Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inglot. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2020

RECENZJA ZBIORCZA: cienie Inglot, puder PuroBio, balsam do ust Dolina Czeremchy

Cześć Kochani!
Dawno nie było recenzji więc czas trochę Wam poopowiadać o kosmetykach.
Miłego oglądania :)
                                         

czwartek, 6 czerwca 2019

Inglot Konturówka do ust - recenzja

Cześć Kochani!
Nie mogę sobie przypomnieć czy kiedykolwiek napisałam tutaj recenzję jakiejkolwiek konturówki do ust więc czas to zmienić. Muszę się jednak przyznać już na początku, że tak ogólnie to bardzo nie lubię używać konturówek i uważam je za zbędne. Jedynie przy aplikacji pomadek w intensywnych kolorach sięgam po nie chętnie i widzę sens ich nakładania.
Nie przedłużając jednak tych negatywnych emocji zapraszam do dalszej części wpisu :)
                                         

czwartek, 21 marca 2019

Inglot Róż w kremie - recenzja

Cześć Kochani!
Róże w kremie to takie kosmetyki, które od zawsze mnie kusiły, a do których nie mogłam się przekonać. Robiłam kilka podejść ale nigdy nie trafiłam z odpowiednim kolorem co również mocno mnie zniechęcało. Tym razem podeszłam jednak do tematu poważnie i postanowiłam wybrać ładny, uniwersalny kolor a potem dokładnie go przetestować.
Jeżeli jesteście ciekawi moich wrażeń to zapraszam do dalszej części wpisu.
                                                           

środa, 12 grudnia 2018

niedziela, 9 grudnia 2018

Wszystkie moje pędzle

Witajcie Kochani,
Obiecałam, więc się zmobilizowałam i nagrałam film o wszystkich pędzlach które posiadam. Gromadka jest dosyć pokaźna ale na szczęście udało mi się je sprawnie ogarnąć.



wtorek, 4 grudnia 2018

INGLOT, NO NAME - Spirala do brwi

Witajcie Kochani,
Dzisiejsza recenzja będzie taka na dopingu bo w jednym wpisie spotkają się dwie marki oraz dwa akcesoria. Jestem ciekawa czy taki rodzaj notek przypadnie Wam do gustu i czy chcielibyście takich więcej. Dajcie znać w komentarzach.
Zapraszam do dalszego czytania :)


czwartek, 16 sierpnia 2018

Pędzle, po które sięgam najczęściej a jeszcze ich nie pokazywałam na blogu.

Witajcie
Mam dużo a właściwie bardzo dużo pędzli, z których przez dobre kilka lat używałam na sobie może dwunastu. Od jakiegoś czasu to się jednak zmieniło i teraz mam sporą rotację. Dzisiaj pokażę Wam, po które pędzle sięgam najczęściej. Oczywiście nie uwzględniłam tych, które są już na blogu bo nie ma sensu się powtarzać.
Zapraszam :)


wtorek, 12 czerwca 2018

INGLOT Pędzel do pudru i różu

Witajcie,
Weekend się skończył, poniedziałek przeleciał nie wiadomo kiedy i gdzie, czas Więc najwyższy zabrać się za pisanie żebyście mogli dzisiaj zapoznać się z kolejną recenzją.
Zapraszam :)

czwartek, 7 czerwca 2018

INGLOT Pędzelek do cieni

Witajcie,
Czas leci nieubłaganie i nie wiadomo kiedy z poniedziałku robi się piątek. Trzeba więc pomyśleć o kolejnym wpisie zanim się okaże, że jest za późno.
Zapraszam więc na kolejną recenzję :)

wtorek, 5 czerwca 2018

Co by było, gdybym znowu mogła mieć tylko 2 pędzle?

