Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

Drogi balsam do ciała. Czy warto?

Sklepowe półki aż uginają się od balsamów do ciała dostępnych już od kilku złotych. Wszystkie, zarówno te tanie jak i drogie, reklamowane są jako te najlepsze i jedyne, które zaspokoją wszystkie potrzeby ciała, mają właściwości pielęgnacyjne i odżywcze. W związku z tym nasuwa się pytanie czy warto kupować drogi balsam skoro tani obiecuje to samo?
Jeżeli jesteście ciekawi jak ja na nie odpowiem to zapraszam do dalszej części posta :)
                                            
Pat&Rub
Balsam do ciała
Trawa cytrynowa-kokos
                                    
Co obiecuje producent?
Nawilżenie, wygładzenie, łagodzenie podrażnień, ochronę przed wysychaniem i promieniowaniem UV, oczyszczenie, ujędrnienie i poprawę wyglądu, czyli same cuda ;)
                    
                                              
SKŁAD:
aqqua, camelia sinensis leaf water, caprylic/capric trigliceride, orbignya oleifera seed oil, glycerin, cetearyl alcohol, hibiscus sabdariffa leaf extract, betaine, glyceryl stearate, butyrospermum parkii fruit (shea butter), simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, caprylyl glycol, phenylethyl alcohol, cetearyl glucoside, stearic acid, sodium hyaluronate, parfum, theobroma cacao (cocoa) seed butter, sodium phytate, tocopherol (mixed), beta-sitosterol, squalene, d-panthenol, cymbopogon schoenanthus oil, citral, coumarin, geraniol, limonene, linalool

                                                 
Co o nim sądzę?
                                 
Zacznę może od minusów bo one bolą najbardziej:
- Pierwszym i najważniejszym jego minusem jest stosunek ilości do ceny. 59zł za jedyne 200ml to jednak trochę sporo.
- Wydajność - Albo mi się wydaje co jest raczej mało prawdopodobnie albo jest zatrważająco niska. Mam wrażenie, że zużyty niedawno balsam o pojemności 150ml wystarczył mi na dłużej...
- Opakowanie - Lubię buteleczki air-less ale tylko w przypadku kosmetyków do twarzy choć i tak mam wrażenie, że mocno zmniejszają ich wydajność. W przypadku balsamu do ciała jest mi takie cudo całkowicie zbędne a na dodatek mam wrażenie, że jednak znacząco podnosi cenę bo w końcu wyprodukowanie prostego słoiczka musi być sporo tańsze.
- Pompka - jest ładna i praktyczna, i jak już zacznie działać to jest OK ale w momencie gdy zaczynałam balsam miałam wrażenie że się zepsuła bo wcale nie chciała pociągnąć zawartości. Myślałam, że się popłaczę ze złości i bezsilności. Na szczęście w skutek moich drastycznych działań i braku delikatności odpaliła.
                                              
                     
- Dostępność -Tylko Sephory i internet co nie każdemu jest na rękę.
                                                   
Co w takim razie na plus:
- Konsystencja - Gęsta i dosyć zwarta bardziej przypominająca masło do ciała niż balsam ale przyjemna i rozluźniająca się pod wpływem ciepła ciała.
                                   
                         
- Wchłanianie - Błyskawiczne i bezproblemowe. Na dodatek balsam nie pozostawia żadnej warstwy dzięki czemu skóra zaraz jest sucha i można się spokojnie ubrać.

                                                    
- Zapach - Nadal intensywny i wyczuwalny ale nie aż tak jak w przypadku masła do ciała, o którym pisałam TUTAJ dzięki czemu sięganie po kosmetyk i używanie go to czysta przyjemność. Dosyć często zdarza mi się wyciągnąć go z szafki tylko do powąchania ;)
- Kolor - Kremowy, w zasadzie neutralny. Nie bieli ani nie brudzi co jest ważne gdy chcemy się ubrać natychmiast po balsamowaniu.
- Na koniec plus największy i najważniejszy, czyli działanie - Balsam doskonale nawilża, natłuszcza i chroni skórę przed wysuszeniem. Regeneruje ją i wzmacnia. Już po kilku użyciach miałam wrażenie, że skóra stała się grubsza, bardziej jędrna i twarda, jakby bardziej gęsta ale jednocześnie gładka i miła, taka satynowa w dotyku. Jest także bardziej elastyczna i sprężysta co czuć przy każdym dotknięciu. Również wygładza, bo cellulit drastycznie się zmniejszył choć wiem, że na to duży wpływ miała też moja rezygnacja ze słodyczy i ćwiczenia. Widocznie też poprawia wygląd skóry przez łagodzenie podrażnień i przyspieszanie gojenia drobnym zranień, które u mnie wysterują dosyć często ;)
                                   
Jaki jest zatem mój werdykt?
Ano jedyny dla mnie słuszny - zdecydowanie warto zainwestować w dosyć drogi balsam Pat&Rub. Jego dobroczynny wpływ na moją skórę jest nieoceniony i jeżeli tylko finanse pozwolą to będę sięgać po ich kosmetyki bo mam ochotę na więcej.
Z czystym sumieniem mogę je również polecić. Jeżeli tylko cena Was nie przeraża i nie obawiacie się uzależnienia to wypróbujcie. Może się okazać, że będziecie równie zadowoleni.
                                
