Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder brązujący. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder brązujący. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lutego 2019

Clarins Puder brązujący w kompakcie Edycja Limitowana - recenzja

Cześć Kochani,
Pamiętacie jeszcze z instagrama te piękne zdjęcia nie naruszonego bronzera Clarins, które pokazywałam Wam w sierpniu, a które dzisiaj posłużą mi za zdjęcie główne do wpisu? Do tej pory patrząc na nie wiem, dlaczego go kupiłam ale czy było warto, czy spełnił moje oczekiwania? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu ;)


sobota, 5 października 2013

W pasiaku mi do twarzy ;)

Nie, nie zamknęli mnie w więzieniu i nie, nie przydzielili mi pasiastego wdzianka codziennego chociaż dzisiaj rzeczywiście będzie o pasiaku;) Na szczęście na rynku poza standardowymi pasiastymi wdziankami są też kosmetyki, które zaspokoją potrzebę posiadania paseczków u kosmetycznych maniaczek.
Zapraszam do bliższego poznania się z dzisiejszym bohaterem :)
                                                       
Gosh
Bronzing Shimmer Powder
brązujący puder/róż
002 Pink
                                                                    
POJEMNOŚĆ: 9g
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet
CENA: Około 60zł.
                                                              
MOJE WRAŻENIA:
Róż nie pachnie. Ma formę sprasowanego pudru ale jest przy tym bardzo delikatny i jakby satynowy w dotyku - sprawia wrażenie lekko wilgotnego. Nakładany odpowiednio miękkim pędzlem (ja używam Inglot 15BJF) nie pyli, jednak jeżeli użyjemy czegoś twardego to pylenie i zmarnowanie ogromnej ilości kosmetyku jest gwarantowane. W związku z tym jego wydajność nie powala. Co prawda nie znika w ekspresowym tempie ale w porównaniu do innych róży ubytek w jego powierzchni widać błyskawicznie więc jest nadzieja, że kiedyś się skończy. Doskonale współpracuje ze wszystkimi kosmetykami na jakie go nakładałam a jego użytkowanie to sama przyjemność. Wystarczy musnąć jego powierzchnię pędzlem aby nabrać odpowiednią ilość produktu a potem przenieść go na twarz. Róż ma świetną przyczepność a jednocześnie łatwo się rozciera i nie robi plam. Do trwałości też się nie mogę przyczepić - ładnie siedzi na polikach od nałożenia do zmycia a z samym demakijażem nie ma najmniejszych problemów. Schodzi po zastosowaniu każdego kosmetyku, który ściągnie z twarzy podkład i puder.
                                                                             
                                                                                
Kosmetyk ma formę mozaiki składającej się z pięciu paseczków. Na jego ostateczny kolor składa się mieszanka trzech barw: różu, brązu i bieli. Jak widać na powyższym zdjęciu jeden z paseczków jest biały i jego można używać jako rozświetlacza, natomiast pozostałe stanowią wariację na temat mieszaniny różu i brązu o różnych natężeniach poszczególnych kolorów i mocy pigmentów.
Pigmentacja kosmetyku jest bardzo dobra chociaż jest on delikatny i zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu osobom bladolicym niż mocno opalonym czy posiadającym ciemną karnację.

                                                          
Początkowo jego powierzchnię pokrywała cała masa drobnego i delikatnego ale mocno połyskującego na zielono brokatu (do obejrzenia TUTAJ), który ma na celu przykuć spojrzenie i przekonać do zakupu. Na szczęście brokatowa warstwa szybko znika a w opakowaniu pozostaje wspaniały kosmetyk o satynowym wykończeniu z maleńkimi błyszczącymi iskierkami, które wspaniale odbijają światło i niwelują płaski, pudrowy mat.
Róż daje świetny efekt - tworzy subtelny, delikatny, zdrowy i jakby lekko opalony rumieniec, a jednocześnie ożywia twarz dzięki zawartości rozświetlającego pyłu. Na bardzo bladych cerach nadaje się również do konturowania.
Nie odnotowałam żadnego jego negatywnego wpływu na cerę czy jakichkolwiek skutków ubocznych jego stosowania.
                                                         