Witajcie,
Gdy zaczynałam swoją przygodę z makijażem miałam tylko dwa pędzle. Teraz mam ich sporo (szczerze to nawet nie wiem ile) ale pisząc recenzje pędzi z posta "Gdybym miała skompletować wszystkie pędzle od nowa" zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdybym nie mogła mieć ich aż tylu? Co by było gdybym, tak jak na początku mogła mieć tylko dwa? Po jakie modele bym sięgnęła? Po jakie marki? Czy byłoby to coś z nowości, czy raczej takie, które są już w moim posiadaniu od lat? Dosyć długo nad tym myślałam, aż w końcu wybrałam. Jeżeli jesteście ciekawi na co bym się zdecydowała to zapraszam do dalszej części posta :)

poniedziałek, 23 września 2013

Jak kropka nad "i"

Już jakiś czas nie pisałam o niczym czarnym i mrocznym więc bez obaw, że zrobi się tu zbyt monotonnie i mrocznie mogę znowu sięgnąć do tej kolorystyki. Znowu będzie coś do malowania oczu.
Zapraszam :)
                                               
Inglot
AMC
Konturówka do powiek w żelu
77
                                                                                
SKŁAD:
                                                                                  
POJEMNOŚĆ: 5,5g
DOSTĘPNOŚĆ: Salony i wyspy Inglot.
CENA: Około 35zł
                                                                           
MOJE WRAŻENIA:
Kolor eyelinera to taka mocno nasycona, prawdziwa czerń (niestety zdjęcie przekłamuje) o matowym wykończeniu. Pigmentacja jest świetna - Inglot stanął na wysokości zadania i przekazał w ręce swoich klientek kosmetyk o kolorze i nasyceniu sadzy, dzięki czemu na powiece powstaje idealnie czarna linia, która potrafi zdemaskować nie jeden grafitowy tusz. Eyeliner niesamowicie zagęszcza rzęsy i zdecydowanie, a nawet teatralnie podkreśla spojrzenie. Jak prezentuje się w akcji możecie zobaczyć TUTAJ.
Niestety osoby o wrażliwych oczach powinny uważać przy jego użytkowaniu, gdyż odnotowałam szczypanie po jego aplikacji oraz w trakcie noszenia gdy tylko dostał się pod powiekę.
Ze względu na pigmentację i pojemność kosmetyk jest niesamowicie wydajny. Używałam go jako eyelinera dla siebie (zaledwie kilka razy) i innych (zawsze kiedy kogoś maluję), bazy pod cienie czy wręcz samego cienia i ubytek jest maleńki. Nie sądzę, żeby istniała możliwość zużycia go do końca.
                                                                              
                                                                
Eyeliner jest bezzapachowy a jego konsystencja  zaraz po otwarciu słoiczka była bardzo przyjemna - taka piankowo-musowa. Niestety bardzo szybko zaczęła się zmieniać na bardziej gęstą a eyeliner wysychać. Początkowo narysowanie kreski nie stanowiło żadnego problemu, gdyż kosmetyk przyjemnie sunął po powiece i dobrze współpracował że wszystkim co się na niej znalazło. Niestety wraz z upływem czasu, gdy zaczął twardnieć jego użytkowanie stało się mniej przyjemne a narysowanie precyzyjnej linii wręcz niemożliwe. Utrudniają to grudki kosmetyku, które zbierają się na pędzelku przy jego nabieraniu. Sam eyeliner nie chce natomiast pokrywać załamań skóry przez co trzeba wielokrotnie powtarzać aplikację, a linia wychodzi poszarpana. Obecnie eyeliner zasechł już tak bardzo, że widać już w nim ogromne pęknięcia jednak nadal da się go używać choć wymaga to sporej cierpliwości i samozaparcia.
Dodatkowym plusem tego kosmetyku jest trwałość - jest nie do zdarcia, chociaż zauważyłam, że na mojej tłustej powiece nie zawsze siedzi grzecznie na swoim miejscu i czasami potrafi się nieciekawie rozpłynąć. Niestety z trwałością wiąże się też problem z poprawkami, które są wręcz niemożliwe do wykonania, czy demakijażem. Zwykłe mleczka czy micele nie mają z nim szans. Najlepiej od razu sięgnąć po porządną dwufazę albo oliwkę czy olejek.
                                                                              
