej praktyczny produkt, który sprawdzi się w każdej sytuacji.
Jeżeli nie macie wielkiego problemu z ustami a bardzo chce cie go mieć to wypróbujcie inne wersje (podobno zdecydowanie lepiej pachną) ale jeżeli potrzebujecie czegoś co Wam pomoże to omińcie go i szukajcie dalej bo czeka Was kosztowny zawód :(

sobota, 25 stycznia 2014

Jaśminowa tubka

O Carmexach pisałam już wiele zarówno dobrze jak i źle. Recenzje możecie sobie poczytać TUTAJ. Wydawało mi się, ze już wszystko o nich napisałam ale widać nie. Trafił mi się okaz, który mnie zaskoczył ;)
                                                        
Carmex
Moisture Lip Balm
Jasmine Green Tea
                                           
INFORMACJE Z OPAKOWANIA:
                                            
POJEMNOŚĆ: 10g
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet
CENA: Około 10zł
                                     
Konsystencja tak jak w przypadku poprzednio opisywanej przeze mnie wersji w tubce jest niezbyt gęsta i przypomina ogrzana wazelinę. Barwa jest żółtawa ale transparentna.
Pachnie dosyć specyficznie: mentolowo z dodatkiem herbacianej i jaśminowej nuty. Zdecydowanie jest to zapach dla koneserów. Smakuje również charakterystycznie: wazeliną(?), czyli tak jak większość pomadek i balsamów gdy już się do nich przyzwyczaimy i przestajemy zwracać uwagę na ich sztuczny aromat.
                                     
W przeciwieństwie do wersji truskawkowej ten balsam działa! Dobrze nawilża, likwiduje suche skórki, zapobiega pękaniu i niweluje uczucie spierzchnięcia oraz ściągnięcia. Nie powoduje wtórnego przesuszania. Nie wiem jak radzi sobie z zajadami bo nie mam takiego problemu. Nie utrzymuje się na ustach bardzo długo, więc aplikację, w zależności od warunków otoczenia, trzeba powtórzyć 2-4 razy w ciągu dnia ale jest to do zniesienia bo doskonale chroni przed czynnikami zewnętrznymi zarówno w ciepłe jak i w mroźne dni.
                              
Opakowanie to plastikowa tubka zamykana nakrętką, z której po prostu wyciska się produkt. Podoba mi się, że jest zabezpieczony plastikiem i tekturką przed paluchami wstrętnych macaczy.
                        
Myślałam, że już nie zaufam Carmexowi w tubce ale skusił mnie zapach i poległam. Muszę jednak przyznać, że dobrze się stało i z pewnością jeszcze kiedyś wypróbuję inne wersje zapachowe.

wtorek, 15 października 2013

Nie wszystko złoto co się świeci....

Górno-półkowe kosmetyki tak samo jak te aspirujące na ekologiczne generują u mnie wymagania wyższe niż przeciętnie. Można by pomyśleć, że oczekuję od nich cudu ale tak nie jest. Po prostu chciałabym aby były spisywały się lepiej niż te naszpikowane chemią, które mogę dostać w każdej drogerii za parę groszy. Tym razem trafiło mi się mazidło do ust. Jeżeli jesteście ciekawi jak się spisuje to zapraszam do dalszej części posta.
                                                                              
