Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2024

Moja idealna pielęgnacja włosów

Hej, hej!
Długo zbierałam się do nagrania tego filmu, bo pielęgnacja włosów nie jest moim konikiem. Skoro jednak mam już sierść prawie do pasa, to jednak o nią dbam i poddana ogromnemu naciskowi postanowiłam w końcu wam o wszystkim opowiedzieć.
Miłego seansu :)


środa, 10 września 2014

Rosyjskie dobrodziejstwa?

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z kosmetykami zza wschodniej granicy i bynajmniej na ich ocenę nie mają wpływu polityczne niesnaski. Na fali ochów i achów oraz dobrych wspomnień po posiadanym kiedyś toniku, zdecydowałam się na zakup rosyjskiego szamponu. Jestem wybredna więc stawiam kosmetykom duże wymagania i oczekuję, że je spełnią. Czy tym razem tak się stało?
Po odpowiedź zapraszam do dalszej części posta.
                               
Receptury Babuszki Agafii
Tradycyjny Syberyjski Szampon na Kwiatowym Propolisie
No 4
Objętość i puszystość
                   
Opakowanie to duża butla o pojemności 600ml wykonana z czarnego plastiku o przyjemniej cenie 21zł - dla mnie bomba choć wkurza mnie, że nie widać ile szamponu jeszcze w sodu zostało.
           
Obietnice producenta nie pozostawiają złudzeń - ten szampon musi dawać efekt WOW:
"Propolis jest ceniony za swoje pożyteczne właściwości lecznicze. Syberyjska zielarka Agafia Jermakowa często stosowała propolis do przygotowywania szamponów. Przy tworzeniu tego szamponu uzupełniono recepturę babci Agafii organicznym kwiatowym woskiem, olejkami eterycznymi Wiązówki i Werbeny, żeby nadać waszym włosom jeszcze większość objętość i puszystość. Szampon na kwiatowym propolisie sprawia, że włosy stają się gładkie, posłuszne, dobrze się układają i zyskują dodatkową objętość."
                                   
Skład widoczny na etykiecie tylko to potwierdza bo nie sposób doszukać się w nim SLS, parabenów i sylikonów, i choć samo INCI nie jest dla mnie aż tak ważne jak działanie i widoczne efekty to miło mi myśleć, że ktoś zadbał o to, żebym nie musiała traktować się chemią.
                     
                           
Gęsta konsystencja, ładny mydlano-kwiatowy zapach oraz miły dla oka delikatny brzoskwiniowy kolor z perłowym połyskiem to jego największe atuty i niestety jedyne.
                         
Szampon jest mało wydajny, niezbyt dobrze rozprowadza się po włosach i kiepsko pieni. Mogłabym na to przymknąć oko gdyby nie to, że skutkiem tego jest słabe oczyszczanie i marne zmywanie olejów więc aby porządnie umyć włosy musiałam go zużyć tak ze 3 razy tyle co normalnego szamponu.
                               
         
Przez pierwsze kilka dni jego użytkowania wszystko wyglądało obiecująco, włosy były przyjemne w dotyku, posłuszne, łatwo się układały i zyskały wręcz niebywałą u mnie objętość. Tak, tego mi było trzeba!
Niestety wszystko co piękne szybko się kończy. Po około dwóch tygodniach codziennego mycia nim włosy stały się szorstkie, sztywne, suche i nieprzyjemne w dotyku jak sznurek konopny. Koszmarnie się plątały i nie pomagała im nawet odżywka, która świetnie spisywała się przy poprzednim szamponie a olej piły jak wielbłąd wodę w Oazie. Pierwszy raz byłam zmuszona sięgnąć po sylikonowe serum i wprowadzić je do codziennej pielęgnacji. Nie to było jednak najgorsze. W miarę upływu czasu włosy zaczęły się niesamowicie łamać i wypadać. Codziennie czeszę je Tangle Teezer i choć ciężko w to uwierzyć to każdego ranka musiałam wyciągać z niego garść włosów.
Na szczęście szybko się zorientowałam kto jest winowajcą i wdrożyłam kolejną butelkę poprzedniego szamponu. Włosy szybko się zregenerowały i wróciły do wcześniejszej kondycji jednak aby przestały wypadać musiałam sięgnąć po wcierkę. Jakby tego było mało wrócił również łupież, z którym dopiero niedawno udało mi się uporać. Zdecydowanie nie tego oczekiwałam.
                       
Teraz szampon służy mi do prania bielizny a ja będę omijać go szerokim łukiem i odradzać wszystkim, kto tylko o niego zapyta. Te 21zł są najgorzej wydanymi pieniędzmi ostatnich czasów a obiecujące 600ml będzie koszmarem mijającego lata...

piątek, 25 października 2013

Kosmetyczne niewypały: październik 2013

Po raz pierwszy o kosmetycznych niewypałach pisałam TUTAJ i mocno wtedy postanowiłam, że następny post napiszę gdy uzbieram kolejnych pięć bubli. Okazało się jednak, że zebranie takiego grona jest trudne, zwłaszcza, że kosmetyki szybko się kończą. Zmniejszyłam więc wymagania i dzisiaj będzie nieudana trójka ;)
Zapraszam :)
                                                                                      