Tymczasem zaczynam pisać list do Świętego Mikołaja z prośbą o dwa kontenery balsamów do ciała. Mam nadzieję, ze nie jest za późno i zdąży zrealizować zamówienie bo byłam w tym roku wyjątkowo grzeczna ;)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Kosmetyczne niewypały: sierpień 2013

Od jakiegoś czasu pojawiał się a potem znikał w mojej głowie pomysł na cykl postów o kosmetycznych bublach. Mimo to zawsze coś mnie powstrzymywało i zniechęcało. Tym razem jednak w związku z tym, że kosmetyczne badziewia zalały mnie jak Morze Czerwone armię Faraona postanowiłam się nie poddawać i dać upust swoim emocjom.
Co do samego cyklu - nie będzie on pojawiał się co miesiąc bo nie chcę na siłę wynajdować bubli wśród tego co używałam. Warunkiem koniecznym do pojawienia się takiego postu będzie uzbieranie przeze mnie 5-ciu kosmetyków, spełniających wymagania do tytułu "kosmetycznego niewypału".
Dzisiaj jest ich nawet trochę więcej więc zapraszam :)
                                                                          
                                                  
FLOS LEK eye care
Dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Do demakijażu nie użyłam go ani razu ze względu na zawartość kancerogennego barwnika więc karnie oddelegowany został do mycia beautyblendera. Co prawda podkłady z niego usuwał bardzo dobrze ale niestety przefarbował moje jajo na niebiesko! Na dodatek nie wiadomo czy plamy te w ogóle kiedykolwiek zejdą. Nie szaleję jakoś z rozpaczy, jednak zastanawia mnie jak można uznać za bezpieczne w stosowaniu w okolicach oczu coś co trwale barwi gąbkę...
                                                     
POLLENA Ostrzeszów Biały Jeleń
Żel do mycia twarzy hipoalergiczny
Tak samo jak poprzednik za zawartość Cl 42090 nie trafił nigdy na twarz a został przeznaczony do mycia jaja i pędzli. Myje średnio i z większymi zabrudzeniami sobie nie radzi a dodatkowo jego używanie utrudnia paskudnie glutowata i ciągnąca się konsystencja, przez którą ciężko go wydobyć z opakowania, gdyż po puszczeniu ściśniętej butelki wciąga się z powrotem do wewnątrz. Na szczęście jest też niezbyt wydajny więc nie musiałam się z nim długo męczyć.
                                                                                 
                                                                              
 NIVEA Intimate Sensitive
Płyn do higieny intymnej
Kupiłam go z ciekawości bo zawsze tylko Lactacyc i Lactacyd czasami zdradzany z jakimiś tańszymi płynami, i wszystko byłoby ładnie, pięknie tylko nie rozumiem jak ktokolwiek mógł napisać na tym specyfiku przypominającym działaniem kreta zdanie: "Łagodząca pielęgnacja dla wrażliwej skóry"! Stosowanie tego specyfiku przez niespełna tydzień doprowadziło mnie do takiego stanu, że nawet chodzenie do toalety stanowiło przykry przymus i ostatecznie w niedzielę musiałam z zapałem szaleńca ganiać po galerii w poszukiwaniu łagodzącej wersji Lactacydu. W połączeniu z antybiotykiem wywołał taki Sajgon, że od tygodnia walczę z efektami ubocznymi stosowania tego duetu. Za to w przy myciu beautyblendera i pędzli spisuje się świetnie bo bez żadnego problemu wyciąga z nich największy syf.
 Nie polecam nawet twardzielkom chyba, że szukacie dobrego środka do mycia przyborów kosmetycznych i odplamiacza w jednym.
                                                                      
 FARMONA Fresh&Beauty
Morski peeling solny
Pomijając już fatalny skład z parafiną na początku, całym arsenałem parabenów i kancerogennym barwnikiem na koniec oraz beznadziejną wydajność (wystarczył dokładnie na 2,5 użycia) jego największym minusem jest zapach. O ile w opakowaniu wydaję się być przyzwoity o morskich w nutach, tak po nałożeniu na skórę zmienia się nie do poznania i cuchnie jak starodawna, tania kostka klozetowa przez co używanie tego specyfiku to koszmar. Brrr...

                                                                                   
DOVE Summer Glow
Samoopalający balsam do ciała do jasnej karnacji
Jestem bladziochem i jestem z tego dumna. Czasami jednak chcę się trochę podkolorować i to niekoniecznie za pomocą wylegiwania na słońcu. Wtedy sięgam po balsamy brązujące ze względu na delikatny efekt i łatwość stosowania bo samoopalaczami posługiwać się nie potrafię. No i właśnie słowo "EFEKT" jest tu słowem kluczowym, bo żeby uzyskać jakąkolwiek, ledwo widoczną opaleniznę za pomocą tego kosmetyku trzeba go żmudnie aplikować przez wiele dni. Na dodatek trwałość opalenizny jest odwrotnie proporcjonalna do czasu jej pojawiania się, co oznacza, że już po trzech myciach nie ma po niej śladu. Więcej na jego promocję się nabiorę.
W ubiegłym roku stosowałam świetnie sprawdzający się balsam Lirene Body Arabica do jasnej karnacji i w przyszłym roku pokornie do niego wrócę.
                                                                 
