Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyk wodoodporny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyk wodoodporny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 września 2012

Słoneczne treningi;)

Dzisiaj nadszedł czas na drugą z recenzji kosmetyków do opalania DAX Sun przekazanych mi w ramach współpracy, o której informowałam Was TUTAJ więc bez zbędnego rozgadywania przejdę od razu do rzeczy;)

DAX Sun
SPORT Balsam do opalania
 Bardzo wysoka ochrona SPF 50+ UVA UVB

OBIETNICE PRODUCENTA:

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Delikatny, świeży, roślinny. Po rozprowadzeniu na ciele staje się trochę bardziej intensywny niż w opakowaniu jednak nie jest nachalny. Dosyć długo się utrzymuje po aplikacji.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA: Biała ale złamana odrobiną żółci. Po rozprowadzeniu staje się przezroczysty i w ogóle nie bieli, nie brudzi też ubrań - REWELACJA:)
KONSYSTENCJA: Kremowa, bardziej gęsta niż typowego balsamu do ciała ale delikatniejsza niż kremu. Nie zmienia konsystencji pod wpływem ciepłoty ciała. Szybko się wchłania i nie powoduje błyszczenia skóry - kolejny zachwyt;)
DZIAŁANIE: Tutaj muszę przyznać, że praktycznie zgodne z obietnicami producenta.
W kwestii ochrony przeciwsłonecznej nie mam mu nic do zarzucenia - w słońcu mniejszym i większym skóra jest doskonale chroniona i nie przejawia najmniejszych objawów negatywnego wpływu promieni słonecznych. Ba! Skóra w ogóle nie przejawia jakichkolwiek oznak kontaktów ze słońcem, jakbym cały czas chodziła w grubym swetrze albo po prostu siedziała w domu;)
Co do ochrony i naprawy DNA skóry ciężko mi się wypowiedzieć bo specjalistycznych badań laboratoryjnych nie przeprowadzałam a gołym okiem to raczej nie da się czegoś takiego ocenić. Z resztą nie będę ukrywać, że sceptycznie podchodzę do takich obietnic.
Intensywne nawilżenie - ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat ponieważ zawsze nawilżam skórę wieczorem po kąpieli a balsam stosuję rano jednak po jego nałożeniu, skóra jest gładka, miękka i satynowa w dotyku.
Wodoodporności tego kosmetyku nie miałam okazji dokładniej sprawdzać więc muszę wierzyć na słowo;)
W kwestii nie powodowania podrażnienia fototoksycznego producent także wywiązuje się z obietnic. Nie zauważyłam aby ten preparat miał jakikolwiek niekorzystny wpływ na moją skórę.
Co do obietnicy iż kompozycja zapachowa jest bez alergenów - również muszę w nią wierzyć na słowo jednak biorąc pod uwagę bardzo delikatny zapach bez wyraźnych nut perfumeryjnych nie mam większych zastrzeżeń.
Dodatkowym atutem przemawiającym za tym balsamem jest fakt że pozostawia skórę matową i w ogóle się nie lepi. Nie jest również tłusty.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: BRAK:)
OPAKOWANIE: Fikuśna, przypominająca kroplę płaska tubka stawiana zakrętce. Zamknięciem jest wysuwany po przekręceniu nakrętki dziubek:
Bardzo praktyczny bo mamy pewność, że nic nam się nie chcący nie otworzy, nie urwie ani nie zgubi:)
Całość opakowania utrzymana jest w niebiesko-biało-pomarańczowej kolorystyce. Niestety plastik, z którego wykonana jest tuba jest zbyt twardy więc wydobycie zawartości wymaga użycia siły.
POJEMNOŚĆ: 150ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 30zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam w ramach współpracy.
OCENA: 5,5/6
Podsumowując: Zdecydowanie jest to najlepszy kosmetyk z filtrem jaki miałam przyjemność dotąd używać. Fakt, że nie bieli, nie brudzi i się nie klei sprawił, że z przyjemnością po niego sięgam. Polecam go wszystkim, którzy nie stosują filtrów ze względu na powyższe skutki uboczne - ten kosmetyk rozwiązuje wszystkie takie problemy. Myślę, że jeszcze wielokrotnie będę go kupować ponieważ nie tylko ja jestem z niego zadowolona ale moja męska połówka też;)
Produkt ten dostałam w ramach współpracy od firmy DAX Cosmetics jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

piątek, 7 września 2012

Na dwoje babka wróżyła...