                                                                   
Eyeliner zapakowany jest, w odróżnieniu od większości tego typu kosmetyków, nie w szklany a w plastikowy słoiczek z taką samą nakrętką i właśnie ten typ opakowania oskarżam o jego szybkie wysychanie, gdyż mam wątpliwości co do szczelności jego zamknięcia (eyelinery w szklanych słoiczkach, które mam w swojej kolekcji wysychają wolniej)
Aplikatora w zestawie po prostu nie ma ale nie ma się czemu dziwić bo Inglot ma w swojej kolekcji kilka pędzelków do wyboru.
                                                 
Podsumowując: Uważam że jest to całkiem dobry i trwały eyeliner o niezbyt wygórowanej cenie, jednak w chwili obecnej na rynku znajduje się tyle podobnych kosmetyków, że spokojnie można kupić jego tańszy i o dziwo wcale nie gorszy odpowiednik. Mnie nie zachwycił więc po rozstaniu raczej do niego nie wrócę i będę dalej szukała ideału ale jeżeli nie macie problemu z przetłuszczającymi się powiekami ani wrażliwymi oczyma to polecam.

sobota, 20 kwietnia 2013

Swatchowe porównanie baz pod cienie do powiek.

Dla mnie tak samo jak i pewnie dla większości z Was baza pod cienie do powiek to podstawa makijażu. Moja przygoda z tym kosmetykiem zaczęła się dawno, dawno temu od Virtual Eyeshadowbase. Jej pierwsze opakowanie to było objawienie - fantastyczny kosmetyk, który idealnie się wywiązywał z nałożonych na niego oczekiwań, drugie opakowanie to koszmar - użyłam jej zaledwie kilka razy i wylądowała w koszu bo nie dało jej się nabrać na palec a tym bardziej rozprowadzić na powiece. Kolejnym specyfikiem jaki wpadł w moje ręce była trudna w obsłudze i kapryśna Wodoodporna Baza pod Makijaż APC. W tym samym czasie w moje ręce wpadła KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie, której ze względu na konsystencję nie za bardzo lubię używać na co dzień. Po rozstaniu z bazą APC postanowiłam zakupić sławetną ArtDeco Eyeshadow Base, która niejako stała się przyczyną powstania tego posta ;) Obecnie bazy ArtDeco zostało mi na mniej więcej jedno użycie a jej następcą zostanie Avon Eye Shadow Primer.
Zatem do rzeczy:
                        
W szranki stają:
2. Avon Eye Shadow Primer Light Beige
3. KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie - Jak widać jest to zupełnie przezroczysty, bezbarwny płyn, który nie pozostawia na skórze widocznych śladów więc nie będę poświęcać mu więcej czasu ;)
                        
Bazy w słoiczku:
Już po pierwszym dotknięciu baz można zauważyć różnice.
 1. ArtDeco Eyeshadow Base - Ma konsystencję trzymanej na słońcu plasteliny. Jest miękka ale lepka. Dobrze przywiera do palca a następnie do powieki. Przyjemnie się rozprowadza. Odrobinę zgęstniała w czasie kiedy ją używałam jednak nadal jej używanie jest niezwykle przyjemne.
2. Avon Eye Shadow Primer Light Beige - Ma konsystencję trzymanego na słońcu masła. Jest rzadka i lekka, od razu czuć, że jej bazą jest sylikon. Niesamowicie szybko i w dużej ilości przywiera do palca wiec trzeba uważać aby nie nabrać zbyt wiele. Bardzo łatwo się rozprowadza.
                        
 Na skórze:
 1. ArtDeco Eyeshadow Base - Ma bardzo jasny beżowy kolor z maleńkimi rozświetlającymi drobinkami więc po roztarciu staje się niewidoczna a drobinki delikatnie rozświetlają skórę, chociaż pod matowymi cieniami zupełnie zanikają i nie zmieniają ich charakteru.
2. Avon Eye Shadow Primer Light Beige - Ma dosyć ciemny (jak dla mnie bladziocha) i intensywny bezowy kolor więc jest widoczna nawet po roztarciu. jest całkowicie matowa i nie zawiera drobinek.
                         
