Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eyeliner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eyeliner. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 kwietnia 2020

Cienie i żel do brwi oraz eyeliner - recenzja zbiorcza / Essence, Gosh, Kiko

Cześć Kochani!
Bardzo spodobała mi się koncepcja filmowych recenzji bo w krótkim czasie mogę Wam opowiedzieć o większej ilości kosmetyków więc postanowiłam wprowadzić ją na stałe. Mam nadzieję, że to zachęci Was również do częstszego zaglądania na mój kanał i subskrybowania.
Dzisiaj mam dla Was recenzję dwóch kosmetyków do brwi i eyelinera.:
Miłego oglądania :)
                         

czwartek, 1 listopada 2018

MILAN 321-4

Witajcie Kochani,
Dzisiaj jest dzień zupełnie nie rozrywkowy ale dla tych, którzy już siedzą w domach przygotowałam dla kolejną recenzję.
Zapraszam.


MARKA: Milan
MODEL: 321 rozmiar 4
CENA: 6 zł


Pędzel ma drewniany brązowy lakierowany trzonek z białymi napisami, grafitową, metalową skuwkę oraz cieniowane pomarańczowo-brązowe syntetyczne włosie przycięte na kształt języczka. Jest dobrej jakości i odkąd go kupiłam nie zaobserwowałam na nim żadnych uszkodzeń.
Jak już się pewnie domyślacie pędzel pochodzi ze sklepu dla plastyków. U mnie znalazł się całkowicie przypadkowo, gdyż wpadł mi w oko przy kupowaniu innych pędzli. Praktycznie od razu został jednym z moich ulubieńców do aplikacji korektora na mniejsze i większe zmiany, gdyż robi to bardzo precyzyjnie. Nie ma przeszkód by używać go rownież do rysowania kresek eyelinerem i tutaj w zależności od upodobań można nim stworzyć linie od bardzo cieniutkich do bardzo grubych. Włosie jest gładkie oraz przyjemne w dotyku więc nakładanie kosmetyków nie przysparza żadnych problemów i spokojnie można nim pracować nawet na bardzo wrażliwych powiekach. Lubię też sięgać po niego gdy chcę podkreślić linię wodną oka za pomocą eyelinera lub korektora, bo wywiązuje się z tego zadania doskonale.
Pranie go i suszenie jest bezproblemowe. Nie wymaga stosowania osłonek ani żadnych specjalnych środków.

Jest to bardzo niepozorny pędzel jednak warto mu się przyjrzeć i go wypróbować. Za bardzo niską cenę otrzymujemy porządne akcesorium, które sprawdzi się  zarówno u amatorów jak i u profesjonalistów. Ode mnie kciuk w górę ;)

wtorek, 30 października 2018

MAESTRO 720 rozmiar 2

Witajcie Kochani,
Jesień już w pełni, zimny wiatr hula za oknem a ja siedzę z kubkiem gorącej herbaty i tworzę dla Was kolejny wpis.
Zapraszam więc dalej.


MARKA: Maestro
MODEL: 720
CENA: 15 zł


Pędzel ma czarny drewniany, lakierowany trzonek ze srebrnymi napisami, metalową, srebrną, błyszczącą skuwkę oraz syntetyczne cieniowane brązowo-czarne włosie. Materiały i wykonanie są OK.
Z założenia pędzel ma służyć do ust, ale jakoś sobie tego nie wyobrażam ze względu na bardzo niewielkie rozmiary, no chyba, że do zdobienia. Za to doskonale sprawdza się przy rysowaniu kreski eyelinerem oraz przy punktowym nakładaniu korektora. Jest przy tym bardzo precyzyjny a włosie jest dobrze ułożone oraz przycięte więc nic się nie rozcapierza ani nie odkształca.
Włosie jest również bardzo przyjemne i gładkie w dotyku co sprzyja stosowaniu go na wrażliwych powiekach, gdyż pędzel nie podrażnia skóry ani nie niszczy makijażu.
Pranie go jest bardzo proste i bez trudu schodzą z niego nawet najbardziej trwałe eyelinery czy tłuste wodoodporne korektory, a przy tym nie widać na nim śladów zniszczenia bo włókna nie łamią się ani nie wypadają.

Miałam trochę wątpliwości gdy go kupowałam ale teraz przyznaję, że niepotrzebnie. Pędzel dobrze się spisuje i nie ma jakiejś wygórowanej ceny. Będzie dobry dla osób rozpoczynających swoją przygodę z makijażem oraz tych, którzy makijażem zarabiają. Polecam, bo uważam, że warto go mieć.

wtorek, 16 października 2018

MILAN 311 w rozmiarze 0

Witajcie Kochani,
Ostatnio nastał u mnie kiepski czas kiedy to kamuflaż znowu wszedł do standardowego użytku, więc i pędzle do korektora wyciągnęłam z dna szufladki. Na szczęście wygląda na to, że najgorsze już za mną. Mając jednak w pamięci ostatnie makijaże z przyjemnością zaprezentuję Wam jeden z moich ulubionych pędzli.
Zapraszam.


MARKA: Milan
MODEL: model 311 rozmiar 0
CENA: 4 zł


Pędzel ma drewniany, brązowy lakierowany trzonek ze srebrnymi napisami, grafitową, metalową skuwkę oraz cieniowane brązowe syntetyczne włosie. Wszystko jest dobrze wykonane i fajnej jakości jak na pędzel za około 4 zł, jednak trzeba je dokładnie oglądać przy zakupie bo mam ich kilka i większość jest bardzo OK, ale zdarzają się też egzemplarze, które już po kilku użyciach zamieniają się w miotły.
Z założenia pędzel ten służyć ma do farb akrylowych, bo jest on przeznaczony dla plastyków. Ja jednak kupiłam go z polecenia, iż doskonale spisuje się przy aplikacji eyelinera i jak najbardziej jest to prawda. Można nim stworzyć zarówno cieniutkie jak i grubsze linie nawet na bardzo wrażliwych powiekach, na których jest to problematyczne. Z czasem odkryłam też, że pędzel ten znakomicie spisuje się przy precyzyjnej aplikacji korektora.
Jego włosie jest bardzo miękkie i gładkie w dotyku a jednocześnie doskonale nabiera kosmetyki i świetnie oddaje je na skórze, nie tworząc plam ani prześwitów.
Pranie go jest bajecznie proste, gdyż znakomicie znosi wszystkie, nawet bardzo mocne detergenty a suszenie wręcz ekspresowe. Włókna w trakcie zabiegów higienicznych nie rozklejają się, nie lamią ani nie wypadają.