Jakiś czas temu pisałam Wam, że nawiązałam współpracę z Dax Sun. Jak to dokładnie wyglądało mogliście przeczytać TUTAJ.
Kosmetyki dostałam w idealnym czasie - akurat kończyły mi się aktualne filtry więc testy zaczęłam praktycznie od razu. Teraz nadszedł czas abym wreszcie przedstawiła swoje wrażenia.
Jako pierwszy przedstawię Wam:

DAX Sun
Ochronny krem do twarzy na słońce
Bardzo wysoka ochrona SPF 50+ UVA UVB

OBIETNICE PRODUCENTA:

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo delikatny, kremowy jakby z nutą syntetycznych owoców. Po rozprowadzeniu staje się intensywniejszy niż w opakowaniu jednak nie przeszkadza.
SMAK: Nie żebym specjalnie próbowała ale przypadkiem posmarowałam sobie nim wargi więc wiem, że jest taki typowy jak dla kremów. bez specjalnego, charakterystycznego posmaku.
BARWA: Biała ale złamana odrobiną żółci. Po rozprowadzeniu staje się przezroczysty i nie bieli - więc już wtedy wywołał u mnie zachwyt:)
KONSYSTENCJA: Kremowa ale lekka. Bardziej przypomina balsam do opalania niż typowy krem. Nie zmienia konsystencji pod wpływem ciepłoty ciała. Szybko się wchłania i nie przetłuszcza skóry - kolejny zachwyt;)
  DZIAŁANIE: W większości zgodne z obietnicami producenta jednak mam kilka uwag.
W kwestii ochrony przeciwsłonecznej nie mam się do czego przyczepić - w słońcu mniejszym i większym skóra jest doskonale chroniona i nie przejawia najmniejszych objawów negatywnego wpływu promieni słonecznych.
Co do ochrony i naprawy DNA skóry ciężko mi się wypowiedzieć bo specjalistycznych badań laboratoryjnych nie przeprowadzałam a gołym okiem to raczej nie da się czegoś takiego ocenić. Z resztą nie będę ukrywać, że sceptycznie podchodzę do takich obietnic.
Intensywna pielęgnacja - pielęgnacja tak ale czy intensywna to nie wiem. Krem dobrze nawilżył moją mieszaną skórę bez wywołania nadmiernego błyszczenia (skóra nie była matowa i posiadała lekki połysk) jednak gdy zdarzyło mi się go nałożyć na uprzednio zastosowany krem na dzień nie zanotowałam zbytniego obciążenia i przetłuszczenia skóry. Myślę, że dla skóry suchej mógłby być zbyt lekki i wymagałby wzmocnienia działania nawilżającego przez zastosowanie innego kremu. Regeneracji i ochrony przed starzeniem nie zanotowałam ze względu na zbyt krótki okres użytkowania na twarzy.Z tego samego względy nie mogę również ocenić zapychania ani podrażniania skóry.
W wodoodporność tego kosmetyku muszę wierzyć na słowo bo nie miałam okazji tego dokładniej sprawdzać.
Co do obietnicy iż kompozycja zapachowa jest bez alergenów - również muszę w nią wierzyć na słowo jednak biorąc pod uwagę bardzo delikatny zapach bez wyraźnych nut perfumeryjnych nie mam większych zastrzeżeń.
Przechodząc jednak do sedna sprawy i do obietnicy, iż nie powoduje podrażnienia fototoksycznego muszę stwierdzić, że producent minął się tutaj z prawdą. Już przy pierwszym użyciu pod wpływem działania promieni słonecznych krem wywołał bardzo duże łzawienie z oczu, ich szczypanie oraz katar. Będąc jednak sceptykiem postanowiłam zrobić do niego jeszcze jedno podejście i pomimo tego, że przy nakładaniu ominęłam okolice oczu szerokim łukiem to niestety efekt był podobny z tym, że bardziej nasilony (ogromne łzawienie i szczypanie oczu, katar cieknący z nosa i zatkane zatoki). Po tych doznaniach porzuciłam testy na twarzy i zaczęłam używać go na ciało: szyja, dekolt, ręce i nogi.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. Nawet biorąc pod uwagę to, że stosowałam go na ciało a nie na twarz muszę przyznać, że wystarczył mi na dosyć długo.
SKUTKI UBOCZNE: Niestety pod wpływem światła słonecznego wywołał u mnie fotoalergię w postaci łzawienia i strasznego pieczenia oczu. Podejrzewam, że składnikiem za to odpowiedzialnym jest "Butyl Methoxydibenzoylmethane" ponieważ reakcję alergiczną zauważyłam również w przypadku innego kosmetyku zawierającego ten filtr.
Ponad to powoduje delikatne błyszczenie skóry.
OPAKOWANIE: Mała, miękka i bardzo poręczna tubeczka zamykana w bardzo praktyczny sposób klapką. Grafika opakowania utrzymana jest w niebiesko-biało-pomarańczowej kolorystyce. Na plus trzeba zaliczyć jakość wykonania napisów, które nie ścierają się w trakcie użytkowania.
POJEMNOŚĆ: 50ml.
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 16zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam w ramach współpracy.
OCENA: Brak ze względu niemożności przetestowania w wyznaczony sposób:(