                                                                                    
Johnson's baby
Oliwka w żelu
Zacznę od składu bo jest tragiczny - nie mam w niej nic poza parafiną i zapachem. Nie mam nic przeciwko parafinie no ale bez przesady, żeby tylko za nią tyle płacić. Co do innych właściwości to jest bardzo mało wydajna - jedno opakowanie to zaledwie kilkanaście użyć i paskudnie oblepiająca. Po aplikacji sprawia, że człowiek ma ochotę na kolejną kąpiel. Tragicznie tłuści i oblepia wszystko co ma z nią kontakt a spranie jej wcale nie jest proste. Stosowana na dłuższą metę spowodowała u mnie dramatyczne przesuszenie skóry i "łupież" na całym ciele. Nie mam pojęcia jak można coś takiego przeznaczać dla dzieci... To opakowanie było drugim w moim życiu (tak po prawdzie to nie mam pojęcia dlaczego się na nią powtórnie zdecydowałam) i ostatnim. Na rynku jest tyle lepszych i tańszych oliwek, że szkoda sobie nią szarpać nerwy.
                                                                                       
                                                                                    
Yves Rocher Szampon do włosów
"Kocham Moją Planetę"
Bardzo lubię kosmetyki YR ale to coś to jest kompletny niewypał. Kupiłam go raz i była tragedia. Teraz dostałam dwie butelki jako gratis i pomyślałam, że może coś się zmieniło, może moje włosy mają już inne potrzeby więc postanowiłam wypróbować. Co się okazało? Ano nic nowego :(
Szampon jest bardzo kiepski. Mam krótkie włosy i myję je codziennie więc nie ma dużo do zmywania a i tak sobie z tym nie radzi. Nie oczyszcza włosów a nawet dodatkowo sam je obciąża przez co umyte wieczorem około południa dnia następnego wołają o pomstę do nieba i porządne oczyszczanie. Przy zmywaniu środków stylizujących jest jeszcze gorzej a usuwanie olejów to droga przez mękę. Szampon pieni się na włosach dając wrażenie oczyszczania ale to niestety tylko wrażenie. Już rano okazuje się, że włosy są ciężkie, tłuste i pasuje je ponownie umyć... Jakby tego było mało to powoduje u mnie wysyp łupieżu. Zużyję co mam ale dalsze egzemplarze będę omijała szerokim łukiem.
                                                                                               
                                                                                      
Dermedic Hydrain 3 Hialuro
Płyn micelarny Skóra sucha
Co mogę o nim powiedzieć? Ano tyle, że po pierwsze szczypie w oczy i powoduje ich zaczerwienienie więc pomysł oczyszczania nim linii wodnej trzeba od razu porzucić. To jednak nie wszystko. Płyn praktycznie nie radzi sobie z makijażem. Jedyne co jest w stanie usunąć to podkład i cienie. Zmywanie nim kredki, eyelinera czy tuszu to droga przez mękę. Kosmetyki nie wchłaniają się w wacik tylko pozostają na jego powierzchni przez co mażą się po twarzy i wcierają w skórę co sprawia, że jeszcze ciężej się ich pozbyć. Jak już wydaje się, że wszystko zeszło to i tak po myciu buzi wodą zawsze się okazywało, że coś tam jednak było i zrobiło mi pandę. Zmycie tego było już niemożliwe. Musiałam używać toniku bo micel zupełnie nie dawał rady a potem rano i tak zawsze znowu była panda :( Lepsze efekty w demakijażu dawało u mnie większość toników. Ten płyn nadaje się jedynie do odświeżania i tonizowania skóry więc tak go zużyję a potem zapomnę, że go miałam.
                                                                                                           
To już wszystkie buble, które mnie prześladują od poprzedniego posta. mam nadzieję, że kolejny szybko nie powstanie ;)
                                                      
Jak u Was z niewypałami?
Trafiają się Wam ostatnio czy macie szczęście i wszystko w najgorszym wypadku "jest OK"?

sobota, 12 stycznia 2013

Bawełna z Brzoskwinią

Szampon to dla mnie obowiązkowy bywalec łazienkowej półki. Kiedyś próbowałam go zastąpić mydłem ale mi nie wyszło dlatego przy takiej formie mycia włosów zostanę już chyba na zawsze.
Wobec tego kosmetyku mam spore wymagania: nie może podrażniać ani wysuszać skóry głowy a przy tym musi dokładnie oczyszczać włosy ze wszelakich zanieczyszczeń i olei, którymi raczę je raz w tygodniu oraz nie masakrować włosów i tak męczonych farbowaniem. Jeżeli jesteście ciekawi jak ten gagatek sobie radził to zapraszam do dalszej części posta :)
        
Eva Natura
Therapy
Szampon
Bawełna & Brzoskwinia
regeneracja, wygładzanie, miękkość
Zabierz swoje zmysły w relaksującą podróż z Eva Natura
                      
OBIETNICE PRODUCENTA:
                 
SKŁAD:
                        