Tso Moriri
Golden Natural Lipstick
Pomadka do ust z 24 karatowym złotem
                                                                                 
OBIETNUCE PRODUCENTA:
Multiodżywcza pomadka do ust w swoim składzie zawierają naturalne oleje (kokosowy i migdałowy), masło mago, shea, woski (candelilla i pszczeli), 24k złoto oraz witaminę E.
Masło mango oraz masło shea bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe – linolowy i oleinowy, przeciwdziałają przesuszaniu skóry, zatrzymując wodę w naskórku. Mają bardzo silne właściwości nawilżające i natłuszczające dzięki czemu łagodzą podrażnienia skóry, dodatkowo działają uelastyczniająco i wygładzająco. Są naturalnymi filtrami UV ze względu na zawartą w swoim składzie substancję o budowie zbliżonej do filtrów przeciwsłonecznych i antyoksydanty. Dodatkowo wzbogacone są woskiem (candelilla i pszczelim) oraz witaminą E. Zawarty w pomadkach filtr UV chroni usta przed szkodliwym promieniowaniem i alergiczną reakcją ust na słońce (opryszczką).
Olej kokosowy doskonale nawilża i pielęgnuje skórę , a zmiękczające i wygładzające działanie olejku migdałowego zapewnia właściwą pielęgnacje ust, które stają się odpowiednio nawilżone i jędrne. Woski dodatkowo nawilżają i wygładzają usta, nadając im delikatny połysk. Witamina E chroni struktury komórki przed uszkadzającym działaniem wolnych rodników. Złoto zawarte w pomadce stymuluje produkcję kolagenu w skórze, dzięki czemu zyskuje jędrność i elastyczność.
Dodatkowo zawarte w pomadce drobinki brokatu rozświetlają i dodają blasku.
Pomadki nawilża, odżywia, wygładza i ujędrnia usta, zabezpiecza również przed niekorzystnymi czynnikami środowiska – wiatr, słońce, mróz.
Źródło: KLIK
                                                                                      
SKŁAD:
 cocos nucifera (coconut) oil, butyrospermum parkii (shea butter) fruit, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, euphorbia cerifera (candelilla) wax, mangifera indica (mango) seed butter, beeswax, octyldodecanol, tocopheryl acetate, titanium dioxide, silica, halianthus annuus seed oil, daucus carota sativa flower extract, daucus carota sativa seed oil, beta-carotene, parfum, 24 gold, polyethylene terephthalate (brocade), diethylhexyl syringylidene malonate, caprylic/capric trigliceride, limonene
Skład napisany jest tragicznie drobnym i mało czytelnym drukiem. Co drugi składnik musiałam googlowac bo nie byłam w stanie odczytać i przepisać nazwy :/
                                                                                                 
POJEMNOŚĆ: 15ml
DOSTĘPNOŚĆ: Sklepy Tso Moriri, wybrane mydlarnie i salony kosmetyczne, internet.
CENA: Około 30zł.
                                                                                                                   
MOJE WRAŻENIA:
Balsam pachnie owocowo, coś jak mango czy niektóre winogrona - przyjemnie a jednocześnie świeżo i apetycznie. Kolor ma żółty jak miąższ mango. Jego konsystencja jest dziwna i jednocześnie wnerwiająca, gdyż składa się z twardych kuleczek, które łączy odrobina balsamu tworząc taką dziwną, grudkowatą masę. Kuleczki rozpuszczają się pod wpływem CIEPŁA ciała, co oznacza, że jak ktoś ma problem z zimnymi dłońmi to niestety ale nie nabierze sobie kosmetyku :( Przy pospiesznym nakładaniu można było również wydobyć trochę tych kuleczek ale rozsmarowanie ich na ustach graniczy z cudem. Strasznie mnie to denerwowało aż w końcu znalazłam radę - rozpuściłam balsam przez postawienie go na kaloryferze a potem ochłodziłam i powtórzyłam zabieg. Teraz konsystencja jest lepsza. W balsamie zatopione są maleńkie złote drobinki, które widać jedynie gdy spojrzymy na niego pod światło. Na palec się nie nabierają ani tym bardziej nie osadzają na ustach co zaliczam na duży plus.
                                                                                     
                                                                                    
Działanie - no cóż po aplikacji mam wrażenie że na suchych ustach znajduje się olej, który się nie wchłania i ich nie nawilża a jedynie lekko nabłyszcza. Efekt jest mniej więcej taki sam jak po nałożeniu sylikonowego kremu na dłonie - nadal są mega przesuszone ale kosmetyk daje wrażenie wygładzenia. Przy próbie regularnego użytkowania po kilku tygodniach wargi przesuszyły się tak bardzo, że pojawiły się suche skórki i zadziorki, których nigdy nie miewałam a ostatecznie skóra na ustach zaczęła pękać, łuszczyć się i schodzić. W akcie desperacji musiałam sięgnąć po Carmex i nim się poratować. W chwili obecnej stosuję ten balsam i Carmex przemiennie tak aby go zużyć a jednocześnie nie doprowadzić ust do ruiny.
W związku z tym, że (z)używam go w ten sposób wydajny jest okropnie, a ubytek pomimo kilkumiesięcznego stosowania wynosi około jednej trzeciej. Szczerze mówiąc nie wiem czy dam radę zuzyć go całego do ust i od jakiegoś czasu rozważam nawilżanie nim skórek wokół paznokci...
                                                               
