Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AA. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2014

AA Sensitive Nature

Wena zupełnie mi dzisiaj nie dopisuje i długo nie mogłam się zmobilizować do napisania czegokolwiek jednak w ramach walki z niemocą postanowiłam przybliżyć Wam krem, który towarzyszy mi codziennie.
Zapraszam :)
                            
AA
Wrażliwa Natura 20+
Nawilżająco-rozjaśniający krem pod oczy
               
OBIETNICE PRODUCENTA:
Każdego dnia Twoja cera narażona jest na działanie szkodliwych czynników, które przesuszają skórę, negatywnie wpływają na jej koloryt i zdrowy wygląd. Czerpiąc z bogactwa natury, laboratorium Oceanic stworzyło Nawilżająco-rozjaśniający krem pod oczy, oparty na składnikach pochodzenia naturalnego, pozbawiony syntetycznych dodatków i parabenów, który otuli Twoją skórę naturalnym pięknem.
Jak działa krem?
- Organiczna woda z bławatka, pochodzącego z certyfikowanych upraw ekologicznych, poprawia napięcie skóry, a dzięki zawartości witaminy C także ją rozjaśnia.
- Naturalna betaina optymalnie nawilża skórę i poprawia jej elastyczność.
- Wyciąg z pestek dyni łagodzi podrażnienia i wspomaga procesy odnowy skóry.
Efekty: Skóra wokół oczu jest odpowiednio odżywiona i nawilżona.
                              
SKŁAD:
aqua, octyldodecanol, dicaprylyl ether, cetearyl alcohol, glyceryl stearate citrate, cucurbita pepo seed extract, glycerin, centaurea cyanus flower water, betaine, xanthan gum, citric acid, glyceryl caprylate, phenthyl alcohol
                            
POJEMNOŚĆ: 15ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet
CENA: Około 15zł
                                                    
                            
Kosmetyk ma formę bardzo lekkiego i błyskawicznie wchłaniającego się kremu o konsystencji przypominającej nierozlewające się mleczko do ciała więc idealnie nadaje się na okres wiosenno letni. Rozprowadza się fantastycznie, wręcz niewyczuwalnie więc nie ma obaw o naciąganie delikatnej skóry wokół oczu.
Ma biały kolor i pachnie niezbyt przyjemnie jednak jest to typowe dla kosmetyków nieperfumowanych.
                        
Producent nie składa na opakowaniu wygórowanych obietnic więc nie mam się do czego przyczepić.
Krem bardzo dobrze nawilża i odżywia wymagającą skórę wokół oczu oraz sprawia, że cienie się rozjaśniają. Wiadomo, że nie ujarzmi sińców wywołanych ostrym imprezowaniem ale niedosypianie przez kilka nocy jest w stanie ogarnąć. Odkąd go stosuję i udało mi się w miarę uregulować tryb życia to od czasu do czasu, a właściwie przez ostatnie 1-2 tygodnie zdarza mi się zapominać o nałożeniu korektora pod oczy więc to dobrze o nim świadczy ;) Stanowi również świetną bazę pod makijaż, gdyż nie przetłuszcza dodatkowo powiek i kosmetyki lepiej się trzymają.
Nie szczypie w oczy ani nie wywołuje żadnych iinych negatywnych reakcji skórno-ocznych.
                                              
                                     
Krem zapakowany jest w plastikową odpowiednio miękka tubka z typowym dla kremów pod oczy dzióbkiem. Co prawda nie jest ona przejrzysta ale pod światło spokojnie można podejrzeć ile kosmetyku jeszcze w środku zostało. Tubka znajduje się w bardzo nielubianym przeze mnie typie opakowania, czyli niestety ogromnym kartonowym pudełeczku, które spokojnie pomieściło by tubkę o pojemności 30 a nawet 50ml. Na kartoniku znajduje się skład kosmetyku, opis od producenta i zakodowana data, którą rozkodować można TUTAJ.
                        
Choć teoretycznie jestem już trochę za stara na taki krem to oceniam go bardzo dobrze i zdecydowanie będę polecała na okres wiosenno-letnio-jesienny bo jednak na zimę może być trochę za lekki.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Kosmetyczne niewypały: sierpień 2013

Od jakiegoś czasu pojawiał się a potem znikał w mojej głowie pomysł na cykl postów o kosmetycznych bublach. Mimo to zawsze coś mnie powstrzymywało i zniechęcało. Tym razem jednak w związku z tym, że kosmetyczne badziewia zalały mnie jak Morze Czerwone armię Faraona postanowiłam się nie poddawać i dać upust swoim emocjom.
Co do samego cyklu - nie będzie on pojawiał się co miesiąc bo nie chcę na siłę wynajdować bubli wśród tego co używałam. Warunkiem koniecznym do pojawienia się takiego postu będzie uzbieranie przeze mnie 5-ciu kosmetyków, spełniających wymagania do tytułu "kosmetycznego niewypału".
Dzisiaj jest ich nawet trochę więcej więc zapraszam :)
                                                                          