Podsumowując: Pomimo tego, że pierwsze wrażenia z zastosowania tego kremu były bardzo obiecujące (nie bieli i nie powoduje nadmiernego błyszczenia) jego fototoksyczność dosłownie zdyskwalifikowała go w moich oczach. Sama więcej po niego nie sięgnę jednak osoby, u których nie występuje alergia na kosmetyki spokojnie mogą się na niego zdecydować.

Produkt ten dostałam w ramach współpracy od firmy DAX Cosmetics jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Baywatch;)

Jako, że wróciła słoneczna pogoda postanowiłam ponownie poruszyć temat filtrów więc post będzie długi;) Mam nadzieję, że wystarczy Wam cierpliwości, żeby dotrzeć do końca;)

Pharmaceris S
Dla niemowląt i dzieci
50+ SPF UVB+UVA
powyżej 6 miesiąca
Krem Ochronny
na słońce do twarzy i ciała
wodoodporny / bezzapachowy / hipoalergiczny
Bardzo Wysoka Ochrona

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:
Zdjęcia oczywiście można powiększyć;)
 W środku znajdziemy również ulotkę ze szczegółowym opisem całej serii:)
Jego zakup pokazywałam Wam TUTAJ. Poużywałam go już trochę więc teraz czas na recenzję:) 

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Teoretycznie bezzapachowy jednak w praktyce kosmetyk pachnie słodko i chemicznie. Ten zapach coś mi przypomina ale nie potrafię skojarzyć co. W każdym razie jest przyjemny, delikatny i nie przeszkadza a po nałożeniu znika.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA: Biała, po aplikacji nadal biała ale po chwili zaczyna blaknąć i się wchłaniać więc po kilku minutach staje się praktycznie przezroczysty jednak można dostrzec delikatną białawą poświatę.
KONSYSTENCJA: Kremowa, gęsta i tłusta jednak dobrze się rozprowadza i rozsmarowuje.
DZIAŁANIE: Bez dwóch zdań zgodne z opisem producenta. Krem rewelacyjnie i bardzo długo (mi wystarcza 1 aplikacja na dzień) chroni przed działaniem nawet najmocniejszych promieni słonecznych a przy tym dba o skórę: łagodząc podrażnienia i pięknie nawilżając. Nie można też pominąć rewelacyjnego wpływu na okolice oczu - przez 3 bardzo intensywne w wysiłek dni i przy małej ilości snu co rano nakładałam na twarz i okolice oczu tylko ten krem i o dziwo nie miałam nawet śladu ciemnych cieni pod oczami. Nawet przebywając cały dzień na prażącym słońcu można czuć się pewnie i bezpiecznie. Dzięki temu kremowi nie mam w tym roku żadnych piegów ani przebarwień, które pojawiają się każdego lata po kontakcie ze słońcem.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra
SKUTKI UBOCZNE: Niestety sprawia, że skóra jest tłusta, bardzo się świeci i jest trochę lepka.
OPAKOWANIE: Praktyczna miękka, biała, plastikowa tuba stawiana na zakrętce z grafika w kolorach srebra, czerni, niebieskości i pomarańczu.
POJEMNOŚĆ: 125ml
DOSTĘPNOŚĆ: Apteki, internet.
CENA: 38,49zł
OCENA: 5/6
Podsumowując: Polowałam na normalną wersję dla dorosłych ale Panie farmaceutki doradziły mi tę wersję i muszę przyznać że jestem z niej bardzo zadowolona. Co prawda krem pozostawia skórę tłustą, lepką i świecącą ale przy tym rewelacyjnie chroni i pielęgnuje skórę a jego cena nie jest zbyt wygórowana. Myślę, że jest wart tego aby po niego sięgnąć:)

