Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do ciała. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2013

Clinic Cream

Nie wiem jak, ani kiedy to się stało ale oto nadszedł dzień ostatniej recenzji kosmetyku nawilżającego do ciała marki Decubal. O tym jakie stawiam im wymagania możecie przeczytać TUTAJ, a tymczasem do rzeczy :)
                                         
Decubal
Clinic Cream
Odżywczy i nawilżający krem do skóry suchej i atopowej
                                                                       
OBIETNICE PRODUCENTA:
Krem nawilżający i odżywczy zawierający naturalne lipidy, przeznaczony do pielęgnacji skóry suchej i atopowej. Polecany do skóry podrażnionej z  wysypką. Oryginalny krem Decubal opracowany przy współpracy dermatologów
                           
 
SKŁAD: 
aqua, isopropyl myristate, glycerin, sorbitan stearate, lanolin, dimethicone, cetyl alcohol, polysorbate 60, sorbic acid 
Bezzapachowy. 
Nie zawiera barwników. 
Zawartość substancji tłuszczowych 38%
                                              
MOJE WRAŻENIA: 
ZAPACH: Słodki, jakby lekko orzechowy z delikatną kwaskową nutą. Jest bardzo przyjemny i apetyczny. Cały czas mam wrażenie, że znam ten zapach ale nie potrafię skojarzyć skąd. Bardzo długo utrzymuje się na ciele. 
SMAK: Nie próbowałam. 
BARWA: Biała ale po rozprowadzeniu zanika. Nie bieli. 
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsta i zwarta przypomina raczej masło niż krem. Po kontakcie z ciepłem ciała nie zmienia konsystencji jednak bardzo łatwo i przyjemnie się rozprowadza nie tworząc smug oraz dosyć szybko wchłania pozostawiając lekko wilgotną warstwę ochronną, która potrzebuje dłuższej chwili aby się całkowicie wchłonąć.
  DZIAŁANIE: Krem wspaniale odżywia, nawilża i natłuszcza skórę. Przy jego regularnym stosowaniu moje zrogowaciałe mieszki włosowe praktycznie całkowicie się wygładziły a zaczerwienienia mocno zredukowały. Sprawia, że skóra jest miła, bardzo miękka i gładka w dotyku jak pupa niemowlaka. Dzięki temu, że pozostawia warstwę ochronną skóra utrzymuje idealny poziom nawilżenia przez 24godziny, a po myciu nawet preparatem zawierającym SLS/SLES nie woła pić. O uczuciu napięcia czy ściągnięcia można z nim zupełnie zapomnieć.
 WYDAJNOŚĆ: Dobra - wystarczył mi na około 3 tygodnie codziennego używania.

 SKUTKI UBOCZNE: Brak. Chociaż nie stosowałam go na dekolt więc nie wiem jak zareagowałaby na niego tak delikatna skóra.
 OPAKOWANIE: Plastikowo-gumowa tubka z plastikową nakrętką zamykaną klapką, w której ukryty jest krem. Tubka na jest wykonana porządnie z trwałych materiałów dzięki czemu nie doznała uszkodzeń w trakcie użytkowania. Klapka posiada wystający uchwyt, który ułatwia otwieranie i osadzona jest na giętkich i delikatnych "zawiasach" jednak one też nie uległy uszkodzeniu. Opakowanie jest matowo białe, nieprzezroczyste. Nakrętka jest w kolorze czerwonym. Grafika na tubie jest czarno-czerowna. 
Niestety przez bardzo zwartą konsystencję dosyć ciężko wydobyć jego resztki z tubki dlatego wolałabym aby zmieniono opakowanie na słoiczek o pojemności 500ml :) 
POJEMNOŚĆ: 250ml 
DOSTĘPNOŚĆ: Apteki stacjonarne i internetowe. 
CENA: Około 25zł.
 OCENA: 6/6 

                                     
Podsumowując: Zdecydowanie jest to najlepszy produkt do pielęgnacji ciała z całej serii. Niesamowicie przypadł mi do gustu ze względu na wręcz zbawienny wpływ na moją skórę i dlatego chętnie będę go niego wracała.
                                 