Osoba, która mi go poleciła, bardzo go zachwalała i ja również będę to robić. Za wręcz śmieszną cenę otrzymujemy dobrej jakości lekki pędzel, który świetnie trzyma się w dłoni oraz doskonale służy w trakcie makijażu. Jeżeli szukacie dobrego pędzla do korektora i eyelinera to całym sercem polecam.

czwartek, 4 października 2018

GOSH Pędzel do konturów oczu i ust

Witajcie Kochani,
Z ogromnym opóźnieniem zabieram się za ten wpis mając nadzieję, że jednak zdążę ;)
Nie przedłużając więc wstępu zapraszam Was do dalszej części posta.


MARKA: Gosh Professional Art
MODEL: Lp/Eye Liner Brush
CENA: 30 zł


Pędzel ma drewniany czarny matowy trzonek ze srebrnym napisem, plastikową, również czarną okrągłą skuwkę i jasno brązowe syntetyczne włosie przycięte półokrągło. Materiały są dobrej jakości jednak włosie dosyć szybko się rozcapierza i traci swój precyzyjny kształt.
Z założenia jest przeznaczony do konturów ale jakoś go nie widzę przy tym temacie. Do ust jest moim zdaniem zdecydowanie za mały i ciężko byłoby nim uzyskać precyzyjną linię, natomiast do oczu jest za gruby, więc tylko grube kreski wchodziły by w grę. Z resztą jak już wspominałam włosie dosyć szybko się rozcapierza i rysowanie nim dokładnych linii nastręczało by dodatkowych trudności. Ja od początku używam go do punktowego nakładania korektora na niedoskonałości i przy tym zadaniu sprawuje się wyśmienicie. Pozawala nanosić kosmetyk dokładnie w wybrane miejsce dzięki temu pokrycie nawet niewielkiej i bardzo widocznego mankamentu nie przysparza problemów.
Pranie i suszenie jest bezproblemowe i szybkie. Włosie nie łamie się i nie wypada ale trzeba je dobrze uformować na mokro aby pędzel jakiś czas nam służył.

Moim zdaniem nie jest on wart tych 30 zł, które trzeba za niego zapłacić. Coś dobrego, a nawet o wiele lepszego, co nada się przynajmniej do ust albo do eyelinera znajdziecie w sklepach dla plastyków za grosze, a za podobną kwotę kupicie przynajmniej kilka sztuk i będziecie mieć pędzle do wszystkiego. Jeżeli rozważacie jego zakup to zdecydowanie odradzam. Idźcie lepiej do plastyka.

czwartek, 23 sierpnia 2018

ESSENCE Pędzel do eyelinera

Witajcie,
Kolejny czwartek już w pełni więc czas na recenzję. Dzisiaj również będzie krótko i zwięźle.
Zapraszam :)


wtorek, 15 maja 2018

byHM Podwójny pędzelek typu smoky eyes

Witajcie,
Ostatnie dwa dni były dla mnie bardzo nerwowe i nie wiedziałam czy w ogóle wyrobię się z tym wpisem, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze a ja mogłam odreagować na małych zakupach. Wczoraj miałam fart i trafiłam w TKMAXX na duże świece Yankee Candle i Kringle Candle w cenie 80zł :) Z chęcią kupiła bym wszystkie ale na razie ograniczyłam się do jednej. Mam nadzieję, że jeszcze na nie kiedyś trafię i będę mogła kupić inny zapach.
Teraz jednak zapraszam na recenzję :)


czwartek, 13 marca 2014

Eyeliner Pen

Uwielbiam kreski i to chyba wszystkim doskonale znana informacja więc eyeliner to must have w mojej kosmetyczce. Dzisiaj dowiecie się trochę więcej na temat egzemplarza, po który ostatnio sięgam najczęściej.
Zapraszam :)
                                         
L'Ambre
Groupe International
Pernament Eyeliner Pen
03
                              
POJEMNOŚĆ: brak danych
DOSTĘPNOŚĆ: Sklep internetowy L'Ambre
CENA: 29zł
                                           
Eyeliner ma formę dosyć grubego pisaka z twardą końcówką ładnie wyprofilowaną w szpic, dzięki której można narysować zarówno cienką jak i grubszą kreskę. Początkowo obawiałam się, że się nie dogadamy ze względu na moje bardzo wrażliwe powieki ale na szczęście byłam w błędzie i okazało się, że nasza współpraca może być całkiem miła.
                                                   
                                                
Kiedyś miałam już eyeliner w pisaku z YR i byłam z niego zadowolona więc raczej optymistycznie podeszłam do tego produktu. Pierwsze testy na ręce wypadły niezbyt pozytywnie ze względu na niezbyt pociągający kolor wyblakłej czerni, niskie krycie i odrobinę przerażająco ze względu na trwałość - kosmetyk nałożony na gołą i suchą skórę dłoni trochę ją przebarwia i po zmyciu pozostaje ślad, który dosyć ciężko usunąć.
                                              
                                                
Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy to po nałożeniu go na powiekę zagruntowaną bazą i cieniami okazało się, że eyeliner zostawia tam bardzo ładną czarną i nie prześwitującą kreskę. Taki efekt jest jak najbardziej OK a bezproblemowość przy nakładaniu go na suche lub kremowe cienie czy jakikolwiek inny kosmetyk działa dodatkowo na jego plus. Przy zmywaniu odkryłam również, że problem z przebarwianiem skóry występuje jedynie na ręce a w trakcie demakijażu schodzi ładnie i bezproblemowo.
                                                    
Na opakowaniu próżno szukać jakichś obietnic producenta czy składu. Nic takiego nie znajdziemy ale słowo "pernament" w nazwie produktu już co nieco nam sugeruje. Obawiałam się wiec przebarwień na skórze, o których pisałam wyżej i trudności ze zmyciem. W praktyce okazało się jednak, że rzeczywistość ma się nijak do nazwy. Niestety wystarczy jedna łza, ba, nawet nie łza a mocniejsze zawilgotnienie oczu i eyeliner opuszcza swoje stanowisko pracy i radośnie spływa pod oko tworząc paskudną plamę, którą bez problemu można zetrzeć nawet palcem.
 Ostatnio stałam się zdecydowanie bardziej wymagająca w kwestii trwałości eyelinerów ze względu na to, że moje oczy bardziej intensywnie łzawią i ten egzemplarz zawiódł mnie na całej linii.
                                                                   