 Poza tym cudeńkiem do twarzy używam jeszcze filtrów do ciała. Oto one:

 Lirene Sensitive
Mineralna Emulsja do Opalania 30 SPF UVA/UVB
Ładnie, delikatnie, pudrowo pachnie. Na ciele zapach jest niewyczuwalny ale gdy się przyłoży nos do skóry to już go czuć. Opakowanie - praktyczna tuba wykonana z odpowiednio miękkiego plastiku, stawiana na zakrętce. Konsystencja mleczka do ciała - jest lejące, łatwo się rozprowadza, dosyć szybko wchłania. Niestety dosyć mocno bieli, bardzo brudzi ubrania i ciężko go później z nich sprać:( Chroni dobrze - nawet jeżeli spędzimy cały dzień w ostrym słońcu to skóra się nie zaczerwienia ani nie zostanie poparzona. Przy tym dobrze nawilża i pielęgnuje skórę. Można go kupić praktycznie w każdym sklepie z kosmetykami. Cena około 18zł. Pojemność 250ml.

 SUN OZON
 Mleczko do Opalania SPF 30 UVA+UVB
Zapach syntetyczny, odrobinę cytrusowy z wyczuwalną nutą alkoholu. Barwa biała ale na ciele robi się praktycznie bezbarwny, zostawia jedynie delikatną białą poświatę. Konsystencja mleczka do ciała - lejąca, szybko się wchłania, nie jest tłuste i jedynie odrobinę się lepi. Wydajność OK, chociaż mniejsza niż standardowego balsamu do ciała. Opakowanie to dosyć miękka, pomarańczowa, płaska butelka z wcięciami po bokach z granatowo-żółto-białą grafiką, zamykana klapką. Łatwo ją postawić na zatyczce dzięki czemu bez problemu można zużyć je do końca. Chroni bardzo dobrze i długo przed zaczerwieniami i poparzeniami a przy tym całkiem przyjemnie pielęgnuje. Nie zauważyłam negatywnego wpływu alkoholu na moją skórę ale może to dlatego, ze nakładam go zawsze na balsam do ciała. Do kupienia praktycznie w każdym Rossmannie (niestety nie we wszystkich widziałam ten numerek filtra). Cena około 18zł ale w promocji 6,99zł - rewelacja! Pojemność 200ml.

Dla mnie mleczko Sun Ozon zdecydowanie wygrywa z mleczkiem Lirene ze względu na cenę w promocji (promocje są praktycznie co 2 tygodnie), brak efektu "córki młynarza" i nie brudzenie ubrań. Zakupiłam już jego drugą butelkę z filtrem 20 na zapas i myślę, że w przyszłym roku też będą mi towarzyszyły:)

A Wy dbacie o zabezpieczenie skóry przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych czy wręcz przeciwnie uprawiacie leżing i smażing bez zabezpieczeń?
Jakich używacie filtrów?

sobota, 5 maja 2012

Flirtując ze słońcem;)