Produkt dostałam od firmy Decubal w ramach współpracy jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

środa, 13 marca 2013

Body Cream

Dni szybko mijają więc czas na kolejną recenzję kosmetyku Decubal.
Moje wymagania standardowo znajdziecie TUTAJ a tymczasem przejdźmy do rzeczy ;)
                                                            
Decubal
Body Cream
Odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała
                                                               
OBIETNICE PRODUCENTA:
Chroni suchą i bardzo suchą skórę dzięki zawartości witaminy E i olejków roślinnych. Odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry.
Nie pozostawia tłustych śladów.
                                      
SKŁAD:
aqua, caprylic/capric trigliceride, glycerin, isopropyl mirystate, lanolin, petrolatum, polyglyceryl-3 methylglucose distearate, glyceryl stearate, tocopheryl acetate, cetearyl alcohol, tocopherol, ceteareth-20, sodium cetearyl sulfate, dimethicone, citric acid, phenoxyethanol, sodium benzoate
Bezzapachowy.
Nie zawiera parabenów.
Zawartość substancji tłuszczowych 40%.
                                                      
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Jako, że jest to kosmetyk nieperfumowany jego zapach jest bardzo naturalny i sprawia wrażenie słodkawego oraz trochę zjełczałego. Na szczęście nie jest zbyt silny i szybko można się do niego przyzwyczaić więc nie przeszkadza.

SMAK: Nie próbowałam.
BARWA: Kremowa ale po rozsmarowaniu staje się biała, krem bieli i tworzy smugi, które wymagają dokładnego wmasowania. Po kilkudziesięciu sekundowym masażu kolor znika.
KONSYSTENCJA: Kremowa, niezbyt gęsta przypomina krem do twarzy na dzień. Pod wpływem ciepłoty ciała rozluźnia się i łatwo rozprowadza jak mleczko. Po chwilowym masażu całkowicie się wchłania pozostawiając niewyczuwalną aczkolwiek bardzo skuteczną warstwę ochroną.
  DZIAŁANIE: Kosmetyk bardzo dobrze nawilża, natłuszcza i odżywia skórę zaspokajając jej wszystkie potrzeby i definitywnie rozprawiając się z uczuciem ściągnięcia, przesuszeniem i wrażeniem, że zaraz popęka. Jednocześnie zabezpiecza ją przed wysuszeniem i wszelkimi szkodliwymi wpływami środowiska. Świetnie radzi sobie ze zmiękczaniem rogowaciejących mieszków włosowych jednak ma mały wpływ na zaczerwienienia. Przy jego stosowaniu nawet moja skóra staje się, miła miękka i gładka w dotyku.
WYDAJNOŚĆ: Dobra. 
SKUTKI UBOCZNE: Niestety przy dłuższym stosowaniu trochę "przekarmił" dekolt ale na szczęście po odstawieniu wszystko szybko wróciło do normy.
 OPAKOWANIE: Plastikowo-gumowa tubka z plastikową nakrętką zamykaną klapką, w której ukryty jest krem. Tubka na jest wykonana porządnie z trwałych materiałów dzięki czemu nie doznała uszkodzeń w trakcie użytkowania. Klapka posiada wystający uchwyt, który ułatwia otwieranie i osadzona jest na giętkich i delikatnych "zawiasach" jednak one też nie uległy uszkodzeniu. Opakowanie jest matowo czerwone, nieprzezroczyste ale pod światło bez problemu można podejrzeć ile jeszcze kosmetyku zostało w środku. Grafika na tubie jest biała.
 POJEMNOŚĆ: 250ml.
 DOSTĘPNOŚĆ: Apteki stacjonarne i internetowe.
 CENA: Około 25zł.
 OCENA: 5/6 
                                 
 
Podsumowując: Dobry kosmetyk, który rozprawi się z przesuszem i szorstkością oraz ochroni przed ich nawrotem nie podrażniając przy tym delikatnych obszarów skóry.
                                 
