Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 sierpnia 2018

PIERRE RENE Pędzel do różu

Witajcie,
Dzisiaj przed Wami kolejna recenzja pędzla kupionego w zastępstwie sławetnego Suqqu. Co prawda jako zastępca się nie sprawdził ale jest w użyciu i nie zalega a to najważniejsze.
Zapraszam.


czwartek, 16 sierpnia 2018

Pędzle, po które sięgam najczęściej a jeszcze ich nie pokazywałam na blogu.

Witajcie
Mam dużo a właściwie bardzo dużo pędzli, z których przez dobre kilka lat używałam na sobie może dwunastu. Od jakiegoś czasu to się jednak zmieniło i teraz mam sporą rotację. Dzisiaj pokażę Wam, po które pędzle sięgam najczęściej. Oczywiście nie uwzględniłam tych, które są już na blogu bo nie ma sensu się powtarzać.
Zapraszam :)


środa, 10 grudnia 2014

MS Extra Lash Mascara

Tusz do rzęs to obowiązkowy element mojego codziennego makijażu, a jako, że obecny dobija już dna stwierdziłam ze warto by się z Wami podzielić kilkoma zdaniami refleksji na jego temat.
Zatem do dzieła ;)
                               
My Secret
Extra Lash Mascara
Mascara Pogrubiająca
                       
                           
POJEMNOŚĆ: 10ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie Natura
CENA: 10zł
                                 
                               
Opakowanie jest lustrzane za czym nie przepadam i niestety niszczy się w czasie użytkowania. Pod warstwą lakieru pojawiają się drobne bąbelki a sama jej powierzchnia się rysuje.
Szczoteczka jest silikonowa o wrzecionowatym kształcie i bardzo długa (chyba najdłuższa jaką do tej pory miałam). Ząbki są zaokrąglone na końcach dlatego nie kują powieki i nie podrażniają oka. Niestety szczoteczka ta nie należy do moich ulubionych, gdyż brudzi powiekę a brak ząbków na końcu sprawia, że rzęsy w wewnętrznym kąciku są albo niepomalowane albo sklejone.

                                   
Producent obiecuje, że jest to: Super pogrubiający tusz do rzęs nowej generacji z lekką, kremową formułą. Silikonowa szczoteczka precyzyjnie rozczesuje rzęsy. Umożliwia nałożenie większej ilości tuszu za jednym pociągnięciem, dokładnie go rozprowadzając - bez grudek i sklejania. i z większością tych słów mogę się zgodzić.
Tusz zgodnie z opisem ma lekką, kremową, dosyć mokrą konsystencję przez co trochę zbyt długo wysycha i gdy się spieszę zdarza mu się odbić pod okiem oraz pod brwiami. Niestety przez taką formułę ma również tendencję do sklejania rzęs i nie można go nałożyć więcej niż jedną warstwę. Próbowałam go rozczesywać przy kolejnych warstwach, ale to niestety nic nie daje bo gdy rzęsy odkształcą się przy malowaniu to potem nie chcą już wrócić do pierwotnego kształtu i bez względu na starania całość nie wygląda ładnie.
Kosmetyk ma piękny mocno czarny kolor dzięki czemu ładnie podkreśla rzęsy. Szczoteczka rzeczywiście nakłada go więcej i zgodnie z obietnicą bez grudek. Tusz nie osypuje się i nie rozmazuje pomimo tego, że nie jest wodoodporny a przy tym łatwo zmywa.
Nie wydłuża i nie podkręca ale tego producent nie obiecuje, jednak dzięki temu, że ma intensywny kolor dobrze podkreśla końcówki i uwydatnia rzeczywistą długość rzęs. Pogrubienie nie jest jakieś spektakularne ale nie można też powiedzieć, że nie robi nic.
Dodatkowym jego atutem jest ogromna wydajność - u mnie wystarczył na ponad 4 miesiące codziennego używania oraz to, że on się po prostu kończy: nie wysycha, nie grudkuje, nie tworzy lumpów-klumpów. Jest go po prostu coraz mniej i mniej w opakowaniu oraz na szczoteczce, przez co maluje coraz słabiej aż w końcu efekt przestaje zadowalać, a wtedy trzeba się przegnać.
                           