Tydzień temu w piątek, żaliłam się na facebooku, że wypadł mi nagły wyjazd do mamy a ja nie mam w domu ani odrobiny filtra, żeby się nim posmarować. Zrobiłam nawet nalot na pobliską aptekę, jednak okazało się, że nic nie ma:( Udało mi się wybłagać męża, choć nie lubi robić dla mnie zakupów na zamówienie i kupił mi filtr do ciała. W drodze do  domu nawiedziłam wszystkie apteki jakie napotkałam i w końcu cudem udało mi się kupić filtr do twarzy.
Moim łupem padły:
1. Soraya Balsam do opalania SPF 30 Wodoodporny Ultranawilżający - Zapach: bardzo słodki, trochę owocowy i przyjemny. Barwa: delikatnie żółtawa, pastelowa, jest nieprzezroczysty ale nie bieli. Konsystencja: gęsta i zwarta ale nie zbita, nadal jest to balsam a nie masło, nie rozpuszcza się w kontakcie z ciepłą skórą ale łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Cena: nie wiem ile kosztował bo mąż mi go kupił.
Bardzo dobrze mi się z nim współpracuje. Przebywając w nim cały dzień na słońcu (bez poprawek) złapałam odrobinkę koloru (taką odrobinkę, że ja ją widzę a inni to różnie) ale nie stało mi się nic złego. Właściwie muszę przyznać, że już mi się kończy bo zostało około 1/4 bo przez ostatni tydzień smarowałam się nim codziennie. Co prawda na zastępstwo kupiłam już inny ale myślę, że jeszcze do mnie wróci tego lata;)

2. Ziaja Sopot Sun Krem Przeciw Zmarszczkom SPF 30 - Zapach: bardzo delikatny, kremowy, praktycznie niewyczuwalny. Barwa: biała nieprzezroczysta, po nałożeniu może zostawiać białe smugi ale ja wtedy ponownie go rozsmarowuję i znikają. Konsystencja: gęsta  ale lekka jak prawie ubita śmietanka. Cena: 8,50zł (co widać na zdjęciu).
 Muszę przyznać, że jego zakup był zupełnie nieplanowany i dokonany z braku innego wyboru. Nawiedzając wszystkie apteki jakie spotkałam jadąc do mamy miałam do wyboru filtr 50+ SVR za 50zł albo to. Nie kupiłam SVR tylko dlatego, że nie miał określonego rodzaju skóry do jakiej jest przeznaczony a ja planuję zakup Filtra 50+ Iwostinu do cery mieszanej i tłustej ale do rzeczy. Krem jest przyjemny, łatwo się nakłada i rozprowadza, dobrze chroni bo nie czuję reakcji na polikach, które bardzo szybko reagują na słonko zaczerwienieniem i pieczeniem oraz dosyć szybko wchłania. Jak już wcześniej zaznaczyłam nie bieli zbyt mocno. Co prawda nie jest przeznaczony do skóry mieszanej ale nie tłuści na tyle żebym się świeciła jak latarnia a w miarę noszenia nawet matowieje. Ciężko go upudrować do matu ale mi po tym jak w zimie wysuszyłam się na sucharka połysk nie przeszkadza. Obawiam się jednak, że dla skóry bardziej dojrzałej byłby zbyt delikatny i nie sprawdziłby się w roli kremu przeciwzmarszczkowego. Co do skutków ubocznych to podejrzewam go, że szczypie w oczy ale nie mogę stwierdzić tego na 100% bo ostatnio oczy pieką mnie od wszystkiego (dzisiaj od Pronto). Na razie ze mną zostanie bo szybko się zużywa więc prawdopodobnie uda mi się go zużyć zanim dostanę filtr Iwostinu.

A Wy stosujecie filtry?
Jakie?

poniedziałek, 26 września 2011

Hawajskie Tropiki

Hawaiian Tropic
spf 40 UVA/UVB protection
Lip Balm

OBIETNICE PRODUCENTA: Na opakowaniu są tylko wytyczne co do stosowania. Balsam opakowany był również w tekturkę ale wyrzuciłam ją od razu p zakupie więc niestety nie mogę Wam jej pokazać.