Produkt dostałam od firmy Decubal w ramach współpracy jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

niedziela, 17 lutego 2013

Intensywny krem do ciała

Całkiem niedawno pisałam Wam o podjętej współpracy z marką Decubal - KLIK, a teraz przyszedł czas na pierwszą z recenzji. Zanim jednak przejdę do meritum najpierw przedstawię Wam potrzeby mojej skóry. Opis ten będę umieszczała na początku każdej z recenzji tak aby łatwiej było Wam skonfrontować moje oczekiwania z działaniem otrzymanego specyfiku.
Skóra mojego ciała jest raczej normalna jednak ma swoje fanaberie.
TUŁÓW: Sprawia najmniej problemów. Skóra jest normalna: nie wysusza się ani nie przetłuszcza. Właściwie wydaje mi się, że nie musiałabym jej nawet nawilżać i nadal byłoby OK.
RĘCE: Na przedramionach skóra również jest normalna jednak na ich wierzchniej stronie jest niezbyt mocno natężone rogowacenie mieszków włosowych. Objawia się ono czerwonymi kropkami, co sprawia, że wygląda jak po nakłuwaniu igłą albo świeżej depilacji jednak nadal jest miękka, gładka i miła w dotyku. Na ramionach rogowacenie jest bardziej nasilone i obejmuje całą ich widoczną część. Wygląda jakbym ciągle miała "gęsią skórkę", która jest czerwona i przypomina tę na przedramionach jednak wypukła część "krostek" jest sucha i zrogowaciała oraz niezbyt przyjemna w dotyku jak tarka.
NOGI: Na wierzchniej stronie ud tak samo jak na przedramionach skóra jest normalna z niezbyt mocno natężonym rogowaceniem mieszków włosowych. Natomiast na łydkach skóra jest sucha a cała ich powierzchnia zajęta jest rogowaceniem. W dotyku przypomina tarkę a wygląda równie mało apetycznie jak ta na ramionach. Każdy mieszek włosowy jest mocno zaczerwieniony, wypukły i bardzo szorstki w dotyku a nieliczne wypełniają się ropą i tworzą maleńkie zaskórniki. Ponad to mam spory problem z wrastającymi włoskami po depilacji.
Skóra dotknięta rogowaceniem mieszków włosowych wymaga szczególnej opieki: częstego złuszczania i bardzo mocnego nawilżania oraz natłuszczania co również zbawiennie wpływa na wrastające włoski.
           
Skoro wszystko już wiadomo teraz czas na recenzję:)
                    
Decubal
Intensive Cream
Intensywnie odżywczy i regenerujący krem do skóry suchej i atopowej
                                                                            
OBIETNICE PRODUCENTA:
Krem regenerujący do skóry bardzo suchej, atopowej i uszkodzonej.
Chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych.
Bogaty w lipidy. Zmiękcza suchą i popękaną skórę, odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry dzięki zawartości ceramidów, witaminy B3 i olejku jojoba.

SKŁAD:
 petrolatum, paraffinum liquidum, aqua, pentylene glycol, cetearyl alcohol, methyl glucose sesquistearate, niacinamide, simmondsia chinensis seed oil, ceramide 3, ceramide 6 II, phytosphingosine, cholesterol, galactoarabinan, xanthan gum, caprylic/capric trigliceride, sodium stearoyl lactylate, sodium citrate, polyglyceryl-3 methylglucose distearate, tocopherol, stearic acid, palmitic acid, citric acid, sodium hydroxide
Bezzapachowy.
Nie zawiera konserwantów.
Zawartość substancji tłuszczowych 71%.
                                      
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: To, że na opakowaniu kosmetyku jest napisane, jest bezzapachowy to wcale nie znaczy, że on nie pachnie. Takie stwierdzenie oznacza, że kosmetyk jest nieperfumowany więc zapach jak najbardziej posiada.  W związku z powyższym muszę stwierdzić, że kosmetyk ten pachnie raczej mało przyjemnie a wręcz trochę śmierdzi niezbyt świeżym tłuszczem roślinnym i cholesterolem co oznacza, że zapach jest słodkawy, duszny i drażniący. Ciężko to opisać a tym bardziej sobie wyobrazić no ale niestety nic na to nie poradzę. Stosując ten kosmetyk zauważyłam, że początkowo śmierdział dla mnie okrutnie jednak z każdym użyciem zapach mnie coraz mniej i teraz jest już OK. Niestety aromaty zawarte w kosmetyku są bardzo trwała i niesamowicie długo utrzymują się na skórze. 