Opakowanie jest klasyczne, czarne błyszczące ze złotymi trwałymi napisami, które się nie wycierają oraz ze złotą zatyczką, która niestety trochę traci na wyglądzie w miarę upływu czasu. Wszystko byłoby OK gdyby nie to, że kosmetyk nie jest zafoliowany i nie ma gwarancji, że nikt ciekawski wcześniej do niego nie zaglądał.
                                                       
Podsumowując: Kosmetyk z dużym potencjałem dla osób z bardzo małymi oczekiwaniami i bezproblemowymi oczyma. Dla mnie okazał się jednak zbyt nietrwały abym sięgnęła po niego jeszcze raz. Zdecydowanie nie będę żałować gdy się skończy i dalej będę szukała ideału.

piątek, 11 października 2013

Pierwsza kosmetyczka, czyli co warto kupić rozpoczynając przygodę z makijażem: OCZY

Zakończyłam już podsumowania września więc najwyższy czas na kolejny post z poradami jak skompletować swoją pierwszą kolorówkową kosmetyczkę :)
 Zapraszam :)
                                                                                 
                                                                                     
Skoro kosmetyki do makijażu twarzy są już w komplecie to czas najwyższy zająć się podkreślaniem spojrzenia :)
                                                                   

Makijaż oczu warto rozpocząć od nałożenia bazy pod cienie.
 Nie jest to oczywiście kosmetyk obowiązkowy i niezbędny ale warto zwrócić uwagę na to, że podbija kolor cieni, przedłuża ich trwałość a także zapobiega zbieraniu się w załamaniu oraz rolowaniu. Większość z dostępnych baz posiada także beżowy kolor dzięki czemu delikatnie wyrównują koloryt powieki.
Rozstrzał cenowy baz jest ogromny, a najtańsze i wcale nie najgorsze z nich można dostać już od kilkunastu złotych co daje to możliwość zapoznania się z produktem bez zbędnego windowania kosztów.
Jeżeli jednak nie chcecie od razu kupować bazy to spokojnie możecie zastąpić ją odrobiną podkładu lub korektora a następnie lekko przypudrować lub neutralnego cienia w kremie i na tak przygotowaną powiekę nakładać pozostałe kosmetyki.
                                                                                   
Kiedy już powierzchnia powieki jest przygotowana można przejść do podkreślania spojrzenia. Najprościej zrobić to za pomocą cieni.
Na rynku dostępna jest cała masa najróżniejszych cieni w kremie, w płynie, sypkich i prasowanych, pojedynczych i w zestawach w cenie od kilku do kilkuset złotych, jednak moim zdaniem na początku makijażowej przygody warto sięgnąć po paletki zawierające po kilka cieni w podobnej tonacji i kolorystyce. Zdecydowanie ułatwi to dobór kolorów a także pozwoli stworzyć zarówno dzienne jak i wieczorowe wersje tego samego makijażu.
Przy doborze cieni warto wziąć pod uwagę pewne kryteria:
- Tonacja - Dobieramy ją odpowiednio do cery: do cer ciepłych - ciepłe wersje kolorystyczne zawierające żółty pigment, natomiast do cer w zimnej tonacji dobieramy zimne cienie z niebieskim pigmentem.
- Kolorystyka - Przy doborze kolorów kierujemy się kolorem oczu:
Oczy zielone - Najlepiej pasują do nich cienie z czerwonym pigmentem: brązy, fiolety, róże, oberżyna;
Oczy niebieskich - pomarańcze, złoto, brązy i odcienie rdzy;
Oczy brązowe i piwne - brązy, beże, złoto, zgaszone róże, "zgniłe" odcienie zieleni.
Oczy czarne - zielenie, niebieskości, żółcie, turkus.
- Połysk - Najefektowniej wyglądają cienie perłowe, metaliczne i migoczące brokatem ale na początku lepiej wybierać wersje z matowe lub z delikatnym satynowym połyskiem, żeby przypadkiem nie osiągnąć efektu dyskotekowej kuli.
Oczywiście z cieni również można zrezygnować lub ograniczyć do np. jednego jasnego, subtelnie połyskującego, który delikatnie rozświetli spojrzenie.
                                                                                      
Po nałożeniu cieni warto zagęścić linię rzęs i wzmocnić spojrzenie. Najłatwiej zrobić to przy użyciu kredki do oczu:
U osób o jasnych włosach i jasnej oprawie oczu najlepiej sprawdzą się brązy natomiast osoby o ciemnych włosach i ciemnej oprawie oczu mogą wybierać między brązami a czernią.
 Kredkę można stosować również jako kolorowy akcent w makijażu i przy wyborze odpowiedniej barwy należy się kierować według takich samych zasad jak przy dobieraniu cieni do powiek.
Ten kosmetyk również można pominąć i spokojnie zastapic go ciemnym i dobrze napigmentowanym cieniem.
                                                                                
Na wieczór, imprezę czy większe wyjście dobrą alternatywą dla kredki jest eyeliner.
Eyeliner to taka "wyższa szkoła jazdy". Wymaga większej wprawy niż kredka i pewniejszej ręki ale za to odwdzięcza się graficzną kreską, mocnym podkreśleniem oka i zagęszczeniem rzęs. Tak jak i kredki można go używać w makijażu klasycznym oraz jako akcentu kolorystycznego.
Myślę, że przy kompletowaniu pierwszej kosmetyczki można go spokojnie pominąć jednak wiem, że są osoby, które bardzo chcą używać eyelinera dlatego o nim wspominam.
Na rynku dostępne są eyelinery w płynie z aplikatorem w formie gąbeczki lub pędzelka, w pisaku, w żelu/kremie, w kamieniu i w proszku. Po wypróbowaniu wszystkich tych metod twierdzę, że najłatwiej operuje się płynnym eyelinerem zaopatrzonym w wąski i precyzyjny pędzelek jednak, najlepiej samemu metodą prób i błędów wybrać optymalne dla siebie rozwiązanie.
                                                                                     