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki, ziołowy, czuć w nim sporo mięty pieprzowej. Bardzo przyjemny:) Poza zapachem balsam ma też bardzo słodki, trochę ziołowy smak.
BARWA: W opakowaniu kremowa, na ustach bezbarwna ale zbiera się w załamaniach, w kącikach i na styku warg jako białe farfocle.
KONSYSTENCJA: Dosyć twarda. Sztyft jest dużo bardziej zbity niż wszystkie pomadki do ust jakich do tej pory używałam. Dodatkowo na ustach tworzy mocno wyczuwalną, niezbyt przyjemną warstwę. Mi ta warstwa bardzo przeszkadza i prowokuje do gryzienia warg i zdzierania jej z nich.
OBIETNICE PRODUCENTA: Nie wiem dokładnie co było na tym tekturowym pudełeczku ale opiszę swoje wrażenia. Nawilża średnio, tworzy mocną ochronną warstwę. Nie wiem jak kwestia filtru ale używałam go od wiosny na zmianę z Carmexem w słoiczku i nie miałam żadnych problemów. Nie utrzymuje się zbyt długo na ustach ale to chyba przez to, że dosyć mocno przeszkadza mi ta warstwa i ściągam ją zębami.
WYDAJNOŚĆ: Dosyć dobra. Wystarczy 1-2razy przejechać pomadką do ustać i już powstaje na nich spora warstewka.
SKUTKI UBOCZNE: Nie zapobiega powstawaniu suchych skórek ani ich nie leczy.
OPAKOWANIE: Pomadka ma formę wykręcanego sztyftu co jest bardzo praktyczne i higieniczne. Opakowanie jest białe z zieloną naklejką. Dodatkowe sam sztyft jest bardzo niewielki przez co bez żadnego problemu zmieści się zarówno w kieszeni jak i nawet w najmniejszej torebce.
POJEMNOŚĆ: brak danych
DOSTĘPNOŚĆ: PEPCO
CENA: 5zł
OCENA: 3,5/6
   
Podsumowując: Nie przypadł mi zbytnio do gustu i kolejnego egzemplarza już nie kupię. Co prawda jest mały, poręczny i nie źle nawilża ale ta warstwa na ustach i zbieranie strasznie mi przeszkadza więc po co się denerwować skoro a rynku jest tyle mazideł do ust?

niedziela, 21 sierpnia 2011

Sun Care

Eveline Cosmetics
Sun Care
Ochrona DNA skóry
Wodoodporny balsam do opalania
ujędrniający
niska ochrona 10 SPF UVA+UVB

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo przyjemny jogurtowo-kawowy.
KONSYSTENCJA: Rzadka jak na balsam bardziej przypomina mleczko do ciała.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione częściowo. DZIAŁA OCHRONNIE - spełnione, moja skóra bardzo szybko reaguje zaróżowieniem na kontakt ze słońcem a po zastosowaniu tego balsamu takiej reakcji nie ma więc widać, że działa. UJĘDRNIA i NAWILŻA - nie stosuję go codziennie więc nie zauważyłam ujędrnienia ale nawilża bardzo dobrze. Mam wręcz wrażenie, że poziom nawilżania jaki daje jest dużo lepszy niż wiele drogeryjnych balsamów nawilżających i czasami ma ochotę stosować go tylko w tym celu. UTRWALA OPALENIZNĘ - Tutaj niestety nie spełnia obietnic producenta. Mam bardzo jasną karnację i opalenizna praktycznie wcale się na niej nie trzyma. Wystarczy dwa tygodnie bez przebywania na słońcu i już zaczynam blednąć. Stosowanie tego balsamu wcale nie przedłuża pobytu opalenizny na mojej skórze ale nie pomógł mi nawet balsam przedłużający opaleniznę z Yves Rocher.
WYDAJNOŚĆ: Duża chociaż wcale go sobie nie żałuję.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Standardowa tuba z praktycznym korkiem stawiana na zatyczce. Plastik nie jest przezroczysty ale po światło widać ile kosmetyku jeszcze zostało.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 15zł ale w promocjach taniej
OCENA: 4/6
 