Cienie użyte do porównania:
                                            
1. Inglot Sprint SuperStar cień do powiek 90 - Czerwony bardzo dobrze napigmentowany cień ze złotymi drobinkami. Świetnie się nakłada, dobrze rozciera i nie zanika w trakcie użytkowania.
2. KOBO Pure Pigment 408 Cornflower - Niezwykle mocno napigmentowany, drobno zmielony, szafirowy matowy pigment. Nie tylko dobrze się nakłada i rozciera ale też wnika w skórę przez co ciężko go potem zmyć.
3. Essence eyeshadow 43 mystic lemon holographic effect - Słabo napigmentowały błyszczący i opalizujący cień. Dosyć ciężko się nakłada i zazwyczaj trzeba go sporo aplikować aby uzyskać ładny efekt.
                            
Informacje o cieniach:
                                 
Bazy w akcji:
                          
  Inglot Sprint SuperStar cień do powiek 90

 KOBO Pure Pigment 408 Cornflower
                                        
Essence eyeshadow 43 mystic lemon holographic effect
                          
PODBICIE KOLORU: Jak widać na zdjęciach najlepiej barwę cieni podbija KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie. Zaraz za nim uplasowała się ArtDeco Eyeshadow Base a na końcu została Avon Eye Shadow Primer Light Beige chociaż na niej i tak cienie wyglądają lepiej niż nałożone bez bazy.
                      
ZMYWANIE: Najbardziej oporny na zmywanie okazała się również KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie. Zmycie z niej cieni prasowanych jest ciężkie a pigmentów graniczy z cudem. Do testów używałam nawilżanych chusteczek dla niemowląt i musiałam się porządnie natrzeć aby oczyścić skórę i nie zostać z niebieskimi plamami. Dalej w szeregu znalazła się ArtDeco Eyeshadow Base, na której cienie również świetnie się przylepiły i trzeba było kilku przetarć aby oczyścić skórę. Również i tym razem na końcu znalazła się Avon Eye Shadow Primer Light Beige, która pozwoliła zmyć cienie już za pierwszym przetarciem chusteczką.
                                          
Jak na razie baza Avon wypadła najgorzej jednak jest to mój pierwszy z nią kontakt więc jestem w stanie jej to wybaczyć. Zobaczę jak spisze się przy regularnym stosowaniu a potem podzielę się z Wami jej recenzją :)

poniedziałek, 24 września 2012

Gąbeczki, puszki i inne bajery;)

Poza pędzlami mam w swoich zbiorach różne inne bajery jako, że praktycznie wszystko Wam już pokazałam dzisiaj przyszła pora na ostatni post z tej serii:)
Zamiast typowych recenzji, które serwowałam Wam do tej pory dzisiaj ograniczę się do krótkich opisów.


1. Kryolan Duży puszek do pudru - Kupić go można w hurtowniach kosmetycznych i w sieci. Jego cena jest jakaś bajońska. Nie pamiętam dokładnie ale było to chyba około 50zł i to mnie mocno zszokowało. Jak sama nazwa mówi służy do nakładania pudru sypkiego i świetnie się z tego zadania wywiązuje chociaż ja używam go jedynie przy malowaniu kogoś a nie siebie. Puszek to welurowa gąbeczka o średnicy 12cm z cieniutką tasiemką. Używa się go bardzo przyjemnie i równie bezproblemowo czyści - wystarczy trochę bieżącej wody i szarego mydła. Puszek nie niszczy się ani nie odkształca nawet po wielokrotnym używaniu i praniu. Polecam tym, którzy lubią takie bajery w przeciwnym wypadku nie warto wydawać aż tyle.
Puszki do pudru 2. Inglot i 3. Yves Rocher - Są to puszki standardowo dołączane du pudrów sypkich. Do tej pory przybyła mi jeszcze jedna z NYX. Zbieram je ponieważ przydają się przy doklejaniu sztucznych rzęs - zabezpieczam nimi dłoń aby nie musieć jej opierać bezpośrednio o umalowaną twarz.
Lateksowa gąbka do podkładu 4. Inglot, 5a i 5b Donegal - Inglotowska kosztuje 1,50zł za sztukę a Donegal około 8zł za całą paczkę. Kiedyś używałam ich namiętnie a obecnie wolę sięgać po pędzle albo nakładać podkład palcami. Są przyjemne w użytkowaniu i dosyć trwałe bez względu na cenę. Czyszczenie wymaga trochę wysiłku bo podkład lubi wnikać głęboko do środka i potem ciężko go usunąć. Trzeba też zwrócić uwagę na to iż gąbki piją sporo podkładu warto więc je wcześniej namoczyć i odsączyć albo pogodzić się ze stratami;) Również polecam tym co lubią. Jak ktoś chce sprawdzić to na początek radzę kupić jedną i wypróbować a dopiero potem sięgać po całe duże opakowanie.