Gdy oko jest już umalowane nie pozostaje nic innego jak podkreślić rzęsy odrobiną tuszu:
Jak i wszystkich kosmetyków na rynku dostępny jest ogromny wybór maskar. W zależności od potrzeb można sięgnąć po wydłużające, pogrubiające, podkręcające, wszystko-robiące, wodoodporne i kolorowe o szczoteczkach klasycznych lub sylikonowych, małych lub dużych.
Klasycznie na co dzień do pracy i do szkoły dla osób o bardzo jasnej karnacji, jasnych włosach i takiej samej oprawie oczu najlepszym rozwiązaniem będzie tusz brązowy, który delikatnie podkreśli spojrzenie bez nadawania zbyt przerysowanego efektu, natomiast osoby o ciemniejszej oprawie oczu mogą wybierać między brązem a czernią.
Maskara to chyba jedyny obowiązkowy punkt makijażu bo jej brak potrafi zepsuć nawet najbardziej udaną kompozycję ;)
                                                                                  
Gdy oko jest już skończone uwieńczenie całokształtu stanowi podkreślenie brwi:
Ich kolor można podkreślić za pomocą pisaków, kredek, cieni i barwionych żeli, natomiast kształt ujarzmią woski, żele bezbarwne i te barwione oraz najzwyklejszy żel, lakier czy pianka do włosów.
Na początku przygody z podkreślaniem brwi najlepiej spiszą się łatwe w obsłudze cienie utrwalone odrobiną żelu. Mogą to być te specjalnie przeznaczone do brwi jak i zwykłe matowe cienie do powiek.
Osoby o mocnych i nie wymagających brwiach mogą pominąć cienie i ograniczyć się jedynie do ujarzmienia włosków za pomocą barwionych żeli.
Nie warto pomijać tego kroku gdyż stanowi on kropkę nad "i" całego makijażu, jednak przy doborze kosmetyków warto poświecić uwagę wyborowi odpowiedniego koloru tak aby idealnie wtapiał się on w barwę włosków.
                                                                                                                     
Takim sposobem dotarliśmy już do końca makijażu oczu.
Mam nadzieję, że ta część spotka się z równie miłym przyjęciem jak poprzednia oraz, że okaże się równie przydatna :)
Jeżeli coś pominęłam albo macie dodatkowe pytania lub wątpliwości to na wszystkie odpowiem w komentarzach.
                                                                                 
Dla przypomnienia:
Część I: Cera KLIK KLIK
Część III: Usta KLIK KLIK

poniedziałek, 23 września 2013

Jak kropka nad "i"

Już jakiś czas nie pisałam o niczym czarnym i mrocznym więc bez obaw, że zrobi się tu zbyt monotonnie i mrocznie mogę znowu sięgnąć do tej kolorystyki. Znowu będzie coś do malowania oczu.
Zapraszam :)
                                               
Inglot
AMC
Konturówka do powiek w żelu
77
                                                                                
SKŁAD:
                                                                                  
POJEMNOŚĆ: 5,5g
DOSTĘPNOŚĆ: Salony i wyspy Inglot.
CENA: Około 35zł
                                                                           
MOJE WRAŻENIA:
Kolor eyelinera to taka mocno nasycona, prawdziwa czerń (niestety zdjęcie przekłamuje) o matowym wykończeniu. Pigmentacja jest świetna - Inglot stanął na wysokości zadania i przekazał w ręce swoich klientek kosmetyk o kolorze i nasyceniu sadzy, dzięki czemu na powiece powstaje idealnie czarna linia, która potrafi zdemaskować nie jeden grafitowy tusz. Eyeliner niesamowicie zagęszcza rzęsy i zdecydowanie, a nawet teatralnie podkreśla spojrzenie. Jak prezentuje się w akcji możecie zobaczyć TUTAJ.
Niestety osoby o wrażliwych oczach powinny uważać przy jego użytkowaniu, gdyż odnotowałam szczypanie po jego aplikacji oraz w trakcie noszenia gdy tylko dostał się pod powiekę.
Ze względu na pigmentację i pojemność kosmetyk jest niesamowicie wydajny. Używałam go jako eyelinera dla siebie (zaledwie kilka razy) i innych (zawsze kiedy kogoś maluję), bazy pod cienie czy wręcz samego cienia i ubytek jest maleńki. Nie sądzę, żeby istniała możliwość zużycia go do końca.
                                                                              
                                                                
Eyeliner jest bezzapachowy a jego konsystencja  zaraz po otwarciu słoiczka była bardzo przyjemna - taka piankowo-musowa. Niestety bardzo szybko zaczęła się zmieniać na bardziej gęstą a eyeliner wysychać. Początkowo narysowanie kreski nie stanowiło żadnego problemu, gdyż kosmetyk przyjemnie sunął po powiece i dobrze współpracował że wszystkim co się na niej znalazło. Niestety wraz z upływem czasu, gdy zaczął twardnieć jego użytkowanie stało się mniej przyjemne a narysowanie precyzyjnej linii wręcz niemożliwe. Utrudniają to grudki kosmetyku, które zbierają się na pędzelku przy jego nabieraniu. Sam eyeliner nie chce natomiast pokrywać załamań skóry przez co trzeba wielokrotnie powtarzać aplikację, a linia wychodzi poszarpana. Obecnie eyeliner zasechł już tak bardzo, że widać już w nim ogromne pęknięcia jednak nadal da się go używać choć wymaga to sporej cierpliwości i samozaparcia.
Dodatkowym plusem tego kosmetyku jest trwałość - jest nie do zdarcia, chociaż zauważyłam, że na mojej tłustej powiece nie zawsze siedzi grzecznie na swoim miejscu i czasami potrafi się nieciekawie rozpłynąć. Niestety z trwałością wiąże się też problem z poprawkami, które są wręcz niemożliwe do wykonania, czy demakijażem. Zwykłe mleczka czy micele nie mają z nim szans. Najlepiej od razu sięgnąć po porządną dwufazę albo oliwkę czy olejek.
                                                                              