Podsumowując: Pewnie zastanawiacie się dlaczego tak niski faktor skoro pisałam, że moja skóra szybko reaguje na słońce. Jest to uzasadnione tym, że bardzo rzadko i bardzo mało przebywam na słońcu. Poza tym wiosną i początkiem lata stosuję, zawsze kosmetyki z wyższym filtrem a późnym latem i jesienią te z mniejszym. Z tego balsamu jestem bardzo zadowolona więc na pewno jeszcze nie jednokrotnie sięgnę po kosmetyki z filtrami od Eveline.

wtorek, 31 maja 2011

ASK: O - Oriflame

Szybka notka bo i kosmetyków mało - tylko dwa tusze a i czas najwyższy odejść od komputera na chwilę;) Do marki Oriflame mam szczególny sentyment za pewien cień do powiek, który był moim ulubieńcem przez wiele, wiele lat ale niestety się skończył a jako, że został wycofany z produkcji to nie można już go zdobyć:( Liczę jednak po cichu, że może kiedyś znajdę dla niego godnego zastępcę;)

ORIFLAME
1. Wonder Lash Watrproof Mascara Black - Swojego egzemplarza użyłam dopiero raz ale wcześniej miałam okazję kilkukrotnie się nim malować u koleżanki. Tusz jest bardzo czarny, średnio gęsty i łato się nakłada. Szybko zasycha po nałożeniu ale nie ma problemu z dokładaniem kolejnych warstw. Odrobinę pogrubia i wydłuża rzęsy ale trzeba się nauczyć prawidłowo posługiwać szczoteczką, która na jednej połowie ma długie (normalne) włoski a na drugiej bardzo krótkie, więc możliwe, że kiedyś osiągnę jeszcze lepsze efekty.

Makijaż z wykorzystaniem tego tuszu jest TUTAJ;)
Tusz ma jedną podstawową zaletę i właściwie tylko z tego powodu go kupiłam - jest prawdziwie wodoodporny. Nie straszny mu deszcz, wiatr, woda ani łzy. Nawet mydło, mleczko do demakijażu ani krem nie są w stanie go ruszyć. Nie rozmazuje się, nie osypuje i nie znika. Jak dotąd zmywam go tylko dwufazowym płynem do demakijażu z Oriflame. Idealny na lato - sprawdzi się na plaży, basenie i w morzu;)
OCENA: 4,5/6
2. Waterproof Mascara Black - Kupiłam razem w Wonderem za jakieś śmieszne pieniądze bo nie wiedziałam, który z nich ma fajniejszą szczoteczkę i zdecydowanie szczoteczka z poprzednika sprawdza się lepiej. Ta szczoteczka praktycznie wcale nie rozczesuje rzęs a nawet je skleja. Na dodatek chociaż włoski są krótkie bardzo łatwo ubrudzić nią powiekę.
Tusz z rzęsami nie robi praktycznie nic - nie pogrubia, nie wydłuża i nie podkręca za to nadaje im piękny czarny kolor (ostatnio nie miałam szczęścia do tuszy i żaden nie dawał takiej ładnej czerni). Dobrze sprawdza się jako doczerniający tusz "nawierzchniowy" do nałożenia na inny, który wydłuży, pogrubi i podkręci nasze rzęsy. Konsystencja jest podobna do tuszu Wonder, tak samo wysychanie, trwałość i odporność na czynniki atmosferyczne - jest nie do zdarcia bez dwufazowego płynu do demakijażu. Dobry na lato dla lubiących delikatny i naturalny efekt.
OCENA: 2,5/6

Oglądam teraz katalog Oriflame i widzę, że pojawiły się nowe cienie a wśród nich dwa w odcieniach szarości. Myślę, że wkrótce przeczytacie o nich na blogu;)