Troszkę mi się tego uzbierało ale chomiki tak już mają;)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Pędzlowy przegląd posiadania: Inglot

Właściwie nie wiem jak to się stało ale pędzli i akcesoriów od Inglota nazbierało mi się całkiem sporo więc dzisiejszy post będzie kolejnym ale już ostatnim z racji tych przydługich;)
Zapraszam do przeczytania po uprzednim zaopatrzeniu się w przekąski, coś do picia i dużo cierpliwości;)


INGLOT
 15BJF
30T
15M
20P
 Grzebyk do rzęs
Składany pędzelek do ust
 Pomimo, ze to zupełnie różne pędzle i akcesoria to tak jak w poprzednich przypadkach ograniczę się do zbiorowego opisu cobyście nie padli z nudów;)

DOSTĘPNOŚĆ: Salony, wyspy i pewnie niedługo sklep internetowy Inglot.
CENA: 15BJF - 38zł30T - 20zł 
14M - 17zł
20P - 17zł przy zakupie paletki PRO5 13zł 
Grzebyk do rzęs - 16zł przy zakupie jakiegokolwiek produkty w salonie 8zł 
Składany pędzelek do ust - 6zł
PRZEZNACZENIE: 15BJF - puder i róż 
30T - eyeliner 
14M - maskara 
20P - cienie i korektor 
Grzebyk do rzęs - jak sama nazwa mówi;) 
Składany pędzelek do ust - jak sama nazwa mówi;)
WŁOSIE: 15BJF - naturalne, koza 
30T - syntetyczne, taklon 
14M - syntetyczne 
20P - naturalne, kucyk 
Grzebyk do rzęs - metal 
Składany pędzelek do ust - naturalne, soból
WYMIARY: 15BJF - Włosie: długość - 4,0cm, szerokość - 1,8cm, Całość: długość - 20,2cm.
30T - Włosie: długość - 0,8cm, szerokość - 0,2cm, Całość: długość - 15,5cm.
14M - Szczotka: długość - 2,5cm, szerokość - 0,7cm, Całość: długość - 17,0cm.
20P - Włosie: długość - 0,7cm, szerokość - 0,7cm, Całość: długość - 13,0cm.
 Grzebyk do rzęs - Ząbki: długość - 0,7cm, szerokość - 1,3cm, po złożeniu - 1,5cm, Całość: długość - 13,5cm, po złożeniu - 10,0 cm.
Składany pędzelek do ust - Włosie: długość - 0,9cm, szerokość - 0,4cm, Całość: długość - 11,6cm, po złożeniu - 9,1cm.
OPIS: 15BJF - Włosie - czarne. Skuwka - srebrna, błyszcząca, metalowa, odporna na zarysowania i uszkodzenia. Rączka - drewniana, czarna, z satynowym połyskiem; srebrne, błyszczące i wytłaczane napisy, odporna na uszkodzenia. 30T - Włosie - czarne. Skuwka - srebrna, błyszcząca, metalowa, odporna na zarysowania i uszkodzenia. Rączka - drewniana, czarna, z satynowym połyskiem; srebrne, błyszczące i wytłaczane napisy, odporna na uszkodzenia.
14M - Włosie - czarne. Skuwka - srebrna, błyszcząca, metalowa, odporna na zarysowania i uszkodzenia. Rączka - drewniana, czarna, z satynowym połyskiem; srebrne, błyszczące i wytłaczane napisy, odporna na uszkodzenia.
20P - Włosie - brązowe. Skuwka - srebrna, błyszcząca, metalowa, odporna na zarysowania i uszkodzenia. Rączka - drewniana, czarna, z satynowym połyskiem; srebrne, błyszczące i wytłaczane napisy, odporna na uszkodzenia.
 Grzebyk do rzęs - Ząbki - srebrne. Rączka - plastikowa, czarna, z satynowym połyskiem; białe, matowe napisy, odporna na uszkodzenia.
Składany pędzelek do ust - Włosie - brązowe. Skuwka - srebrna, błyszcząca, metalowa, odporna na zarysowania i uszkodzenia. Rączka - plastikowa, szara, z  połyskiem; czarne, matowe napisy, odporna na uszkodzenia.