                                                  
FLOS LEK eye care
Dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Do demakijażu nie użyłam go ani razu ze względu na zawartość kancerogennego barwnika więc karnie oddelegowany został do mycia beautyblendera. Co prawda podkłady z niego usuwał bardzo dobrze ale niestety przefarbował moje jajo na niebiesko! Na dodatek nie wiadomo czy plamy te w ogóle kiedykolwiek zejdą. Nie szaleję jakoś z rozpaczy, jednak zastanawia mnie jak można uznać za bezpieczne w stosowaniu w okolicach oczu coś co trwale barwi gąbkę...
                                                     
POLLENA Ostrzeszów Biały Jeleń
Żel do mycia twarzy hipoalergiczny
Tak samo jak poprzednik za zawartość Cl 42090 nie trafił nigdy na twarz a został przeznaczony do mycia jaja i pędzli. Myje średnio i z większymi zabrudzeniami sobie nie radzi a dodatkowo jego używanie utrudnia paskudnie glutowata i ciągnąca się konsystencja, przez którą ciężko go wydobyć z opakowania, gdyż po puszczeniu ściśniętej butelki wciąga się z powrotem do wewnątrz. Na szczęście jest też niezbyt wydajny więc nie musiałam się z nim długo męczyć.
                                                                                 
                                                                              
 NIVEA Intimate Sensitive
Płyn do higieny intymnej
Kupiłam go z ciekawości bo zawsze tylko Lactacyc i Lactacyd czasami zdradzany z jakimiś tańszymi płynami, i wszystko byłoby ładnie, pięknie tylko nie rozumiem jak ktokolwiek mógł napisać na tym specyfiku przypominającym działaniem kreta zdanie: "Łagodząca pielęgnacja dla wrażliwej skóry"! Stosowanie tego specyfiku przez niespełna tydzień doprowadziło mnie do takiego stanu, że nawet chodzenie do toalety stanowiło przykry przymus i ostatecznie w niedzielę musiałam z zapałem szaleńca ganiać po galerii w poszukiwaniu łagodzącej wersji Lactacydu. W połączeniu z antybiotykiem wywołał taki Sajgon, że od tygodnia walczę z efektami ubocznymi stosowania tego duetu. Za to w przy myciu beautyblendera i pędzli spisuje się świetnie bo bez żadnego problemu wyciąga z nich największy syf.
 Nie polecam nawet twardzielkom chyba, że szukacie dobrego środka do mycia przyborów kosmetycznych i odplamiacza w jednym.
                                                                      
 FARMONA Fresh&Beauty
Morski peeling solny
Pomijając już fatalny skład z parafiną na początku, całym arsenałem parabenów i kancerogennym barwnikiem na koniec oraz beznadziejną wydajność (wystarczył dokładnie na 2,5 użycia) jego największym minusem jest zapach. O ile w opakowaniu wydaję się być przyzwoity o morskich w nutach, tak po nałożeniu na skórę zmienia się nie do poznania i cuchnie jak starodawna, tania kostka klozetowa przez co używanie tego specyfiku to koszmar. Brrr...

                                                                                   
DOVE Summer Glow
Samoopalający balsam do ciała do jasnej karnacji
Jestem bladziochem i jestem z tego dumna. Czasami jednak chcę się trochę podkolorować i to niekoniecznie za pomocą wylegiwania na słońcu. Wtedy sięgam po balsamy brązujące ze względu na delikatny efekt i łatwość stosowania bo samoopalaczami posługiwać się nie potrafię. No i właśnie słowo "EFEKT" jest tu słowem kluczowym, bo żeby uzyskać jakąkolwiek, ledwo widoczną opaleniznę za pomocą tego kosmetyku trzeba go żmudnie aplikować przez wiele dni. Na dodatek trwałość opalenizny jest odwrotnie proporcjonalna do czasu jej pojawiania się, co oznacza, że już po trzech myciach nie ma po niej śladu. Więcej na jego promocję się nabiorę.
W ubiegłym roku stosowałam świetnie sprawdzający się balsam Lirene Body Arabica do jasnej karnacji i w przyszłym roku pokornie do niego wrócę.
                                                                 
AA DEO Hair Control
Anti-perspirant
No cóż poza ładnym zapachem antyperspirant musi również charakteryzować się działaniem, które tutaj jest poniżej oczekiwań. Nie trzeba upałów ani wysiłku fizycznego aby przestał sobie radzić z zapachem potu i wilgocią. Poprawki w ciągu dnia to bezwzględna konieczność o ile nie chcecie raczyć otoczenia swoim naturalnym zapachem. Na dodatek jest wydajny i trzeba się z nim długo męczyć. To już moja druga kulka od AA, i druga, która poza ładnym zapachem nie robi nic. Przy kolejnych zakupach będę je omijała szerokim łukiem.
                                                                              