 Po lewej jedna warstwa, po prawej oko saute:
                                         
Po lewej dwie warstwy bez rozczesywania, po prawej oko saute:
                                         
Po lewej dwie warstwy po rozczesaniu, po prawej oko saute:
                           
Dwie warstwy rozczesane:
                             
Trochę się go obawiałam po doświadczeniach z poprzednim tuszem Pierre Rene ale ten wypadł o wiele lepiej i jeżeli ktoś lubi naturalne podkreślenie jedną warstwą to zdecydowanie powinien się za nim rozejrzeć. Kolor i trwałość sprawiają, że nosi się go z przyjemnością a dodatkowo nie trzeba się martwić efektem pandy nawet przy dużej wilgotności powietrza.

sobota, 26 kwietnia 2014

Wysoka technologia w tuszu

Nie raz już pisałam, że tusz do rzęs to mój must have w makijażu dlatego często je zmieniam i wypróbowuję różne wersje w poszukiwaniu ideału. Poprzednia maskara okazała się totalnym niewypałem a jak było tym razem?
Jeżeli jesteście ciekawi to zapraszam do dalszej części posta ;)
                                       
Pierre Rene
Hi-Tech Mascara
Black
                                                                      
POJEMNOŚĆ: 10ml
DOSTĘPNOŚĆ: Sieciowe i nie sieciowe drogerie, internet
CENA: Około 14zł
                             
     

  
  
Szczotka jest długa i składa się z sylikonowych, dosyć gęsto upakowanych ząbków. Łatwo się nią operuje i bez problemu można dotrzeć nawet do najmniejszych rzęs w kącikach ale jednocześnie trzeba zachować ostrożność, gdyż nie chcący można sobie dosyć nieprzyjemnie po kłuć powiekę albo oko.
                             


                        
                                                          
Choć szczotka wygląda obiecująco to niestety efekt jaki uzyskujemy jest marny. Producent obiecuje pogrubienie, precyzyjne rozdzielenie i potrójną objętość rzęs oraz gwarantuje super czarne, maksymalnie podkreślone rzęsy a ekskluzywna formuła ma dbać o ich kondycję oraz chronić je przez cały dzień przed atakiem zanieczyszczeń i czynników zewnętrznych przez co rzęsy mają być wzmocnione i jeszcze piękniejsze każdego kolejnego dnia to niestety o takich osiągach możemy zapomnieć. Niestety obietnice nadają się tylko do włożenia między bajki bo jedyna, która zostaje rzetelnie spełniona to ta obiecująca super czarny kolor.
                      
Oko po lewej 1 warstwa tuszu, po prawej saute:
                                   
Jego konsystencja jest bardzo rzadka przez co niestety zjeżdża z rzęs w trakcie aplikacji lubi się paskudnie rozmazywać na dolnej i górnej powiece zaraz po pomalowaniu i ma ogromne tendencje do sklejania rzęs tym mocniej im więcej warstw nałożymy. Kiedyś chciałam wzmocnić efekt trzecią warstwą i niestety to co otrzymałam nadawało się jedynie do zmycia. Wyjątkowo dałam mu czas na złapanie oddechu i przeschnięcie ale nic to nie dało. Nawet po miesiącu wszystko było tak samo. Mam wrażenie, że przez to okaże się niezużywalny i niezniszczalny. Na szczęście jednak nie grudkuje, nie osypuje się i nie robi lumpów klumpów.
                                                      
Oko po lewej 2 warstwy, po prawej saute.
                                                          
Tak jak już wspominałam kolor jest piękny i głęboki ale to tylko jedna z bardzo dwóch jego zalet gdyż tusz nie pogrubia i nie podkręca a jedynie odrobinę wydłuża. Drugą zaletą jest to, że świetnie pokrywa końcówki rzęs dzięki czemu wyraźnie uwidacznia ich rzeczywistą długość.
Zmywa się bajecznie łatwo i bezproblemowo a jednocześnie gdy już uda mu się zaschnąć nie rozmazuje ani nie tworzy efektu pandy więc nie trzeba co chwilę zaglądać w lusterko. Nie uczula, nie podrażnia ani nie wywołuje żadnych reakcji ubocznych.
                                                                                                                                                


                   
             
Opakowanie jest skromne, klasycznie czarne i spłaszczone dzięki czemu wygląda elegancko oraz gustownie. Napisy się nie ścierają ale nie narażałam ich wybitnie na zniszczenia więc nie mam pojęcia jak przetrwałyby noszenie w torebce. W każdym razie całość jest miła dla oka i jak najbardziej w moim guście.
                    