środa, 4 maja 2011

ASK: B - bazy pod cienie i makijaż

Dzisiaj na tapecie tylko 3 kosmetyki więc nie zdążycie się znudzić;)
  1. KOBO Professional Utrwalająca baza pod pigmenty sypkie - Bardzo dobra. Cienie trzymają się jak przyspawane od nałożenia do zmycia. Dała radę nawet tragicznym, wcześniej mówionym, niebieskim cieniom z Avonu chociaż szału nie było;) Jest dobra zarówno do cieni/pigmentów sypkich jak i prasowanych. Świetnie sprawdza się gdy chcemy użyć cienia/pigmentu jako pomadki. Kiedyś zrobiłam test i nałożyłam na usta odrobinę bazy, potem pędzelkiem prasowane cienie do powiek Sensique a na to bezbarwny błyszczyk do ust. Efekt był oszałamiający - pigment trzymał się ust tak mocno, że nie ruszyło go nawet nakładanie błyszczyku pędzelkiem. Wraz z upływem czasu z ust zniknął tylko błyszczyk - cienie nienaruszone zostały na swoim miejscu. Nawet przy zmywaniu musiałam się przyłożyć;)
    Dodatkowym atutem bazy jest to, że podbija ukryte tony i jeżeli na nasz cień/pigment składa się kilka różnych zmieszanych kolorów to po nałożeniu z tą baza może nas zaskoczyć jego kolor;)
    Wydajność - produkt jest tak straszliwie wydajny, że nie wiem czy zdołam go kiedykolwiek wykończyć. Na powiekę wystarczy jedna maleńka kropelka a czasem nawet to okazuje się za dużo i trzeba czekać z nałożeniem cienia, aż przyschnie.
    Nakładanie jest trochę kłopotliwe dlatego warto zarezerwować sobie trochę więcej czasu na makijaż z jej użyciem.

    OCENA: 5/6
  2. APC Wodoodporna Baza pod Makijaż - Jest to produkt bardzo kontrowersyjny ze względu na to, ze trzeba nauczyć się nią posługiwać i nakładać a powieki. Ja używam jej jako bazy pod cienie i nigdy nie nakładałam jej na całą twarz.
    Baza ma konsystencję wazeliny, tak samo wygląda i się zachowuje. W zasadzie od wazeliny różni ją tylko działanie - o ile nie nałożymy jej za dużo.
    Co do nakładania to jak pisałam wyżej - trzeba nabrać wprawy. Można ją nakładać tylko palcem, absolutnie nie radzę stosować pędzla, bo nie mamy w nim wyczucia i zawsze nałożymy zbyt dużo. Odrobinka na paluszek a potem dokładnie rozsmarować na powiekach. Nadaje się pod podkład/korektor lub na - bez różnicy, zawsze działa tak samo. Można też stosować samą ale ze względu na to, że jest bezbarwna nie wyrówna nam kolorytu powieki tak jak np. baza z Joko.
    Po wprawnym nałożeniu kosmetyk spisuje się świetnie - podbija kolor i utrwala na cały dzień (w sensie od nałożenia do zmycia). Cienie nie migrują, nie zjeżdżają i nie zbierają się w załamaniu chociaż zdarza się im stracić odrobinę na intensywności ale na pewno nie tak jak bez niej. Jeżeli jednak przedobrzymy z ilością bazy otrzymamy efekt przeciwny do zamierzonego - cienie bardzo szybko rozpłyną się i zbiorą w załamaniu zupełnie jakbyśmy nałożyli je na wazelinę.
    Jest bardzo wydajna i ma poręczne oraz trwałe opakowanie zamykane na zatrzask (nie zakręcane).
    Podsumowując - teraz jestem z niej zadowolona ale na początku zupełnie nie mogłyśmy się dogadać;)

    OCENA: 4/6
  3. SEPHORA Sublimateur de Teint [Smooothing Primer], Wygładzająca baza pod makijaż - Bardzo rzadko używam takich baz dlatego nie kupiłam pełnowymiarowego opakowania tylko posiłkuję się testerami. Miałam już sylikonową bazę z Hean (to była moja pierwsza w życiu baza i to dawno) i z Inglota (zupełnie się na niej zawiodłam) ale ta jest z nich najlepsza. Pięknie wygładza cerę, tuszuje pory i matuje a na dodatek przedłuża trwałość makijażu. Stosowałam ją pod podkład matujący Yves Rocher i nie miałam żadnych problemów z jego nakładaniem - żadnego rolowania ani rozjeżdżania, co przecież jest chlebem powszednim u baz sylikonowych.
    Jak kiedyś będę robiła makijaże nie tylko sobie i będę potrzebowała takiego cudeńka to kupię pełnowartościowe opakowanie.

    OCENA 4/6

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...