Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beautyblender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beautyblender. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2020

poniedziałek, 17 grudnia 2018

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Jak wyprać BeutyBlender za pierwszym razem?

Witajcie Kochani,
Po bardzo intensywnym tygodniu mam dla Was kolejny filmik. Długo nad nim pracowałam i sporo kosmetyków przetestowałam, czego o mało nie przypłaciłam życiem gąbki ;)


wtorek, 14 sierpnia 2018

BEAUTYBLENDER Oryginal, PRO, Bubble i Red Carpet - wstępne porównanie

Witajcie,
Jako, że kolekcja moich Beautyblenderów osiągnęła jakąś irracjonalną wielkość pomimo tego, że zaczęłam ich używać niespełna miesiąc temu, czas coś o nich napisać. Gdy pierwszy raz o nich usłyszałam (wtedy była tylko wersja Oryginal i Pure) zastanawiałam się czym się różnią. Teraz czas odpowiedzieć na to pytanie.


wtorek, 31 lipca 2018

BLEND IT! vs. BEAUTYBLENDER - wstępne porównanie

Witajcie,
Wielka sława gąbek Blend It! chyba już powoli przemija ale ja przychodzę jeszcze z porównaniem nowego dla mnie jajeczka z kultowym Beauty Blenderem. Mam nadzieję, że komuś to się jeszze przyda ;)
Zapraszam :)


MARKA: Blend It!
MODEL: Marble White
CENA: 29,90 zł


MARKA: Beauty Blender
MODEL: PRO, Red Carpet, Original
CENA: 69 zł


Gąbeczka Bend It! zapakowana jest w woreczek strunowy, który moim zdaniem jest rozwiązaniem całkiem OK, bo choć nie chroni jej przed zgnieceniem w trakcie transportu, to pozwala na zapakowanie mokrej, co czasami może się przydać.
Beauty Blender natomiast kupujemy w plastikowym słoiczku, który co prawda chroni go przed uszkodzeniem ale mieści jedynie dobrze wysuszone jajko.
Oba opakowania są na swój sposób praktyczne i miłe dla oka.

Od lewej: 2 suche Beauty Blendery, sucha Blend It! i mokry Beauty Blender

Przejdźmy jednak do rzeczy.
NA SUCHO:
Gąbeczka Blend It! różni się odrobinę kształtem od Beauty Blendera, który rzeczywiście swym wyglądem przypomina jajko. Jest od niego bardziej okrągła, jak taka napakowana kropla wody i odrobinę większa, choć na zdjęciu słabo to widać.
W konsystencji jest od niego bardziej zwarta, jakby upchano w niej więcej materiału na podobnej powierzchni i mocniej odbija.

W TRAKCIE MOCZENIA:
Obie gąbeczki powiększają swoje rozmiary stopniowo. Blend It! Potrzebuje więcej wody aby dobrze nasiąknąć oraz więcej zgniatania i więcej siły przy odciskaniu aby pozbyć się nadmiaru płynu.

Od lewej: suchy Beauty Blender, mokra Blend It!, mokry Beauty Blender i suchy Beauty Blender.

NA MOKRO:
Mokra Blend It! jest sporo większa i bardziej okrągła od mokrego Beauty Blendera, ale nadal bardziej zwarta, stawia trochę większy opór przy zgniataniu oraz jest cięższa. Różnica w wielkości jest jeszcze bardziej widoczna niż na sucho, gdyż Blend It! o wiele bardziej powiększa swoje rozmiary. Zatrzymuje też w sobie więcej, wody więc jest bardziej wilgotna. Oba jajka ładnie odbijają, jednak Blend It! daje głośniejszy dźwięk jak w trakcie odbijania piłeczki. Zaznaczam jednak, że nie jest to głośne "plask!".

W TRAKCIE WYSYCHANIA:
Obie gąbki dosyć szybko oddają wilgoć, jednak Beauty Blender robi to równomiernie natomiast Blend It! szybciej oddaje wilgoć z powierzchni i po jej zgnieceniu czuć jeszcze, że w środku znajduje się mokry rdzeń. Oba jajka dosyć szybko zaczynają wracać do pierwotnego suchego kształtu i już po kilku godzinach widać ich pomniejszenie, jednak Blend It! schnie o wiele dłużej i w chwili kiedy Beauty Blender jest już suchy Blend It! nadal jest wilgotna.

Niestety jest to już koniec moich wstępnych obserwacji. Bardziej zagłębiać się w temat nie chcę i nie będę, gdyż po bardzo długiej przerwie dopiero raz użyłam Beauty Blendera a po Blend It! nawet nie miałam jeszcze okazji sięgnąć, więc cokolwiek napisała bym o ich stosowaniu nie byłoby potwierdzone doświadczeniem. Już teraz jednak dają się zauważyć dosyć znaczące różnice w wielkości i konsystencji gąbek, co na pewno będzie miało swoje odbicie w przyszłym użytkowaniu. Gdy poużywam ich dłużej, to wtedy podzielę się z Wami dokładnymi recenzjami obu jajek.