W słońcu:
                                                                                    
Opakowanie to duży plastikowy zakręcany słoik, z którego trzeba wydobywać kosmetyk za pomocą palucha. Niestety jest zbyt głęboki i przy nabieraniu balsam włazi pod paznokieć. Niestety grudkowata i wymagająca rozpuszczania opuszkiem palca konsystencja uniemożliwia nabieranie go na paznokieć więc osoby o długich paznokciach stracą dużo nerwów przy jego wydobywaniu.
                                                                                     
W cieniu:
                                                                               
Podsumowując: Niestety kosmetyk okazał się mega rozczarowaniem. Uciążliwe opakowanie byłoby tylko niewielką niedogodnością gdyby pozostałe właściwosci balsamu okazały się świetne. Niestety konsystencja jest nieprzyjemna a działanie jest praktycznie nijakie i teraz muszę go zużywać na przymus. Zdecydowanie więcej do niego wrócę i raczej nikomu nie polecę. Wielki zawód :(

środa, 11 września 2013

Sun Care dla ust

Lato się powoli kończy a ja nadal nie uraczyłam Was recenzją kosmetyku, który we wszystkie słoneczne dni pielęgnował moje usta. Wstyd i hańba ale już się poprawiam i nadrabiam ;)
Zainteresowanych zapraszam do dalszej części posta :)
                                                        
FlosLek Laboratorium
Sun Care
Pomadka ochronna do ust
z filtrem UV
                                                              
OBIETNICE PRODUCENTA:
Zastosowanie: skuteczna ochrona ust przed wysuszającym wpływem promieni słonecznych.
Działanie: pozostawia na ustach film ochronny. Witamina E oraz filtr UV skutecznie zabezpieczają przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witamina A oraz wysokiej jakości składniki tłuszczowe wzmacniają barierę lipidową naskórka, chronią przed wysychaniem i pękaniem.
Efekt: usta wyglądają świeżo i naturalnie. Pomadka poprawia koloryt oraz wygląd ust. Zmniejsza skłonność do pierzchnięcia warg.
                                                         
SKŁAD:
stearyl heptanoate, parafinnum liquidum, ozokerite, copernicia cerifera cera. petrolatum, cetyl alcohol, cholesterol, glyceryl stearate, ethylhexyl methoxycinnamate, synthetic beeswax, cera alba, tocopheryl acetate, aroma, ethylparaben, retinyl palmitate, benzyl benzoate, benzyl alcohol
                                                            
POJEMNOŚĆ: brak danych
DOSTĘPNOŚĆ: Niesieciowe drogerie, sklepy zielarskie, internet.
CENA: Około 6zł.
                                                                           
MOJE WRAŻENIA:
Pomadka ma formę wykręcanego sztyftu, dosyć miękkiego i dodatkowo rozmiękczającego się pod wpływem ciepła więc lepiej uważać na nią w upalne dni i nie nosić blisko ciała, gdyż łatwo ją potem rozgnieść w trakcie nakładania na usta. Przez to jest niestety niezbyt wydajna ale na zmianę z innym balsamem, który stosowałam na noc i gdy zostawałam w domu towarzyszy mi przez całe lato. Sztyft jest biały ale po rozprowadzeniu na ustach traci kolor i staje się zupełnie transparentny. Pachnie słodko, trochę czekoladowo, przyjemnie ale raczej syntetycznie. W smaku jest neutralna, jakby lekko słodkawa ale tak na granicy wyczuwalności i przypomina wazelinę.
                                              
Co do działania filtru to raczej się nie wypowiem ale muszę przyznać, że gdy przebywałam całe dnie na słońcu i wietrze to nie dorobiłam się ani jednego przebarwienia, a mam już dwie plamki na wargach... Wpływu na kolor ust nie odnotowałam ale za to świetnie spisuje się jako nawilżacz i natłuszczacz. Likwiduje uczucie ściągnięcia i pierzchnięcia, zapobiega pękaniu i łuszczeniu. Długoterminowego zmniejszenia skłonności do pierzchnięcia nie odnotowałam ale to chyba nie jest możliwe do osiągnięcia.
Pomadka nadaje ustom zdrowy satynowy połysk i nie pozostawia białych farfocli ani nie zbiera się na złączeniu ust ani w kącikach.
                                                                       