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Przyjemny, słodkawy, adekwatny do zawartych w kosmetyku składników. Można w nim wyczuć zarówno brzoskwinię jak i bawełnę. Jednocześnie jest delikatny i nienachalny - czuć go tylko w opakowaniu i na dłoni. W trakcie mycia i po nim jest już już praktycznie niewyczuwalny.
SMAK: Jak to szampon - jest gorzki.
BARWA: Delikatna, pastelowo pomarańczowa, czyli brzoskwiniowa z perłowym połyskiem.
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta ale lejąca i ciągliwa. Nie przelewa się przez palce i łatwo aplikuje tworząc gęstą, zwartą pianę, w której wręcz można utonąć ;)
  DZIAŁANIE: Szampon myje - czyli robi to co ma robić ale nie tak jakbym tego oczekiwała. Radzi sobie z normalnymi zanieczyszczeniami i odżywkami ale z olejami już niestety nie. Po olejowaniu niezbędne jest dwukrotne zapienienie włosów bo w przeciwnym wypadku po myciu wygląda się tak jak przed nim :( O nawilżeniu, regeneracji, witalności i sprężystości włosów, które obiecuje producent nawet nie ma co marzyć. Mogę wręcz powiedzieć, że po zastosowaniu tego szamponu uzyskujemy efekt przeciwny do oczekiwanego.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. Pomimo tego, że szamponu używały 2 osoby to wystarczył na bardzo długo.
 SKUTKI UBOCZNE: Przesuszone, splątane (bez odżywki się nie obejdzie), sztywne i obciążone włosy (pamiętajcie, że moje są krótkie więc to sztuka doprowadzić je do takiego stanu) oraz przesuszona skóra głowy i paskudny nawrót łupieżu.
OPAKOWANIE: Plastikowa, nieprzezroczysta butelka w kształcie klepsydry (szersza na końcach i zwężona w środku) zamykana praktycznym korkiem na klik. Zatyczka nie sprawia problemów przy otwieraniu i zamykaniu więc nie ma obaw o utratę paznokci. Butelka jest spłaszczona na obu końcach więc nie ma najmniejszego problemu z postawieniem jej do góry dnem aby wydobyć resztki produktu. Pomimo, że butelka nie jest przejrzysta to bez większych problemów można podejrzeć ile kosmetyku zostało jeszcze w środku. Cała butelka jest biała z lekkim perłowym połyskiem, najbardziej perłowa i błyszcząca jest jednak zakrętka. Grafika utrzymana jest w w biało-czarno-pomarańczowej kolorystyce z brązowymi akcentami.
POJEMNOŚĆ: 300ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: 6chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek KLIK i pokazywałam już TUTAJ.
OCENA: 2/6
                               
Podsumowując: Już nie raz miałam okazję przekonać się, że nie dla mnie są krajowe szampony ale takiego zawodu się nie spodziewałam. Wszystko byłoby do przejścia, gdyby nie to, że szampon zupełnie nie radzi sobie z olejami. Na pewno nie skuszę się na zakup kolejnego egzemplarza.
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Pollena Eva na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

sobota, 10 listopada 2012

Orientalny olejek z kokosem

Dawno nie było nic o szamponach więc najwyższy czas napisać o tym, który dostałam na Spotkaniu z Bloggerkami przy kawce - KLIK. Pokazywałam Wam go już TUTAJ i od dłuższego czasu towarzyszył mi w łazience więc zaraz będziecie mogli o nim przeczytać:)
                               
Schwarzkopf
Gliss Kur
Hair Repair
with liquid keratin complex
Marrakesh Oil & Coconut
Szampon
Głęboka pielęgnacja bez obciążania
normalne po zmęczone włosy
                                          
OBIETNICE PRODUCENTA:
                               
SKŁAD:
                                                  
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH:
Orientalny, tajemniczy, trochę słodki, trochę kwaśny. Idealnie oddaje klimat Marakeszu a jednocześnie nie przytłacza, nie jest ciężki ani przesłodzony.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA:
Biała ale transparentna z perłowym połyskiem.
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta ale nie żelowa. Bardziej przypomina mleczko do ciała. Świetnie się pieni - wystarczy odrobina a piana jest bardzo trwała.
  DZIAŁANIE: Tak jak obiecuje producent szampon bardzo dobrze myje i bez najmniejszego problemu radzi sobie z olejami już za pierwszym namydleniem. Nie obciąża włosów ale czy pielęgnuje? - Nie wiem, na pewno im nie szkodzi.
WYDAJNOŚĆ:
Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE:
Niestety wrócił łupież:(
OPAKOWANIE: Rozszerzająca się ku górze butelka z prostokątną, srebrną nakrętką zamykaną klapką. Grafika otrzymana jest w brązowo-złoto-białej kolorystyce.
POJEMNOŚĆ: 250ml
DOSTĘPNOŚĆ:
Drogerie, internet.
CENA:
Około 13zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek.
OCENA: 4
/6
                               
Podsumowując: Bardzo dobry szampon, który świetnie oczyszcza włosy i im nie szkodzi. Spodobał się też mojej męskiej połowie jednak ze względu na nawrót łupieżu szybko nie sięgnę po jego kolejną butelkę.
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Henkel na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Bursztyn we włosach potargał wiatr...

FARMONA
JANTAR
Szampon z wyciągiem bursztynu.
Z naturalnym filtrem słonecznym i kompleksem witamin.

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Delikatny ale słodki i bardzo trudny do określenia. Wydaje mi się rośliny ale to tylko moje zdanie;)
BARWA: Bezbarwny
KONSYSTENCJA: Dosyć gęsta ale płynna, nie żelowa. Bardzo słabo się pieni.
OBIETNICE PRODUCENTA: Jeżeli użyjemy tylko szamponu to możemy uzyskać efekt inny niż oczekiwany. Myje i to aż za dobrze: włosy po nim stają się szorstkie, sztywne i tak czyste, że aż skrzypiące a do tego się plączą. Jeżeli jednak nałożymy odżywkę to wszystko zgadza się z opisem.
WYDAJNOŚĆ: Niezbyt duża bo przez słabe pienienie więcej go zużywam.
SKUTKI UBOCZNE: Wysusza włosy. Jakoś dziwnie reaguje z łupieżem - niby wysyp spowodowany poprzednim szamponem się zmniejszył ale nie zniknął do końca.
OPAKOWANIE: Butla w kształcie graniastosłupa z ciemnobrązowego, transparentnego plastiku z ośmiokątną, nieprzezroczystą nakrętką w stylu retro. Naklejka jest srebrna z brązową grafiką.
POJEMNOŚĆ: 310ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, sklepy zielarskie i internet.
CENA: 8,80zł
OCENA: 3/6
Podsumowując: Pokładałam w nim wielkie nadzieje a tu okazał się takim zwykłym średniakiem. Nie jest zły ale szału też nie robi no i nie obejdzie się bez odżywki. Kolejne zakup jest do porządnego przemyślenia bo efekt po zastosowani odzywki jest jednak przyjemny.

piątek, 16 marca 2012

Włosów fioletowość...