AA DEO Hair Control
Anti-perspirant
No cóż poza ładnym zapachem antyperspirant musi również charakteryzować się działaniem, które tutaj jest poniżej oczekiwań. Nie trzeba upałów ani wysiłku fizycznego aby przestał sobie radzić z zapachem potu i wilgocią. Poprawki w ciągu dnia to bezwzględna konieczność o ile nie chcecie raczyć otoczenia swoim naturalnym zapachem. Na dodatek jest wydajny i trzeba się z nim długo męczyć. To już moja druga kulka od AA, i druga, która poza ładnym zapachem nie robi nic. Przy kolejnych zakupach będę je omijała szerokim łukiem.
                                                                              
                                                                                       
NIVEA BB Cream
Cera jasna
Na początku, zaraz po nałożeniu ma dziwny piaskowo-różowy kolor a potem... A potem pokazuje swoje (nie, nie WASZE tylko SWOJE) prawdziwe oblicze. Jeżeli nie jesteście rodowitymi mieszkankami Indii czy Egiptu albo prawdziwymi Indiankami prosto, z którejś z Ameryk to trzymajcie się od niego z daleka bo cera Wasza jest na bank za jasna i będziecie wyglądać jakbyście wychowywały się w kopalniach Morii a teraz próbowały przyszyć sobie głowę, którejś z wyżej wymienionych kobiet... Nawet nie chcę wiedzieć jaki efekt daje wersja do ciemnej karnacji...
                                           
To już wszystkie buble jakie udało mi się wyłapać do posta. Sporo takich gagatków znajdziecie również w poście o zużyciach lipca 2013, bo w ubiegłym miesiącu pożegnałam ich sporo.
                                              
A jak tam Was?
Trafiają się Wam buble, które kładą się cieniem na cały rynek kosmetyczny czy macie szczęście je omijać?

niedziela, 25 listopada 2012

Olejem i woskiem w suchą skórę;)

Wraz ze zmianą pogody na coraz zimniejszą i ponurą zmieniają się też wymagania mojej skóry. Staje się sucha, szorstka a po kąpieli ściągnięta i sprawia wrażenie jakby zaraz miała popękać. Nie zawsze tak było - kiedyś spokojnie mogłam zapomnieć o balsamach nawet na dłuższy czas i nic się nie działo. Wszystko się jednak zmienia i im jestem starsza tym większe wymagania ma moje ciało. Wśród upominków, które dostałam na Krakowskim Spotkaniu Bloggerek - KLIK dostałam kilka mazideł do ciała, które pokazywałam Wam TUTAJ. Sporo z nich już zużyłam i opisałam a dzisiaj przyszła pora na kolejny z nich. Jeżeli jesteście ciekawi jak poradził sobie z moją kapryśną skórą to zapraszam do dalszej części posta.
                                 
 Lirene
Intensywna Regeneracja
Balsam
Skóra sucha i szorstka
Kremowa formuła lipidowa do 100% regeneracji
Olej brzoskwiniowy
Wosk z oliwek
                                              
 OBIETNICE PRODUCENTA:
                                                  
SKŁAD:
                                                                                  
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Przyjemny, słodki, pudrowy. Kojarzy mi się ze świeżo zmielonym zbożem - coś jak zapach płatków owsianych ale to nie do końca to. Nie przeszkadza ani nie utrzymuje się zbyt długo.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA: Biała ale po nałożeniu na skórę znika. Nie bieli.
KONSYSTENCJA: Gęsta ale nie zwarta. Po wyciśnięciu trochę się rozlewa po dłoni. Bardzo łatwo się rozprowadza ale ale potrzebuje chwili, żeby się wchłonąć.
  DZIAŁANIE: Tak jak obiecuje producent bardzo dobrze nawilża, natłuszcza i odżywia skórę.
Po zastosowaniu tego balsamu skóra staje się miła i miękka w dotyku, znika wrażenie, że zaraz popęka z przesuszenia, przestaje być szorstka. Na lato może być zbyt ciężki i tłusty ale teraz spisuje się świetnie. Nie testowałam go na świeżo wydepilowanej skórze więc nie mogę się wypowiedzieć o jego działaniu na tym polu.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra - dzięki silnym właściwościom nawilżającym i dosyć długim wchłanianiu zużywa się powoli.
SKUTKI UBOCZNE: Pozostawia dosyć lepki film, który po dłuższej chwili się wchłania.
OPAKOWANIE: Plastikowa, czerwona, spłaszczona butelka z praktycznym korkiem.
Butelka nie jest przezroczysta ale pod światło łatwo podejrzeć ile balsamu zostało jeszcze w środku. Mna ją bez problemu postawić na zakrętce dzięki czemu łatwo zużyć balsam do końca. Grafika utrzymana jest w biało-zielonej kolorystyce ze srebrnymi dodatkmi.
POJEMNOŚĆ: 250ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 15zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek.
OCENA: 4,5/6
                               
Podsumowując: Tak jak oczekiwałam balsam okazał się bardzo dobry i spełnił obietnice producenta. Tłusty film trochę mi przeszkadza ale i tak warto po niego sięgnąć ;)
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

wtorek, 6 listopada 2012

Kaszmirowe mango ;)

Balsam do ciała to u mnie najszybciej znikający kosmetyk dlatego przed Wami kolejna recenzja:) Ten kosmetyk mogliście już oglądać TUTAJ dlatego bez dłuższych wstępów przejdę do rzeczy :)
                                 
 Flos Lek Laboratorium
Certyfikat Natury Flos Lek
Natural Body
Balsam do Ciała
Mango Marakuja
Kaszmirowy balsam do pielęgnacji ciała
regeneruje i nawilża
                                        
