Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M.A.C.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M.A.C.. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 lipca 2019

MAC Dazzleglass - recenzja

Cześć Kochani!
Recenzje kosmetyków do ust pojawiają się i pewnie będą się tutaj pojawiać najczęściej ze wszystkich bo zużywanie ich idzie mi oszałamiająco łatwo, a więc i najwięcej się ich przewija w moich rękach. Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o błyszczyku, który bardzo, bardzo długo siedział na mojej wish list a teraz bardzo, bardzo krótko mi towarzyszył ;)
Zapraszam Was na recenzję :)
                                                   

niedziela, 10 marca 2013

O jasnych podkładach raz jeszcze...

Jakiś czas temu pokazywałam Wam swatche podkładów o najniższych numerkach, które przynajmniej w teorii powinny być bardzo jasne... Jak to wygląda w rzeczywistości możecie przekonać się TUTAJ.
W związku z tym, że w moje łapki trafiły jeszcze dwie próbki podkładów o niskich numerkach postanowiłam Wam je zaprezentować porównując je do tego co już widzieliście.
                                              
W opakowaniach:
                                                   
Zaraz po nałożeniu:
                                                
Po roztarciu:
                                                    
Udział wzięli, od lewej widzicie:
1. MAC Matchmaster Foundation SPF 15 1.0
2. Yves Saint Laurent Teint Radiance 1
3. Yves Saint Laurent Teint Resist 1
4. Coverderm Color 01
5. Clinique Redness Solution 01
6. L'oreal True Match W1 Porcelain Wersja USA
                                                
Muszę przyznać, że jestem mocno zszokowana tym, że normalnie bardzo jasny podkład MAC w tym towarzystwie okazał się taki ciemny chociaż Clinique i tak bije go na głowę.
                              
Mam nadzieję, że bladziochom ułatwiłam choć trochę poszukiwania podkładu idealnego ;)

niedziela, 13 stycznia 2013

Przegląd "najjaśniejszych" podkładów...

Jak wiecie jestem bladziochem, strasznym bladziochem i lubię to ;) Nie dla mnie leżakowanie na słonku i opalanie ani ciemne podkłady. Na dodatek moja skóra to połączenie wszystkiego co możecie na jej temat wymyślić. Nie da się ukryć, że jest mieszana: łączy w sobie przetłuszczającą się strefę T, normalne okolice żuchwy i skroni oraz przesuszone okolice kości policzkowych. Na dodatek zauważyłam, że wraz z wiekiem wysusza się coraz bardziej, co przysparza mi sporo problemów z pielęgnacją. Nie obce są mi rozszerzone pory ani zaczerwienia spowodowane płytko osadzonymi naczynkami, które często lubią się ujawniać pod wpływem niedostatecznej pielęgnacji. Jakby tego było mało to od jakiegoś czasu moja skóra staje się coraz bardziej podatna na zapychanie co zazwyczaj kończy się ziemistością i widocznym zmęczeniem, zapchanymi porami, wągrami oraz paskudnymi pryszczami, po których pojawiają się suche skórki. Całości dopełnia nierówny koloryt, ciężki do określenia typ (zimny + ciepły + neutralny) i bardzo jasna szyja.
Dodatkiem uzupełniającym całość jest problem z dobraniem idealnego odcienia, bo podkład, który jednego dnia jest idealny a innego potrafi być zbyt jasny albo zbyt ciemny. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest ani od czego zależy ale bardzo utrudnia mi życie... :(
Skoro już wiecie z jakimi problemami się borykam i już pewnie nie raz czytaliście moje narzekania na brak odpowiednich kolorów podkładów na naszym rynku postanowiłam się podzielić z Wami moją kolekcją "jasnych" podkładów alby ułatwić poszukiwania osobom o podobnych problemach.
                      
Cała kolekcja:
           
Małe próbki:
                        
Delikatnie roztarte:
              