                                                                   
Eyeliner zapakowany jest, w odróżnieniu od większości tego typu kosmetyków, nie w szklany a w plastikowy słoiczek z taką samą nakrętką i właśnie ten typ opakowania oskarżam o jego szybkie wysychanie, gdyż mam wątpliwości co do szczelności jego zamknięcia (eyelinery w szklanych słoiczkach, które mam w swojej kolekcji wysychają wolniej)
Aplikatora w zestawie po prostu nie ma ale nie ma się czemu dziwić bo Inglot ma w swojej kolekcji kilka pędzelków do wyboru.
                                                 
Podsumowując: Uważam że jest to całkiem dobry i trwały eyeliner o niezbyt wygórowanej cenie, jednak w chwili obecnej na rynku znajduje się tyle podobnych kosmetyków, że spokojnie można kupić jego tańszy i o dziwo wcale nie gorszy odpowiednik. Mnie nie zachwycił więc po rozstaniu raczej do niego nie wrócę i będę dalej szukała ideału ale jeżeli nie macie problemu z przetłuszczającymi się powiekami ani wrażliwymi oczyma to polecam.

sobota, 24 listopada 2012

Metaliczne kreski:)

Na Krakowskim Spotkaniu Bloggerek - KLIK poza pielęgnacją dostałam również sporo kosmetyków do makijażu. Pokazywałam Wam je razem z pielęgnacja TUTAJ a teraz nadszedł czas na recenzje:)
Na początek będzie o kosmetyku, w którym zakochałam się od pierwszego użycia tak bardzo, że zaraz dokupiłam mu kolegę do towarzystwa:)
                                                 
Golden Rose
Style Liner
Metallic
11 i 16
 
                                                           
OBIETNICE PRODUCENTA:
                                                 
SKŁAD:
                                                          
MOJE WRAŻENIA:
BARWA: Nr 11 to piękny turkus z metalicznym połyskiem. Kolor jest świetnie wyważony nie przeważa w nim ani zieleń ani niebieskość - jest wręcz idealny:) Na zdjęciu niestety wyszedł bardziej niebiesko niż w rzeczywistości
Nr 16 to metaliczny grafit a właściwie srebrny metaliczny połysk na czarnej bazie w którym widoczność bazowej czerni zależy od padania światła.
PIGMENTACJA: Nr 11: bardzo dobra jednak eyeliner robi prześwity więc trzeba powtórzyć aplikację dwa a nawet trzy razy.
Nr 16: świetna - wystarczy jedno przeciągnięcie pędzelkiem i mamy idealną linię;)
KONSYSTENCJA: Płynna, dosyć rzadka ale nie lejąca. Łatwo się rozprowadza ale nie spływa ani się nie rozlewa przy aplikacji.
UŻYTKOWANIE: Nr 11: łatwe chociaż przez to, że robi prześwity trzeba go nałożyć, poczekać kilkadziesiąt sekund i delikatnie ponowić aplikację aby kreska była idealna.
Nr 16: rewelacyjne - jedno przeciągnięcie i powstaje kreska idealna :)
WSPÓŁPRACA Z INNYMI KOSMETYKAMI: Świetna. Nakłada się idealnie bez względu na to czy robimy to na gołą lub przypudrowaną powiekę, na bazę czy na cienie.
TRWAŁOŚĆ: Dobra chociaż kosmetyk nie jest wodoodporny więc wilgoć w postaci łez czy deszczu na pewno mu zaszkodzi. Sam eyeliner pięknie trzyma się powieki bez odrywania od powieki, łamania i kruszenia.
EFEKTY: Pięknie podkreślone i wyraziste oko;)
ZAPACH: Dziwny, jakiś taki pudrowy ale nie słodki tylko mdły jest jednak tak delikatny, że niewyczuwalny w trakcie użytkowania. Aby go poznać musiałam przyłożyć nos do pędzelka.
SMAK: Nie próbowałam;)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
DEMAKIJAŻ: Bezproblemowy - zmywa się byle czym.
OPAKOWANIE: Kartonik o holograficzno-metalicznym połysku, który zawiera wszystkie potrzebne informacje a w środku maleńka, pękata buteleczka z dopasowaną zakrętką w kolorze eyelinera i metalicznym połyskiem - idealne rozwiązanie bo od razu wiemy jaki kolor eyelinera wyciągamy z kosmetyczki.
WYDAJNOŚĆ: Świetna. Używam ich już jakiś czas i nie widzę ubytku.
APLIKATOR: Bardzo precyzyjny i wygodny pędzelek.
 DOSTĘPNOŚĆ: Salony Golden Rose, niektóre drogerie i internet.
 MASA: 6,5ml
CENA: 11,90zł
OCENA: 5,5/6
                       
Podsumowanie: Sceptycznie podchodziłam do tego eyelinera bo jak dotąd nie przepadałam za kolorowymi kreskami i on to odmienił. Pięknie podkreśla spojrzenie, rozświetla oko i przykłuwa spojrzenia nie wyglądając przy tym tandetnie i dyskotekowo. Sam jeden wystarczy za makijaż więc spokojnie możemy sięgnąć po niego gdy nie mamy czasu: ten eyeliner + tusz do rzęs i można ruszać na podbój świata ;)
                                                         
Eyeliner nr 16 dostałam od firmy Golden Rose na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

czwartek, 8 listopada 2012

Przed Świtem

W przeciągu ostatnich kilku dni w części drogerii, w których stoją szafy Essence pojawiła się nowa edycja limitowana. Co prawda jeszcze nie wszędzie dotarła ale myślę, że powinna się tam pojawić na dniach więc będzie ogólnodostępna;)
                                                             
Essence
The Twilight Saga
Breaking Dawn
part 2
                                                         
Początkowo przeglądając w sieci zdjęcia promocyjne a później swatche upatrzyłam sobie kilka produktów, jednak jak zwykle życie zrewidowało moją postawę.
Wczoraj odwiedziłam Drogerię Natura i tam natknęłam się na wyżej wymienioną LE. Obejrzałam interesujące mnie kosmetyki, czyli pigmenty i eyelinery w żelu. Następnie pigmenty wypróbowałam (bo tylko do nich były testery) na ręce i odstawiłam cyrk z wchodzeniem i wychodzeniem z drogerii aby obejrzeć sobie efekt w świetle dziennym. W sumie dobrze, że się o to pokusiłam bo światło w sklepie było tak mylące, że najładniejszy wydał mi się pigment 01 Jacob's Protection (czarny ze srebrnym połyskiem), chociaż w rzeczywistości nie ma w nim nic niezwykłego. Złoty pigment (03 A Piece Of Forever) sobie odpuściłam bo nam lepsze wersje, a fiolet (02 Alice Had a Vision - Again) wydał mi się podobny do cienia z LE Wild Craft więc nie chciałam dublować. Róż, pomadka, tinty, i rozświetlacz a tym bardziej lakiery do paznokci od początku mnie nie interesowały więc nawet nie patrzyłam w ich stronę.
                       