Opakowanie jest standardowe, wykonane z grubego plastiku więc trzeba uważać, żeby się nie połamało. Zatyczka domyka się dosyć szczelnie na klik więc nie ma obaw, ze pomadka się otworzy i wysmaruje zawartość torebki czy kieszeni.
                                                                
Podsumowując: Dobra pomadka z filtrem na lato. Spisze się zarówno jako ochrona przed słońcem jak i nawilżacz.

niedziela, 24 lutego 2013

Mango dla ust

Nie raz Wam już wspominałam, że uwielbiam kosmetyki do pielęgnacji ust i zawsze przynajmniej jeden z nich posiadam przy sobie. W domu są to zazwyczaj wersje słoiczkowe ale poza nim w torebce towarzyszą mi wyłącznie kosmetyki w tubkach i sztyftach. W końcu kto lubi taplać się w mazidłach bez możliwości uprzedniego i późniejszego umycia rąk?
W związku z tym nadszedł już czas na recenzję mojego torebkowego towarzysza :)
Zapraszam :)
                                                    
Oeparol
Balance
Pomadka ochronna do ust
Mango
                                                                      
 OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
 W środku pudełeczka znajduje się również karteczka z ogólnym opisem kosmetyków tej marki:
                                                               
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Piękny, bardzo apetyczny, rzeczywiście owocowy - mango w czystej postaci. Aż ma się ochotę go zjeść :)

SMAK: Neutralny. Zalatuje trochę wazelinką ale raczej nie dostarcza wrażeń.
BARWA: W opakowaniu kremowa, lekko mleczna. Na ustach bezbarwna, niewidoczna po nałożeniu.
KONSYSTENCJA: Zwarta i dosyć twarda w opakowaniu, nie rozpływa się w kieszeni ale łatwo się rozprowadza na ustach.
  DZIAŁANIE: Pomadka świetnie wywiązuje się z tego co nam obiecuje producent. Nawilża i natłuszcza usta dzięki czemu są zabezpieczone przed dalszym wysuszaniem oraz pękaniem. Sprawia również, że są delikatne, miękkie i gładkie w dotyku oraz wyglądają na zdrowe i zadbane nawet w trudnych zimowych warunkach.
WYDAJNOŚĆ: Przyzwoita. Dosyć szybko znika z opakowania.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Pomadka opakowana jest w duży tekturowy kartonik, na którym zawarte są wszystkie informacje od producenta i skład.
W środku znajdujemy sztyft z mocnego i odpornego na zniszczenia plastiku o bardzo ascetycznej grafice.

Kolorystyka opakowania utrzymana jest w biało-czarno-pomarańczowo-żółto-zielonych barwach.
POJEMNOŚĆ: 3,6g
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, apteki, dyskonty typu Biedronka, internet.
CENA: 5,99zł
OCENA: 5/6 
                              
Podsumowując: Bardzo dobry i łatwo dostępny kosmetyk za niską cenę. Wypróbuję również inne wersje zapachowe ale raczej nie zostanę przy nim na stałe bo w końcu na rynku jest tyle pomadek do wypróbowania ;)

środa, 26 grudnia 2012

Miodzio ;)

Nawilżacz do ust to mój codzienny must-have zarówno latem jak i w szczególności zimą. Smaruję usta wręcz kilkanaście razy dziennie dlatego jeden balsam towarzyszy mi w domu - zazwyczaj są to wersje słoiczkowe z racji tego, że są większe, a drugi trzymam w torebce i  jest to wersja w sztyfcie bądź rzadziej w tubce ze względów higienicznych.
Dzisiaj będzie o bardzo niepozornym a wręcz fenomenalnym smarowidle do ust dlatego wszystkich, którzy pragną mieć usta idealnie nawilżone zapraszam do dalszej części posta:)
                   
Lovely
Natural Lip Balm
anti age
Balsam o działaniu odmładzającym
              
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
                                      
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Miodowo-mentholowy tak pół na pół. Dla fanów mentholu pewnie nie będzie miało to znaczenia ale osoby, które go nie lubią na pewno ucieszy taka informacja bo jest znacznie delikatniejszy niż zapach Carmexu.