Opakowanie to prosta plastikowa kasetka z przejrzystą klapką, która ułatwia namierzenie różu w kosmetyczce. Wykonano ją porządnie dzięki czemu jest odporna i nie niszczy się ani nie rozpada w trakcie użytkowania. Jest również odporna na zarysowania i chociaż nie utrzymuje cały czas idealnego połysku to nie straszy paskudną powierzchnią przy wyciąganiu z kosmetyczki.
Aplikatora brak co w sumie jest dla mnie zaletą.
                                                           
Podsumowanie: Świetny kosmetyk do ożywiania buzi zwłaszcza dla osób bladolicych. Daje śliczny naturalny efekt i pozwala uwierzyć, że nawet róż się kiedyś kończy. Kocham go ogromnie i polecam :)

sobota, 7 września 2013

Dziewczyny lubią brąz...

Tego lata pierwszy raz już od niepamiętnych czasów tyle przebywałam na słońcu, że złapałam trochę opalenizny. Moja zazwyczaj bardzo blada skóra wyprodukowała sporą dawkę melaniny więc również pierwszy raz pokusiłam się o konturowanie twarzy pudrem brązującym. Jest to dla mnie niezwykła okoliczność bo zazwyczaj takie kosmetyki na mojej bladej twarzy sprawiają wrażenie pomarańczowo-ceglatych plam a nie pięknej, letnio opalonej skóry.
Jeżeli jesteście ciekawi na jaki kosmetyk się zdecydowałam to zapraszam do dalszej części posta :)
                                                  
Wibo
Your Fantasy
Puder Prasowany
Mozaika 3
                                                   
OBIETNICE PRODUCENTA:
 Nowej generacji podkład 3 w 1 z efektem nabłyszczającym. Polecany do wszystkich rodzajów skóry. Formuła wzbogacona w substancje odżywcze, nawilżające i wygładzające cerę.
                                                           
SKŁAD:
talc, zinc stearate, mica, serica, octylododecanol, dimethicone ex, calendulae, phenoxyethanol, methylparaben, propylparaben, fragrance, ci 77891, ci 77492, ci 77499, ci 77019
                                 
MASA: 15g
DOSTĘPNOŚĆ: Rossmann
CENA: Około 10zł
                                                                                                  
MOJE WRAŻENIA:
W opakowaniu kosmetyk ma formę mapki z trzema kolorami pudru, na którą składają się: jasny, bardzo delikatny beż z dodatkiem różu i niezwykle delikatnym satynowym połyskiem, ciemniejszy beż ze złotymi, maleńkimi drobinkami oraz najciemniejszy czyli średni, lekko ceglasty brąz.
 Pigmentacja kosmetyku jest dosyć dobra chociaż cała paleta przeznaczona jest raczej dla bladziochów, więc wszystkie kolory są jasne i nadadzą się tylko od jasnej do średniej karnacji. Osoby o ciemniejszej lub bardziej opalonej skórze mogą go używać jako rozświetlacza.
Wszystkich kolorów można używać zarówno osobno jak i wymieszane razem w zależności od tego jaki efekt chcemy uzyskać.
                                                                       
                                                          
Puder nadaje się do stosowania zarówno na twarz jak i jako cienie na powieki.
Zastosowany na twarz nadaje jej kolorytu oraz blasku. Pomimo, że drobinki są dosyć mocno widoczne w opakowaniu to po nałożeniu zanikają i nie dają wrażenia dyskotekowej kuli a rozświetlenie jest delikatnie. Do konturowania się za bardzo nie nadaje ze względu na pomarańczowe tony za to do uzyskania efektu muśnięcia słońcem jest idealny :)
Na powieki można go nakładać jak zwykłe cienie dzięki czemu rewelacyjnie spisze się na wyjazdach jako uniwersalny kosmetyk do makijażu twarzy i oczu. 
                              