               
           
                       
                        
Pomimo świetnych zapowiedzi i całkiem obiecujących parametrów tusz okazał się dla mnie całkowitym niewypałem bo co z tego że ma ładny kolor się nie nie rozmazuje kiedy z nim na rzęsach wyglądam praktycznie tak samo jak i bez tuszu?
Po niespełna miesiącu jego użytkowania poszedł w odstawkę i choć już kilka razy po niego sięgałam w ramach sprawdzenia skutków "podeschnięcia" to za każdym razem z wielkim rozczarowaniem odkładałam go ponownie.
Polecać go zdecydowanie nie będę bo nie mam ku temu powodów jednak widziałam tez kilka jego pozytywnych recenzji w sieci a moja koleżanka jest z niego bardzo zadowolona więc możecie wypróbować na własne ryzyko. Dużych strat finansowych to nie przyniesie.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Sylwestrowe szaleństwo

Tak, wiem po sylwestrowej imprezie zostało już tylko wspomnienie i oczekiwanie na następną, ale ja jeszcze na chwilę wrócę do tamtej nocy i pokażę Wam jaki manicure uprzyjemniał mi wieczór.
Zapraszam :)
                                       
Golden Rose
Miss Selene mini
Nail Lacquer
218
                                  
 POJEMNOŚĆ: 5ml
 DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie niesieciowe i mniejsze sieciowe, internet.
 CENA: Około 3zł
                                              
                                                             
Plusy:
- Ładny, prawie idealny, odcień słonecznej żółci.
- Niska cena.
- Łatwa dostępność.
- Mała pojemność, dzięki czemu można go zużyć a ze względu na minusy nie zadręcza też swoją obecnością.
                                                
 - Pędzelek - mały, krótki, precyzyjny ale niestety nabiera zbyt mało lakieru więc ciężko nim równo pomalować całą płytkę.
- Płynna i bardzo rzadka rozlewająca się ale za to samopoziomująca konsystencja.
                                                         
Minusy:
- Tragiczne krycie - paznokieć trzeba wręcz zalewać trzema grubymi warstwami lakieru a nadal widać prześwity.
- Kremowo-żelowe wykończenie.
- Dramatyczne schnięcie a waściowie jego brak.
- Wydajność - po dwóch malowaniach zużyłam go już 1/3.
                                                      
No cóż - sięgając po ten lakier mam ochotę strzelić sobie w łeb <wali głową w mur> ale kolor tak bardzo mi się podoba, że nie potrafię z niego zrezygnować.
                                               
                                                     
Dla urozmaicenia słonecznikowej żółci i ukrycia niedoskonałego krycia dodałam brokat.
                                                
                                                
 MIYO
Mini Drops
Lakier do paznokci
no 153 Green Fireworks
                                          
 POJEMNOŚĆ: 7ml
 DOSTĘPNOŚĆ: Niektóre drogerie niesieciowe i mniejsze sieciowe, internet.
CENA: Około 5zł

                                                 
Plusy:
- Piękne połączenie zielonych i srebrnych, połyskujących wszystkimi kolorami tęczy drobinek.
- Mieszanka drobnego brokatu i większych sześciokątów, które urozmaicają i ożywiają ostateczny efekt.
- Zupełnie bezbarwna baza, która pozwala stosować brokat na inne lakiery a jednocześnie nadaje świetny szklany połysk.
- Brokat dobrze się nabiera na pędzel i chętnie zostaje na paznokciach przy maksymalnie trzech pociągnięciach pędzelkiem, dzięki czemu nie trzeba nakładać go grubą warstwą.
- Wydajność - praktycznie go nie ubywa.
- Krótki i precyzyjny pędzelek odpowiedniej twardości.
- Niska cena.
- Nie za duża, ani nie za mała - wręcz idealna pojemność.
- Przyjemna, nie rozlewająca się konsystencja.
                            
- Dostępność - niestety tę wersję dosyć ciężko znaleźć :(
- Wysychanie - w normie, nie ma co oczekiwać cudów.
                                   