SMAK: Nie próbowałam.
BARWA: Biała ale nie bieli..
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsta, zwarta i kremowa. Jedyne porównanie jakie przychodzi mi do głowy to trzymane na dużym chłodzie masło do ciała. Bardzo ciężko wydobywa się z opakowania (ja kładłam je na meblach i opierałam się na nim ręką) jednak pomimo tego łatwo i szybko się rozprowadza po skórze gdyż w kontakcie z ciepłem ciała praktycznie od razu się topi i wtedy przypomina mi rozpuszczony na cieple smalec. Wchłania się dosyć długo i pozostawiana ciele tłustą ale nie lepką warstwę.
  DZIAŁANIE: Krem doskonale nawilża i natłuszcza skórę sprawiając, że staje się miła w dotyku, miękka i gładka jak pupa niemowlaka. Pozostawia warstwę ochronną, która zapobiega dalszemu wysuszaniu. 
Co do wpływu na rogowacenie mieszków włosowych, które mnie interesuje najbardziej to:
- Zastosowany po zwykłym żelu pod prysznic zawierającym SLSy i inne ustrojstwa nie radzi sobie z nim w oczekiwany sposób. Zaczerwienienia zmniejszają się o około 30% a zrogowaciałe końcówki miękną ale nadal są wyczuwalne w dotyku i stan ten się już nie zmienia.
- Zastosowany razem z olejkiem do mycia z tej samej serii już po 2-3 użyciach zmniejszył zaczerwienienia praktycznie o 70% a zrogowaciałe grudki zniwelował tak, że stały się niewyczuwalne w dotyku.
WYDAJNOŚĆ: Dobra biorąc pod uwagę taką pojemność.
SKUTKI UBOCZNE: Nałożony na dekolt spowodował u mnie ciężki do zakwalifikowania wysyp, który bardziej przypomina alergię (jednak nie swędzi) niż zapchane pory. Po odstawieniu kosmetyku krostki zaczęły powoli ustępować.
OPAKOWANIE: To jest największy minus tego produktu. Kartonowe pudełeczko a w środku plastikowo-gumowa tubka z plastikową nakrętką zamykaną klapką, w której ukryty jest krem. Tubka na szczęście jest wykonana porządnie z trwałych materiałów dzięki czemu nie rozpadła się w tracie mojego sadystycznego użytkowania, jednak o wiele lepszym domkiem dla tego kosmetyku byłby słoiczek albo opakowanie typu airless. Klapka posiada wystający uchwyt, który ułatwia otwieranie i osadzona jest niestety na bardzo giętkich i delikatnych "zawiasach". Zarówno kartonik jak i tubka są czerwone a grafika na nich biała. Wszystkie informacje jakie znajdują się na kartoniku są również na tubce.
POJEMNOŚĆ: 100ml
DOSTĘPNOŚĆ: Apteki stacjonarne i internetowe.
CENA: Około 20zł.
OCENA: 4/6 
                              
Podsumowując: Kosmetyk całkiem nieźle wywiązuje się ze swojego zadania jednak aby spełnić moje wymagania potrzebuje kompana do pracy. Początkowo mnie zachwycił jednak wystąpienie skutków ubocznych obniżyło moje zaufanie do tych kosmetyków i spowodowało, że nie zdecyduję się na samodzielny zakup tego kremu z obawy przed uczuleniem.
                             
Produkt dostałam od firmy Decubal w ramach współpracy jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

sobota, 29 września 2012

Cielesne luksusy;)

Staram się zużywać kosmetyki najwolniej jak się da, ale mi to nie wychodzi dlatego przed wami kolejna recenzja kosmetyku, który dostałam na Krakowskim Spotkaniu Bloggerek. Wszystkie upominki z tamtego dnia mogliście oglądać TUTAJ.
Jednak dość tłumaczeń, przejdźmy do rzeczy:

Dr Irena Eris
Body Art
Smoothing 
Skin Technology
Ujędrniająco - Wygładzający
Krem do ciała

OBIETNICE PRODUCENTA:
 Wewnątrz pudełka znajdujemy również ulotkę, która opisuje nam działanie całej serii Body Art.