                                                                                       
NIVEA BB Cream
Cera jasna
Na początku, zaraz po nałożeniu ma dziwny piaskowo-różowy kolor a potem... A potem pokazuje swoje (nie, nie WASZE tylko SWOJE) prawdziwe oblicze. Jeżeli nie jesteście rodowitymi mieszkankami Indii czy Egiptu albo prawdziwymi Indiankami prosto, z którejś z Ameryk to trzymajcie się od niego z daleka bo cera Wasza jest na bank za jasna i będziecie wyglądać jakbyście wychowywały się w kopalniach Morii a teraz próbowały przyszyć sobie głowę, którejś z wyżej wymienionych kobiet... Nawet nie chcę wiedzieć jaki efekt daje wersja do ciemnej karnacji...
                                           
To już wszystkie buble jakie udało mi się wyłapać do posta. Sporo takich gagatków znajdziecie również w poście o zużyciach lipca 2013, bo w ubiegłym miesiącu pożegnałam ich sporo.
                                              
A jak tam Was?
Trafiają się Wam buble, które kładą się cieniem na cały rynek kosmetyczny czy macie szczęście je omijać?

niedziela, 13 stycznia 2013

Przegląd "najjaśniejszych" podkładów...

Jak wiecie jestem bladziochem, strasznym bladziochem i lubię to ;) Nie dla mnie leżakowanie na słonku i opalanie ani ciemne podkłady. Na dodatek moja skóra to połączenie wszystkiego co możecie na jej temat wymyślić. Nie da się ukryć, że jest mieszana: łączy w sobie przetłuszczającą się strefę T, normalne okolice żuchwy i skroni oraz przesuszone okolice kości policzkowych. Na dodatek zauważyłam, że wraz z wiekiem wysusza się coraz bardziej, co przysparza mi sporo problemów z pielęgnacją. Nie obce są mi rozszerzone pory ani zaczerwienia spowodowane płytko osadzonymi naczynkami, które często lubią się ujawniać pod wpływem niedostatecznej pielęgnacji. Jakby tego było mało to od jakiegoś czasu moja skóra staje się coraz bardziej podatna na zapychanie co zazwyczaj kończy się ziemistością i widocznym zmęczeniem, zapchanymi porami, wągrami oraz paskudnymi pryszczami, po których pojawiają się suche skórki. Całości dopełnia nierówny koloryt, ciężki do określenia typ (zimny + ciepły + neutralny) i bardzo jasna szyja.
Dodatkiem uzupełniającym całość jest problem z dobraniem idealnego odcienia, bo podkład, który jednego dnia jest idealny a innego potrafi być zbyt jasny albo zbyt ciemny. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest ani od czego zależy ale bardzo utrudnia mi życie... :(
Skoro już wiecie z jakimi problemami się borykam i już pewnie nie raz czytaliście moje narzekania na brak odpowiednich kolorów podkładów na naszym rynku postanowiłam się podzielić z Wami moją kolekcją "jasnych" podkładów alby ułatwić poszukiwania osobom o podobnych problemach.
                      
Cała kolekcja:
           
Małe próbki:
                        
Delikatnie roztarte:
              
Udział wzięli, od lewej widzicie:
1. Bourjois Foundation Bio Detox Organic No 52 Vanilla - Recenzja KLIK. Obecnie używam go mieszając z innym podkładem.
2. Chanel Perfection Lumiere 10 Beige - Czasami jest za ciemny a czasami jest OK...
3. AA Make Up Matujący Podkład Kryjący 1 Kość Słoniowa - Chyba nie muszę pisać, że jest tragicznie za ciemny...
4. Dr Irena Eris Vita Ceric multifunkcyjny krem witalizujący BB na dzień SPF 20 01 Light Beige - Recenzja KLIK. Oczywiście jest za ciemny nawet latem...
5. Under Twenty Anti! Acne fluid matujący 120 Natural Matt - Oczywiście zdecydowanie za ciemny :( Wyglądam w nim jakby mi się głowa zacięła w solarium...
6. Lancome Teint Idole Ultra 010 Beige porcelaine - Recenzja KLIK.
7. Estee Lauder Double Wear 1N2 Ivory Cream 39 - Niestety za ciemny :(
8. Yves Saint Laurent Teint Resist 1 - Za różowy więc wyglądam w nim jak świnka Piggy...
9. Yves Saint Laurent Teint Radiance 1 - Niby kolor mi odpowiada (chociaż nie zawsze) ale jego właściwości jakoś nie do końca mi odpowiadają.
10. Estee Lauder Double Wear Light Intensity 1.0 - Niestety zbyt ciemny.
11. Yves Saint Laurent Matt Touch Foundation 1 - Również zdecydowanie za ciemny.
12. Coverderm Color 01 - Kolejny zbyt różowy podkład robiący ze mnie Miss Piggy.
13. MAC Matchmaster Foundation SPF 15 1.0 - Kupiłam go w grudniu. Początkowo był idealny ale teraz w sposób zupełnie dla mnie niezrozumiały stał się dla mnie za jasny i za różowy. Aby uzyskać idealny efekt mieszam go z podkładem Bourjois.
              
Jak widzicie pomimo całkiem porządnego arsenału podkładów i próbek nadal nie mogę znaleźć swojego ideału :(
    
A jak jest u Was z podkładami?
Macie problemy z doborem kolorów, czy  nie?
Znaleźliście już podkład idealny czy nadal szukacie?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...