Udział wzięli, od lewej widzicie:
1. Bourjois Foundation Bio Detox Organic No 52 Vanilla - Recenzja KLIK. Obecnie używam go mieszając z innym podkładem.
2. Chanel Perfection Lumiere 10 Beige - Czasami jest za ciemny a czasami jest OK...
3. AA Make Up Matujący Podkład Kryjący 1 Kość Słoniowa - Chyba nie muszę pisać, że jest tragicznie za ciemny...
4. Dr Irena Eris Vita Ceric multifunkcyjny krem witalizujący BB na dzień SPF 20 01 Light Beige - Recenzja KLIK. Oczywiście jest za ciemny nawet latem...
5. Under Twenty Anti! Acne fluid matujący 120 Natural Matt - Oczywiście zdecydowanie za ciemny :( Wyglądam w nim jakby mi się głowa zacięła w solarium...
6. Lancome Teint Idole Ultra 010 Beige porcelaine - Recenzja KLIK.
7. Estee Lauder Double Wear 1N2 Ivory Cream 39 - Niestety za ciemny :(
8. Yves Saint Laurent Teint Resist 1 - Za różowy więc wyglądam w nim jak świnka Piggy...
9. Yves Saint Laurent Teint Radiance 1 - Niby kolor mi odpowiada (chociaż nie zawsze) ale jego właściwości jakoś nie do końca mi odpowiadają.
10. Estee Lauder Double Wear Light Intensity 1.0 - Niestety zbyt ciemny.
11. Yves Saint Laurent Matt Touch Foundation 1 - Również zdecydowanie za ciemny.
12. Coverderm Color 01 - Kolejny zbyt różowy podkład robiący ze mnie Miss Piggy.
13. MAC Matchmaster Foundation SPF 15 1.0 - Kupiłam go w grudniu. Początkowo był idealny ale teraz w sposób zupełnie dla mnie niezrozumiały stał się dla mnie za jasny i za różowy. Aby uzyskać idealny efekt mieszam go z podkładem Bourjois.
              
Jak widzicie pomimo całkiem porządnego arsenału podkładów i próbek nadal nie mogę znaleźć swojego ideału :(
    
A jak jest u Was z podkładami?
Macie problemy z doborem kolorów, czy  nie?
Znaleźliście już podkład idealny czy nadal szukacie?

czwartek, 6 grudnia 2012

MAC Technique Smokey Eyes

4 i 5 grudnia W salonie MAC w Galerii Krakowskiej odbyły się warsztaty makijażowe MAC Technique. Do wyboru były dwie opcje: Makijaż Naturalny i Smokey Eyes
 Ja zdecydowałam się na Smokey Eyes 4-go grudnia.
W salonie MAC powstało 7 stanowisk makijażowych: jedno pokazowe i 6 "roboczych  z przypisanymi do nich wizażystami - tak, każda z uczestniczek miała swoje własne stanowisko i wizażystę do pomocy :) Na każdym stoliku były najpotrzebniejsze rzeczy jak pędzle, szczoteczki i aplikatory oraz chusteczki do demakijażu a w razie potrzeb wizażyści donosili wszystkim uczestnikom potrzebne kosmetyki. Poza tym wszystkim czekały na nas notesy i ołówki, dzięki, którym mogliśmy sobie notować użyte kosmetyki, zastosowane tricki i kolejne etapy makijażu.
 W notatniku znajdowały się również dwa Face Chart'y: gotowy z makijażem, który wykonywać się uczyliśmy oraz pusty abyśmy mogli notować uwagi.
Tak prezentuje się makijaż w wersji demo:
 Spotkanie rozpoczęło się pokazem makijażu: wizażystka wykonała planowany makijaż krok po kroku na swojej koleżance dokładnie wyjaśniając nam poszczególne etapy i pokazując użyte kosmetyki a potem przeszliśmy do działań  na sobie ;)
Mnie do pomocy przydzielono rodzynka, czyli jedynego wizażystę: bardzo miłego Pana Wojtka, który pomagał mi zarówno radą jak i pędzlem a między czasie lawirował pomiędzy innymi uczestniczkami warsztatów aby przynieść mi potrzebne kosmetyki. Z jego pomocą udało mi się zmalować takie coś:
 Niestety zdjęcie zrobione było w sztucznym świetle z lampą błyskową po około 6-ciu godzinach od zmalowania, w ciągu których przebywałam w galerii, na wolnym powietrzu, w przeróżnych środkach transportu oraz w mocno ogrzewanym domu dlatego całość jest już mocno sfatygowana i nie wygląda tak ładnie jak zaraz po zakończeniu malowania :(
                                                                       
 Po zakończeniu makijażu udałam się kolejnej "uciesze" czyli wreszcie mogłam zakupić upatrzone przed warsztatami kosmetyki. Moim łupem padły:
MAC Matchmaster Foundation SPF 15 o numerze 1.0 - Cena 140zł - Z tego co wiem jest to najjaśniejszy z dostępnych u nas podkładów nie mineralnych więc pokładam w nim ogromne nadzieje. Zwłaszcza tę, że w końcu będzie idealnie pasował ;) Na warsztatach miałam okazję go wypróbować i sprawiał wrażenie idealnego. Mam nadzieję, że po dłuższym kontakcie mnie nie zawiedzie.
MAC Superslick Liquid Eye Liner w kolorze Pure Show - Cena 80zł - Jest to piękne migoczące i wibrujące złoto, które mam zamiar łączyć z fioletowymi cieniami.
                                        