SMAK: Właściwie neutralny, bardzo ciężki do określenia. Trochę jak smak wazeliny ale bardziej subtelny. Nie będzie przeszkadzał nawet najbardziej wybrednym :)
BARWA: W opakowaniu lekko żółtawy, nieprzezroczysty jakby trochę miodowy - właściwie wygląda jak bardzo jasny skrystalizowany miód. Dokładnie taki jak na zdjęciu:
 Nabrany na palec i nałożony na usta staje się zupełnie transparentny i bezbarwny co również widać na powszym zdjęciu. Nie ma wpływu na kolorystykę ust ani na ich połysk - daje matowe wykończenie a nałożony w większej ilości satynowe.


KONSYSTENCJA: W opakowaniu bardzo zwarta, zbita i twarda. Pod wpływem ciepłoty ciała lekko się rozluźnia dzięki czemu można ja nabrać na palec i rozprowadzić na ustach. Po ogrzaniu balsam przypomina konsystencją wazelinę.
  DZIAŁANIE: Balsam doskonale odżywia, nawilża i natłuszcza skórę warg. Przyspiesza ich regenerację, usuwa martwy naskórek oraz likwiduje suche skórki. Zabezpiecza przed wysuszaniem oraz pękaniem.
Stymuluje mikrokrążenie dzięki czemu po jego użyciu usta są miękkie, jędrne i takie wręcz "całuśne" jednoczenie nie powodując przekrwienia i zaczerwienienia :) Balsam doskonale pielęgnuje usta i tworzy na nich warstwę ochronną, która zapobiega negatywnym wpływom środowiska bez względu na to czy jest to słońce, wiatr, mróz, czy coś innego ;) O działaniu antybakteryjnym i odkażającym nie mogę się wypowiedzieć bo nie mam problemu z opryszczką ani innymi stanami zapalnymi ust. O działaniu anty aging tez nic nie wiem bo to jeszcze za wcześnie ;) WYDAJNOŚĆ: Rewelacyjna chociaż go sobie nie żałuję.
 SKUTKI UBOCZNE: Balsam daje bardzo delikatne uczucie chłodzenia i mrowienia, które trwają dosłownie kilkanaście sekund więc na pewno nie będą nieprzyjemne i uciążliwe nawet dla osób, które za nimi nie przepadają. 
OPAKOWANIE: Na zewnątrz od tyłu tektura a od przodu plastik. Wszystko szczelnie zaklejone dzięki czemu mamy 100% pewności, ze nikt wcześniej do niego nie zaglądał. W środku śliczny metalowy retro słoiczek, który wbrew wszelakim obawom łatwo się otwiera i nie zacina. Grafika utrzymana jest w niebiesko-czarno-pomarańczowej kolorystyce.

POJEMNOŚĆ: 10g czyli 12ml
DOSTĘPNOŚĆ: Rossmann i internet.
CENA: Około 4,50zł w każdym razie nie więcej niż 5zł.
OCENA: 6/6
                               

Podsumowując: Ten balsam to moje okrycie roku! Myślałam, że Carmex nim będzie bo jest wspaniały ale to cudeńko bije go na głowę zwłaszcza że za połowę ceny mamy więcej kosmetyku o mniej natężonych skutkach ubocznych :) Poza tą wersją są jeszcze dwie inne. Klasyczną już testowałam i jest równie zachwycająca chociaż czysto mentolowa. Na pewno będę do niego wracać :)

czwartek, 5 lipca 2012

No to FRUGO!

Dzisiaj będzie krótko, szybko, węzłowato bo za dużo do powiedzenia na temat tego kosmetyku nie mam...

BALSAM DO UST

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
Nie mam i niestety nie będę miała bo uzyskanie tych informacji jest niemożliwe ze względu na brak jakichkolwiek danych umożliwiających identyfikację tego kosmetyku.
 
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: chemiczny, usiłujący udawać zielone jabłuszko. Taki zapach pamiętam z dzieciństwa bo tak pachniały moje ówczesne szminki;)
SMAK: Trochę wazelinowaty ale tak delikatny, że właściwie brak.
BARWA: W opakowaniu pastelowo zielona. Na ustach bezbarwna.