 
                                                               
Kosmetyk użytkuje się bardzo przyjemnie. Łatwo przenosi się z opakowania na pędzel a z niego na twarz. Nie robi placków i nieestetycznych plam. Pięknie wtapia się nawet w najbardziej bladą skórę oraz bezproblemowo rozciera a efekt kolorystyczny z łatwością daje się kontrolować przez dokładanie kolejnych warstw. Współpraca z innymi kosmetykami jest bez zarzutu. Nakładałam go na przypudrowane podkłady w płynie oraz BB od Bell a także podkład mineralny i na wszystkich spisuje się idealnie. Jego trwałość również jest świetna. Na buzi trzyma się od nałożenia do zmycia. Tak samo pięknie trwa nałożony na powieki jeżeli tylko zastosujemy pod niego bazę pod cienie.
Pomimo, że na twarzy trzyma się cały dzień to demakijaż jest bezproblemowy. Schodzi z łatwością po zastosowaniu jakiegokolwiek preparatu zmywającego.
                                                                       
                                                     
Kosmetyk w opakowaniu ma konsystencję prasowanego pudru chociaż wydaje się jakby był trochę wilgotny. W dotyku jest taki satynowy. Niestety w trakcie nabierania na pędzel (nie ważne szorstki czy nie) pyli okropnie i roznosi się po całym opakowaniu. Strząsanie nadmiaru na dłoń to nie formalność ale konieczność aby na buzi nie znalazła się tona pudru. W związku z tym kosmetyk ma bardzo niską wydajność. Pierwszy raz sięgnęłam po niego lipcu a w chwili obecnej widać już około trzech centymetrów kwadratowych dna. Jestem przekonana, że do końca września zużyję go w całości.
Jego zapach jest zdumiewający. W opakowaniu jest bardzo silny, słodki, perfumeryjny. Po aplikacji na twarz wcale nie jest lepiej - zapach jest bardzo mocny i to do tego stopnia, że po nałożeniu nadal czuć go na twarzy. Utrzymuje się bardzo długo. Na szczęście w trakcie jego stosowania nie odnotowałam żadnych skutków ubocznych ani ze strony składu ani zapachu. Nie zapycha ani nie powoduje pogorszenia stanu skóry.
                                                      
Puder zapakowany jest w typową dla takich kosmetyków plastikową kasetkę z przezroczystym wieczkiem, które ułatwia jego zidentyfikowanie w kosmetyczce. Na szczęście opakowanie jest mocne i wytrzymałe, napisy się nie ścierają a wieczko nie rysuje od byle dotknięcia co zalicza mu się na duży plus. Nawet naklejka ze składem i obietnicami producenta umieszczona na dnie jest nie do zdarcia więc pomimo, że całość wygląda trochę tandetnie to świetnie wywiązuje się ze swojej roli. Aplikatora nie na co szukać co jest z resztą uzasadnione bo najlepiej nakłada się go dużymi pędzlami.
                                               
Podsumowując: Dobry i tani kosmetyk na lato dla bladziochów. Niska wydajność ma też swoje zalety bo nie ma obaw że regularnie używany puder się przeterminuje. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, gdyż tak jak pisałam na początku notki jako pierwszy nadaje się do stosowania na mojej bardzo jasnej skórze i dzięki niemu będę dalej eksperymentować z tego typu kosmetykami. Świetnie nada się również dla osób początkujących, które chciałyby zacząć używać brązera a boją się, że zrobią sobie nim krzywdę. Polecam :)

piątek, 8 czerwca 2012

Wycieczka do Egiptu;)

BIKOR
EGYPTISCHE ERDE
Ziemia Egiptu

OBIETNICE PRODUCENTA:
 W pudełeczku znajdujemy również ulotkę z informacją jak stosować puder oraz z opisem najważniejszych składników w języku polskim i angielskim.