Jestem niezwykle zadowolona z udziału w warsztatach. Jeżeli jeszcze kiedyś ponownie odbędą się w Krakowie to w miarę możliwości postaram się w nich uczestniczyć.

sobota, 18 sierpnia 2012

Pędzlowy przegląd posiadania: Makowa Panienka

... czyli bajkowa opowieść o tym jak szybko wydać ciężko zarobione pieniążki i mieć z tego dziką satysfakcję;)

M.A.C.
217
Nie ma się co rozdrabniać ani z czego się tłumaczyć więc od razu przejdę do rzeczy:

DOSTĘPNOŚĆ: Internetowe i stacjonarne sklepy M.A.C. Nie polecam żadnych portali internetowych bo łatwo o podróbki.
CENA: 97zł!
PRZEZNACZENIE: Rozcieranie cieni.
WŁOSIE: Naturalne.
WYMIARY: Włosie: długość - 1,5cm, szerokość - 0,8cm, Całość: długość - 16,2cm.
OPIS: Włosie - białe. Skuwka - srebrna, błyszcząca, metalowa, odporna na zarysowania i uszkodzenia. Rączka - drewniana, grafitowa  z delikatnymi srebrno-khaki drobinkami, z satynowym połyskiem (drobinki nie są błyszczące); srebrne, błyszczące i wytłaczane napisy, odporna na uszkodzenia.
UŻYTKOWANIE: REWELACYJNE. Nie tylko spełnia powierzone mu zadanie, czyli idealnie rozciera cienie bez zjadania koloru ale nadaje się również do miliona innych działań. Można nim: nakładać i rozcierać korektor pod oczy i na niedoskonałościach, nakładać cienie, nakładać rozświetlacz, konturować twarz i co tylko tam sobie wymyślicie;)
CZYSZCZENIE: Bezproblemowe. Wystarczy szare mydło i woda aby usunąć z niego wszystkie pozostałości kosmetyków. Schnie dosyć szybko - kilka godzin w pomieszczeniu i kilkadziesiąt minut na słonku i wietrze ale ja zazwyczaj zostawiam go na całą noc.
WYKONANIE: WSPANIAŁE! Jak dotąd nie wypadł i nadal nie ma zamiaru wypaść z niego jakikolwiek włos, nie odkształca się i nie rozcapierza ani w trakcie użytkowania, ani w trakcie mycia. Nie zanosi się też na to, żeby miał się rozkleić;)

Pierwsze moje spotkanie z tym pędzlem (tamten egzemplarz należał do kogoś innego) zaowocował reakcją "Ale o co chodzi? Skąd ten zachwyt? Przecież to normalny pędzel a do tego nawet trochę twardy..." Byłam zszokowana i zaskoczona tym całym zachwytem w okół pędzli M.A.C.a ale ciekawość zwyciężyła i w końcu go zakupiłam. Początkowo podchodziłam do niego trochę jak pies do jeża ale po kilku "współpracach" zaprzyjaźniliśmy się i teraz darzę go niezmierną miłością. Teraz go wręcz uwielbiam i nie wyobrażam sobie zrobienia porządnego makijażu bez jego udziału. Z chęcią przygarnęłabym jeszcze kilka egzemplarzy i na pewno znalazłabym dla nich zastosowanie. Pomijając milczeniem niestety dość wysoką cenę mogę stwierdzić, że ten pędzel to rewelacja i warto w niego zainwestować:)

piątek, 10 sierpnia 2012

"Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz...

... Dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz!"
(Sweet Noise)