UŻYTKOWANIE: Bez zarzutu. Wszystkie pędzle dobrze nabierają kosmetyki z opakowania i oddają je na skórę. Nie robią plam ani nie zjadają kosmetyków i nie powodują jego zbytniego pylenia przy nabieraniu. Są miękkie i delikatne więc nie drapią ani powodują podrażnień. Rączki są średniej długości jednak łatwo nimi malować zarówno kogoś jak i siebie nie zawadzając o lusterko.
15BJF - Mój ulubieniec od wielu (ponad 10-ciu) lat. Nadaje się do nakładania pudru, różu, brązera i rozświetlacza w formie sypkiej oraz do ich rozcierania. Pomimo, że jest sporych rozmiarów to nakłada kosmetyk precyzyjnie.
30T - Bardzo praktyczny załamany pędzelek do eyelinera w płynie, żelu jak i kamieniu. Nadaje się do rysowania zarówno cienkich jak i grubszych kresek.
14M - Załamana szczotka idealna do nakładania tuszu a także rozczesywania rzęs po ich wytuszowaniu oraz układania brwi.
20P - Maleńki, bardzo precyzyjny pędzelek. Można nim nakładać cienie zarówno na górnej jak i dolnej powiece, rozcierać kreski oraz nakładać cień rozświetlający w wewnętrzny kącik oka i na łuk brwiowy. Świetnie sprawdzi się również do precyzyjnego nakładania korektora.
 Grzebyk do rzęs - Jak sama nazwa mówi służy do precyzyjnego rozczesywania rzęs po ich wytuszowaniu i pomimo moich początkowych obaw używa się go łatwo i przyjemnie:)
Składany pędzelek do ust -Maleństwo ale sprawdza się jak normalny pędzel. Nadaje się do nakładania balsamów jak i pomadek.
CZYSZCZENIE: Bezproblemowe. Wystarczy szare mydło i woda aby usunąć z nich wszystkie pozostałości kosmetyków. Przy używaniu wodoodpornych i trwałych eyelinerów i tuszów dobrze akcesoria przed myciem potraktować dwufazowym płynem do demakijażu co ułatwi mycie i skróci jego czas. Schną w zależności od rozmiarów: 15BJF - kilka godzin na wietrze i słonku a w pomieszczeniu zostawiam go na całą noc, pozostałe schną kilkadziesiąt minut na wietrze i słonku a w pomieszczeniu kilka godzin chociaż ja zazwyczaj zostawiam je na całą noc.
WYKONANIE: Porzadne nie rozklejają się, nie gubią włosia, nie tracą kształtu chociaż po kilku użyciach nie są już tak zbite i odrobinę zwiększają swoją objętość. 15BJF już jest trochę sfatygowany więc zdarza się, ze jakieś włoski mu się połamią ale nie jest to nagminne. Zauważyłam jednak, że nowsze wersje tego pędzla są trochę gorzej wykonanie i włosie łamie mu się częściej, chociaż może koleżance trafił się jakiś gorszy egzemplarz.

Nie mogę powiedzieć o tych pędzlach nic złego. Dobrze wykonują swoje zadania a ceny nie są zbyt wygórowane. Właściwie nie wiem czemu już nie kupuję pędzli tej marki bo nie mogę tego usprawiedliwić żadną ich wadą. Myślę, że jeszcze nie raz zwrócę się ze swoim portfelem w ich kierunku i z czystym sumieniem mogę je polecić zarówno początkującym jak i trochę bardziej zaawansowanym;)

czwartek, 26 maja 2011

ASK: I - Inglot

Po dość długiej nieobecności powracam z Alfabetycznym Spisem Kosmetycznym. Dzisiaj na tapecie Inglot. Zdjęcie kiepskie - przepraszam, ale dobrze oddaje kolory. Niestety nie miałam czasu robić lepszego;) Jako, że większość mojego zbioru to cienie postaram się je posegregować według jakości i tak opisać, żebym nie musiała po kilka razy kopiować tego samego opisu.