SKŁAD:
 Wypisany jest zarówno na pudełeczku:
Jak i na spodzie opakowania: 


MOJE WRAŻENIA:
BARWA: W opakowaniu ciemny brąz z dodatkiem rudości w ciepłym odcieniu i nielicznymi drobinkami. Rzeczywiście wygląda jak ziemia - glina.
 Nabrana na palec staje się praktycznie niewidoczna a na pędzlu sprawia wrażenie rudej.
 Roztarta na skórze traci rudość a drobinki znikają.
 Kosmetyk wtapia się w skórę nadając jej delikatną opaleniznę, którą można stopniować przez dodawanie warstw. Jestem bardzo blada a to cudeńko wcale nie jest dla mnie zbyt ciemne.
PIGMENTACJA: Rewelacyjna. W opakowaniu wydaje się strasznie ciemna ale na skórze staje się delikatniejsza. Nadaje się zarówno do jasnych cer gdy użyjemy jej rzeczywiście niewiele i do tych ciemniejszych gdy jej sobie nie pożałujemy.
KONSYSTENCJA: W opakowaniu sprasowana i kamienna ale jednocześnie dość miękka by bez najmniejszych problemów nabrać ją na pędzel albo palec bez choćby odrobiny pylenia.
UŻYTKOWANIE: Fantastyczne:) Łatwo się nabiera na pędzel (u mnie 15 BJF Inglota) i bez najmniejszych problemów przenosi na skórę by we wprost niebywały sposób wtopić się w nią i nadać opalonego wyglądu bądź podkreślić rysy. Wspaniale się rozciera i nie tworzy plam.
WSPÓŁPRACA Z INNYMI KOSMETYKAMI: Rewelacyjna. Jak dotąd nie weszła w konflikt z żadnym z moich kosmetyków.
TRWAŁOŚĆ: Bez zarzutu. Nałożona trwa aż do zmycia. Zawieść może jedynie nałożona np. na bardzo nietrwały podkład, który zetrze się ze skóry razem z tym wszystkim co zostało na niego nałożone ale to chyba oczywiste...
EFEKTY: Piękna opalona cera lub podkreślone rysy twarzy, gdy użyjemy jej do konturowania - ja stosuję ją właśnie w tym celu.
ZAPACH: Brak.
SMAK: Nie próbowałam;)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
DEMAKIJAŻ: Bezproblemowy - zmyjemy ją wszystkim czego użyjemy do demakijażu.
OPAKOWANIE: Tekturowy kartonik w rudo-brązowym kolorze ze złotą grafiką i lustrzanym połyskiem. Sam puder opakowany jest w plastikową puderniczkę z cienkiego plastiku z ogromnym lusterkiem wewnątrz. Wieczko jest matowe, pół transparentne w kolorze rudo-brązowym ze złotą grafiką na wierzchu a spód czarny, z satynowym połyskiem i czarną naklejką oraz złotymi napisami. Stosuję go stacjonarnie w domu i jak dotąd opakowanie mnie nie zawiodło jednak martwię się, że kiedyś może się uszkodzić oraz obawiam się, że mogłoby nie przetrwać zbyt długo noszenia w torebce. Zdecydowanie przydałaby się lepsza puderniczka.
WYDAJNOŚĆ: Ogromna. Ciężko mi to określić ale wydaje mi się, że puder jest nie do zużycia...
APLIKATOR: Brak.
 DOSTĘPNOŚĆ: Sklep internetowy Bikor.
 MASA: 14g
CENA: 130zł.
OCENA:  6/6

Podsumowanie: Wczesną wiosną zrobiło się na blogach głośno o Ziemiach Egiptu więc skusiłam się i ja. Padło na Bikor i uważam, że to był strzał w dziesiątkę:) Ten puder towarzyszy mi praktycznie w każdym makijażu i nigdy nie zawodzi. Cena jest dosyć wysoka jednak taka jakość i pojemność warta jest by w nią zainwestować. Ja jestem zachwycona! :)