KONSYSTENCJA: W opakowaniu sprawia wrażenie zwartego ale przy nakładaniu jest niesamowicie miękki. Bardzo łatwo się go rozprowadza na ustach. Trzeba uważać w słoneczne i upalne dni bo wtedy strasznie się rozmiękcza i przy nakładaniu wręcz rozpływa na ustach.
DZIAŁANIE: Bardzo mocno nawilża i natłuszcza usta. Zapobiega ich pierzchnięciu i pękaniu na dosyć długo bo nawet jak zniknie nam wierzchnia warstwa to usta nadal przez jakiś czas są ładnie nawilżone. Jak działa na popękane usta i suche skórki nie mam pojęcia bo na szczęście nic takiego nie posiadam. Przy piciu i jedzeniu niestety zostawiana wszystkim paskudne tłuste ślady:(
WYDAJNOŚĆ: Niewielka. Przez to że jest tak miękki ubywa go bardzo szybko.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Standardowy, dosyć duży sztyft z dołączoną smyczą z karabińczykiem. Całość zielona.
POJEMNOŚĆ: Brak danych.
DOSTĘPNOŚĆ: Sklepy i kioski spożywcze - jako gratis do napoju FRUGO.
CENA: Brak
OCENA: 3/6
Podsumowując: Dostałam go jako gratis do Frugo więc postanowiłam wypróbować;)

sobota, 26 maja 2012

Malinka - żurawinka;)

NIVEA
WITAMIN SHAKE
Żurawina i Malina

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki i trochę owocowy ale jednocześnie czuć, że zapach jest syntetyczny. Jakieś delikatne malinowe nuty można w niej wyczuć jednak żurawiny w ogóle nie mogę się doszukać. Możliwe, że na początku zapach był ładniejszy jednak ja używam jej już dosyć długo i się przyzwyczaiłam więc odbieram tylko te gorsze nuty zapachowe.
SMAK: Słodki ale trochę wazelinowy. Jak poliżemy posmarowane nim wargi to nie wyczujemy jakiegoś szczególnego posmaku natomiast będziemy mieć wrażenie słodyczy w ustach.
BARWA: W opakowaniu sztyft ma barwę czerwono białej mozaiki. Dla mnie wygląda jak nie do końca wymieszany mus truskawkowy z jogurtem naturalnym. Bardzo miły i sympatyczny dla oka.
 
Po nałożeniu na usta kolor jest jednak niewidoczny. Jeżeli ktoś ma naturalnie bardzo blade usta to pomadka może delikatnie je zaróżowić jednak moje usta mają bardzo silną pigmentację więc pomadka jest na nich po prostu niewidoczna.
KONSYSTENCJA: Sztyft jest dosyć zwarty ale miękki. Łatwo się go rozprowadza na ustach. Trzeba uważać w słoneczne i upalne dni bo może się rozmiękczyć i przy nakładaniu rozgnieść na ustach.
DZIAŁANIE: Właściwie to zgodne z obietnicami producenta. Pomadka ładnie nawilża i wygładza usta nadając im słodki zapach i posmak. Tak jak pisałam już wcześniej na bladych ustach może również podbijać kolor. Co prawda od dłuższego czasu używałam Carmexów i ta pomadka nie może się z nimi równać w kwestii działania jednak również się spisuje. Na pewno nie poradzi sobie z maksymalnie wysuszonymi ustami, zajadami i suchymi skórkami ale z mniejszymi problemami się upora a jednocześnie pozostawi na ustach ochronną warstwę, która dosyć długo na nich pozostanie.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. Chociaż sztyft nie jest twardy to nie ubywa go zbyt szybko i wystarcza na dosyć długo.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Standardowy, dosyć duży sztyft z kolorową zatyczką i białą podstawą zapakowany w kartonik z przezroczystą folią, dzięki której widzimy jak wygląda pomadka. Grafika utrzymana jest w biało-różowo-czerwono-granatowej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 4,8g/5,5ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 10zł w promocjach taniej.
OCENA: 5/6
    
Podsumowując: Jestem wielką fanką pomadek Nivea i wypróbowałam już wszystkie dlatego, gdy na wieszaczku zobaczyłam tę nowość nie mogłam się jej oprzeć. Pomimo tego, że ich działanie nie może się równać z Carmeksem to i tak nadal będę je kupować oraz używać bo je po prostu uwielbiam a w związku z tym, że ciągle czymś smaruję usta to nie mam z nimi takich problemów, żebym musiała nakładać na nie nie wiadomo co;) Polecam wszystkim fankom słodkich i owocowych mazideł do ust;)

sobota, 14 kwietnia 2012

Migdałowe usta:)