OBIETNICE PRODUCENTA:
                              
SKŁAD:
aqua, propylene glycol, ethylhexyl stearate, arachidyl alcohol, behenyl alcohol, arachidyl glucoside, caprylic/capric trygliceryde, prunus amygdalus dulcis oil, butylene glycol, laminaria hyperborea extract, parfum, lanolin, butyrospermum parkii butter, dimethicone, cetearyl alcohol, panthenol, hydrolyzed keratin, phenoxyethanol, methylparaben,  ethylparaben, mentha piperita extract, mangifera indica fruit extract, tocopheryl acetate, triethanolamine, carbomer, allantoin, peg-8, tocopherol, ascorbyl palmitate, ascorbic acid, citric acid, disodium edta, c.i. 47005, c.i. 14720, butylphenyl methylpropional, linalool, hexyl cinnamal, alpha isomethyl ionone, citronellol, limonene, benzyl benzoate
                               
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH:
Delikatny, słodki ale również świeży, owocowo-pudrowy. Czuć w nim zarówno mango jak i marakuję. Bardzo przypadł mi do gustu jednak uważam, że zdecydowanie bardziej pasuje na ciepłe miesiące niż na zimę. Zapach długo utrzymuje się na skórze.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA:
Delikatnie pastelowa, prawie biała, jednak ma w sobie odrobinę pomarańczu.
KONSYSTENCJA: Bardzo delikatna i lekka przypomina mleczko ale balsam nie jest tak lejący.
  DZIAŁANIE: Balsam lekko nawilża ale zdecydowanie nie jest to spełnienie obietnic producenta ale nie natłuszcza. Niestety nie niweluje uczucia ściągnięcia i napięcia skóry ale staje się ona gładka i miłą w dotyku Oczekiwane nawilżenia daje dopiero nałożenie sporej ilości kosmetyku.
Podejrzewam, że duży wpływ na działanie ma pora roku i sezonowe przesuszenie, jednak producent przeznacza go do skóry bardzo przesuszonej i szorstkiej więc uważam, że tym bardziej powinien sobie radzić. Nie zauważyłam efektu chłodzenia. Balsam bardzo szybko się wchłania i pozostawia niezwykle lekki, nietłusty i nie lepiący film.
WYDAJNOŚĆ: Niestety niska przez to, że trzeba go dużo nakładać.
SKUTKI UBOCZNE:
Brak.
OPAKOWANIE: 
Plastikowa, bardzo miękka tubka z nakrętką zamykana klapką. Stawiana jest na zakrętce co pozwala wykorzystać kosmetyk do końca. Tubka nie jest przejrzysta ale pod światło można podejrzeć ile produktu jeszcze zostało. Grafika utrzymana jest w biało-pomarańczowo-czarnej kolorystyce ze srebrną nazwą firmy.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ:
Drogerie, internet.
CENA:
Około 15zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek.
OCENA: 3
/6
                               
Podsumowując: Nie jest zły ale zdecydowanie bardziej nadaje się na lato niż na jesień i zimę. Obecnie nie zaspokoił moich potrzeb jednak nie wykluczam, że jeszcze kiedyś, gdy będzie ciepło. kupię go ponownie;)
                                 
Produkt ten dostałam od firmy Flos Lek Laboratorium na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

niedziela, 14 października 2012

Hibiskus;)

Do tej pory myślałam, że jestem wredna i czepialska. Ostatnio nawet zaczęłam się zastanawiać czy nie mam zbyt wygórowanych wymagań (rozmawiałam nawet na ten temat z Natalią na Spotkaniu przy Kawce - KLIK) i czy w ogóle jest na świecie taki balsam do ciała, który jest w stanie mnie zadowolić tak na 100%...
Zupełnie niedawno przyszło mi skonfrontować moje oczekiwania z kolejnym kosmetykiem, który dostałam na Krakowskim Spotkaniu Bloggerek i mogliście go już oglądać tutaj - KLIK, i okazało się, że nie tylko jest taki kosmetyk ale również, że jest on tani i łatwo dostępny...
Jeżeli jesteście ciekawi co mi tak dogodziło to zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią posta:)
    
Cztery Pory Roku
eco dermine
Rozświetlający
Balsam do ciała
Eco Hibiscus
95% Składników pochodzenia Naturalnego
   
OBIETNICE PRODUCENTA:
     
SKŁAD:
Warto zwrócić uwagę na to, że producent na zielono zaznaczył składniki pochodzenia naturalnego a na czerwono składniki syntetyczne. Dla osób niezbyt znających się na składach, czyli również dla mnie jest to idealne rozwiązanie:)
            
MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH:
Tutaj zdania są podzielone. Dla mnie ten balsam pachnie truskawkami smażonymi na dżem/powidła/przetwory natomiast moja męska połówka twierdzi, że jemu pachnie malinami. No cóż, jakby nie było kosmetyk pachnie bardzo przyjemnie.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA:
No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak określić ją w dyplomatyczny sposób musztardową, chociaż mi kojarzy się ona zupełnie inaczej;) W balsamie znajdują się również złote, połyskujące ale nie nachalne drobinki brokatu.
KONSYSTENCJA: Bardzo rzadka, lejąca i prawie płynna. Bardziej przypomina mleczko do ciała niż balsam. Drobinki są oczywiście ciałem stałym ale nie drapią ani nie podrażniają skóry.
  DZIAŁANIE: Pomimo tego, że wchłania się niesamowicie szybko, wręcz z prędkością światła i to tak mocno, że wywołuje uczucie tępej, suchej i nadal nienawilżonej skóry oraz pozostawia ją bez żadnej wycz
uwalnej warstwy (brak sylikonów i innych "wygładzaczy" w składzie) oraz mimo, że producent tego nie obiecuje balsam idealnie nawilża ciało. Po jego regularnym stosowaniu poprawia się kondycja skóry dzięki czemu staje się ona zregenerowana i przyjemna w dotyku. Spisuje się idealnie nawet na moich przesuszonych łydkach a także po depilacji na podrażnionej skórze.
Co prawda nie zauważyłam wyrównania kolorytu ani niwelacji przebarwień ale nie mam takich problemów więc nie miałam na czym obserwować. Z resztą i tak nie bardzo wierzę w takie obietnice.
W kwestii rozświetlenia skóry to tak, występuje i jest ono widoczne dzięki drobinkom, które utrzymują się na ciele od nabalsamowania do kąpieli;)
WYDAJNOŚĆ: Dobra.
SKUTKI UBOCZNE:
Brak.
OPAKOWANIE: Wyprofilowana, lekko spłaszczona, wąska butelka zwężona w środku, rozszerzająca się ku górze i ku dołowi.
Otwór przez który wydobywamy produkt jest mały więc z łatwością wydobywamy tyle kosmetyku ile potrzebujemy bez zbędnego jego rozlewania. Zamknięcie to praktyczna klapka zamykana na klik, która otwiera się i zamyka idealnie łatwo a przy tym nie ma zagrożenia, że otworzy się sama. Dodatkową zaletą jest płasko ścięta zatyczka, dzięki czemu spokojnie możemy postawić butelkę do góry dnem i zużyć balsam do samego końca.
Butelka jest w kolorze bieli złamanej beżem z perłowym połyskiem. Nie jest przezroczysta ale pod światło spokojnie można podejrzeć ile balsamu jeszcze w środku zostało. Grafika opakowania jest brązowo-zielona z czerwonymi, srebrnymi i granatowymi dodatkami.
POJEMNOŚĆ: 250ml
DOSTĘPNOŚĆ:
Drogerie, internet.
CENA:
Około 8zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam na spotkaniu bloggerek.
OCENA: 6
/6
   

Podsumowując: Jak dotąd jest to najlepszy balsam do ciała jaki miałam okazję używać i jak tylko wykończę zapasy to udam się na jego poszukiwanie bo zostanie ze mną na bardzo, bardzo długi czas.
Jedyną jego wadą jest opakowanie - niestety nie produkują takich o pojemności 1,5l (a przynajmniej 0,5l) bo chętnie bym taki zakupiła;)
   

Produkt ten dostałam od firmy Pharma CF  na spotkaniu bloggerek jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

wtorek, 11 września 2012

Słoneczne treningi;)

Dzisiaj nadszedł czas na drugą z recenzji kosmetyków do opalania DAX Sun przekazanych mi w ramach współpracy, o której informowałam Was TUTAJ więc bez zbędnego rozgadywania przejdę od razu do rzeczy;)

DAX Sun
SPORT Balsam do opalania
 Bardzo wysoka ochrona SPF 50+ UVA UVB

OBIETNICE PRODUCENTA:

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Delikatny, świeży, roślinny. Po rozprowadzeniu na ciele staje się trochę bardziej intensywny niż w opakowaniu jednak nie jest nachalny. Dosyć długo się utrzymuje po aplikacji.
SMAK: Nie próbowałam;)
BARWA: Biała ale złamana odrobiną żółci. Po rozprowadzeniu staje się przezroczysty i w ogóle nie bieli, nie brudzi też ubrań - REWELACJA:)
KONSYSTENCJA: Kremowa, bardziej gęsta niż typowego balsamu do ciała ale delikatniejsza niż kremu. Nie zmienia konsystencji pod wpływem ciepłoty ciała. Szybko się wchłania i nie powoduje błyszczenia skóry - kolejny zachwyt;)
DZIAŁANIE: Tutaj muszę przyznać, że praktycznie zgodne z obietnicami producenta.
W kwestii ochrony przeciwsłonecznej nie mam mu nic do zarzucenia - w słońcu mniejszym i większym skóra jest doskonale chroniona i nie przejawia najmniejszych objawów negatywnego wpływu promieni słonecznych. Ba! Skóra w ogóle nie przejawia jakichkolwiek oznak kontaktów ze słońcem, jakbym cały czas chodziła w grubym swetrze albo po prostu siedziała w domu;)
Co do ochrony i naprawy DNA skóry ciężko mi się wypowiedzieć bo specjalistycznych badań laboratoryjnych nie przeprowadzałam a gołym okiem to raczej nie da się czegoś takiego ocenić. Z resztą nie będę ukrywać, że sceptycznie podchodzę do takich obietnic.
Intensywne nawilżenie - ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat ponieważ zawsze nawilżam skórę wieczorem po kąpieli a balsam stosuję rano jednak po jego nałożeniu, skóra jest gładka, miękka i satynowa w dotyku.
Wodoodporności tego kosmetyku nie miałam okazji dokładniej sprawdzać więc muszę wierzyć na słowo;)
W kwestii nie powodowania podrażnienia fototoksycznego producent także wywiązuje się z obietnic. Nie zauważyłam aby ten preparat miał jakikolwiek niekorzystny wpływ na moją skórę.
Co do obietnicy iż kompozycja zapachowa jest bez alergenów - również muszę w nią wierzyć na słowo jednak biorąc pod uwagę bardzo delikatny zapach bez wyraźnych nut perfumeryjnych nie mam większych zastrzeżeń.
Dodatkowym atutem przemawiającym za tym balsamem jest fakt że pozostawia skórę matową i w ogóle się nie lepi. Nie jest również tłusty.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra.
SKUTKI UBOCZNE: BRAK:)
OPAKOWANIE: Fikuśna, przypominająca kroplę płaska tubka stawiana zakrętce. Zamknięciem jest wysuwany po przekręceniu nakrętki dziubek:
Bardzo praktyczny bo mamy pewność, że nic nam się nie chcący nie otworzy, nie urwie ani nie zgubi:)
Całość opakowania utrzymana jest w niebiesko-biało-pomarańczowej kolorystyce. Niestety plastik, z którego wykonana jest tuba jest zbyt twardy więc wydobycie zawartości wymaga użycia siły.
POJEMNOŚĆ: 150ml
DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, internet.
CENA: Około 30zł chociaż ja mój egzemplarz dostałam w ramach współpracy.
OCENA: 5,5/6
Podsumowując: Zdecydowanie jest to najlepszy kosmetyk z filtrem jaki miałam przyjemność dotąd używać. Fakt, że nie bieli, nie brudzi i się nie klei sprawił, że z przyjemnością po niego sięgam. Polecam go wszystkim, którzy nie stosują filtrów ze względu na powyższe skutki uboczne - ten kosmetyk rozwiązuje wszystkie takie problemy. Myślę, że jeszcze wielokrotnie będę go kupować ponieważ nie tylko ja jestem z niego zadowolona ale moja męska połówka też;)
Produkt ten dostałam w ramach współpracy od firmy DAX Cosmetics jednak nie miało to wpływu na moją ocenę.