Koniec końców w moje łapki wpadły dwie rzeczy:
 Glitter Eyeliner 02 Jacob's Protection - Chociaż jest bardzo kontrowersyjny to spodobał mi się na tyle, że wrzuciłam go do koszyka. Będzie idealny do nakładania na kreskę narysowaną kredką albo kolorowym eyelinerem. Cena eyelinera to: 9,99zł.
Pigments 04 Edward's Love - Kolor bardzo niejednoznaczny - szarość połączona z brązem i odrobiną fioletu oraz dodatkiem kolorowego brokatu iskrzącego wszystkimi kolorami tęczy. Cena pigmentu to 10.99zł.
                                                     
Teraz czas na swatche, czyli to co tygryski lubią najbardziej;)
U góry widoczny jest eyeliner natomiast na dole pigment.
Od lewej: 1. pigment solo, 2. pigment na bazie ArtDeco i 3. pigment na płynie do pigmentów KOBO.
Wszystkie zdjęcia oczywiście możecie sobie powiększyć klikając na nie.
                                                          
 Co jeszcze zwróciło moją uwagę?
Bardzo chwalebna rzecz: mianowicie pigmenty są fabrycznie porządnie zabezpieczone przed wtykaniem w nie paluchów przez ciekawskie osoby. Najpierw zakrętka zabezpieczona jest grubą foliową naklejką z nazwą produktu a następnie samo siteczko zabezpieczone jest naklejoną folią.
Szkoda, że tylko pigment jest tak zabezpieczony a nie cały asortyment marki ale lepsze to niż nic i może to jest znak, że idzie ku dobremu? ;)

Znacie kosmetyki marki Essence?
Czy zainteresowała Was ta edycja limitowana czy może jest dla Was zupełnie nieatrakcyjna?
Skusiliście się na coś?

wtorek, 5 czerwca 2012

Tani hiciorek ale dla cierpliwych...

Tego kosmetyku nie kupiłam a nawet nie miałam w planach. Trafił w moje rączki zupełnie przypadkowo - jako gratis przy wizażowej wymiance i bardzo się polubiliśmy:)

MISS SPORTY
BE CONNECTED
Metallic Eyeliner
012  Chic Eyes

OBIETNICE PRODUCENTA:
Pragniesz zrobić piorunujące wrażenie? Nie ma szybszego i lepszego sposobu na zwrócenie na siebie uwagi niż zręcznie nałożony tusz do kresek o metalicznym odcieniu. Prezentowane przez nas wyjątkowe tusze do kresek o stalowym odblasku są łatwe do nałożenia i wysychają tak szybko, że nie ominie ciebie ani jedna szalona chwila na parkiecie. "Glam Look" - Klasyczna czerń. "Chic Eyes" - Dyskretny brąz.
Opis pochodzi ze strony producenta: www.misssporty-beconnected.com

SKŁAD:
Niestety nie posiadam:(

MOJE WRAŻENIA:
BARWA: Ciemny brąz w chłodnym odcieniu z metalicznym połyskiem na który składa się brązowo-złoty pyłek, który ciężko uchwycić na zdjęciach. Dosyć ciężka do opisania i zupełnie inna niż opakowanie.
PIGMENTACJA: Bardzo dobra chociaż zdarza mu się robić prześwity ale to chyba bardziej wina aplikatora niż samej pigmentacji.
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta. Eyeliner bardziej przypomina błotko niż płyn ale przypadła mi do gustu. Jedyne co można jej zarzucić to pozostawianie smug z nadmiaru kosmetyku na bokach linii, które doskonale widać na powyższych zdjęciach.
UŻYTKOWANIE: Odrobinę problematyczne. Łatwo i przyjemnie się nakłada dokładnie wypełniając przestrzenie między rzęsami i nie wywołując podrażnień choć aplikację czasem trzeba powtarzać, bo zdarza mu się zostawiać prześwity. Problem stanowią również wspominane wyżej smugi z nadmiaru nałożonego eyelinera ale łatwo je usunąć patyczkiem kosmetycznym albo w ogóle ich uniknąć ocierając aplikator z nadmiaru tuszu przed aplikacją - trening czyni mistrza;)
WSPÓŁPRACA Z INNYMI KOSMETYKAMI: Świetna. Rewelacyjnie się nakłada na każdy produkt, który pod niego zastosujemy i na wszystkich jest jednakowo trwały.
TRWAŁOŚĆ: Bardzo dobra. Nałożony na bazę + cokolwiek innego (podkład, puder, cień) trzyma się bez zarzutu cały dzień. Nie kruszy się, nie rozmazuje ani nie znika
EFEKTY: Podkreślone oko i efekt zagęszczonych rzęs ale bez efektu teatralności.
ZAPACH: Chemiczny i trochę plastikowy w opakowaniu ale przy nakładaniu niewyczuwalny.
SMAK: Nie próbowałam;)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
DEMAKIJAŻ: Bardzo prosty. Zmyjemy go byle czym. Bez problemu schodzi potraktowany mleczkiem, dwufazówką i moim ulubionym żelem YR.
OPAKOWANIE: Plastikowa buteleczka w kolorze brązowym z czarną nakrętką i srebrnymi napisami. Maleńka dzięki czemu bez problemu znajdzie się dla niej miejsce w każdej kosmetyczce i łatwa do postawienia, chociaż nawet jak leży to zawartość się nie wylewa. Na wewnętrznej stronie nakrętki umocowany jest aplikator, który chowa się do buteleczki.
WYDAJNOŚĆ: Ciężko ją określić ale wydaje mi się bardzo dobra.
APLIKATOR: Wąski, syntetyczny pędzelek zamocowany na zakrętce. Krótki trzonek w ogóle nie stanowi przeszkody w użytkowaniu a nawet muszę przyznać, że jest bardzo poręczny. Taki aplikator to niby najprostsza rzecz na świecie ale w tym przypadku to istna tragedia:( Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam mało nie padłam z wrażenia i to tego negatywnego: włókna tworzące pędzelek były bardzo nierówno umocowane, pojedyncze sztuki wypadały a jeszcze inne w dziwny sposób wywijały się ku górze, czyli w stronę uchwytu. Męczyłam się z nimi przez kilka aplikacji a potem postanowiłam go ulepszyć: na początku powyciągałam luźne włókna, potem obcięłam te po wywijane a na końcu wyrównałam pędzelek przycinając go. To co widzicie na zdjęciach to efekt końcowy mojej pracy i teraz bardzo przyjemnie się go używa.
 DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
 MASA: 5ml
CENA: Około 5zł.
OCENA:  3/6