A Wy macie już swój Blend It!?
Jesteście z niego zadowolone?

wtorek, 3 lipca 2018

Akcesoria na dzień po...

Witajcie,
Czasami bywa tak, że człowiek chcąc, nie chcąc zarywa noc. Mniejsza lub większa impreza, jakieś zdarzenie losowe, wypad ze znajomymi czy TV do późnych godzin nocnych a do tego długo noszony lub wcale nie zmyty makijaż i efekt zawsze jest taki sam: zmęczona, poirytowana i nadwrażliwa skóra oraz piekące, zaczerwienione i opuchnięte oczy. Pół biedy jeżeli następnego dnia jest sposobność żeby to porządnie odespać i zostać w domu odpoczywając oraz karmiąc skórę maseczkami. Niestety nie zawsze jest taka możliwość i czasami już z samego rana trzeba opuścić błogie ramiona Morfeusza, nałożyć makijaż i wyjść do ludzi. No właśnie, a pro po makijażu czym go nakładać, żeby nie zaszkodzić skórze jeszcze bardziej i nie wyglądać gorzej niż bez niego? Dzisiaj wybrałam dla Was zestaw pędzli i akcesoriów, które są odpowiednio delikatne aby wykonywanie nimi makijażu właśnie w takie dni nie było przykre.



Jeżeli jesteście ciekawi co takiego trafiło do dzisiejszego zbioru to zapraszam do dalszej części posta.
Miłego czytania :)

sobota, 15 marca 2014

BeautyBlender - wrażenia po

Przeszło rok temu z radością oznajmiłam Wam, że po długich przemyśleniach i kalkulacjach weszłam w posiadanie słynnego jajka BeautyBlender - KLIK KLIK. Dzisiaj kiedy dobija już prawie pół roku odkąd przestałam go używać, a emocje po tym rozstaniu opadły czas najwyższy na wszelkie wnioski.
                                                      
                                                 
Oczywiście zaraz po zakupie jajko musiało swoje odleżeć i się uleżeć. Przez kilka tygodni leżało sobie w pudełeczku a ja chodziłam wokół niego, oglądałam go i dotykałam ale nie używałam. Zupełnie nie wiem dlaczego lecz mam tak ze wszystkim co kupuję ;)
                                      
Suchy BeautyBlender w porównaniu do pen drive:
                                               
O użytkowaniu BeautyBlendera powiedziano i napisano w sieci już chyba wszystko aczkolwiek i ja nie oszczędzę Wam swoich wniosków. Przed użyciem piankę (bo to pianka a nie gąbka) należy dokładnie zmoczyć w chłodnej wodzie i wtedy z miękkiej staje się ona super miękka oraz znacznie powiększa swoje rozmiary, a na koniec porządnie odsączyć. Ja zazwyczaj w pierwszym etapie ją wyciskałam, potem odsączałam w normalny ręcznik a na koniec w ręcznik papierowy.
Tak przygotowanym jajkiem nakładałam podkład oraz czasami puder i chodź sposób ten nie podbił mojego serducha to muszę przyznać, że jest on całkiem przyjemny zwłaszcza w upalne dni.
Przy nakładaniu podkładu bb spisuje się dobrze choć niezbyt zachwycająco. Rozprowadza go dokładnie i równomiernie ale taki sam efekt dają mi pędzle, które są jednak znacznie tańsze, łatwiejsze w utrzymaniu czystości a przede wszystkim długowieczne. Zauważyłam również, że są podkłady, które ot tak po prostu z jajem nie współpracują i tak czy siak po pędzel sięgnąć trzeba. Nie odnotowałam za to aby pianka pochłaniała miej podkładu niż pędzel. Za każdym razem zużywałam go tyle samo a nawet mam wrażenie, że czasami nawet więcej.
Do aplikacji nim korektora pod oczy podchodziłam kilka razy ale otrzymany efekt zupełnie mnie nie satysfakcjonował dlatego zostałam przy palcach.
Zdarzało mi się również nakładać za pomocą BeautyBlendera również puder. Efekt, który otrzymywałam bardzo mi się podobał jednak zdecydowanie nie jest on przeznaczony dla osób o skórze przetłuszczającej się bo nie trzyma matu.
Co do oszczędności czasu również jej nie odnotowałam. Nałożenie podkładu za pomocą bb zajmowało mi mniej więcej tyle samo czasu co pędzlem a jeżeli wezmę pod uwagę czas potrzebny na utrzymanie go w czystości to jest po prostu marnie. Dla mnie pędzel zdecydowanie wygrywają.
                                              
Wilgotny BeautyBlender w porównaniu do pen drive:
                                         