KRUIDVAT
FRUITY BOTANICALS
EXTRA CARE
SHAMPOO

OBIETNICE PRODUCENTA:
 Szampon do włosów z proteinami ryżu i ekstraktem z kwiatu lotosu. Do włosów suchych i zniszczonych. Intensywnie odżywia i nadaje im blasku.

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Na początku bardzo słodki, kokosowo-kwiatowy, trochę chemiczny ale po głębszym w wąchaniu się w niego stwierdzam, że jest to zapach ananasowych żelek - jakby nie było zapach jest przyjemny dla nosa.
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsta kremowa. Już odrobina tworzy niesamowicie gęstą i zwartą pianę.
OBIETNICE PRODUCENTA: Nie ma ich zbyt wiele dlatego właściwie mogę powiedzieć, że są spełnione. Dobrze się pieni a włosy po jego użyciu są czyste, puszyste i błyszczące. O odżywieniu ciężko mi się wypowiedzieć bo zawsze po myciu używam odżywki.
WYDAJNOŚĆ: Wbrew pozorom niezbyt duża. Można powiedzieć, że poniżej standardu.
SKUTKI UBOCZNE: Niestety ale nie tylko nie zapobiega ale nawet wywołuje łupież.
OPAKOWANIE: Standardowa, przezroczysta butelka praktycznym korkiem w kolorze fioletu, który otwiera się po naciśnięciu przeciwnej krawędzi zakrętki. Grafika utrzymana jest w kolorach bieli i fioletu.
POJEMNOŚĆ: 300ml
DOSTĘPNOŚĆ: Teraz już niedostępny ale wcześniej na wyłączność w Perfumeriach Marionnaud.
CENA: Ok. 10zł ale ja kopiłam w promocji "2produkty za 3,90zł" czyli wyszło 1,95zł.
OCENA: 3/6
 
Podsumowując: Niby przyjemniaczek ale posiada jedną cechę, która dyskwalifikuje go w moich oczach dlatego nawet gdybym mogła to więcej bym po niego nie sięgnęła. Dla mnie wpisuje się w powiedzenie "skończyć i zapomnieć".

wtorek, 21 lutego 2012

Zielone jabłuszko?

KRUIDVAT
FRIUTY BOTANICALS
GREAT VOLUME
SHAMPOO

OBIETNICE PRODUCENTA:
Nadaje dodatkową objętość włosów. Szampon "Great Volume" wzbogacony ekstraktem z bambusa i koncentratem soku brzoskwiniowego, nawilża i pielęgnuje włosy. Daje kojącą pianę dla efektu głębokiego oczyszczania, co czyni je mocnymi i daje im dodatkową objętość.

 SKŁAD:


MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Przyjemny, rześki, trochę kwaskowy a trochę słodki. Jak dla mnie szampon ma zapach zielonego jabłuszka a nie bambusa i brzoskwini ale to bez znaczenia bo i tak jest cudny;)
BARWA: Intensywnie zielona (taka trawiasta) ale przezroczysta.
KONSYSTENCJA: Gęsta ale lejąca. Absolutnie się nie ciągnie. Jak dla mnie jest idealna.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione - szampon niesamowicie się pieni, świetnie oczyszcza i nadaje wspaniałej objętości. Włosy są lekkie, puszyste, sypkie i dobrze się układają. Nie wywołuje łupieżu a nawet niweluje jego obecność
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - przez to, że rewelacyjnie się pieni wystarczy jego odrobina do umycia włosów.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Standardowa, przezroczysta butelka praktycznym korkiem w kolorze fioletu, który otwiera się po naciśnięciu przeciwnej krawędzi zakrętki. Grafika utrzymana jest w kolorach bieli, zieleni i fioletu.
POJEMNOŚĆ: 300ml
DOSTĘPNOŚĆ: Teraz już niedostępny ale wcześniej na wyłączność w Perfumeriach Marionnaud.
CENA: Ok. 10zł ale ja kopiłam w promocji "2produkty za 3,90zł" czyli wyszło 1,95zł.
OCENA: 4,5/6
    
Podsumowując: Rewelacyjny zapach i niska cena. Co prawda nie jest szamponem idealnym ale i tak jest bardzo przyjemny w użytkowaniu a ja ciesze się, że miałam okazję go wypróbować:)

niedziela, 19 lutego 2012

Pepermint

SUPERDRUG
SZAMPON
DRZEWO HERBACIANE & MIĘTA

OBIETNICE PRODUCENTA:

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Mięty pieprzowej ale nie takich delikatnych listków i pączków tylko takiej, która całe lato rośnie w ogrodzie a jej łodygi są już zdrewniałe. Dosyć wytrawny ale przyjemny.
BARWA: Zielono-niebieska. Przejrzysta.
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsta - galaretowata. Po wyciśnięciu na rękę przypomina galaretę. Ciężko jest wydobyć z opakowania odpowiednią ilość ponieważ po ściśnięciu butelki na rękę wylatuje nam "porcja", która albo zostanie wyciśnięta do końca i będzie zbyt duża, albo zostanie wessana ponownie do środka.
 OBIETNICE PRODUCENTA: Nie ma ich zbyt wiele - na szczęście ale nawet stwierdzenie "idealny do włosów normalnych" podane jest na wyrost. Szampon mocno się pieni i myje (aż za bardzo) ale nic więcej.
WYDAJNOŚĆ: Kiepska. W związku z tym, że szampon sam sobie ustala wielkość "porcji" ciężko jest nad tym zapanować ale może to i dobrze.
SKUTKI UBOCZNE: Makabrycznie wysuszone, sztywne, skrzypiące i matowe włosy a do tego straszliwy łupież.
OPAKOWANIE: Plastikowa przezroczysta butla z czarną ogromną naklejką i czarną zakrętką. Plusem jest to, że otworek jest zmniejszony do dziurki o średnicy kilku milimetrów.
POJEMNOŚĆ: 300ml
DOSTĘPNOŚĆ: Teraz już niedostępny ale wcześniej na wyłączność w Perfumeriach Marionnaud.
CENA: Ok. 10zł ale ja kopiłam w promocji "2produkty za 3,90zł" czyli wyszło 1,95zł.
OCENA: 0,5/6

Podsumowując: Mogę tu właściwie powtórzyć opis z niedawno opisywanego żelu pod prysznic Superdrug: To 0,5punktu to za opakowanie. Gdybym nie kupiła tego czegoś w promocji to pewnie strasznie bym się zdenerwowała. Jednym zdaniem jest to straszne dziadostwo nie warte wydania na nie nawet tych 1,95zł. Na szczęście nie będę już nawet miała możliwości powtórzyć tego zakupu.
Na dodatek na opakowaniu znalazłam coś takiego:
 O ironio - ten szampon faktycznie gwarantuje 100% szczęścia ale nie w trakcie używania tylko po jego skończeniu - kiedy to wreszcie mamy go z głowy.

czwartek, 16 lutego 2012

Trawa cytrynowa pod czapką;)

Mrs. Potter's
Szampon
Trawa cytrynowa
Zwiększa objętość
włosy cienkie i słabe

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH:  Cytrynowo trawiasty. Rześki i świeży a jednocześnie dosyć słodki. Bardzo przyjemny:)
BARWA: Jasno zielona ale przezroczysta i nie jaskrawa.
KONSYSTENCJA: Dosyć rzadka i trochę wodnista. Przypomina rozwodniony kisiel.
 OBIETNICE PRODUCENTA: Zdecydowanie spełnione. Włosy są niesamowicie uniesione (uwaga krótkowłosi - po zastosowaniu tego szamponu ciężko zapanować nad włosami) i nabłyszczone a jednocześnie stają się miękkie i jedwabiste w dotyku
WYDAJNOŚĆ: Dosyć dobra chociaż mniejsza niż standardowo - rzadka konsystencja sprzyja szybszemu zużywaniu.
SKUTKI UBOCZNE: Niestety szampon powoduje powstawaniu łupieżu:(
OPAKOWANIE: Plastikowa butla. Dosyć pękata ale spłaszczona przednio-tylnie.
POJEMNOŚĆ: 500ml
DOSTĘPNOŚĆ: Wszystkie sklepy z kosmetykami.
CENA: Ok. 13zł ale w promocji taniej.
OCENA: 3/6

Podsumowując: Wszystko byłoby Ok, gdyby nie szybkie zużywanie i mój znienawidzony efekt uboczny czyli łupież. Skusiłam się dobrymi opiniami ale więcej już po niego nie sięgnę.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Ochrona przed gorącem?

Dove
Repair theraphy
Szampon

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo słodki ale wyraźnie chemiczny. Nie jest drażniący ale średnio mi się podoba.
BARWA: Biała z perłowym połyskiem.
KONSYSTENCJA: Gęsta, kremowa. Bardzo dobrze się pieni i tworzy gęstą i zwartą pianę.
OBIETNICE PRODUCENTA: W sumie to nie wiem. Nie zauważyłam warstwy ochronnej a ostatnio mniej suszę włosy więc suszarka ich tak bardzo nie niszczy. Szampon myje włosy wiec spełnia swoje zadanie.
WYDAJNOŚĆ: Dosyć dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Nie tylko nie zapobiega łupieżowi ale nawet go wywołuje.
OPAKOWANIE: Standardowa butla z praktycznym korkiem. Nie da się jej postawić na zakrętce, żeby resztki szampony spłynęły do korka więc radzę sobie dolewaniem odrobiny wody na koniec. Plastik nie jest przezroczysty przez co nie widać ile szaponu jeszcze zostało.
POJEMNOŚĆ: 350ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 15zł, w promocji mniej
OCENA: 3/6
    
Podsumowując: Szampon jak szampon, ani dobry ani zły ale ze względu na to, że wywołuje łupież więcej po niego nie sięgnę:(

sobota, 5 listopada 2011

Push up;)