Podsumowanie: Sama praktycznie na 100% bym go nie kupiła bo jakoś nie mam zaufania do kosmetyków Miss Sporty i w sumie coś w tym jest. Ocena niska bo niby tusz do kresek jest bardzo fajny i przypadł mi go gustu ale tragiczny aplikator i pozostawianie smug znacząco obniżają ocenę bo w końcu one również są elementem kosmetyku. Tak jak napisałam w tytule eyeliner jest moim hiciorem na lato bo uwielbiam efekt jaki pozostawia, jednak trzeba do niego masę cierpliwości, żeby doprowadzić pędzelek do stanu "używalności". Ten zużyję z przyjemnością bo już jest OK ale sama więcej nie sięgnę po kolejny egzemplarz. Szkoda nerwów...

czwartek, 19 kwietnia 2012

Czarne oczy;)

Jak pewnie zdążyliście zauważyć uwielbiam krechy na powiekach a szczególnie upodobałam sobie czarne, mocno wyciągnięte w stylu lat 50-tych. W związku z tym nieodzownym elementem mojej kosmetyczki są eyelinery. Ostatnio zapragnęłam eyelinera w pisaku od YSL ale niestety cena 140zł mnie przeraziła bo krążące po internecie opinie o takowych mazidłach nie są zbyt pochlebne. Jakież było moje zaskoczenie (oczywiście pozytywne) kiedy to po wejściu do sklepu YR odkryłam eyeliner w pisaczku:) Na dodatek była promocja więc nie mogłam go sobie odmówić;) Używam go już od dłuższego czasu więc czas na recenzję.

YVES ROCHER
EYELINER WE FLAMASTRZE 12h
01 Noir

OBIETNICE PRODUCENTA:
Idealna precyzja, głeboka czerń. Z łagodzącą wodą z rumianku.
Trwały eye-liner z cienką i giętką końcówka, która umożliwia narysowanie precyzyjnej kreski.
Intensywny, bogaty w czarne pigmenty odcień zapewnia intensywne i głębokie spojrzenie przez 12 godzin.
Jego + :Cienka i giętka końcówka, która zapewnia precyzyjną kreskę.
Opis pochodzi ze strony: http://www.yves-rocher.com.pl

SKŁAD:
Niestety nie mam:(

MOJE WRAŻENIA:
BARWA: Czarna.
PIGMENTACJA: Dosyć dobra - może nie smoliście karbonowa ale jest to przyjemna i wyrazista czerń.
KONSYSTENCJA: Zupełnie płynna jak to w pisaczku;)
UŻYTKOWANIE: Bardzo przyjemne. Jedyne co potrzeba to odrobina chęci;)
WSPÓŁPRACA Z INNYMI KOSMETYKAMI: Świetna:) Doskonale spisuje się na wszystkim co suche, chociaż dzisiaj stosowałam go na jeszcze wilgotnym Dermacolu i również mnie nie zawiódł.
TRWAŁOŚĆ: Świetna. chociaż nie jest wodoodporny to spokojnie wytrzymuje cały dzień bez rozmazywania i znikania. Ulewy ani płaczu jednak nie wytrzyma.
EFEKTY: Podkreślone i bardzo precyzyjne wykonturowane oko.
ZAPACH: W opakowaniu jakiś taki słodko-chemiczny ale w trakcie nakładania niewyczuwalny
SMAK: Nie próbowałam;)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
DEMAKIJAŻ:  Bardzo prosty i przyjemny - schodzi wszystkim czym zmywam makijaż razem z całą resztą.
OPAKOWANIE: Plastikowa, czarna tubka ze srebrnymi napisami oraz dopasowaną i szczelną zatyczką zamykaną na klik. Całość jest oklejona folią więc mamy pewność, że nikt przed nami nie otwierał produktu.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. Używam go dosyć często od około 3 miesięcy i nadal działa tak samo. Nie zapowiada się tez, żeby miał szybko wyschnąć.
APLIKATOR: Stożkowa, bardzo miękka gąbeczka zamocowana na stałe do opakowania.

DOSTĘPNOŚĆ: Internetowe i stacjonarne sklepy Yves Rocher.
 MASA: 1,2g
CENA: 33zł ale w promocji taniej.
OCENA:  5/6

Podsumowanie: Kupiłam go na pocieszenie a okazał się bardzo przyjemnym towarzyszem zarówno codziennych jak i tych odświętnych makijaży:) Polecam wszystkim, którzy chcieliby wypróbować eyeliner w pisaku:)

sobota, 7 kwietnia 2012

Migotki;)

W ferworze walki z wypiekami nie zapomniałam o moich czytelnikach dlatego i na ten pochmurny aczkolwiek radosny bo przedświąteczny dzień przygotowałam dla Was błyskotliwą recenzję;)