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki kremowo-pudrowy. Delikatny i niesamowicie przyjemny. Na ciele dodatkowo łagodnieje i chociaż czuć go przez jakiś czas po przyłożeniu nosa do skóry to po kilkudziesięciu minutach znika - tak lubię;)
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA: Pastelowo różowa na bazie bieli. Bardzo delikatna, na ciele krem staje się bezbarwny.
KONSYSTENCJA: Rzeczywiście kremowa - kosmetyk ma konsystencję kremu do twarzy na dzień. Nie zmienia się ona pod wpływem ciepła ciała. Krem łatwo się rozprowadza i szybko wchłania pozostawiając niezwykły bo lekki nietłusty i nie lepki a pudrowy film.
  DZIAŁANIE: Ujędrnienia ani wygładzenia nie zauważyłam z resztą takie obietnice na kosmetykach zawsze wkładam między bajki. Co za to zaobserwowałam? Dobre nawilżenie i odżywienie skóry, czyli to czego najbardziej poszukuję w kosmetykach do ciała oraz obiecywane uczucie jedwabiście gładkiej i satynowo miękkiej skóry ale to już pewnie zasługa sylikonów i innych cudów w składzie, które dają takie wrażenia zmysłowe. Po zastosowaniu tego kremu nie mam najmniejszego problemu z przesuszonymi łydkami, które pieką i dają wrażenie, że zaraz popękają:(
WYDAJNOŚĆ: Niestety niska:(
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Najpierw jest folia, potem papierowa opaska z grafiką a pod nią kartonowe pudełeczko. Dopiero w jego wnętrzu odnajdujemy klasyczną plastikową tubę stawianą na zakrętce - tak niestety tuba jest zakręcana i nie posiada praktycznego korka:( Jest ona wykonana z nieprzezroczystego białego plastiku więc nie widać ile kosmetyku zostało. Nie da się tego też podejrzeć pod światło. Nakrętka jest srebrna z lustrzanym połyskiem więc bardzo szybko odpijemy na niej nieestetyczne paluchy zwłaszcza jeżeli będziemy ją zakręcać po użyciu kosmetyku. Plastik tuby jest odpowiednio miękki więc nie ma problemu z wydobyciem kosmetyku. Grafika produktu utrzymana jest w biało-fioletowo-niebieskiej kolorystyce ze srebrnymi lustrzanymi dodatkami
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: Perfumerie, internet.
CENA: 69zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek.
OCENA: 4/6

Podsumowując: Gdybym miała ocenić sam krem to pewnie dostałby ode mnie 5 może nawet z plusem ale biorąc pod uwagę obietnice producenta, cenę i wydajność nie mogę tego zrobić. Jako, że jest to kosmetyk z wyższej półki oczekiwałam od niego trochę więcej i niestety nie zaspokoił moich wszystkich oczekiwań. W związku z powyższym cena jest dla mnie dyskwalifikująca na ten moment ale wiadomo, że za luksusy trzeba płacić;)

Produkt ten dostałam od firmy Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

wtorek, 3 lipca 2012

Lody waniliowe...

Jest niesamowity upał i myślę, że każdy z chęcią by takie zjadł ale nie samymi lodami żyje człowiek (a szkoda) więc ten post będzie o czymś innym ale bardzo podobnym;)

FARMONA
sweet secret
sekrety orientu
WANILIA I INDYJSKIE DAKTYLE
WANILIOWY KREM DO CIAŁA

OBIETNICE PRODUCENTA:
Słodka uczta dla ciała i zmysłów! Wyjątkowy kosmetyk do pielęgnacji ciała o przyjemnej aksamitnej konsystencji i uwodzicielskim zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ekstraktu z wanilii i indyjskich daktyli, dzięki czemu skutecznie pielęgnuje skórę, a do tego obłędnie pachnie, na długo pozostawiając orientalny, zmysłowy zapach. Regularne stosowanie Waniliowego kremu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry Bogata receptura głęboko nawilża, odżywia i wyrównuje koloryt skóry sprawiając, że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie a wydobyta z serca orientu kompozycja zapachowa stymuluje, pobudza i wprowadza w dobry nastrój.

SKŁAD:
aqua, isopropyl mirystate, butyrospermum parkii, cetearyl alcohol, ceteareth-20, glycerin,cyclomethicone, parfum, vanilla, glyceryl stearate, cetyl alcohol, cera alba, helianthus annuus seed oil, phenoxyethanol, methylparaben, butylparaben, ethylparaben, propylparaben, tamarindus indica extract, propylene glycol, acrylates/c10-c30 akryl acrylate crosspolymer, disodium edta, jojoba esters, iron oxides, sodium hydroxide, bha, ci 16255, ci 19140.