Nivea
Szampon nadający objętość
VOLUME SENSATION

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo ładny. Słodki ale sztuczny. Wyczuwalna jest lekka nutka owocowa.
BARWA: Biała, pół-transparentna z perłowym połyskiem.
KONSYSTENCJA: Kremowa. Szampon jest dosyć gęsty ale nie ciągnie się jak kisiel.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione. No może objętość nie jest zachwycająca ale włosy są wyraźnie uniesione, lekkie i świetnie się układają. Dodatkowo pięknie błyszczą i są gładkie w dotyku.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Nie tylko nie powoduje łupieżu ale nawet go niweluje:)
OPAKOWANIE: Standardowa butla z praktycznym korkiem. Da się ją postawić na zakrętce więc nie ma problemu z wydostaniem resztek. Plastik nie jest przezroczysty przez co nie widać ile szamponu jeszcze zostało.
POJEMNOŚĆ: 400ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 15zł w promocji taniej
OCENA: 5/6
    
Podsumowując: Pomimo ostatnich zawodów jakich przysporzyły mi kosmetyki Nivea ten szampon okazał się bardzo dobry i przyjemny. Myślę, że jeszcze nie raz do niego wrócę.

piątek, 23 września 2011

Sezon na gruszki:)

Na samym początku tej recenzji pragnę Was zapewnić, że wiem, iż jestem dorosła i posiadam już dowód osobisty a osiemnaste urodziny obchodziłam już kilka razy;)
Bobini
3w1
szampon
żel pod prysznic
płyn do kąpieli
gruszka z wyciągiem z rumianku

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Cudowny, obłędny, nieziemski i gruszkowy:) Prawdziwie gruszkowy. To cudeńko pachnie prawdziwymi, soczyście dojrzałymi, ociekającymi sokiem gruszkami. No obłęd:) Szkoda tylko, że ten zapach nie utrzymuje się na skórze.
BARWA: Biała ale pół transparentna z perłowym połyskiem.
KONSYSTENCJA: Dosyć rzadka i lejąca. Jak taki rzadki kisiel.
OBIETNICE PRODUCENTA: Używałam na wszystkie trzy sposoby. Jako szampon - dobrze myje, włosy są doskonale oczyszczone, puszyste, lekkie i miękkie ale niestety wywołuje łupież (chociaż nie mogę w pełni stwierdzić w jakim stopniu, bo przy zmianie szamponu zawsze mam łupież, a tego cudeńka nie stosowałam regularnie tylko 2-3razy w ramach zastępstwa). Jako płyn do kąpieli trochę za słabo się pieni ale piana utrzymuje się przez całą kąpiel. Jako żel pod prysznic dobrze się pieni na gąbce i nadaje jej dobry poślizg na ciele. Ogólnie nie wysusza skóry i zmiękcza ją. Dokładnie myje bez podrażniania.
WYDAJNOŚĆ: Dosyć dobra.
SKUTKI UBOCZNE: Wywołuje łupież.
OPAKOWANIE: Plastikowa butla z praktycznym korkiem. Nie jest przezroczysta a do tego cała oklejona jest kolorową folią więc nie widać ile kosmetyku jeszcze zostało.
POJEMNOŚĆ: 400ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: Około 7zł a w promocji jeszcze mniej.
OCENA: 4,5/6
 
 Podsumowując: Może nie jest to kosmetyk idealny ale i tak będę je kupować ze względu na zapach no i dlatego, że rewelacyjnie sprawdzają się na basenie;) Idealny dla wszystkich fanów owocowych zapachów w łazience;)

sobota, 10 września 2011

Coś do włosów....

Schwarzkopf
Gliss Kur
Ultimate Repair 
szampon

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Słodki ale chemiczny. Nie przeszkadza mi ale też jakoś specjalnie mi się nie podoba.
KONSYSTENCJA: Dosyć rzadka, jakby rozwodniona.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione ale nie do końca. Nie ma się co spodziewać rewelacji - mega nawilżenia i połysku ale czuć, że włosy nie są wysuszone i ładnie błyszczą. Czy regeneruje nie wiem. Co do wypadania to zauważyłam taką samą ilość włosów na szczotce jak i przed jego zastosowaniem, jednak nie mogę skarżyć się na nadmierne wypadanie czy łamanie włosów więc nie mogę go ocenić pod tym kątem.
WYDAJNOŚĆ: Niezbyt duża. Przez niezbyt zwartą konsystencję szybko się zużywa.
SKUTKI UBOCZNE: Nie wywołuje łupieżu, nie plącze włosów, nadaje większą objętość.
OPAKOWANIE: Typowa butla z plastiku ze standardowym korkiem, łatwo ją postawić do góry nogami. Opakowanie jest czarne przez co nie ma szans zobaczyć ile szamponu zostało.
POJEMNOŚĆ: 400ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: Około 14zł, w promocji taniej.
OCENA: 4/6
 
Podsumowując: Nie jest zły ale też nie jest rewelacyjny. Nie mam mu nic do zarzucenia ale myślę, że już do niego nie wrócę bo na rynku jest wiele szamponów do wypróbowania;)

niedziela, 7 sierpnia 2011

Herbal Essences Nawilżenie po brzegi:)

CLAIROL
Herbal Essences
nawilżenie po brzegi
szampon nawilżający i wyzwalający blask
z ekstraktem z orchidei i kokosa

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:


MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Bardzo słodki, kokosowo-kwiatowy, trochę chemiczny ale podoba mi się.
KONSYSTENCJA: Bardzo gęsta kremowa.
OBIETNICE PRODUCENTA: Nie ma ich zbyt wiele ale włosy są nawilżone a nie obciążone i pełne blasku. Dobrze myje i nieziemsko się pieni.
WYDAJNOŚĆ: Ogromna - wystarczy odrobina i spokojnie możemy umyć nawet długie włosy.
SKUTKI UBOCZNE: Brak chociaż właściwie mogę powiedzieć, że pozbawił mnie ogromnego łupieżu, który wywołam szampon Syoss.
OPAKOWANIE: Ładna, trochę artystyczna butelka z plastiku o odpowiedniej twardości - łatwo wycisnąć szampon. Bez problemu można ją też postawić do góry nogami. Do tego bardzo pomysłowy korek którego nie musimy odkręcać ani odtykać - wystarczy wcisnąć.
POJEMNOŚĆ: 400ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: Około 14zł, w promocji taniej.
OCENA: 5/6
 
Podsumowując: Wcześniejsze wersje Herbala wywoływały u mnie łupież i wysuszały włosy więc bałam się wypróbować tej nowej wersji. Po jego użyciu przekonałam się jednak, że moje obawy były niczym nie uzasadnione i teraz żałuję, że tak długo czekałam. Na pewno jeszcze do niego wrócę.

niedziela, 1 maja 2011

Pielęgnacja - czyli pieśń ku chwale Yves Rocher;)

O pielęgnacji nie będzie dużo, bo nie taki miałam cel zakładając bloga, jednak częścią moich doświadczeń muszę (i będę musiała w przyszłości) się z Wami podzielić. Na blogu pojawiać się będą notki o pielęgnacji tylko w przypadku kosmetyków wybitnych - wybitnie doskonałych lub wybitnie beznadziejnych (ku przestrodze). Przyczyną takiej postawy jest moja skóra, która wraz z wiekiem staje się coraz bardziej wrażliwa, kapryśna i wymagająca sprawiając, że kosmetyki w mojej łazience zmieniają się jak kartki w kalendarzu. Są też kosmetyki, które dosyć często do niej wracają i gdyby nie cena (zazwyczaj) kupowałabym ciągle i używała non stop. Na koniec, są i takie, które zagościły w mojej łazience na stałe i jeszcze długo, długo jej nie opuszczą.
Zatem zaczynamy i życzę miłego czytania:

Linki do poszczególnych kosmetyków na stronach producentów i strony firm kosmetycznych, o których tu pisałam kryją się pod nazwami.

Jestem fanką tej firmy już chyba od 10 lat i przez ten czas zawsze przynajmniej kilka ich kosmetyków miałam na półce. 
Zacznę jednak od kosmetyków tej firmy których nie lubię:
  1. Szampony - miałam kilka podejść do różnych szamponów tej firmy i niestety, każde nieudane. Włosy są suche, skrzypiące, puszą się, elektryzują i ciężko je czesać. Jako uwieńczenie dochodzi swędzenie skóry głowy i łupież. Na usprawiedliwienie mogę napisać jednak to, że niestety moje włosy i skóra głowy reagują tak na wszystkie organiczne, ekologiczne, naturalne i nietestowane na zwierzętach szampony. Jako jedyne sprawdzają się szampony pokroju Nivea i Dove. Ostatecznie mogą być też szampony dla dzieci jednak po ich użyciu włosy są nieprzyjemne w dotyku i trudne do rozczesania.
  2. Żele pod prysznic z serii owocowej - ogólnie rzecz ujmując jakość tych żeli jest poniżej jakości mydeł pod prysznic Ziaji (za wyjątkiem wersji oliwkowej, która jest odrobinkę lepsza i owsianej - bo jej jeszcze nie testowałam) - wysuszają skórę, są średnio wydajne, butla ma nieporęczny korek i cena jest dosyć wygórowana jak na taką jakość. Za tymi żelami przemawia jedynie ich cudowny zapach;)
  3. Edycje limitowane - ładnie pachną ale mocno wysuszają skórę, niska cena jest jednak zbyt wygórowana przy takiej jakości.
Średniej jakości są balsamy do ciała  z wyżej wymienionej serii owocowej - pupy nie urywają ale czepiać się też nie ma czego a zapach jest śliczny.