sobota, 18 lutego 2012

SLIM EFFECT

DECLEOR
SLIM EFFECT
LOCALISED CONTOURING GEL-CREAM

OBIETNICE PRODUCENTA:
 
 W opakowaniu są też dwie ulotki. Jedna jest duża i na niej są informacje o tym jak używać kosmetyku w różnych językach oraz mniejsza, która jest kartą rejestracyjną.

SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH:  Świeży cytrusowo-roślinny z odrobiną słodyczy. Charakterystyczny dla kosmetyków tej marki.
BARWA: Półprzezroczysta, mętna - wygląda jak przezroczysty żel z dodatkiem mleka.
KONSYSTENCJA: Lejąca odrobinę żelowa. Coś jak rzadki kisiel. Bardzo łatwo i przyjemnie się rozprowadza ponieważ pod wpływem ciepła ciała konsystencja zmienia się w konsystencję rzadkiej śmietanki.
 OBIETNICE PRODUCENTA: Tutaj muszę przyznać, że nie zagłębiałam się w instrukcję. Na podsiadanym przeze mnie egzemplarzu nie ma ani słowa po polsku w związku z czym moje lenistwo wygrało i ograniczyłam się do zapoznania się z obrazkową instrukcją masażu;)
W kwestii działania to bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę. Nie zapycha i nie podrażnia jej nałożony nawet chwilę po goleniu. Co do działania wyszczuplającego i antycelulitowego to zastosowany razem z masażem faktycznie działa ale bez niego już nie. Mam wrażenie, że to zasługa samego masażu i taki sam efekt dałby jakikolwiek balsam z nim zastosowany.
WYDAJNOŚĆ: Bardzo dobra. Ze względu na konsystencję i łatwość rozprowadzania wystarczy odrobina.
SKUTKI UBOCZNE: Brak.
OPAKOWANIE: Plastikowa żółta tuba z brązowymi napisami wykonana z miękkiego plastiku, z praktycznym korkiem, stawiana na zakrętce co bardzo ułatwia wydobycie kosmetyku. Bardzo ascetyczna i utrzymana w ogólnej koncepcji marki.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: Perfumerie Marionnaud i Douglasy.
CENA: 194zł ale ja dostałam go w prezencie co jednak nie wpłynęło na moją ocenę.
OCENA: 3/6

Podsumowując: Bardzo przyjemny w stosowaniu preparat. Jak dla mnie spełnia wymagania stawiane lekkim kosmetykom nawilżającym jednak z wyszczuplaniem i ujędrnianiem już sobie nie radzi a przecież to jest podstawa jego działania dlatego też cenę uznaję za zdecydowanie zbyt wygórowaną.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Gorzka cytryna...

Już jakiś czas temu dostałam paczuszkę od Phenome, którą wygrałam w konkursie u Piękności Dnia. O wszystkim mogliście przeczytać TUTAJ. W tym samym poście obiecałam Wam recenzję i oto nadszedł czas pierwszej z nich.

Phenome
Body-zone
WAKE-UP 
Energizujący sorbet do ciała z werbeną i limonką

OBIETNICE PRODUCENTA 
 Wyjątkowy preparat o konsystencji lekkiego sorbetu oraz apetycznym kolorze dojrzałych cytryn idealnie pielęgnuje każdy rodzaj skóry. Delikatnie chłodzi całe ciało, zapewniając wszechogarniającą rześkość i świeżość oraz pobudzenie sił witalnych. Opracowany na bazie ekologicznych wód roślinnych oraz organicznych substancji czynnych optymalnie nawilża, wygładza i zmiękcza naskórek. Preparat błyskawicznie wchłania się, dotleniając komórki skóry oraz napełniając ciało energetycznym aromatem.
 