Minusy:
- Zmywanie - jak to u brokatów nie ma lekko, ale na szczęście nie dobija.
                                           
Ten lakier zawrócił mi w głowie już w drogerii, gdy mrugnął do mnie oczkiem brokatu. Zakochałam się w nim totalnie i od razu wiedziałam, że muszę go mieć. Pomimo uciążliwego zmywania zachwyca mnie za każdym razem gdy tylko na niego spoglądam. To był dobry wybór :)
                                              
                                                  
  Jeżeli wiecie o jakimś porządnym żółtku o dobrym kryciu i podobnym kolorze to dajcie znać bo chętnie go kupię.

sobota, 28 maja 2011

ASK: K - kredki do makijażu

Nie licząc ego co już opisałam i tego co do opisania mi zostało przedstawię Wam dzisiaj pięć kredek do oczu. Było ich trochę więcej ale po drodze się wykruszyły;) O dość traumatycznym rozstaniu z jedną z nich pisałam jakiś czas temu. Zatem do rzeczy;)
1. VERSATI Kredka do oczu czarna No 1. - Bardzo tania i bardzo długa. Nie wiem czy rysik sięga do końca ale kredka ma półtorej długości standardowej kredki. Kupiłam ją bo chciałam miękką kredkę na górną linię wodną ale niestety nie sprawdziła się - jest zbyt twarda i szczypie w oczy:( Na powiece jeszcze jej nie testowałam więc nie wypowiem się co do trwałości i jakości. Czerń jest bardzo ładna - prawdziwie czarna. Dodatkowym atutem jest zatyczka-strugaczka, którą po zużyciu kredki wykorzystam do innych tego typu produktów.
OCENA: brak
2. LANCOME Paris  3 in 1 Eyeshadow Lipliner Eyebrow 001 Noir Andalou - Ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu dostałam ją od TŻa. Na razie nie używałam jej jeszcze tylko testowałam na ręce. Jest dosyć miękka (ale nie za bardzo) i ładnie czarna.
OCENA: brak
3. BELL Professional Eye Liner Pencil Konturówka do oczu numer 7 - Chociaż średnio przypadła mi do gustu to już mój drugi egzemplarz. Kupiłam ją do szkoły, bo po zajęciach facepaintingu trzeba było cyk pyk myk zrobić sobie makijaż i lecieć na inne zajęcia albo do domu (wieczorem) i w związku z tym stwierdziłam, że im bardziej miękka kredka tym lepiej. Dodatkowym jej atutem jest to, że jest wysuwana więc w razie "w" nie trzeba w popłochu szukać strugaczki. Co do samej kredki to jest bardzo, bardzo, bardzo miękka. Dobrze się nią rysuje ale jest słabo na pigmentowana więc trzeba kilkakrotnie poprawiać kreskę aby uzyskać głęboką czerń. Kredka zarówno na bazie jak i bez niej jest bardzo nietrwała. Szybko się odbija, rozmazuje, rozpływa, blaknie i znika. Myślę, ze nadałaby się do smokey eyes ale też trzeba by się napracować przy nakładaniu. Nie szczypie w oczy ale na linię wodną się zupełnie nie nadaje - nie przylega i praktycznie wcale nie barwi. Rysik jest bardzo krótki w porównaniu do długości całej kredki - stanowi jej około jednej trzeciej a w porównaniu do kredki Lancome to nawet jedną czwartą.
OCENA: 2,5/6
4. PIERRE RENE Eyeliner Waterproof 02 - Dobra brązowa kredka i chociaż nie używam jej często to jestem zadowolona. Co prawda o wodoodporności to pewnie ona nawet nie słyszała ale przy zakupie absolutnie nie kierowałam się tym wymaganiem (nawet nie zwróciłam uwagi, że pisze na niej waterproof). Jest miękka i dobrze na pigmentowana. Łatwo narysować nią zarówno delikatną jak i wyrazistą kreskę. Nie ma też problemu z jej rozcieniowaniem. Bez bazy może trochę blaknąć i się rozmazywać ale na bazie nie stwarza większych problemów. Zatyczka, którą widać na zdjęciu nie jest oryginalna - i pochodzi od czarnej kredki Eveline.
OCENA: 4,5/6
5. MISS SPORTY Eye pencil 015 basalt  - Kredka o bardzo przyjemnym szarym kolorze. Jest dość dobrze na pigmentowana ale jest bardzo twarda i trzeba trochę namęczyć powiekę aby uzyskać pożądany efekt. Bardzo podoba mi się kolor ale rzadko jej używam bo mam wrażliwe powieki i trudno mi się z nią dogadać. Czasami ma lepsze dni i jest bardziej miękka a ja mam więcej cierpliwości i wtedy robię nią kreskę. Absolutnie nie nadaje się do stosowania na cienie do powiek - cienie odklejają się od powieki i przyklejają do rysika a kredka ślizga się po powiece.
OCENA: 3/6

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...