środa, 8 czerwca 2011

ASK: T - The Twilight, twarz

Dzisiaj notka mocno długa bo dużo mam kosmetyków do opisania ale mam nadzieję, że nie będzie nudna;)

THE TWILIGHT:
Wszystkie kosmetyki pochodzą z serii Luna Twilight.
1. Błyszczyk Femme Fatale MYTH 

 Skład:
Mega gęsty, pięknie pachnący cappuccinem o idealnym dla mnie kolorze ciemnego bordo z maleńkimi drobinkami błyszczyk. Idealny na wielkie wyjścia.
Taka kompozycja to dla mnie ideał i odkąd go posiadam stałam się jego wielką fanką:) Opakowanie jest bardzo estetyczne i eleganckie. Aplikator to pędzelek podobny do tych w błyszczykach Avonu. Pomimo tego, że błyszczyk ten mnie zachwyca to mogę mu zarzucić kilka rzeczy - jest zbyt gęsty i przy wyciąganiu pędzelka błyszczyk ciągnie się za nim a następnie zbyt dużo nakłada się go na usta i co za tym idzie błyszczyk jest mało wydajny. Użyłam go zaledwie kilka razy i już widać ubytek. Co do trwałości to jest przeciętna - właściwie tak jak każdego innego błyszczyku. Cena - kupiłam go w promocji za 15zł i uważam, że tej ceny jest absolutnie wart (i tę cenę będę brała przy ocenie) ale cena podstawowa - 45zł to jakieś totalne nieporozumienie.
OCENA: 5/6
2. Błyszczyk Femme Fatale SURRENDER - Kolor - delikatny róż złamany beżem. Piękny i uważam, że będzie idealny na co dzień. Opakowanie bardzo eleganckie. Niestety nic więcej nie mogę o nim powiedzieć bo jeszcze go nie używałam. Cena - dostałam go jako gratis ale tak jak i wyżej wymienionego błyszczyka oryginalną cenę uważam za nieporozumienie.
OCENA: brak
3. Mortal Glow Blushing Creme w odcieniu Swoon 
 Skład:
Jest to marmurkowy rozświetlacz w musie z ogromną ilością małych drobinek. Na całokształt składa się mozaika różu, miedzi i jasnego złota. Przy nakładaniu kolory mieszają się i na twarzy dają tylko złoty połysk.
Konsystencja jest bardzo gęsta i przypomina cienie w musie Bell. Nakładanie - w grę wchodzi tylko nakładanie palcem bo nie wiem jaki pędzel mógłby się przy tym sprawdzić. Efekt utrzymuje się cały dzień. Cena - kupiłam w promocji za 15zł i taka cena jest OK (według niej będę wystawiać ocenę). Nawet 25zł albo 35zł byłoby do przyjęcia ale cena początkowa - 65zł to dla mnie takie samo nieporozumienie jak i przy wyżej wymienionych błyszczykach.
OCENA: 3,5/6