M.A.C.
ROUGEMARIE
KOLOR: Czerwień idealna - krwista, cudowna. mocna, hipnotyzująca. Przy jednej warstwie jest mocną maliną.
WYKOŃCZENIE: Kremowe.
TRWAŁOŚĆ: No cóż - tu jest pies pogrzebany. ten lakier na moich paznokciach ledwo wytrzymuje 1 dzień, jak ma jakieś porywy trwałości a ja nic nie robię to jest to maksymalnie do 1,5dnia, potem pojawiają się odpryski, czyli praktycznie żadna jak na lakier takiej marki i za taką cenę:(
KONSYSTENCJA: Dosyć rzadka, jak to lakier ale nie lejąca - dobrze się maluje paznokcie, nie rozlewa się po skórkach tylko trzyma tam gdzie go nałożymy. Dosyć długo wysycha i potrzebuje trochę czasu, żeby stwardnieć więc nie warto go nakładać przed snem bo rano obudzicie się z pościelą na paznokciach:(
KRYCIE: Przy jednej warstwie brzydko smuży i robi prześwity - nie da rady tak chodzić. Przy dwóch warstwach staje się piękny chociaż jeżeli zbyt szybko nałożymy drugą warstw to również pojawiają się prześwity.
WYDAJNOŚĆ: Całkiem nie zła ale po każdym malowaniu ubytek jest widoczny.
SKUTKI UBOCZNE: Nieziemsko farbuje paznokcie. Jakimś cudem ostatnio tego nie zrobił (może to kwestia zmywacza?) ale nie raz musiałam tygodniami przez niego malować paznokcie na ciemne kolory bo po jednym dniu z nim wyglądały okropnie.
OPAKOWANIE: Na początku lakier zapakowany jest w standardowy dla M.A.C.a czarny kartonik. Buteleczka jest przezroczysta odrobinę stożkowa szklana z czarną matową nakrętką.
PĘDZELEK: Długi i dosyć wąski. Dobrze się nim operuje ale trzeba nabrać wprawy i nie ma mowy o pomalowaniu paznokcia dwoma pociągnięciami. Moim zdaniem mógłby być trochę szerszy.
POJEMNOŚĆ: 10ml.
DOSTĘPNOŚĆ: Internetowe i stacjonarne sklepy M.A.C. W sieci jest ich pewnie pełno ale ja bym się obawiała podróbek.
CENA: Wedy gdy go kupowałam kosztował 50zł.
 OCENA: 2,5/6 
Kolor tego lakieru jest najpiękniejszy jaki mogłam sobie wymarzyć, jakby został stworzony specjalnie dla mnie ale niestety jakość i komfort użytkowania pozostawiają wiele do życzenia. Kupując lakier za 50zł miałam ogromne oczekiwania i niestety się zawiodłam. Zdecydowanie nie sięgnę więcej po lakiery z tej i wyższej półki cenowej bo po co przepłacać skoro taki sam efekt mogę osiągnąć specyfikiem, który kosztuje 10 razy mniej.

piątek, 10 czerwca 2011

ASK: U - usta

Dzisiaj na tapecie mazidełka do ust czyli mój ulubiony temat;) Większość i tak już została opisana więc do tej notki zostało ich niewiele. Zatem do dzieła;)
Z góry przepraszam Was za kiepską jakość co niektórych zdjęć - niestety ani aparat ani światło nie chciały dzisiaj ze mną współpracować.