YVES ROCHER
BAUME NOURISSANT
A L'HUILE D'AMMANDE

 OBIETNICE PRODUCENTA:
Odżywić usta jednym ruchem! Odżywczy balsam z olejkiem migdałowym błyskawicznie odżywia usta - przywraca im jędrność i uczucie komfortu. Jego miękka konsystencja łatwo się rozprowadza i pozostawia na ustach delikatny migdałowy zapach.
Plusy produktu: Całe bogactwo olejku migdałowego dla odżywionych ust, które odzyskują miękkość i delikatność.
Opis pochodzi se strony Yves Rocher

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo delikatny, kremowy z lekka migdałową nutą. Zapach utrzymuje się na ustach ale nie przeszkadza.
BARWA: W opakowaniu biała na ustach zupełnie bezbarwna. Nie bieli.
KONSYSTENCJA: W opakowaniu bardzo gęsta i zwarta ale łatwo się rozprowadza na ustach. Bardzo lubię w nim to, że jest odporny na temperaturę - nawet przy 40-to stopniowym upale można go go nosić w kieszeni i poza tym, że zrobi się lekko błyszczący i wilgotny na końcu nic się mu nie dzieje. Nie roztapia się i nie rozgniata na ustach.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione. Balsam rewelacyjnie nawilża i odżywia usta. Sprawia, że stają się miękkie, delikatne i zadbane. Zapobiega powstawaniu suchych skórek a jednocześnie przyspiesza gojenie zajadów i innych podrażnień.
WYDAJNOŚĆ: Świetna. Pomadka wystarcz na bardzo, bardzo długi czas.
SKUTKI UBOCZNE: Ma trochę wazelinowy, jakby odrobinę mydlany smak ale nie jest to bardzo przeszkadzające.
OPAKOWANIE: Plastikowy wykręcany sztyft z zatyczką. Opakowanie jest maleńkie dzięki czemu zmieści się w każdej, nawet najmniejszej torebce lub kieszeni. Całość utrzymana jest w żółto-białej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 4g
DOSTĘPNOŚĆ: Internetowe i stacjonarne sklepy Yves Rocher.
CENA: 10zł
OCENA: 5/6
 
 Podsumowując: Kupuję je regularnie w różnych wersjach zapachowych od ładnych kilku lat i zawsze jestem zadowolona. Szczególnie lubię je używać latem bo nie muszę się obawiać, że mi się rozpadną pod wpływem ciepła. Myślę, że jeszcze niejednokrotnie po nie sięgnę.

środa, 21 marca 2012

Nawilżający balsam do ust.

CLASSIC
CARMEX
MOISTURISING LIP BALM

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
 
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Mocno mentolowo. Praktycznie identyczny jak wersji w słoiczku.
BARWA: Lekko żółtawy ale transparentny.
KONSYSTENCJA: Wazelinowa - bardzo zbita ale ustępuje pod wpływem nacisku i ciepła ciała dzięki czemu łatwo się rozprowadza..
OBIETNICE PRODUCENTA: Właściwie mogę powtórzyć słowo w słowo opinię z wersji słoiczkowej, bo obietnice zostały spełnione co do joty. Kosmetyk doskonale nawilża i i chroni usta a przy tym bardzo długo się na nich utrzymuje. Posiada właściwości kojące i lecznicze dzięki czemu świetnie sobie radzi nawet z najbardziej uporczywymi podrażnieniami.
WYDAJNOŚĆ: Dobra. Bardzo szybko ubywa sztyftu ale biorąc pod uwagę maleńką pojemność nie ma się co dziwić.
SKUTKI UBOCZNE: Brak
OPAKOWANIE: Plastikowy wykręcany sztyft z zatyczką. Opakowanie jest maleńkie dzięki czemu zmieści się w każdej, nawet najmniejszej torebce lub kieszeni. Całość utrzymana jest w żółto-czerwono-czarnej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 4,25g
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: Około 10zł ale w promocji taniej.
OCENA: 5,5/6
 
 Podsumowując: Kupiłam żeby wypróbować kolejną wersję Carmexu i się nie zawiodłam. Na pewno kupię jeszcze nie raz.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...