GOLDEN ROSE
GLAMOUR LOOK
Extreme Sparkle Eyeliner
 03 i 04

 OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
BARWA: 03 - łososiowy z żółtymi, zielonymi i pomarańczowymi drobinkami, 04 - lawendowy z szafirowymi, zielonymi i pomarańczowymi drobinkami.
U góry 04 i poniżej 03.
PIGMENTACJA: Bardzo delikatna - po nałożeniu na powieki kolor jest praktycznie niewidoczny a cały efekt dają drobinki.
KONSYSTENCJA: Żelowa chociaż nie jest to taki stały żel tylko płynny. Dosyć szybko wysycha jednak jak poszalejemy z ilością warstw to trzeba chwilę poczekać, żeby się nie odbił.
UŻYTKOWANIE: Bardzo przyjemne. Właściwie jedyne co musisz zrobić to załączonym pędzelkiem nałożyć na powieki;)
WSPÓŁPRACA Z INNYMI KOSMETYKAMI: Świetna - dobrze nakłada się na nakremowaną powiekę, na bazę, puder, podkład, cienie, inny eyeliner, kredkę i co tylko nadaje się do położenia na powiekę. Nie koliduje również z tuszem.
TRWAŁOŚĆ: Rewelacyjna - jest nie do zdarcia - nie osypuje się i nie znika. Niezłomnie trwa na powiece cały dzień:)
EFEKTY: Rewelacyjnie podkreślone i rozświetlone oko.
ZAPACH: W opakowaniu chemiczny, przypomina klej dla dzieci ale po nałożeniu niewyczuwalny
SMAK: Nie próbowałam;)
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
DEMAKIJAŻ:  Bardzo prosty i przyjemny jednak  trzeba uważać, żeby drobinki nie dostały się pod powiekę i nie podrażniły jej.
OPAKOWANIE: Plastikowa, bezbarwna buteleczka ze złotą, również plastikową zakrętką w której na stałe zamontowany jest pędzelek.
WYDAJNOŚĆ: Dla mnie bardzo dobra chociaż obiektywnie rzecz ujmując niska. Eyelinera dosyć szybko ubywa w buteleczce jednak biorąc pod uwagę, że jest to glitter bardziej prawdopodobne jest, że się zepsuje niż, że go zużyjemy do końca.
APLIKATOR: Cienki, sylikonowy pędzelek zamontowany na stałe w zakrętce. Pędzelki są mało precyzyjne a ten z fioletowego jeszcze mocno się rozcapierzył w trakcie użytkowania jednak to również mi nie przeszkadza bo przecież nie rysuję nimi cienkich i delikatnych kresek.
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
 MASA: 4,7g
CENA: około 12zł
OCENA:  5/6

Podsumowanie: Jestem jak sroka - zobaczyłam błyskotkę u znajomej i musiałam kupić;) Eyelinery mnie zachwyciły swoim wyglądem na sklepowej półce i nie mogłam się zdecydować, który chcę więc wzięłam 2 a na mojej wishliście wylądowały pozostałe kolory. Szczególnie spodobał mi się brąz z zielonymi drobinkami... Na pewno będzie mój;)

poniedziałek, 30 maja 2011

Reanimacja żelowego eyelinera

Od jesieni ubiegłego roku posiadam w swojej kolekcji eyeliner w żelu marki Essence z limitowanej edycji Denim Wanted. Posiadałam obie wersje:
01 Vintage Style
oraz 
02 Fivepocket Grey
ale wersja czarna (01) wylądowała już dawno w koszu ze względu na to, że eyeliner wysechł zanim zdążyłam go otworzyć (leżał 2 może 3 miesiące w zamkniętej kosmetyczce umieszczonej na dnie szafki), tak, że po otwarciu nie lada mnie zaskoczył wypadając ze słoiczka. Udało mi się, przy wielu mękach, użyć go może 5 razy ale skoro nawet płyn do cieni KOBO nie pomagał a próby dodania płynu micelarnego spełzły na niczym więc ze smutkiem, ale jednak, się z nim pożegnałam. Wersja szara, ponieważ nie wyschła tak bardzo, pozostała w mojej kosmetycznej szufladzie. Muszę, się przyznać, że jak dotąd nie używałam szarego eyelinera zbyt często ze względu na to, że jest twardy i dosyć ciężko się nim maluje. Prezentował się on tak:
A linia nim namalowana tak:

Dzisiaj jednak po wielu przemyśleniach postanowiłam go odświeżyć za przykładem podanym w filmiku katOsu:
**Reanimacja żelowego eyelinera**
Tak jak w filmiku przygotowałam wszystkie niezbędne rzeczy:
Użyłam sylikonowej bazy (około połowy testera) z Sephory (pisałam już o niej TUTAJ) - katOsu także o niej wspomina w swoim filmiku.
Poza wymienionymi rzeczami proponuję przygotować jeszcze kilka wykałaczek - najlepiej dwie tak "w razie gdyby" i jakieś małe pudełeczko. Ja użyłam z próbek z Douglasa:
Tutaj na zdjęciu porównałam je do użytej strzykawki aby było widać jakie jest małe.


Głównym problemem jaki miałam w trakcie zabiegu było połączenie sylikonowej bazy z mixing medium (gliceryną wymieszaną z wodą). Także sama gliceryna (mam 86%) nie chciała się mieszać ale w trakcie mieszania baza z mętnej zrobiła się przezroczysta więc stwierdziłam, że się wymieszało;) Jednak po przełożeniu mieszaniny do eyelinera wszystko ładnie się połączyło i nie powodowało żadnych dodatkowych problemów.


Tak prezentował się eyeliner już po ogrzaniu ale jeszcze ciepły:
Co mnie bardzo zadziwiło to, to że eyeliner nie osiągnął tak obiecywanej kremowej konsystencji a stał się plastyczną masą i przypomina porządnie rozgrzaną w dłoniach plastelinę ale widać taki jego urok bo od początku nie był kremowy a taki waśnie plastyczny.

Tak oto prezentuje się liner po wystygnięciu i uklepaniu go pędzelkiem:



A tak linia nim namalowana:


Linia po prawej to ta namalowana przed "reanimacją" a dwie po lewej to linie już po;)


Do malowania użyłam nowego, bardzo miękkiego pędzelka ze stałej oferty Essence:

Na koniec - jeszcze jedna niespodzianka: eyeliner po reanimacji stał się niesamowicie trwały i wodoodporny. Nie wiem jak z trwałością w ciągu dnia na powiekach ale po około dwóch godzinach na ręce nic mu nie było. Ani odrobinę nie ruszyła go też zimna ani ciepła woda. Ciepła woda z mydłem tylko odrobinę naruszyła jego intensywność. Dopiero mleczko do demakijażu Nivea 2 w 1 i pocieranie dało mu radę.



Muszę go jeszcze porządnie przetestować na powiekach i sprawdzić nakładanie. Mam nadzieję, że w końcu pojmę jak posługiwać się ściętym pędzelkiem;)


A Wy jak radzicie sobie z zaschniętymi eyelinerami?
Reanimowałyście już jakiś w ten sposób?
Jak Wam poszło?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...