USTA:
1. Verona Błyszczyk do ust Duo Secret full color & extra shine - Niestety nie pamiętam jaki to jest numer bo napisy na etykietce się pozacierały i ciężko coś odczytać. Błyszczyk kupiłam w sklepie wszystko po 4zł (kosztował nawet mniej) i faktycznie wart jest swojej ceny i ani grosza więcej. Na całość składają się dwa błyszczyki - koloryzująca baza i nawierzchniowy nabłyszczacz każdy po 5ml. Koloryzująca baza to bordowy metaliczny błyszczyk z maleńkimi iskrzącymi czerwienią drobinkami.
Niestety błyszczyk jest bardzo rzadki, łatwo rozlewa się poza kontur ust oraz szybko zbiera w ich załamaniach i zmarszczkach. Komfort nakładania też jest kiepski ze względu na jego konsystencję - na ustach tworzą się miejsca w których błyszczyk się zlewa i tworzy grubą warstwę oraz słabo pokryte prześwity. Zapach chemiczny ale dość przyjemny. Aplikator tej części to standardowa znana wszystkim gąbeczka bardzo podobna do tej z błyszczyka Eveline Jungle Show tylko lepiej nabiera i rozprowadza błyszczyk.
Część nabłyszczająca to bezbarwny błyszczy z zatopionymi srebrnymi drobinkami brokatu. Brokat nie jest chamski i dyskotekowy ale drobny i ładny. Nie świeci zbyt mocno. Ta część jest bardziej gęsta i trochę galaretowata przez co dobrze się nakłada, równomiernie rozprowadza i nie spływa z ust. Ładnie nabłyszcza. Bez problemu można ją stosować samą lub na inny kosmetyk. Zapach chemiczny - trochę jakby winogronowy. Przyjemny. Aplikator to mały pędzelek bardzo podobny do tych z błyszczyków Avonu tylko mniejszy. Przyjemnie się go używa.
Ogólnie nawet jak na błyszczyk za nie całe 4zł to jest kiepski. Postaram się go zużyć (patrz ostatni post o projekcie denko) ale na pewno nigdy więcej nie skuszę się na coś takiego.
OCENA: 2/6
2. Carlo di Roma Seduction - Pomadka kupiona bardzo dawno temu więc numerka oczywiście nie znam;) Ma cielisty kolor bardzo zbliżony do koloru mojej skóry (jestem bladziochem).
Pomadka jest bardzo kryjąca i daje efekt korektora. Jednak bez problemu można nałożyć cienką i delikatną warstwę lekko rozbielającą usta. Będzie idealna do smokey eyes albo do makijażu nude. Pachnie chemicznie i dosyć dusząco - tak jak pomadki naszych babć. Jest bardzo wydajna chociaż dosyć miękka - kiedyś stosowałam ją praktycznie codziennie a i tak zostało mi jej około centymetra. Niestety wysusza usta i uwidacznia wszystkie ich niedoskonałości - trzeba bardzo uważać na suche skórki i zmarszczki. Zbiera się w załamaniach. Nie jest też jakoś bardzo trwała. Opakowanie trochę tandetne - czarny plastik z nakładką w kolorze szminki który szybko wypadł i zaginął ale trwałe i porządne. Zamyka się na klik. Łatwo ją dostać w osiedlowych małych drogeriach za małe pieniądze (około 8-10zł).
OCENA 3,5/6
3. M.A.C. Amplified A18 Ramblas Red - Piękna mocno kryjąca pomadka kupiona w salonie w Krakowie na wielką okazję. Ma mocno nasycony kolor mocnej, ciemnej, krwistej czerwieni - kocham go;)
Niestety kolor na zdjęciach jest przekłamany. Najlepiej oddaje go zdjęcie główne. Szminka jest dosyć twarda ale dobrze się nakłada i miękko sunie po ustach. Ze względu na to, że jest bardzo na pigmentowana szybko je pokrywa i nadaje im wspaniały kolor o lekko satynowym wykończeniu. Jest niesamowicie trwała - pigment wnika w usta i mocno je zabarwia. Nawet jak zejdzie wierzchnia warstwa pomadki to usta nadal są zabarwione a wykończenie zmienia się na matowe. Niestraszne jej więc jedzenie i picie a my nie musimy co chwilę biegać do łazienki albo wyciągać lusterka w celu naniesienia poprawek. Trochę brudzi szklanki przy piciu ale chyba nie ma takiej pomadki, która tego nie robi. Jako szminka kryjąca jest niestety bezlitosna dla ust - trochę je wysusza i uwidacznia wszystkie nawet najmniejsze niedoskonałości. Jeżeli chcemy jej użyć musimy przynajmniej tydzień wcześniej zatroszczyć się o odpowiednią pielęgnację żeby potem prezentować się nieziemsko;) Opakowanie - mocny czarny plastik (?) z zatopionymi srebrnymi drobinkami i srebrną obrączką w połowie. Zamyka się na klik. Szminka wsuwa się cała i jakby delikatnie blokuje na dnie więc na pewno nie otworzy ani nie wysunie nam się w torebce. Cena jest trochę wysoka (ja ją kupiłam zw 76zł w krakowskim salonie) ale zdecydowanie jakość tego produktu jest warta takiej ceny. Jestem wielką fanka tej szminki odkąd użyłam jej po raz pierwszy i na pewno kiedyś zakupię jeszcze inne egzemplarze.
OCENA: 5,5/6
4. Revlon Super Lustrous Lipgloss w odcieniu 130 Pink Whisper - Bardzo gęsty jasno różowy błyszczyk z milionami maleńkich skrzących srebrem drobinek.
Na ustach daje efekt tafli. Jest dosyć mocno kryjący więc rozjaśnia usta. Nadaje się do smokey eyes, makijażu w typie nude i na dzień do pracy. W związku z tym, że jest taki gęsty mocno się lepi ale też dobrze się rozprowadza i trzyma ust. Nie rozlewa się poza kontur ani nie zbiera w zmarszczkach i załamaniach warg. Jest długotrwały  i wydajny. Zapach jest brzydki i bardzo chemiczny. Aplikator to standardowa znana wszystkim gąbeczka. Opakowanie jest eleganckie i praktyczne. Pomimo wszystkich wad bardzo go lubię i na pewno kupię kolejny.
OCENA: 4/6

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...