TWARZ:
1. Wibo Bibułki matujące - Co tu dużo pisać: łatwo dostępne, tanie, praktyczne i skuteczne. Robią to co mają robić - czyli matują i można je dostać w każdym Rossmannie w cenie nie całych 5zł za 40sztuk. Jedyne co można im zarzucić to to, że tekturowe opakowanie niszczy się w trakcie noszenia w torebce/kosmetycznie i potem prezentuje się mało estetycznie.
OCENA: 4,5/6
2. Rimmel Match Perfection w odcieniu 100 Ivory - Podkład dopasowujący się do kolorytu cery - na zimę standardowo za ciemny ale dosyć dobrze stapia się ze skórą i faktycznie trochę do niej dopasowuje bo nie razi tak jak, co niektóre inne podkłady. W ogóle nie matuje ale producent tego nie obiecuje. Późną jesienią, zimą i wczesną wiosną bardzo dobrze sprawdzi się na cerach normalnych i mieszanych ale na cieplejsze dni jest już zdecydowanie zbyt tłusty. Zdecydowanie nie polecam go właścicielkom cer tłustych bo spowoduje straszliwe świecenie. Zmatowiony pudrem sypkim trzyma mat około czterech godzin a potem pojawia się połysk. Dobrze współpracuje z innymi kosmetykami. Łatwo się rozprowadza, nie smuży i nie waży się na buzi. Krycie jest średnie ale jak dla mnie w sam raz. Wydajność średnia - widać jak ubywa go z pojemniczka. Konsystencja jest dosyć gęsta - nie jest to mus ale zdecydowanie daleko mu do płynu. Opakowanie bardzo higieniczne - szklana buteleczka z pompką - myślę, że będzie sprawiała problemy jak podkład będzie się kończył. Lato musi przeczekać w lodówce ale jesienią na pewno do niego wrócę bo wtedy bardzo mi pasuje:)
OCENA: 4/6
3. Coverderm Color 01 - Próbka 7ml. Bardzo mocno kryjący podkład w bardzo, bardzo jasnym odcieniu idealnym dla mojej buzi zimową porą. Szkoda tylko, że ma różowe pod tony. Pokryje wszystko - nawet moje pieprzyki. Jest niesamowicie wydajny - ten tester wystarczy mi na wieki bo odrobina pokrywa całą twarz. Nie matuje, załamuje się w zmarszczkach i zbiera podkreślając je. Nie nadaje się jako baza pod cienie do powiek bo bardzo szybko się zbierają w załamaniu powieki. Trzeba bardzo uważać przy poprawkach i kolejnych pudrowaniach bo lubi się odklejać od twarzy i zostawać na pędzlu. Noszony w upalny dzień waży się na buzi ale i tak daje efekt super gładkiej twarzy dlatego używam go tylko na większe imprezy i to najlepiej zimą. Ciężko mi będzie go ocenić bo nie używam takich podkładów na co dzień. Na imprezy i do zdjęć jest w sam raz.
OCENA: 3,5/6
4. Bourjois Visage Pastel Joues Blusher w odcieniu 08 Bois de Rose - Niesamowicie twardy, bardzo mocno na pigmentowany i praktycznie niezniszczalny. Wszystko co gdziekolwiek i kiedykolwiek na jego temat czytaliście na pewno jest prawdą;) Ma pudrowo-babciny zapach dla mnie bardzo przyjemny. Konsystencja - bardzo twarda jak kamień ale łatwo nabiera się na pędzel. Dobrze się nakłada i rozciera. Bez problemu można stopniować efekt. Nie tworzy plam i doskonale współpracuje z innymi kosmetykami. Jest niesamowicie wydajny - właściwie nie wiem czy kiedykolwiek go zużyję. Jest wart swojej ceny bo będzie nam długo służył. W opakowaniu jest ukryte urocze małe lustereczko - zupełnie nieprzydatne ale jego obecność uważam za duży plus. Pędzelek - ten załączony - jak dla mnie zupełnie nieprzydatny ale dobrze, że w ogóle jest. Bałam się go nawet wypróbować, żeby nie zrobić sobie nim krzywdy a jego miejsce z wielkim powodzeniem zajął pędzelek do pudru i różu z Essence - jak dla mnie jest on idealny do tego kosmetyku.
OCENA: 5,5/6
5. Collection 2000 Shimmer&Shade w odcieniu 3 Just peachy! - Miękki biało-brzoskwiniowy rozświetlacz pozostawiający na twarzy efekt tafli. Na całość składa się białe opalizujące na różowo tło a na nim są dwa kwiatki - jeden duży jasno-brzoskwiniowy a drugi mały i bardziej pomarańczowy. Po wymieszani uzyskujemy kolor delikatnej brzoskwinki zupełnie nie widoczny na twarzy. Efektem jest tylko rozświetlenie bez drobinek. Tło jest dosyć twarde a kwiatki miękkie i delikatne - takie satynowe i mam wrażenie, że kwiatki zużyją się dużo szybciej a potem zostanie mi samo tło. Opakowanie - przezroczysty plastik dość toporny ale nie przesadnie wielki. Sprawia wrażenie trwałego. Sporą wadą jest dostępność - tylko Pepco i Allegro ale za to cena jest przystępna. jestem z niego zadowolona:)
OCENA: 4/6
6. Kulki brązujące - Na posiadane przeze mnie opakowanie składają się trzy rodzaje kulek - pierwsze z nich to jakieś tanie i wszędzie dostępne kulki rozświetlające prawdopodobnie firmy Lemax ale nie jestem na 100% pewna. Drugie to kulki brązujące również tanie i powszechnie dostępne a trzecie to jakieś złoto-beżowe kulki przywiezione przez moją kuzynkę z Włoch - nazwy i producenta również nie pamiętam. Wszystkiemu winne jest to, że ich oryginalne opakowania były zupełnie nieprzydatne i zbyt małe - kulki wypadały z nich przy każdej próbie użycia więc początkowo wylądowały w opakowaniu z kremu Nivea a następnie w tym słoiczku po jakiejś maści. Z samych kulek jestem bardzo zadowolona - są mega wydajne i dają na policzkach efekt pięknej połyskującej opalenizny. Bez problemu można je stosować na całe ciało. Co prawda trochę pylą ale wszystko i tak zostaje w opakowaniu więc kosmetyk się nie marnuje. Kulki są dosyć twarde (poza tymi włoskimi, które dosyć szybko się zużywają) więc najlepiej stosować do nich pędzle z dosyć twardym włosiem. Miękkie też się sprawdzi ale trzeba się trochę namachać. Jak kiedyś mi się skończą to na pewno kupię coś podobnego bo jestem z nich bardzo zadowolona.
OCENA: 5/6