SKŁAD:
Oraz wszystko to o czym mówi nam opakowanie;)

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: W teorii jest to zapach werbeny ale jak dla mnie jest to zapach cytryny i to całej. Mam wrażenie, że złożyły się na niego aromaty zmielonego miąższu, skórki i pestek cytryny. Zapach jest bardzo intensywny, mocny i gorzki w pokoju jak odświeżacz powietrza - początkowo mój mąż był nim przerażony, jednak na skórze zapach łagodnieje i robi się łagodny, delikatny, i subtelny. Utrzymuje się dosyć długo i nie gryzie się z innymi zapachami.
BARWA: Żółtawa ale nie jaskrawa tylko taka trochę brudna i mleczna jednak jednocześnie jest również trochę transparentna. Na skórze bezbarwny.
KONSYSTENCJA: Prawdziwy sorbet. Konsystencja jest żelowo-kremowa ale bardziej w kierunku żelu. Sprawia wrażenie bardzo lekkiej ale jest gęsta i wymaga trochę wysiłku aby rozprowadzić sorbet na ciele. Nie rozpuszcza się pod wpływem ciepłoty ciała jednak błyskawicznie się wchłania.
OBIETNICE PRODUCENTA: Spełnione co do joty. Jedyne czego nie zauważyłam to efektu chłodzenia ale szczerze mówiąc było mi to bardzo na rękę bo nie lubię chłodzących kosmetyków jednak zapach zdecydowanie pobudza oraz daje poczucie świeżości i rześkości. Zgodnie z obietnicami doskonale nawilża, wygładza i zmiękcza naskórek. Doskonale działa nałożony zaraz po kąpieli, jak i uwaga - na suchą skórę. Kilka razy zdarzyło mi się "zapomnieć" po kąpieli przez co skóra wyschła, niesamowicie piekła i miałam wrażenie, że zaraz pęknie ale to cudeńko temu zapobiegło i przywróciło komfort.
WYDAJNOŚĆ: Dobra chociaż specjalnie starałam się oszczędzać.
SKUTKI UBOCZNE: Negatywnych brak. Co do pozytywnych to zauważyłam, że łagodzi podrażnienia powstałe po goleniu co liczy mu się na wielki plus.
OPAKOWANIE: Aluminiowa tubka charakterystyczna dla aptecznych maści zakręcana plastikowym korkiem opakowana w papierowe pudełko wyścielone twardą tekturą. Nie jest przezroczysta. Taka forma opakowania nie przypadła mi do gusty ponieważ bardzo ciężko wydobyć resztki gdy mamy tłuste bądź wilgotne ręce. Musiałam się wspomagać zębami, a jak wiadomo to nie jest dobry sposób.
POJEMNOŚĆ: 50, 100 i 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: internet, sklepy stacjonarne w Warszawie, Łodzi i Poznaniu
CENA: Odpowiednio 32, 65 i 99zł - jak dla mnie zdecydowanie zaporowa zwłaszcza że w Krakowie nie ma ich sklepu i do tej ceny musiałabym doliczyć koszt wysyłki.
OCENA: 5/6
    
Podsumowując: Doskonały produkt jednak opakowanie (zdecydowanie) i cena (trochę) psują jego ocenę. Może kiedyś dojdę do takich zarobków, że będę mogła po niego sięgać ot tak, kiedy mi się zachce ale na razie pozostanie dla mnie miłym wspomnieniem.

niedziela, 16 października 2011

Paczuszka od Phenome:)

Już jakiś czas temu udało mi się wygrać rozdanie u Piękności Dnia, w którym nagrodą był zestaw kosmetyków Phenome - krem do rąk i balsam do ciała. Po dosyć długim czasie oczekiwanie i małych perypetiach doczekałam się paczuszki. Kurier DHL pojawił się w piątek ale paczuszka w moje rączki wpadła dopiero w sobotę o szóstej rano. Mocno zaspana zabrałam się za jej otwieranie i sprawiło mi to nie lada problem ponieważ zawartość była rewelacyjnie zapakowana i zabezpieczona przed uszkodzeniem porządnym tekturowym pudełkiem i folią.
Po rozpakowaniu moim oczom ukazał się taki widok:
 Wyciągnięcie tubek z opakowań ponownie przysporzyło mi nie lada problemu ponieważ ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że pudełeczka składają się z kilku warstw które po rozbrojeniu wyglądają tak:
Trochę mnie zdziwiło, że firma obiecująca jak najmniejszy wpływ na środowisko pakuje kosmetyki w papierowe pudełeczko i dodatkową tekturkę...
Tubka zawierająca kosmetyki jest aluminiowa zamykana plastikową nakrętką.
Jednak aby choć trochę pójść w stronę myśli "eko" pudełko, w którym przybyły do mnie kosmetyki zostanie powtórnie wykorzystane przy sesji zdjęciowej;)

Recenzje samych kosmetyków na pewno pojawią się na blogu. Myślę że na pierwszy ogień pójdzie balsam do ciała ponieważ mój obecny właśnie się kończy.