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Na pierwsze niuchnięcie rewelacja! Słodka wanilia i daktyle - przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy to w siebie wsmarować czy może zjeść... W opakowaniu mocny i trochę duszący ale po naniesieniu staje się łagodniejszy i trzyma się przy skórze. Bardzo długo się na niej utrzymuje: smarując się wieczorem rano zapach jest nadal wyczuwalny. Byłoby idealnie gdyby nie to, że mój nos jest bardzo wrażliwy i nawet najpiękniejszy zapach towarzysząc mi stale zamienia się w chemiczny smrodek. Na szczęście tutaj zmiana nie jest aż tak drastyczna i chociaż zapach nie zachwyca już tak jak wcześniej to również nie stał się nie do zniesienia bo niestety miałam i takie doświadczenia. Ot taka syntetyczna wanilia z daktylami.
SMAK: Nie próbowałam chociaż straszliwie mnie kusiło i kusi nadal;)
BARWA: Pastelowo żółta, taka kremowa z czarnymi drobinkami.
 Jak dla mnie kosmetyk prezentuje się bosko i od razu skojarzył mi się z waniliowym Magnum - nic tylko nabrać na palec i zjeść;) Na skórze krem staje się bezbarwny i nie bieli ale czarne kuleczki trzeba mocno rozsmarować bo w przeciwnym razie zostawiają czarne smugi.
KONSYSTENCJA: I tutaj jestem bardzo zaskoczona: spodziewałam się bardzo gęstego i dosyć twardego masła a tu niespodzianka - kosmetyk ma rzeczywiście konsystencję gęstego kremu. Od razu na myśl przyszedł mi gęsty budyń ale nie taki, którego trzeba kroić nożem a taki rzadszy chociaż nie lejący - trochę się zamotałam w zeznaniach ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi;) Pod wpływem ciepła ciała kosmetyk niesamowicie miękko i jedwabiście sunie po skórze dzięki czemu łatwo się rozprowadza nie zmieniając jednak konsystencji na płynną. Jak zauważyliście wyżej w kremie znajdują się czarne, dosyć twarde kuleczki. Ich obecność tam, poza oczywistymi walorami estetycznymi, jest dla mnie całkowitą zagadką jednak muszę przyznać, że pomimo tego, że są twarde i dosyć zwarte to bez większych problemów dają się rozsmarować, chociaż nie rozpływają się od jednego machnięcia ręką i trzeba się do tego trochę przyłożyć. Wchłania się dosyć szybko jednak w takie upalne dni idzie mu trochę gorzej. Myślę, że będzie idealny w stosowaniu od jesieni do wiosny.
  DZIAŁANIE: W większości takie jak obiecuje producent. Krem świetnie nawilża, wygładza, odżywia i pielęgnuje skórę. Radzi sobie również z łagodzeniem przesuszeń. Nie zauważyłam wyrównania kolorytu ale takie rzeczy to dla mnie taki sam mit jak Feniks i na pewno nie oczekuję od drogeryjnych kosmetyków takiego działania. W sumie krem jak krem i robi to co ma robić ale niesamowicie zaskoczyło mnie to, że gdy nałożyłam go na poparzoną słońcem skórę, z którą przez 3 dni nie mogłam sobie poradzić żelem chłodzącym po opalaniu to momentalnie zniwelował ból a zaczerwienienia zaczęły bladnąć w oczach. Po 2 dniach stosowania tego kremu osiągnęłam większe złagodzenie niż w trakcie stosowania kosmetyków po opalaniu czym niesamowicie ujął moje serce i ramiona;)
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra chociaż ja wolę większe pojemności.
SKUTKI UBOCZNE: Zastosowany na bardzo mocno podrażnioną skórę szczypie.
OPAKOWANIE: Biały plastikowy, słój zakręcany czarną, plastikową nakrętką z kolorowymi naklejkami. Grafika utrzymana jest z żółto-brązowo-czarnej kolorystyce.
 
POJEMNOŚĆ: 225ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 13zł chociaż ja mój egzemplarz wygrałam w konkursie.
OCENA: 5/6

Podsumowując: Muszę przyznać, że sama raczej nie sięgnęłabym po niego w sklepie i stwierdzam, że to błąd. Kosmetyk jest świetny i tani a na dodatek rodzimego pochodzenia więc jak tylko upały odejdą w niepamięć a ja zużyję zapasy to na pewno zdecyduję się na jakiś inny zapach z tej serii albo wrócę do tego.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...