piątek, 27 maja 2011

ASK: J - Joko

Krótka notka bo posiadam tylko dwa kosmetyki tej firmy.
1. Chocolate Puder Prasowany - Posiadam wersję ciemniejszą. Na opakowaniu pisze, że jest to puder rozświetlający (pewnie dlatego, że posiada drobinki) ale dla mnie jest to po prostu puder brązujący (nie wiem dlaczego na zdjęciu wyszedł różowo bo w rzeczywistości składają się na niego kwadraciki beżowe, jasno-brązowe i ciemno-brązowe). Jest to mój pierwszy puder brązujący z prawdziwego zdarzenia. Dobrze się nakłada i rozprowadza, nie tworzy plam, fajnie współpracuje z innymi kosmetykami -  podkładami, pudrami, różami i rozświetlaczami. Łatwo się cieniuje. Jest dosyć twardy więc nie pyli zbyt mocno i nie osypuje się przy nakładaniu. Drobinki są delikatne i subtelne - nie dają efektu bombki.
OCENA: 4/6
2. Sun Day Cienie do powiek numer 575 - Niestety miały wypadek przy wyciąganiu z połamanego już opakowania i się pokruszyły. W rzeczywistości wyglądały tak:
Zdjęcie pochodzi z wizaż.pl
Dopóki były całe można je było opisać tak: Ciemna otoczka - świetny cień, bardzo dobrze się nakładał, długo trzymał, nie blakł, na bazie był praktycznie nie do zdarcia. Dobrze się cieniował i łączył z innymi cieniami. Jasne słoneczko - kolorek bardzo fajny ale niestety zawierał dużo brokatu, który się osypywał na całą twarz. Teraz niestety nie są już takie dobre. Sypką mieszankę ciężko przykleić do powieki, nie chce się rozprowadzać i strasznie osypuje. Myślę, że jak nadejdą lepsze czasy to zakupię inne cienie a te pójdą do kosza. Jednak zanim to nastąpi dam im jeszcze kilka szans;) W związku z powyższymi doświadczeniami pierwsza ocena będzie dla cieni oryginalnych a druga w nawiasie dla cieni pokruszonych.
OCENA 3,5(2)/6

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...