Na koniec jeszcze raz dziękuję Piękności Dnia i marce Phenome za możliwość przetestowania kosmetyków:)

niedziela, 4 września 2011

Mandarynki, pomarańcze;)

Zaniedbałam trochę bloga ze względu na ogrom zajęć jednak dzisiaj mam zamiar to TROSZKĘ nadrobić;)
Zacznę od tego co lubię najbardziej czyli od balsamu do ciała:)

Evitte
Natural Care
Antycellulitowy Balsam do ciała

OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Sztuczny ale przyjemny jednak bardzo daleko mu do zapachu mandarynek.
KONSYSTENCJA: Typowo balsamowa - ani gęsta ani rzadka. Dla mnie idealna;)
OBIETNICE PRODUCENTA:Hmmm... Nie wiem na ile to zasługa tego balsamu a na ile wpływ zmiany trybu życia i zwiększenia ilości ruchu ale faktycznie cellulit jest dużo mniej widoczny;) Czy poprawa kolorytu skóry? - Nie mam pojęcia. Koloryt poprawiam sobie balsamem brązującym Lirene i chyba nic go nie przebije;) Natłuszczenie i nawilżenie - niestety tutaj jest średnio. Ze skórą normalną sobie poradzi ale niestety jeżeli mamy skórę suchą to już nie da rady.
WYDAJNOŚĆ: Mała:( Jak teraz sprawdzałam to wystarczył mi na około trzy tygodnie ale w tym czasie wiele razy na całych nogach (a tam zużywam najwięcej balsamu) zastępowałam go balsamem brązującym Lirene bądź olejkiem po depilacji Yves Rocher.
SKUTKI UBOCZNE: Raz zdarzyło mi się go użyć po depilacji i nie było to rozsądne posunięcie - skóra szczypała i wołała pić. Więcej razy tego nie powtórzyłam.
OPAKOWANIE: Standardowa tuba z praktycznym korkiem, stawiana na zakrętce dzięki czemu balsam spływa w dół i bez najmniejszych trudności można wydobyć praktycznie wszystko bez rozcinania tubki. Plastik nie jest przezroczysty ale pod światło widać ile balsamu jeszcze zostało.
POJEMNOŚĆ: 200ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 10zł ale w promocjach taniej
OCENA: 3,5/6
Podsumowując: Balsam okazał się dość przyzwoity, a nawet lepszy niż się tego spodziewałam dlatego na pewno jeszcze kiedyś sięgnę po inne jego wersje. Zwłaszcza jak będę cierpieć na brak gotówki;)

wtorek, 16 sierpnia 2011

Odrobina lata od Lirene;)

Jako, że współpraca z moja stażodawczynią kiepsko się układa postanowiłam zrobić przyjemność sobie i Wam i naskrobać coś na blogu:) Jako, że współpraca idzie w tę a nie w inną stronę to postaram się teraz częściej pojawiać tutaj w tygodniu;)
Jako, że pogoda tego lata jest raczej niezbyt letnia a praca w galerii nie sprzyja opalaniu postanowiłam wykorzystać do tego celu preparat drogeryjny dlatego dzisiaj na tapecie:
Lirene Dermoprogram
body arabica
balsam brązująco ujędrniający
Cafe Latte
kompleks Slim
olej z karotki
Jasna karnacja
OBIETNICE PRODUCENTA i SKŁAD:

MOJE WRAŻENIA:
ZAPACH: Kawowo-capuccinowy z orzechową nutką;)
KONSYSTENCJA: Dosyć rzadka. Coś pomiędzy mleczkiem a balsamem do ciała.
OBIETNICE PRODUCENTA: Ujędrnienia nie zauważyłam ale też nie stosowałam go codziennie. Maksymalnie było to trzy dni pod rząd a potem przerwa. Za to z obietnic brązowienia wywiązuje się rewelacyjnie. Brąz pojawia się stopniowo - już jednokrotna aplikacja daje lekki efekt a przy stosowaniu kilka dni z rzędu kolor jest mocniejszy. Nie daje efektu marchewy na nogach. Opalenizna znika po 3-4 dniach od zaprzestania stosowania. Nie smuży i nie tworzy plam ani przy nakładaniu ani potem jak schodzi. Dodatkowym atutem tego balsamu jest to, ze cudownie łagodzi podrażnienia po goleniu i nie powoduje wysypu różowych krostek. Ostatnio właściwie tylko w takiej formie go stosuję bo balsam Nivea, który już opisywałam robi z moich nóg masakrę i boje się go nawet zbliżać do świeżo ogolonej skóry.
WYDAJNOŚĆ: Średnia ale nie używam takich kosmetyków codziennie więc wystarczy mi na całe wakacje.
SKUTKI UBOCZNE: Trochę bieli przy nakładaniu ale szybko się wchłania więc białe smugi można bez problemu rozsmarować bez skutków ubocznych. Po jego zastosowaniu trzeba myć ręce.
OPAKOWANIE: Podłużna smukła butla z praktycznym korkiem. Nie jest przezroczysta ale pod światło da się zobaczyć ile balsamu zostało w środku.
POJEMNOŚĆ: 250ml
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, internet
CENA: około 13zł ale w promocjach taniej
OCENA: 5/6
Podsumowując: Jest to mój pierwszy kosmetyk tego typu ale mnie zachwycił i rozkochał w sobie. Daje idealne efekty i nie tylko nie podrażnia ale nawet łagodzi rozognioną goleniem skórę. Ten balsam bardzo pozytywnie nastawił mnie do kosmetyków marki Lirene i teraz będę po nie dużo częściej sięgać - za to Nivea idzie w odstawkę:(

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...