To by było na tyle w kwestii działania i efektów a teraz czas na żale.
Po około 9-ciu miesiącach posiadania jaja, co nie jest równoznaczne z jego użytkowaniem, gdyż tak jak pisałam wcześniej najpierw musiało swoje odleżeć, a później używane było sporadycznie max 3 razy w tygodniu, zauważyłam na nim czarne plamki powiększające się wręcz z dnia na dzień. Dość szybko wpadłam na pomysł, że to może być pleśń i zgłosiłam się z tym problemem do dystrybutora, który po przeszło dwóch miesiącach od zgłoszenia stwierdził, że powstała ona z mojej winy, gdyż do pielęgnacji pianki nie używałam BeautyCleansera, a ponad to nie może uznać reklamacji, gdyż upłynęło 9 miesięcy od zakupu, a oni gwarantują działanie pianki jedynie przez pół roku.
Zgłaszając się do dystrybutora spodziewałam się takiej odpowiedzi i nie byłaby ona dla mnie kontrowersyjna, gdyby nie ściana milczenia z jaką spotkałam się po zgłoszeniu problemu.
Najpierw wysłałam maila, na którego nie dostałam odpowiedzi a potem to samo zgłoszenie przesłałam przez facebooka i na nie również nie było żadnego odzewu. Dopiero po upływie miesiąca i stanowczym domaganiu się odpowiedzi dostałam lakoniczną informację, że mój problem został przekazany do producenta. Niby ok, tylko, że potem znowu nastało milczenie i pomimo moich facebookowych zapytań oraz telefonów ostateczną odpowiedź otrzymałam dopiero w połowie stycznia, choć przez telefon obiecywano mi ją najpierw przed świętami a potem do końca roku. Jako klient jestem ogromnie rozczarowana i zrażona taką postawą.
                                                    
Jajo suche.
                                       
Jajo mokre.
                                   
Podsumowując: Jestem skonfundowana tym gadżetem. Z jednej strony jest on "fajny" a z drugiej strony zupełnie nie spełnił moich oczekiwań. Za taką cenę oczekiwałam efektu WOW ale się go nie doczekałam. Mogłam mieć za to fajny pędzel a nawet dwa a w zamian otrzymałam cudaka stanowiącego dla mnie zagrożenie mikrobiologiczne. Podejście dystrybutora również mocno mnie rozczarowało dlatego czarno widzę moje dalsze przygody z BeautyBlenderami.
Na razie jestem zdecydowanie na NIE.

sobota, 23 lutego 2013

O jajkach słów kilka...

Skuszona pozytywnymi recenzjami w sieci i wiedziona ogromną ciekawością postanowiłam w końcu zakupić osławiony BeautyBlender. Cena trochę zaporowa ale stwierdziłam, że urodziny to dobra wymówka a pomysł zaczerpnięty od Marty i Kr00pki na zakup duopacka we dwie osoby już całkowicie ten wybryk usprawiedliwi ;)
Decyzja - super ale realizacja okazała się o wiele trudniejsza. Najpierw musiałam znaleźć druga taką szaloną osobę jak ja, która pokusi się na wspólny zakup i tutaj na szczęście dosyć szybko przyszła mi z pomocą 45 stopni, a następnie trzeba było odczekać 1,5 miesiąca aż zestawy przypłyną do nas z USA bo akurat zabrakło... Na szczęście na Walentynki pojawiły się zarówno duopacki jak i promocje. Akcję zakupu mocno wspomogła darmowa wysyłka i pojawienie się zestawów limitowanych: BeautyBlender + BeautyBlender Pure.
Po załatwieniu zakupu, opłaceniu go, odczekaniu kilku dni i odebraniu paczki od listonosza moim ukazał się taki widok:
                         
Odkąd odkryłam istnienie dwóch rodzajów BeautyBlendera zastanawiałam się czym poza kolorem one się od siebie różnią. Szybciutko więc wydobyłam oba jajeczka z opakowania i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jednak nie są identyczne. Z resztą zobaczcie sami:
1. Różnica oczywista i widoczna na pierwszy rzut oka: BeautyBlender Pure jest biały a nie różowy. Nie jest to jednak śnieżna biel jak mogłoby wynikać ze zdjęcia a delikatnie złamana w stronę kremu. Najlepiej widać to po zestawieniu gąbeczki z czystą, białą kartką.
2. BeautyBlender Pure jest odrobinę mniejszy od wersji klasycznej. Początkowo wydawało mi się, że to złudzenie optyczne związane z tym, że klasyczny BeautyBlender poraża swą różowością (wierzcie mi, że żadne zdjęcie nie oddaje tej barwy) a jego kolor aż promieniuje wokół ale jednak nie.
3. BeautyBlender Pure jest trochę bardziej zwarty i "twardy" w dotyku. Sprawia wrażenie, że jest to "skondensowana" wersja, tak jakby ktoś próbował upchnąć standardowy BeautyBlender w mniejszej przestrzeni.
4. BeautyBlender Pure jest mniej porowaty od klasycznego co wydaje mi się być logicznym skutkiem dwóch poprzednich punktów.
                                 
To tyle na temat różnic i pierwszego wrażenia. Niestety nie jestem w stanie Wam powiedzieć nic na temat rozbieżności w działaniu czy w zachowaniu po kontakcie z wodą ponieważ nie mam porównania, bo przecież nie będę używała cudzej gąbeczki, ale tym bardziej jestem ciekawa czarnej wersji jajeczka czyli BeautyBlender PRO.
Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła przeprowadzić pełne porównanie wszystkich trzech BeautyBlenderów i dokładnie je Wam opisać :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...