1. Loose Powder - Puder Sypki, odcień 11
Skład:
 
Dobry, niesamowicie wydajny. Cena adekwatna do jakości i ilości. Drobno zmielony w kilku odcieniach do wyboru - każdy znajdzie coś dla siebie. Nie bieli skóry. Nie daje płaskiego matu - tylko taką pół satynkę. Dla tłustej cery może okazać się nie wystarczający. Dla mojej mieszanej cery jest dobry jednak poprawki w ciągu dnia są nieuniknione. Nie zapycha, nie uczula i nie pogarsza stanu cery. Zapach słodko-babcino-pudrowo-chemiczny ale wyczuwalny tylko w opakowaniu - przy nakładaniu ani tym bardziej później niewyczuwalny. Dobrze współpracuje ze wszystkimi podkładami jakich miałam okazję używać. Ogólnie - polecam.
OCENA: 4,5/6
 
2. Zestaw do makijażu Freedom System PRO-5 a w nim cienie w tonacji matowych brązów o numerach (od lewej) 351, 390, 360, 363 i 378. Zakupione do szkoły;)
OCENA: 5/6
3. Profesjonalny cień do powiek - numeru nie mam ale jest to złoty cień. W wersji metalicznej/perłowej. 
OCENA: 5,5/6
4. Sprint SuperStar cień do powiek w odcieniu 90 - czerwony z drobinkami opalizującymi na złoto.
OCENA: 5/6
5. Cień do Powiek VERTIGO Eye Shadow w odcieniu #76 - delikatnie metaliczny turkus.
OCENA: 3/6
6. Cień do Powiek VERTIGO Eye Shadow w odcieniu #84 - fiolet z maleńkimi srebrnymi drobinkami.
OCENA:4,5/6
7. Cień do powiek matowy 43 - stara wersja, cielisty kolor ale nie dla bladziochów.
OCENA:5/6

Komentarze:
2 i 7 - Matowe cienie o pudrowym wykończeniu. Świetnie na pigmentowane. Są miękkie, łatwo się nakładają i dobrze cieniują. Świetnie współpracują z innymi cieniami - tej samej firmy jak i innych. Doskonale przylegają do powieki. Jedyną ich wadą jest to, że pylą przy nabieraniu ich na pędzelek. Pomimo tego są jednak wydajne. Jestem z nich bardzo zadowolona.
3 - Kupiony bardzo dawno temu (pewnie jest już po terminie) ale cały czas jest rewelacyjny. Odrobinę twardszy niż 2 i 7. Dobrze na pigmentowany. Świetnie się nakłada, doskonale przylega do powieki, dobrze cieniuje i współpracuje z innymi cieniami - tej samej firmy jak i innych. Doskonały jako cień do powiek i jako nabłyszczacz do innych partii ciała. Nie pyli ani przy nakładaniu pędzlem do cieni ani pędzlem do pudru/różu. Bardzo wydajny.
4 i 6 - Bardziej twarde niż 2 i 7 za to porównywalne do 3. Świetnie na pigmentowane, dobrze przylegają do powieki jednak trochę gorzej niż 2, 3 i 7.  Doskonale współpracują z innymi cieniami tej samej firmy jak i innych. Drobinki nie wędrują po twarzy i nie są zbyt nachalne. Pylą ale mniej niż 2 i 7. Wydajne.
5 - Z tego cienia jestem najmniej zadowolona. Miejscami twardość jest porównywalna do 6 ale większość jego powierzchni bardzo skamieniała (tak było od początku) i ciężko go nabrać. Niestety zeskrobywanie niewiele daje bo zaraz potem przy nabieraniu znowu kamienieje i trzeba się z nim męczyć. Kiepsko przylega do powieki (od początku) i średnio się cieniuje. Dobrze współpracuje z innymi cieniami. Bardzo wydajny ale pewnie z racji tego, że nie mam do niego cierpliwości i rzadko go używam.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...