Wreszcie mogę przejść do przyjemniejszej części notki;) Nie będę się rozpisywać o wszystkich kosmetykach tej firmy, których używałam bo bloga by mi zabrakło;) Skupię się jedynie na tych, które zostały u mnie na stałe lub cyklicznie odwiedzają moją łazienkę.
  1.  Żel do mycia twarzy Pure Calmille - jednym zdaniem - cud, miód i paczka orzeszków. Genialny i nie do zastąpienia jako kosmetyk do demakijażu. Zmywa wszystko co położymy na buzię, oczywiście poza kosmetykami wodoodpornymi. Radzi sobie nawet z bardzo tłustymi eyelinerami - wystarczy wtedy dodatkową porcją umyć same oczy. Nie podrażnia a nawet łagodzi, nie szczypie w oczy, pielęgnuje, ładnie i delikatnie pachnie, świetnie się pieni, łatwo go spłukać z twarzy. Mega wydajny. Nie wiem co tu więcej pisać - po prostu kosmetyk idealny, który GORĄCO WSZYSTKIM POLECAM, bo używam go już 10lat i niezmiennie się nim zachwycam.
  2. Krem zwężający pory - świetny zarówno na lato jak i na zimę, na dzień i na noc. Moja mieszana skóra tłustawa w strefie T i sucha na polikach go uwielbia. Na stronie YR pisze aby używać go na noc a na słoiczku, że można go stosować na dzień i na noc. Takiej samej informacji udzieliła mi Pani w sklepie. Ja w lecie używam go na dzień bo bardzo dobrze matuje a jednocześnie dobrze nawilża suche policzki i świetnie trzyma makijaż, a w zimie stosuję go na noc żeby odciążyć skórę po cięższym, chroniącym buzię przed mrozem kremie stosowanym na dzień. Faktycznie zmniejsza pory, nie podrażnia a nawet łagodzi, ma lekką konsystencję i przyjemny zapach, szybko się wchłania pozostawiając nie tłusty film na buzi. Na dodatek jest wydajny. Kosmetyk na prawdę GODNY POLECENIA jednak teraz powoli zastępować go będę kremem przeciwzmarszczkowym. Na razie tylko na noc a później też na dzień. W końcu po 25roku życia powinno się już rozpocząć działalność przeciwzmarszczkową a ja te 25 skończyłam już chwilę temu;)
  3. Żel pod prysznic HAMAMELIS - świetny - delikatny, ładnie pachnie, świetnie się pieni, nie wysusza i nie podrażnia kapryśnej skóry na łydkach, można powiedzieć, że delikatnie nawilża - nie muszę koniecznie stosować po nim balsamu. Dodatkową zaletą jest możliwość kupienia uzupełniacza za śmieszne pieniądze.
  4. Mleczko do ciała HAMAMELIS - niepozorna butelka kryje w sobie boski nawilżacz o cudownie lekkiej konsystencji. Mleczko na bardzo rzadką konsystencję, która pod wpływem ciepła ciała zamienia się prawie w konsystencję prawdziwego mleka. Świetnie się rozprowadza, łagodzi delikatne podrażnienia, nie powoduje wyprysków a jednocześnie tak nawilża, że mucha nie siada;) Nie wiem nawet jak to określić ale moja skóra jest po nim taka miękka, gładka i jedwabista. Nie wiem jak oni to zrobili ale ten balsam po prostu ZACHWYCA.
  5. Maseczka łagodząca Active Sensitive - na prawdę łagodzi! Kiedyś tester podkładu Vichy poparzył mi skórę na twarzy i dopiero ta maseczka mnie uleczyła. Nawilża, wygładza, czyni skórę jedwabistą i rzeczywiście RATUJE w najgorszych momentach. Nie używam jej stale ale w awaryjnych sytuacjach zawsze po nią sięgam.
  6. Peeling roślinny - jedyny, który mogę normalnie używać przy naczynkowej cerze. Nie podrażnia, nie rozrywa naczynek, nie wywołuje zaczerwienień a jednocześnie świetnie oczyszcza.
  7.  Antyperspiranty - wypróbowałam już kilka i są bardzo przyjemne. Właściwie to najlepsze jakich do tej pory używałam. Rexona nie dorasta im do pięt a one same przebijają nawet Lady Speed Stick Clinical Protection. Ślicznie pachną, nie zostawiają plam, łatwo je zużyć do końca, nie leją się, dobrze chronią przed zapachem potu. Co prawda nie chronią przed uczuciem wilgoci w 100% ale i tak są świetnie. Szkoda tylko, że YR nie produkuje antyperspirantów w kremie/sztyfcie bo wolę takie niż w kolce.
To by było chyba na tyle mojej rozwlekłej wielbiącej notki o Yves Rocher. Teraz szybciutko przejdę do Ziajki i Bielendy. O tym już na prawdę nie będzie długo;)

Ziaja
  1. Żel oczyszczający antybakteryjny Tin Tin - świetny do mycia buzi rano. Zmywa ślady zmęczenia, ściąga lekkie opuchnięcia, doskonale oczyszcza z resztek kremu na noc, sebum i snu a jednocześnie matuje i zapobiega powstawaniu wyprysków;) Radzi sobie z delikatnym makijażem. Bardzo tani i mega wydajny. Nie zawiera SLS. Jest ze mną już od dawna i jeszcze długo zostanie;)
  2. Tonik antybakteryjny Tin Tin - świetnie matuje, ściąga resztki kosmetyków i zanieczyszczeń, łagodzi buzię, nie wysusza bo nie zawiera alkoholu, przyjemnie pachnie i zapobiega powstawaniu wyprysków. Do tego wydajny i tani:)
  3. Maska antybakteryjna Tin Tin - nie podrażnia wrażliwej skóry a jednocześnie oczyszcza i zapobiega powstawaniu wyprysków. Skóra po jej użyciu jest jedwabista i matowa. Używam jej zawsze po szkole jak mam zajęcia z facepaintingu i makijażu aby zapobiec niespodziankom po przedawkowaniu kosmetyków kolorowych;)
  4. Mydła i mleczka pod prysznic - taniutkie, ślicznie pachnące, duży wybór zapachów, nie wysuszają skóry, wielkie butle za śmieszne pieniądze a na dodatek wydajne - grzechem byłoby nie wspomnieć tu o nich;)
Bielenda 
  1. Jogurtowy mus do ciała Beauty Milky - moje odkrycie ostatnich tygodni. Kosmetyk na miarę Yves Rocher. Pięknie pachnie, świetnie się rozprowadza i doskonale nawilża. Konsystencja kremu, nie rozpływa się pod wpływem ciepła ciała dlatego dosyć ciężko się rozprowadza ale nie jest źle;) Zapach prawdziwego słodkiego jogurtu. Na dodatek kupiłam w porażającej cenie 5,96zł w promocji "dobra cena na do widzenia" w Rossmanie. Na pewno będę często do niego wracać:)
Mam nadzieję, że przyjemnie się czytało, i że kiedyś komuś coś z tego się przyda oraz pomoże w doborze satysfakcjonującego kosmetyku:)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...